Ponieważ nieustannie podważane jest stanowisko Kościoła w kwestii obrony życia poczętego, a także jednoznacznie negatywnego stosunku do aborcji rozumianej jako niszczenie życia, chciałbym przytoczyć tekst inskrypcji pochodzącej z epoki przedchrześcijańskiej, będącej świadectwem tego iż negatywny stosunek do aborcji nie jest wymysłem chrześcijańskim. Także i kultura antyczna nie była wolna od tego typu negatywnych odniesień.
Na początku XX w. na terenie ruin starożytnego miasta Filadelfia, znanego m. in. z kart NT gdyż mieszkańcy tego miasta byli adresatami jednego z listów św. Pawła, odnaleziono marmurową stelę z częściowo zachowanym napisem w j. greckim Inskrypcja ta od miejsca odnaleziona od tej pory jest nazywana "Inskrypcją filadelfijską" .Sama inskrypcja jest datowana na okres miedzy 2. poł IIa I wiekiem przed Chrystusem. Jest ona pewnego rodzaju wewnętrznym "regulaminem" miejscowego sanktuarium religijnego, zwanego w tekście "domostwem" być może dlatego że sanktuarium to było równocześnie siedzibą stowarzyszenia o charakterze religijno-filozoficznym, na czele którego stał niejaki Dionizjos.
Dokument ten zawiera informacje dotyczące konkretnego sanktuarium,wymienia czczone w nim bóstwa, oraz okresla kategorie osób mające wstęp do sanktuarium. Najciekawsza jest część normatywna, w której nie ma, jak zwykle bywało przepisów czysto rytualnych, występują natomiast zalecenia o charakterze etycznym. Być może wynikało to z tego że sanktuarium filadelfijskie było dostepne dla szerokich kręgów społeczeństwa, zarówno kobiet jak i mężczyzn, co nie było normą w świecie greckim, w którym wiele stowarzyszeń religijnych miało charakter elitarny.
Tutaj ograniczenia dotyczyły nie pochjodzenia lecz zachowań społecznych. Wykluczone były osoby które dopuściły się cudzołóstwa i homoseksualizmu, a także zajmujące się magią lub antykoncepcją.
Bardzo ciekawe jest umieszczenie precyzyjnego zapisu odnoszącego sie do tych, którzy osobiście dokonali zabicia dziecka nienarodzonego, lub też byli posrednimi sprawcami takiego czynu.
Struktura tych zapis bardzo przypomina tekst Przysięgi Hipokratesa , będąc tym samym jednym z najstarszych dowodów na jej znajomość w starożytności.
Autor inskrypcji wyciaga bardzo surowe wnioski i posługuje się okresleniem "dzieciobójstwo", tym samy stwierdzajac że płód jest dzieckiem, a więc człowiekiem, i z tego tez powodu aborcja jest aktem zabójstwa. Tym samym stanowi przestępstwo o charakterze także religijnym, zakłócające ówcześnie akceptowane relacje między wiernymi a bóstwem.
Jest to bardo istotne, gdyż ówczesna myśl będąca pod wpływem stoicyzmu, traktowała płód bardzo często jako rzecz martwą, pozbawioną podmiotowości, tym samym rzeczą będącą własnością ojca rodziny.
Tutaj natomiast do czynienia z bardzo wyraźnym utożsamieniem aborcji z zabójstwem dziecka, co jest wyjątkowe w świecie starożytnym. Pomimo braku innych ąz tak jednoznacznych świadectw z tej epoki "Inskrypcja filadelfijska" jest jednak dowodem na to że tego typu myśl nie jest czymś wyjątkowym. Nawet w świecie antycznym.
Ruiny starożytnej Filadelfii - dzisiejsze Alasehir - Turcja
"INSKRYPCJA FILADELFIJSKA"
Dobrego losu!
Polecenia przekazane we śnie Dionizjosowi, dotyczące [wstępu] do jego świątyni mężczyzn i kobiet,wolnych i niewolników, zapisane dla wspólnego dobra, pomyślności i najwyższej chwały. W świątyni tej są zbudowane ołtarze Zeusa Życzliwego, jego towarzyszko Hestii oraz innych bogów-zbawców, Pomyślności, Bogactwa, Cnoty, Zdrowia, Dobrego Losu, Dobrego Ducha, Pamięci, Charyt i Zwycięstwa. Zeus przekazał Dionizjosowi swoje polecenia w sprawie dokonywania uzdrowień, oczyszczeń i misteriów zgodnie z tradycyjnymi obyczajami, tak jak to jest teraz zapisane.
Mężczyźni i kobiety, wolni i niewolnicy, wchodząc do świątyni, muszą przysiąc na wszystkich bogów, że nie żywią podstępnego zamysłu ani wobec mężczyzny, ani kobiety; że nie znają ani nie stosują żadnego szkodliwego specyfiku, który mógłby zostać użyty na szkodę ludzi, ani też nie znają i nie stosują szkodliwych zaklęć, napoju miłosnego, substancji wywołującej poronienie, środka antykoncepcyjnego, ani żadnego innego, który mógłby spowodować zabicie dziecka; że nie doradzają innym ich stosowania ani nie przekazują nikomu informacji o tego rodzaju rzeczach oraz są życzliwi dla tej świątyni, niczego jej nie pozbawiając. A jeśli którzykolwiek stosują w praktyce lub planują stosowanie jakiegokolwiek z wyżej opisanych działań, [muszą przysiąc], że nie pozwolą na to i tego nie zatają, lecz ujawnią i przeciwstawią się temu. Mężczyzna niech złoży przysięgę, że oprócz swojej żonynie zadaje się ani nie doradza nikomu zadawania się z chłopcem lub dziewczyną, która jest już z innym mężczyzną, czy to wolną, czy też niewolnicą. A jeżeli ktoś powiadomi go, [że ktoś dopuścił się któregoś z tych czynów], winien przysiąc, że takiego mężczyznę lub kobietę ujawni i nie będzie ich ukrywał ani osłaniał. Mężczyzna zaś lub kobieta, którzy dopuszczą się któregoś z wymienionych czynów, niechaj nie wchodzą do świątyni. Mieszkają w niej bowiem wielcy bogowie, ktorzy zwracają uwagę na tego rodzaju występki i nie dopuszczają tych, którzy te nakazy łamią. Kobieta wolna niech [przysięgnie, że] jest cnotliwa i nie zna łoża ani obcowania z innym mężczyzną poza swoim mężem. A jeżeli zna, będzie uważana za skalaną, pełną wewnętrznego splamienia i niegodną okazywania szacunku bogu, ku którego czci ta świątynia została wzniesiona, składania ofiary ani uczestniczenia w uzdrawianiu lub oczyszczaniu czy też obserwowaniu misteriów. Jesli zas dopuści sie jakiegoś czynu zabronionego w poleceniach [przedstawianych w] tej inskrypcji, wówczas za sprawą bogów spadną na nią wielkie klątwy za ich łamanie. Bóg bowiem nie chce, ani sobie nie życzy, aby do czegoś takiego dochodziło, lecz pragnie wiedzieć, że jego nakazy są przestrzegane. Bogowie będą sprzyjać tylko tym, którzy ich przestrzegają oraz ofiarowywać im zawsze wszelkie dobra, jakimi obdarzają tych, których kochają. Jeżeli jednak jacyś ludzie byliby im nieposłuszni, będą ich nienawidzić i nałożą na nich wielkie kary.
Polecenia te zostały przekazane Aggdistis, najpobożniejszej strażniczce i opiekunce tego sanktuarium, która niech natknie zbożnymi myslami mężczyzn i kobiety, wolnych i niewolników, aby przestrzegali spisanych tutaj poleceń, aby podczas comiesięcznego i corocznego składania ofiar mężczyźni i kobiety, którzy mają wiarę, dotykali tej inskrypcji, gdzie zostały w ten oto sposób spisane polecenia boga, aby stało się jasne, kto ich przestrzega, a kto nie.
Zeusie Zbawco, przyjmij życzliwie i łaskawie dotyk Dionizjosa, nagródź go łaskawie i jego rodzinę dobrami, zdrowiem, powodzeniem, pokojem, oraz bezpieczeństwem na ziemi i morzu... i w równej mierze.... [tu tekst się urywa].
Tego typu teksty jasno pokazują, że nawet w tych czasach gdy nie znano tak dobrze medycyny, a o genetyce nikomu nawet się śniło, życie było wartością najwyższą, także zycie nienarodzonego dziecka.
Tekst został zaczerpnięty z: Vox Patrum 52/2 s.933-936.
poniedziałek, 1 października 2012
niedziela, 30 września 2012
Wielka rocznica
Rzecz miała miejsce 1700 lat temu. W roku 306
umiera cesarz Konstancjusz Chlorus, namaszczając na swego następcę swego
syna Konstantyna, który do historii przeszedł pod imieniem Konstantyna
Wielkiego. Młody cesarz (w chwili objęcia tronu miał 24 lata) zyskał
poparcie legionów stacjonujących w Brytanii. W tym samym mniej więcej
czasie rzymski plebs oraz pretorianie obwołali cesarzem Maksencjusza.
Obaj mężowie przez kilka lat wiedli spór o prawo do tytułu cesarskiego.
Wszystko wskazywało na to, że zbrojna konfrontacja jest tylko kwestią
czasu. Doszło do niej w końcu w roku 312, a jej punktem kulminacyjnym
miała stać się potyczka stoczona 28 października 312 r., nieopodal
Rzymu, przy Moście Mulwijskim (wł. Ponte Milvio, łac. Pons Milvius),
łączącym brzegi rzeki Tybr. Tuż przed potyczką, w samo południe, cesarz
Konstantyn miał wizję świetlistego krzyża i znajdującego się pod nim
napisu: In hoc signo vinces, co w wolnym tłumaczeniu oznacza Pod tym znakiem zwyciężysz. Potyczka zakończyła się klęską Maksencjusza, który podczas niej utonął w Tybrze.
Po zakończeniu bitwy Konstantyn rozpoczął poszukiwania nieznanego bóstwa, które pomogło mu w zwycięstwie nad wrogiem. Wkrótce odkrył, że znakiem krzyża posługuje się mało znana sekta chrześcijan. Wezwał więc do siebie ich przywódcę, którym w owym czasie był niejaki Miltiades (jeszcze nie tytułował się papieżem, lecz sprawował taką funkcję, jak dzisiejszy papież). Cesarz w dowód wdzięczności darował Miltiadesowi wiele dóbr w Rzymie oraz okolicach, a także nakazał wybudowanie na nich okazałych świątyń. W ten sposób, z jego polecenia, powstały bazyliki na wzgórzach Lateran (pod wezwaniem Świętych Janów) i Watykan (Św. Piotra) oraz poza murami Rzymu (Św. Pawła za Murami). Ponadto w roku 313 Konstantyn wydał w Mediolanie edykt (zwany dlatego mediolańskim) kończący wszelkie prześladowania chrześcijan oraz wyznawców innych religii i wprowadzający w cesarstwie Rzymskim całkowitą wolność wyznania. Sam cesarz oraz jego matka Helena (a szczególnie ona - została później świętą) stali się żarliwymi wyznawcami religii chrześcijańskiej.
Przypadająca wkrótce (28 października 2012 r.) okrągła 1700 rocznica bitwy pod Mostem Mulwijskim stała się w Watykanie powodem do emisji okolicznościowego bloku upamiętniającego to wydarzenie. Jako temat bloku wybrano obraz znany jako Bitwa pod Mostem Mulwijskim, przechowywany obecnie w Sali Konstantyna w Muzeach Watykańskich. Wykonanie obrazu zlecił Raffaellowi Sanzio papież Leon X w roku 1517. Artysta wprawdzie rozpoczął tworzenie dzieła, jednak z powodu nawału prac stało się to na krótko przed jego przedwczesną śmiercią w 1520 r. W efekcie obraz został ukończony przez ucznia Raffaella - Giulio Romano.
Rocznica tej bitwy powinna znaleźć się na pierwszym miejscu w dzisiejszych wiadomościach, gdyż jej znaczenie dla dalszych dziejów Europy jest wręcz fundamentalne. Podobnie jak bitwa pod Poitiers w 732 gdy Karol Młot zatrzymał pochód wojsk muzułmańskich, także nalezy do tych bardziej zapomnianych.
Aby uzupełnić informacje o tym wydarzeniu zacytuję fragment z "Historii Kościoła" Sokratesa Scholastyka żyjącego w latach ok. 380 - 450, a więc niewiele później niż opisane wydarzenie. Oto jak opisał to wydarzenie:
"... cesarz Konstantyn, gorąco pragnął wybawić Rzymian z więzów jego niewoli i natychmiast zaczął nad tym myśleć, w jaki sposób obalić tyrana. Pochłonięty tak niezmierną troską, zaczął jednocześnie rozważać, którego boga ma wezwać na pomoc w walce. Przyszło mu tedy na myśl, że stronnicy Dioklecjana wyznający bogów helleńskich, nie doznali żadnej od nich pomocy. Doszedł także do wniosku, że ojciec jego, Konstancjusz, porzuciwszy wierzenia helleńskie, szczęśliwszy odtąd był w życiu. Otóż kiedy tak przeciwne myśli zaprzątały jego uwagę, i właśnie odbywał z wojskiem jakiś przemarsz, miał widzenie, cudowne ponad wszelki wyraz. Kiedy slońce zeszło już z południa i dzień począł się chylić ku zachodowi, ujrzał na niebie słup światła w kształcie krzyża, a na nim napis głoszący: w tym zwyciężaj. Zaniepokoił cesarza ten znak z nieba, toteż prawie nie wierząc własnym oczom zapytał obecnych, czy oni także widzą to samo. Gdy zaś zgodnie orzekli, że widzą, pokrzepił się w duchu władca tą Boską i godną podziwu wizją. A kiedy zapadła już noc głęboka, zobaczył we śnie Chrystusa i otrzymał od Niego polecenie, aby sporządził znak na wzór widzianego na niebie i posługiwał się nim jako symbolem pewnego tryumfu nad wrogiem. Idąc za głosem tej przepowiedni Konstantyn nakazuje sporządzić bojowy znak legionowy z wyobrażeniem krzyża, który aż po dziś dzień przechowywany jest w pałacu cesarskim. Z większym zapałem przystępuje teraz do działania. Natarłszy na wroga pod murami Rzymu, w pobliżu tak zwanego Mostu Mulwijskiego, zwycięża, a Maksencjusz ginie w nurtach rzeki." Tak pisze Sokrates Scholastyk ks. I, rozdz. 2 - tłumaczenie polskie S. Kazikowski, wyd. PAX Warszawa 1986 s. 60-61.
Sokrates przytoczył ten opis cytując wcześniejsze dzieło historyka Euzebiusza z Cezarei , "Zywot Konstantyna" II, 28-32. Dzieło to także jest przetłumaczona na j. polski. Niestety, nie mam w tej chwili dostępu do tego tekstu, ale mam nadzieję że także i tekst Sokratesa Scholastyka wiernie oddaje klimat tamtej, jakże odległej epoki.
Po zakończeniu bitwy Konstantyn rozpoczął poszukiwania nieznanego bóstwa, które pomogło mu w zwycięstwie nad wrogiem. Wkrótce odkrył, że znakiem krzyża posługuje się mało znana sekta chrześcijan. Wezwał więc do siebie ich przywódcę, którym w owym czasie był niejaki Miltiades (jeszcze nie tytułował się papieżem, lecz sprawował taką funkcję, jak dzisiejszy papież). Cesarz w dowód wdzięczności darował Miltiadesowi wiele dóbr w Rzymie oraz okolicach, a także nakazał wybudowanie na nich okazałych świątyń. W ten sposób, z jego polecenia, powstały bazyliki na wzgórzach Lateran (pod wezwaniem Świętych Janów) i Watykan (Św. Piotra) oraz poza murami Rzymu (Św. Pawła za Murami). Ponadto w roku 313 Konstantyn wydał w Mediolanie edykt (zwany dlatego mediolańskim) kończący wszelkie prześladowania chrześcijan oraz wyznawców innych religii i wprowadzający w cesarstwie Rzymskim całkowitą wolność wyznania. Sam cesarz oraz jego matka Helena (a szczególnie ona - została później świętą) stali się żarliwymi wyznawcami religii chrześcijańskiej.
Przypadająca wkrótce (28 października 2012 r.) okrągła 1700 rocznica bitwy pod Mostem Mulwijskim stała się w Watykanie powodem do emisji okolicznościowego bloku upamiętniającego to wydarzenie. Jako temat bloku wybrano obraz znany jako Bitwa pod Mostem Mulwijskim, przechowywany obecnie w Sali Konstantyna w Muzeach Watykańskich. Wykonanie obrazu zlecił Raffaellowi Sanzio papież Leon X w roku 1517. Artysta wprawdzie rozpoczął tworzenie dzieła, jednak z powodu nawału prac stało się to na krótko przed jego przedwczesną śmiercią w 1520 r. W efekcie obraz został ukończony przez ucznia Raffaella - Giulio Romano.
Rocznica tej bitwy powinna znaleźć się na pierwszym miejscu w dzisiejszych wiadomościach, gdyż jej znaczenie dla dalszych dziejów Europy jest wręcz fundamentalne. Podobnie jak bitwa pod Poitiers w 732 gdy Karol Młot zatrzymał pochód wojsk muzułmańskich, także nalezy do tych bardziej zapomnianych.
Aby uzupełnić informacje o tym wydarzeniu zacytuję fragment z "Historii Kościoła" Sokratesa Scholastyka żyjącego w latach ok. 380 - 450, a więc niewiele później niż opisane wydarzenie. Oto jak opisał to wydarzenie:
"... cesarz Konstantyn, gorąco pragnął wybawić Rzymian z więzów jego niewoli i natychmiast zaczął nad tym myśleć, w jaki sposób obalić tyrana. Pochłonięty tak niezmierną troską, zaczął jednocześnie rozważać, którego boga ma wezwać na pomoc w walce. Przyszło mu tedy na myśl, że stronnicy Dioklecjana wyznający bogów helleńskich, nie doznali żadnej od nich pomocy. Doszedł także do wniosku, że ojciec jego, Konstancjusz, porzuciwszy wierzenia helleńskie, szczęśliwszy odtąd był w życiu. Otóż kiedy tak przeciwne myśli zaprzątały jego uwagę, i właśnie odbywał z wojskiem jakiś przemarsz, miał widzenie, cudowne ponad wszelki wyraz. Kiedy slońce zeszło już z południa i dzień począł się chylić ku zachodowi, ujrzał na niebie słup światła w kształcie krzyża, a na nim napis głoszący: w tym zwyciężaj. Zaniepokoił cesarza ten znak z nieba, toteż prawie nie wierząc własnym oczom zapytał obecnych, czy oni także widzą to samo. Gdy zaś zgodnie orzekli, że widzą, pokrzepił się w duchu władca tą Boską i godną podziwu wizją. A kiedy zapadła już noc głęboka, zobaczył we śnie Chrystusa i otrzymał od Niego polecenie, aby sporządził znak na wzór widzianego na niebie i posługiwał się nim jako symbolem pewnego tryumfu nad wrogiem. Idąc za głosem tej przepowiedni Konstantyn nakazuje sporządzić bojowy znak legionowy z wyobrażeniem krzyża, który aż po dziś dzień przechowywany jest w pałacu cesarskim. Z większym zapałem przystępuje teraz do działania. Natarłszy na wroga pod murami Rzymu, w pobliżu tak zwanego Mostu Mulwijskiego, zwycięża, a Maksencjusz ginie w nurtach rzeki." Tak pisze Sokrates Scholastyk ks. I, rozdz. 2 - tłumaczenie polskie S. Kazikowski, wyd. PAX Warszawa 1986 s. 60-61.
Sokrates przytoczył ten opis cytując wcześniejsze dzieło historyka Euzebiusza z Cezarei , "Zywot Konstantyna" II, 28-32. Dzieło to także jest przetłumaczona na j. polski. Niestety, nie mam w tej chwili dostępu do tego tekstu, ale mam nadzieję że także i tekst Sokratesa Scholastyka wiernie oddaje klimat tamtej, jakże odległej epoki.
środa, 26 września 2012
Jan Damasceński - cz. 9
10 stycznia 754 roku w pałacu cesarskim rozpoczyna się zwołany przez cesarza Konstantyna V synod, który w zamierzeniach cesarza miał być soborem. Nie znamy listy uczestników, znana jest tylko liczba - 338 biskupów, w zdecydowanej większości zwolenników polityki cesarza. Dlatego też obrady przebiegały spokojnie i bez zakłóceń. 8 sierpnia cesarz przedstawiła kandydaturę Konstantyna z Sylaion na patriarchę Konstantynopola. Po przyjęciu "definicji wiary" zwołane zostało uroczyste publiczne posiedzenie synodu, w kościele w Blachernach. Wtedy klątwą obłożono najbardziej znanych zwolenników kultu obrazów: dawnego patriarchę Germanosa, Jerzego z Cypru i najwybitniejszego Jana Damasceńskiego.
Synod ten, pomimo nieobecności przedstawicieli Rzymu i pozostałych trzech wschodnich patriarchów stanowi kulminacyjny punkt kryzysu ikonoklastycznego. To właśnie na nim zostaje wypracowana oficjalna doktryna, która zostanie obalona dopiero w trakcie soboru nicejskiego II w 787 roku.
Podstawą tej doktryny były Zapytania Konstantyna V. Nie jest znany przebieg debaty, ale zachowała się opracowana przez synod "definicja wiary" odczytana na soborze nicejskim II przez jednego z biskupów prezentujących sobór w Hiereia, Grzegorza z Neocezarei. Stwierdzono w niej, że to diabeł wprowadził do Kościoła kult obrazów, pomimo zakazów ST i nauki Ojców Kościoła Przedstawia niemożliwość malowania Chrystusa takim, jakim okresla go teologia ortodoksyjna, a także niemożliwość odkrycia, poza Eucharystią, jego "prawdziwego" obrazu. Zostaje usunięta lub oczyszczona definicja obrazu "współistotnego" ze swym pierwowzorem. Przede wszystkim zaś biskupi podejmują problem przedstawiania Theotokos i świętych, podkreślając ich zasadniczą rolę orędowników; jeśli nawet ich wizerunki, w przeciwieństwie do wizerunku Chrystusa nie są teologicznie niepoprawne, to są zniewagą dla tych, których przedstawiają., ukazując ich postacie czysto ludzkie, nie umiejąc przekazać chwały Bożej, w której oni uczestniczą. Wtedy to właśnie przypomniano sobie o pismach Epifaniusza z Salaminy który 400 lat wcześniej posługiwał się podobna argumentacją.
Po argumentach teologicznych doszły jeszcze kanony karne, zakazujące malowania i czczenia obrazów, ale także powstrzymujące zbyt gorliwych świeckich przed niszczeniem przedmiotów konsekrowanych. Chodziło o ograniczenie ekscesów do których dochodziło, a także o podkreślenie różnicy pomiędzy przedmiotami uświęconymi liturgicznie, a ikonami czy malowidłami ściennymi, których niszczenie pozostawiano oddolnej inicjatywie. Klątwa obłożono wszystkich którzy usiłowaliby malować Chrystusa materialnymi barwami, ale także tych którzy wątpiliby o wyniesieniu Matki Bożej i świętych i o ich mocy orędowniczej.
W ten sposób prześladowania zwolenników kultu obrazów otrzymały podstawy zarówno prawne jak i teologiczne. Teraz nastąpi wcielenie w życie powyższych ustaleń i od tego momentu rozpoczną sie tak naprawdę prześladowania.
W tym momencie powróćmy do tekstu "Mowy przeciw szkalującym święte obrazy" Jana Damasceńskiego.
22. Starożytni więc, którzy nie znali Boga, byli zmuszeni do oddawania czci bożkom pozbawionym boskiej natury. Teraz jednak, poznawszy prawdziwego Boga, a właściwie - sami będąc poznanymi przez Niego, jakże moglibyśmy z powrotem zwracać się do tych bezdusznych i bezsilnych ze swej natury elementów? Ujrzałem Boga w ludzkiej postaci i "zbawiona została dusza moja". Oglądam obraz Boga, tak jak Go widział Jakub (Rdz 31,30), a jednak w całkiem inny sposób. Jakub bowiem duchowym wzrokiem umysłu oglądał tylko to, co niematerialne i co miało nastąpić w przyszłości, ja zaś rozważam wspomnienie Tego, który stał się widzialny w ciele. Cień apostołów oraz ich sudaria i pasy uzdrawiały chorych i przepędzały złe duchy (Dz 15,6). Dlaczegóż więc cień i obraz świętych nie miałby być przedmiotem czci? "Albo więc zabroń czci całej materii, albo nie zmieniaj niczego w tradycji ani nie przekraczaj odwiecznych granic, które wyznaczyli twoi ojcowie" (Prz 22,28).
23. Tradycja Kościoła została nam przekazana nie tylko za pośrednictwem pisma, ale przekazywano ją także w formie niepisanej. Mówi o tym św. Bazyli w dwudziestym siódmym rozdziale swego dzieła, liczącego trzydzieści rozdziałów, a napisanego do Amfilocha na temat Ducha Świętego: "W całym starannie strzezonym przez Kościół nauczaniu i doktrynie, część nauki posiadamy w formie pisanej, część zaś tradycji apostolskiej została nam tajemniczo przekazana w formie niespisanej, oba zaś te źródła mają jednakową moc, aby prowadzić nas do zbawienia. I nikt, choćby nawet w niewielkim stopniu podważał naukę Kościoła, niech tym prawdom nie zaprzecza. Jeśli bowiem próbujemy odrzucić niepisane zwyczaje, jako nie mające wielkiego znaczenia, możemy czyniąc to wyrzadzić krzywdę tym,które w Ewangelii mają istotne znaczenie". Tak mówi Bazyli Wielki. Skąd na przykład wiemy, gdzie jest święte wzgórze Kalwarii i życiodajny Grób? Czyż dzieci nie dowiedziały się o tym ustnie od ojców? Jest wprawdzie napisane, że Pan został ukrzyżowany na Miejscu Czaszki i pogrzebany w grobie, który Józef wykuł w skale. Same zaś miejsca, które teraz otaczamy kultem, znamy z niepisanej tradycji. Moglibyśmy przytoczyć jeszcze wiele innych, temu podobnych przykładów.
Skąd na przykład pochodzi zwyczaj potrójnego zanurzenia w wodzie chrztu świętego? Dlaczego modlimy się zwróceni na wschód? Skąd tradycja i sposób sprawowania liturgii? Dlatego też święty Paweł Apostoł mówi: "Przeto, bracia, stójcie niewzruszenie i trzymajcie się tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu" (Tes 2,15). Skoro więc tak wiele zostało przekazane Kościołowi w formie ustnej i jest aż po dziś dzień pieczołowicie strzeżone i zachowane, pytam, dlaczego z pogardą odnosisz się do świętych obrazów?
24. Jeśli mówisz o nadużyciach, to z nich jeszcze nie wynika, że powinniśmy ganić kult obrazów, ale potępiaj raczej pogan, którzy z obrazów czynią sobie bożków. Nie wolno ci też, ze względu na bałwochwalczy kult obrazów u pogan, porzucać naszej pobożnej praktyki. Zaprzysięgają czarownicy i szarlatani, ale i Kościół zaprzysięga katechumenów. Oni przyzywają demonów, i nazywają je bogami, my zaś sporządzamy obrazy prawdziwemu i wcielonemu Bogu oraz sługomi przyjaciołom Bożym, i za pomocą tych obrazów przepędzamy całe zastępy demonów.
Synod ten, pomimo nieobecności przedstawicieli Rzymu i pozostałych trzech wschodnich patriarchów stanowi kulminacyjny punkt kryzysu ikonoklastycznego. To właśnie na nim zostaje wypracowana oficjalna doktryna, która zostanie obalona dopiero w trakcie soboru nicejskiego II w 787 roku.
Podstawą tej doktryny były Zapytania Konstantyna V. Nie jest znany przebieg debaty, ale zachowała się opracowana przez synod "definicja wiary" odczytana na soborze nicejskim II przez jednego z biskupów prezentujących sobór w Hiereia, Grzegorza z Neocezarei. Stwierdzono w niej, że to diabeł wprowadził do Kościoła kult obrazów, pomimo zakazów ST i nauki Ojców Kościoła Przedstawia niemożliwość malowania Chrystusa takim, jakim okresla go teologia ortodoksyjna, a także niemożliwość odkrycia, poza Eucharystią, jego "prawdziwego" obrazu. Zostaje usunięta lub oczyszczona definicja obrazu "współistotnego" ze swym pierwowzorem. Przede wszystkim zaś biskupi podejmują problem przedstawiania Theotokos i świętych, podkreślając ich zasadniczą rolę orędowników; jeśli nawet ich wizerunki, w przeciwieństwie do wizerunku Chrystusa nie są teologicznie niepoprawne, to są zniewagą dla tych, których przedstawiają., ukazując ich postacie czysto ludzkie, nie umiejąc przekazać chwały Bożej, w której oni uczestniczą. Wtedy to właśnie przypomniano sobie o pismach Epifaniusza z Salaminy który 400 lat wcześniej posługiwał się podobna argumentacją.
Po argumentach teologicznych doszły jeszcze kanony karne, zakazujące malowania i czczenia obrazów, ale także powstrzymujące zbyt gorliwych świeckich przed niszczeniem przedmiotów konsekrowanych. Chodziło o ograniczenie ekscesów do których dochodziło, a także o podkreślenie różnicy pomiędzy przedmiotami uświęconymi liturgicznie, a ikonami czy malowidłami ściennymi, których niszczenie pozostawiano oddolnej inicjatywie. Klątwa obłożono wszystkich którzy usiłowaliby malować Chrystusa materialnymi barwami, ale także tych którzy wątpiliby o wyniesieniu Matki Bożej i świętych i o ich mocy orędowniczej.
W ten sposób prześladowania zwolenników kultu obrazów otrzymały podstawy zarówno prawne jak i teologiczne. Teraz nastąpi wcielenie w życie powyższych ustaleń i od tego momentu rozpoczną sie tak naprawdę prześladowania.
W tym momencie powróćmy do tekstu "Mowy przeciw szkalującym święte obrazy" Jana Damasceńskiego.
22. Starożytni więc, którzy nie znali Boga, byli zmuszeni do oddawania czci bożkom pozbawionym boskiej natury. Teraz jednak, poznawszy prawdziwego Boga, a właściwie - sami będąc poznanymi przez Niego, jakże moglibyśmy z powrotem zwracać się do tych bezdusznych i bezsilnych ze swej natury elementów? Ujrzałem Boga w ludzkiej postaci i "zbawiona została dusza moja". Oglądam obraz Boga, tak jak Go widział Jakub (Rdz 31,30), a jednak w całkiem inny sposób. Jakub bowiem duchowym wzrokiem umysłu oglądał tylko to, co niematerialne i co miało nastąpić w przyszłości, ja zaś rozważam wspomnienie Tego, który stał się widzialny w ciele. Cień apostołów oraz ich sudaria i pasy uzdrawiały chorych i przepędzały złe duchy (Dz 15,6). Dlaczegóż więc cień i obraz świętych nie miałby być przedmiotem czci? "Albo więc zabroń czci całej materii, albo nie zmieniaj niczego w tradycji ani nie przekraczaj odwiecznych granic, które wyznaczyli twoi ojcowie" (Prz 22,28).
23. Tradycja Kościoła została nam przekazana nie tylko za pośrednictwem pisma, ale przekazywano ją także w formie niepisanej. Mówi o tym św. Bazyli w dwudziestym siódmym rozdziale swego dzieła, liczącego trzydzieści rozdziałów, a napisanego do Amfilocha na temat Ducha Świętego: "W całym starannie strzezonym przez Kościół nauczaniu i doktrynie, część nauki posiadamy w formie pisanej, część zaś tradycji apostolskiej została nam tajemniczo przekazana w formie niespisanej, oba zaś te źródła mają jednakową moc, aby prowadzić nas do zbawienia. I nikt, choćby nawet w niewielkim stopniu podważał naukę Kościoła, niech tym prawdom nie zaprzecza. Jeśli bowiem próbujemy odrzucić niepisane zwyczaje, jako nie mające wielkiego znaczenia, możemy czyniąc to wyrzadzić krzywdę tym,które w Ewangelii mają istotne znaczenie". Tak mówi Bazyli Wielki. Skąd na przykład wiemy, gdzie jest święte wzgórze Kalwarii i życiodajny Grób? Czyż dzieci nie dowiedziały się o tym ustnie od ojców? Jest wprawdzie napisane, że Pan został ukrzyżowany na Miejscu Czaszki i pogrzebany w grobie, który Józef wykuł w skale. Same zaś miejsca, które teraz otaczamy kultem, znamy z niepisanej tradycji. Moglibyśmy przytoczyć jeszcze wiele innych, temu podobnych przykładów.
Skąd na przykład pochodzi zwyczaj potrójnego zanurzenia w wodzie chrztu świętego? Dlaczego modlimy się zwróceni na wschód? Skąd tradycja i sposób sprawowania liturgii? Dlatego też święty Paweł Apostoł mówi: "Przeto, bracia, stójcie niewzruszenie i trzymajcie się tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu" (Tes 2,15). Skoro więc tak wiele zostało przekazane Kościołowi w formie ustnej i jest aż po dziś dzień pieczołowicie strzeżone i zachowane, pytam, dlaczego z pogardą odnosisz się do świętych obrazów?
24. Jeśli mówisz o nadużyciach, to z nich jeszcze nie wynika, że powinniśmy ganić kult obrazów, ale potępiaj raczej pogan, którzy z obrazów czynią sobie bożków. Nie wolno ci też, ze względu na bałwochwalczy kult obrazów u pogan, porzucać naszej pobożnej praktyki. Zaprzysięgają czarownicy i szarlatani, ale i Kościół zaprzysięga katechumenów. Oni przyzywają demonów, i nazywają je bogami, my zaś sporządzamy obrazy prawdziwemu i wcielonemu Bogu oraz sługomi przyjaciołom Bożym, i za pomocą tych obrazów przepędzamy całe zastępy demonów.
wtorek, 25 września 2012
Epifaniusz z Salaminy - "Mowy przeciw obrazom"
Jedno z bardziej eksponowanych miejsc w dziejach rozwoju doktryny chrześcijańskiej zajmuje Epifaniusz, biskup Salaminy na Cyprze - (305-403). Znany jest on przede wszystkim jako łowca herezji i autor ułożonego w latach 374-376 Panarionu - "Apteczka domowa" - Contra haereses panaria. Autor opisał w nim 80 herezji, z których 20 należało do okresu
przedchrześcijańskiego. Sama nazwa dzieła określa jego cel: zapobieganie
herezjom lub leczenie duszy ze skutków ich jadu. Określenie herezji
autor zaczerpnął ze źródłowych dzieł heretyków, przytaczając obszerne
ich fragmenty. Dzięki temu ocalało wiele tekstów skazanych na
zniszczenie. Również uratowało się w ten sposób wiele fragmentów
chrześcijańskich pisarzy, jak np. wypisy greckie z św. Ireneusza czy św. Hipolita.
Rzadziej jednak jest wspominany jako przeciwnik kultu obrazów. Jego postawa znana jest głównie z zachowanego listu adresowanego do biskupa Jana z Jerozolimy. List ten przetłumaczył na łacinę św. Hieronim i zachował się on w zbiorze jego listów jako List 51. Przytoczę powyższy fragment gdyż zawarte w nim argumenty mogły wpłynąć na jego przekonania związane z kultem obrazów.. Wspomniane wydarzenie miało miejsce już pod koniec jego życia około 390 roku:
"Słyszałem prócz tego, że niektórzy szemrzą przeciwko mnie, a to w związku z naszym pobytem w miejscu świętym, które nazywa się Betel, gdzie według zwyczaju kościelnego przeprowadzałem z tobą zbiórkę. Przybyłem do wsi zwanej Anablata, gdzie przechodząc ujrzałem płonącą lampkę i zapytałem, co by to było za miejsce, a gdym dowiedział się, że kościół, wstąpiłem, by się pomodlić. Otóż zauważyłem tam zasłonę wiszącą we drzwiach, farbowanąi malowaną, noszącą obraz jakoby Chrystusa lub jakiegoś świętego, nie pamiętam dobrze, czyj to był obraz. Gdy więc widziałem, że w kościele Chrystusowym wbrew powadze Pisma św. wisi obraz człowieka, zerwałem go i poradziłem stróżom tego miejsca, by raczej owinęli w tę materię ubogiego nieboszczyka i wynieśli. Oni, szemrząc przeciw temu, mówili: <Jeśli chciał zrywać, sprawiedliwie było, by dał inną zasłonę zamiast tej>. Gdym to usłyszał, przyobiecałem, że dam i że zaraz zostanie przysłana. Tymczasem powstała pewna zwłoka, gdyż szukałem, by jak najlepszą posłać za tamtą zasłonę; mniemałem bowiem, że przyjdzie mi posłać z Cypru. Teraz zaś posłałem, co mogłem znaleźć i proszę, byś kazał kapłanowi tego miejsca przyjąć przez lektora zasłonę posłaną przeze mnie, a na przyszłość zakaż w kościele Chrystusowym wieszać tego rodzaju zasłony, kłócące się z naszą religią" - Tł. J. Czuj - Hieronim - List 51 w: Św. Hieronim - Listy, I, Warszawa 1952, 328.
Od tego czasu, ten niestrudzony tropiciel błędów stał się przeciwnikiem oddawania czci jakimkolwiek obrazom z wizerunkiem Chrystusa i świętych. Wyrazem tej postawy stały się powstałe w latach 394-397 pisma : Mowa przecie obrazom, List do cesarza Teodozjusza, Testament i List dogmatyczny.
Pisma te wraz z rosnącym w chrześcijaństwie kultem obrazów zaginęły lub zostały też zapomniane, a przypomniano sobie o nich dopiero w VIII i IX wieku podczas sporów obrazoburczych. Pisma te stały się argumentem dla przeciwników kultu obrazów, podczas gdy zwolennicy kultu uwazali ze wzgledu na zasługi w obronie ortodoksji biskupa Epifaniusza za fałszerstwo. Nie będę omawiał tutaj przebiegu tych sporów. Na dzień dzisiejszy ogół badaczy tego okresu uznaje Epifaniusza za autora powyższych dzieł. Niestety, zachowały się one tylko fragmentarycznie. Trudno bowiem podważyć fakt iż Epifaniusz był przeciwnikiem kultu obrazów. Na pewno fakt ten był znany św. Hieronimowi, gdyż w innym przypadku nie tłumaczyłby w 394 r. cytowanego powyżej listu. Nie ma co prawda bezpośrednich dowodów na autorstwo Epifaniusza, tym niemniej niezaleznie od tego kiedy naprawdę powstały cytowane dzieła, stanowią one bezcenny dokument dotyczący kwestii rozwoju kultu obrazów.
Dlaczego biskup Salaminy tak bardzo przeciwstawiał się temu kultowi? Otóż, dostrzegał on niebezpieczeństwo w w tym, że obrazy działają na wzrok wywołującym tym samy zmysłowe doznania, co stało w sprzeczności z jego przekonaniem o czysto duchowej, oderwanej od wszelkich materialnych pośredników kontemplacji tego, co boskie. Zło związane z tym zmysłowym postrzeganiem nasila się tym bardziej że tematem tych obrazów jest zawsze człowiek, podobnie jak w kultach pogańskich. Czymże więc różni się chrześcijaństwo od religii pogańskich, jeżeli dopuszcza ubóstwienie człowieka? Tym bardziej że także święci, których wizerunki także widniały na obrazach, nigdy nie chcieli aby oddawano cześć im, a nie samemu Bogu. Epifaniusz zarzuca chrześcijanom czczącym obrazy sprowadzanie boskości do wymiarów ludzkich a tym samym poniżanie jej. Zwłaszcza przedstawienie Chrystusa redukuje Jego postać wyłącznie do człowieczeństwa, a tym samym implikuje bałwochwalczy kult Chrystusa jako człowieka, a to jest już herezją stojącą w sprzeczności z nauką Kościoła o równocześnie boskiej i ludzkiej naturze Chrystusa. W związku z tym zakazy starotestamentalne powinny byc przeniesione także na czasy NT. Z tego też powodu biskup Salaminy nakazywał niszczyć wszelkie wizerunki, zarówno rzeźby, malowidła jak i też tkaniny.
Pisma Epifaniusza dowodzą jak bardzo już na przełomie IV i V wieku rozwinęła się sztuka chrześcijańska. Dzieki temu posiadamy unikalne świadectwo istnienia tych wizerunków i tego jak bardzo rozwinęła się od strony technicznej sztuka obrazowania. W związku z powyższym bardzo realne stawało się niebezpieczeństwo nadużyć kultu obrazów. Obraz przestawał być jedynie znakiem upamiętniającym czyny zmarłego - stawał się samoistnym przedmiotem czci religijnej. Stwarzało to relane niebezpieczeństwo odrodzenia się wręcz pogańskiego bałwochwalstwa tym razem wewnątrz Kościołą będącego ciągle w fazie tworzenia się. Nie dziwią więc bardzo gwałtowne reakcje . Pisma Epifaniusza dowodzą, że spór o obrazy, którego apogeum przypadło na czasy o 400 lat późniejsze, miał swój początek dużo wcześniej.
Przykład reakcji Epifaniusza świadczy o tym, że pomimo zwycięstwa obrońców ikon, nie należy lekceważyć jego głosu. Dzięki tego typu reakcjom nastąpiło bowiem zwrócenie uwagi na zagrożenia płynące z rozwoju sztuki religijnej. Refleksja teologiczna dotycząca kultu obrazów nie była jeszcze wtedy rozwinięta, ona dopiero powstawała, nic więc dziwnego że Epifaniusz czuł się rzecznikiem ortodoksji. Ale to także dzięki niemu i jego dziełom mogły powstać kilkaset lat później dopracowane teologicznie Mowy w obronie świętych obrazów św. Jana Damasceńskiego.
Warto więc pamiętać o tym wielkim obrońcy ortodoksji i zapoznać sie z fragmentem jednego z jego dzieł, aby móc porównać argumentację Epifaniusza z teologicznym uzasadnieniem Jana Damasceńskiego.
Fresk przedstawiający biskupa Epifaniusza
Z "Mowy przeciw obrazom"
.... Spójrzmy na Patriarchów i Proroków, którzy podążali zgodnie z wolą Boga i starajmy się im dorównać, abyśmy mogli słusznie nazywać się dziećmi katolickiego i apostolskiego Kościoła. Tym, którzy posiadają wiedzę, ogłaszam Prawo. Ci jednak, którzy żyją w niewiedzy, mogą pytać: "Który spośród świętych Ojców czcił coś uczynionego ludzką ręką? Kto nakazał czcić jego wizerunek? Który świety porzucił nieprzemijające bogactwo i ufność pokladaną w Bogu poznawanym duchowo, który w Duchu sam Siebie odmalował i nakazał czcić? Czyż Abraham, który poprzedził tamtych w wierze, nie porzucił tego, co martwe i nie został przez to nazwany przyjacielem Boga żywego? Czyż i Mojżesz nie uciekł od tego samego błędu i nie porzucił zmysłowe rozkosze?"
Ty jednak mi powiesz: "Ojcowie czuli wstręt do pogańskich idoli, my zaś sporządzamy obrazy upamiętniające świętych i czcimy je ze wzgledu na ich pamięć". I właśnie dlatego ośmielają się niektórzy z was nawet w poświęconym domuotynkować ścianę i malować różnokolorowe obrazy. I to w dodatku przedstawienia Piotra, Jana i Pawła, jak wnioskuję z podpisów, których głupota malarza odmalowała według własnego rozeznania. Ci też przede wszystkim uważają, że oddają w ten sposób cześć Apostołom. Powinni się jednak dowiedzieć, że zamiast czcić, zniesławiają ich. Gdy Paweł ciężko obraził domniemanego arcykapłana, nazwał go właśnie pomalowaną ścianą. Nasladujmy raczej ich (Apostołów) cnotę jako najlepszy wizerunek.
Ty jednak powiesz: "Dla upamiętnienia ich postaci patrzymy na nie (obrazy)". Ale gdzie ci to zostało nakazane? Ukazaliśmy już, że tamci ze względu na swoją niewiedzę nadaremnie starali się trudzić. "Wiemy bowiem" - mówi Jan - "Ze gdy się to objawi będziemy do Niego podobni" (1J 3,2). Paweł zaś ogłosił świętych "podobnymi Synowi Bożemu" (Rz 8,29). Jakże więc świętych, którzy mają świecić blaskiem boskiej chwały, chcesz przedstawiać za pomocą godnego pogardy, martwego i niemego materiału, podczas gdy mówi o nich Pan: "będą jak aniołowie Boży" - (Mt 22,30). Jakże więc dającym początek wszelkim wiatrom (duchom) i zawsze żyjącym Aniołom oddajesz część w martwych wizerunkach, podczas gdy Prorok mówi: "jako swych posłów czynisz wiatry (duchy), jako sługi swoje - płonący ogień" (Ps 103,4). Twierdzę jednak, że nawet oni sami (święci) nie chcą, aby oddawano im cześć. "Bacz, byś tego nie czynił, bo jestem współsługą twoim i twoich braci - tych, którzy świadczą o Jezusie...Bogu samemu, mówi, będziesz składał pokłon" (Ap 22,9). Tak więc i apostołowie nie chcieli odbierać hołdu, nawet gdy zostali rozesłani, aby głosić Dobrą Nowinę, nie chcieli, aby im oddawano cześć, lecz Temu, który ich posłał - Chrystusowi. Ten bowiem, który od Niego otrzymał moc wiązania i rozwiązywania na ziemi i w niebie, mówił Korneliuszowi: "jestem człowiekiem tobie podobnym" (Dz 10,26) i uczył, aby nie jemu oddawano cześć, ale Chrystusowi Zbawicielowi. Ojcowie, którzy przybyli do Laodycei i zebrali się tak przede wszystkim dla omówienia kwestii aniołów, mówią: "Jeśli ktoś porzuca Kościół Boży i kreśli wizerunki aniołów - niech będzie wyklęty. Porzucił on bowiem naszego Pana Jezusa Chrystusa i popadł w bałwochwalstwo". Słyszałem także, że niektórzy zapowiadają malowanie niepojętego Syna Bożego. Słyszeć o tym jest straszne, wierzyć w to - haniebne. Jak może ktoś mówić, że przedstawia na obrazie Tego,który nie daje się ani pojąć, ani opisać, który jest nieuchwytny i nieograniczony, Tego, którego Mojżesz nie był w stanie oglądać twarzą w twarz? Niektórzy twierdzą, że skoro (Chrystus) stał się prawdziwym człowiekiem z Maryi zawsze dziewicy, to możemy Go przedstawiać jako człowieka. Lecz czy dlatego stał się człowiekiem, abyś Tego, który jest nieuchwytny, i przez którego wszystko się stało, mógł przedstawiać twoimi własnymi rękami? Czyż więc przestał już być podobny do swego Ojca, i czyż nie jest już Tym, który wskrzesza zmarłych? Gdzie nakazał ci Ten, który przyszedł na ziemię, czynić swoją podobiznę, oglądać ją i czcić? Jest to raczej nakaz złego; abyś gardził Bogiem. Trzeba Go raczej żyjącego, jak zresztą Sam powiedział, czcić w duchu i prawdzie. Czy jednak nie znajdzie ta gangrena pożywki wokół siebie? Bóg bowiem w całym Starym jak i Nowym Testamencie zabrania tego, mówiąc wyraźnie: "Panu Bogu będziesz się kłaniał i Jego jedynego będziesz wielbił" (Pwt 6,13; Mt 4,10) oraz" "Ja żyję i przede mną zegnie się każde kolano" (Iz 45,23; Rz 14,11). Nie możemy służyć dwom panom: jednemu żywemu, a drugiemu martwemu. Przeklęty niech będzie - jak mówią - ten, który czci stworzenie przed Stwórcą. On (Bóg) bowiem ogarnia wszystko, a przez nic nie jest ogarnięty. Nie przypominam sobie jednak, abym sam coś takiego widział."
Tekst zaczerpnięty z Vox Patrum 42-43 Lublin 2002, 562-564.
Rzadziej jednak jest wspominany jako przeciwnik kultu obrazów. Jego postawa znana jest głównie z zachowanego listu adresowanego do biskupa Jana z Jerozolimy. List ten przetłumaczył na łacinę św. Hieronim i zachował się on w zbiorze jego listów jako List 51. Przytoczę powyższy fragment gdyż zawarte w nim argumenty mogły wpłynąć na jego przekonania związane z kultem obrazów.. Wspomniane wydarzenie miało miejsce już pod koniec jego życia około 390 roku:
"Słyszałem prócz tego, że niektórzy szemrzą przeciwko mnie, a to w związku z naszym pobytem w miejscu świętym, które nazywa się Betel, gdzie według zwyczaju kościelnego przeprowadzałem z tobą zbiórkę. Przybyłem do wsi zwanej Anablata, gdzie przechodząc ujrzałem płonącą lampkę i zapytałem, co by to było za miejsce, a gdym dowiedział się, że kościół, wstąpiłem, by się pomodlić. Otóż zauważyłem tam zasłonę wiszącą we drzwiach, farbowanąi malowaną, noszącą obraz jakoby Chrystusa lub jakiegoś świętego, nie pamiętam dobrze, czyj to był obraz. Gdy więc widziałem, że w kościele Chrystusowym wbrew powadze Pisma św. wisi obraz człowieka, zerwałem go i poradziłem stróżom tego miejsca, by raczej owinęli w tę materię ubogiego nieboszczyka i wynieśli. Oni, szemrząc przeciw temu, mówili: <Jeśli chciał zrywać, sprawiedliwie było, by dał inną zasłonę zamiast tej>. Gdym to usłyszał, przyobiecałem, że dam i że zaraz zostanie przysłana. Tymczasem powstała pewna zwłoka, gdyż szukałem, by jak najlepszą posłać za tamtą zasłonę; mniemałem bowiem, że przyjdzie mi posłać z Cypru. Teraz zaś posłałem, co mogłem znaleźć i proszę, byś kazał kapłanowi tego miejsca przyjąć przez lektora zasłonę posłaną przeze mnie, a na przyszłość zakaż w kościele Chrystusowym wieszać tego rodzaju zasłony, kłócące się z naszą religią" - Tł. J. Czuj - Hieronim - List 51 w: Św. Hieronim - Listy, I, Warszawa 1952, 328.
Od tego czasu, ten niestrudzony tropiciel błędów stał się przeciwnikiem oddawania czci jakimkolwiek obrazom z wizerunkiem Chrystusa i świętych. Wyrazem tej postawy stały się powstałe w latach 394-397 pisma : Mowa przecie obrazom, List do cesarza Teodozjusza, Testament i List dogmatyczny.
Pisma te wraz z rosnącym w chrześcijaństwie kultem obrazów zaginęły lub zostały też zapomniane, a przypomniano sobie o nich dopiero w VIII i IX wieku podczas sporów obrazoburczych. Pisma te stały się argumentem dla przeciwników kultu obrazów, podczas gdy zwolennicy kultu uwazali ze wzgledu na zasługi w obronie ortodoksji biskupa Epifaniusza za fałszerstwo. Nie będę omawiał tutaj przebiegu tych sporów. Na dzień dzisiejszy ogół badaczy tego okresu uznaje Epifaniusza za autora powyższych dzieł. Niestety, zachowały się one tylko fragmentarycznie. Trudno bowiem podważyć fakt iż Epifaniusz był przeciwnikiem kultu obrazów. Na pewno fakt ten był znany św. Hieronimowi, gdyż w innym przypadku nie tłumaczyłby w 394 r. cytowanego powyżej listu. Nie ma co prawda bezpośrednich dowodów na autorstwo Epifaniusza, tym niemniej niezaleznie od tego kiedy naprawdę powstały cytowane dzieła, stanowią one bezcenny dokument dotyczący kwestii rozwoju kultu obrazów.
Dlaczego biskup Salaminy tak bardzo przeciwstawiał się temu kultowi? Otóż, dostrzegał on niebezpieczeństwo w w tym, że obrazy działają na wzrok wywołującym tym samy zmysłowe doznania, co stało w sprzeczności z jego przekonaniem o czysto duchowej, oderwanej od wszelkich materialnych pośredników kontemplacji tego, co boskie. Zło związane z tym zmysłowym postrzeganiem nasila się tym bardziej że tematem tych obrazów jest zawsze człowiek, podobnie jak w kultach pogańskich. Czymże więc różni się chrześcijaństwo od religii pogańskich, jeżeli dopuszcza ubóstwienie człowieka? Tym bardziej że także święci, których wizerunki także widniały na obrazach, nigdy nie chcieli aby oddawano cześć im, a nie samemu Bogu. Epifaniusz zarzuca chrześcijanom czczącym obrazy sprowadzanie boskości do wymiarów ludzkich a tym samym poniżanie jej. Zwłaszcza przedstawienie Chrystusa redukuje Jego postać wyłącznie do człowieczeństwa, a tym samym implikuje bałwochwalczy kult Chrystusa jako człowieka, a to jest już herezją stojącą w sprzeczności z nauką Kościoła o równocześnie boskiej i ludzkiej naturze Chrystusa. W związku z tym zakazy starotestamentalne powinny byc przeniesione także na czasy NT. Z tego też powodu biskup Salaminy nakazywał niszczyć wszelkie wizerunki, zarówno rzeźby, malowidła jak i też tkaniny.
Pisma Epifaniusza dowodzą jak bardzo już na przełomie IV i V wieku rozwinęła się sztuka chrześcijańska. Dzieki temu posiadamy unikalne świadectwo istnienia tych wizerunków i tego jak bardzo rozwinęła się od strony technicznej sztuka obrazowania. W związku z powyższym bardzo realne stawało się niebezpieczeństwo nadużyć kultu obrazów. Obraz przestawał być jedynie znakiem upamiętniającym czyny zmarłego - stawał się samoistnym przedmiotem czci religijnej. Stwarzało to relane niebezpieczeństwo odrodzenia się wręcz pogańskiego bałwochwalstwa tym razem wewnątrz Kościołą będącego ciągle w fazie tworzenia się. Nie dziwią więc bardzo gwałtowne reakcje . Pisma Epifaniusza dowodzą, że spór o obrazy, którego apogeum przypadło na czasy o 400 lat późniejsze, miał swój początek dużo wcześniej.
Przykład reakcji Epifaniusza świadczy o tym, że pomimo zwycięstwa obrońców ikon, nie należy lekceważyć jego głosu. Dzięki tego typu reakcjom nastąpiło bowiem zwrócenie uwagi na zagrożenia płynące z rozwoju sztuki religijnej. Refleksja teologiczna dotycząca kultu obrazów nie była jeszcze wtedy rozwinięta, ona dopiero powstawała, nic więc dziwnego że Epifaniusz czuł się rzecznikiem ortodoksji. Ale to także dzięki niemu i jego dziełom mogły powstać kilkaset lat później dopracowane teologicznie Mowy w obronie świętych obrazów św. Jana Damasceńskiego.
Warto więc pamiętać o tym wielkim obrońcy ortodoksji i zapoznać sie z fragmentem jednego z jego dzieł, aby móc porównać argumentację Epifaniusza z teologicznym uzasadnieniem Jana Damasceńskiego.
Fresk przedstawiający biskupa Epifaniusza
Z "Mowy przeciw obrazom"
.... Spójrzmy na Patriarchów i Proroków, którzy podążali zgodnie z wolą Boga i starajmy się im dorównać, abyśmy mogli słusznie nazywać się dziećmi katolickiego i apostolskiego Kościoła. Tym, którzy posiadają wiedzę, ogłaszam Prawo. Ci jednak, którzy żyją w niewiedzy, mogą pytać: "Który spośród świętych Ojców czcił coś uczynionego ludzką ręką? Kto nakazał czcić jego wizerunek? Który świety porzucił nieprzemijające bogactwo i ufność pokladaną w Bogu poznawanym duchowo, który w Duchu sam Siebie odmalował i nakazał czcić? Czyż Abraham, który poprzedził tamtych w wierze, nie porzucił tego, co martwe i nie został przez to nazwany przyjacielem Boga żywego? Czyż i Mojżesz nie uciekł od tego samego błędu i nie porzucił zmysłowe rozkosze?"
Ty jednak mi powiesz: "Ojcowie czuli wstręt do pogańskich idoli, my zaś sporządzamy obrazy upamiętniające świętych i czcimy je ze wzgledu na ich pamięć". I właśnie dlatego ośmielają się niektórzy z was nawet w poświęconym domuotynkować ścianę i malować różnokolorowe obrazy. I to w dodatku przedstawienia Piotra, Jana i Pawła, jak wnioskuję z podpisów, których głupota malarza odmalowała według własnego rozeznania. Ci też przede wszystkim uważają, że oddają w ten sposób cześć Apostołom. Powinni się jednak dowiedzieć, że zamiast czcić, zniesławiają ich. Gdy Paweł ciężko obraził domniemanego arcykapłana, nazwał go właśnie pomalowaną ścianą. Nasladujmy raczej ich (Apostołów) cnotę jako najlepszy wizerunek.
Ty jednak powiesz: "Dla upamiętnienia ich postaci patrzymy na nie (obrazy)". Ale gdzie ci to zostało nakazane? Ukazaliśmy już, że tamci ze względu na swoją niewiedzę nadaremnie starali się trudzić. "Wiemy bowiem" - mówi Jan - "Ze gdy się to objawi będziemy do Niego podobni" (1J 3,2). Paweł zaś ogłosił świętych "podobnymi Synowi Bożemu" (Rz 8,29). Jakże więc świętych, którzy mają świecić blaskiem boskiej chwały, chcesz przedstawiać za pomocą godnego pogardy, martwego i niemego materiału, podczas gdy mówi o nich Pan: "będą jak aniołowie Boży" - (Mt 22,30). Jakże więc dającym początek wszelkim wiatrom (duchom) i zawsze żyjącym Aniołom oddajesz część w martwych wizerunkach, podczas gdy Prorok mówi: "jako swych posłów czynisz wiatry (duchy), jako sługi swoje - płonący ogień" (Ps 103,4). Twierdzę jednak, że nawet oni sami (święci) nie chcą, aby oddawano im cześć. "Bacz, byś tego nie czynił, bo jestem współsługą twoim i twoich braci - tych, którzy świadczą o Jezusie...Bogu samemu, mówi, będziesz składał pokłon" (Ap 22,9). Tak więc i apostołowie nie chcieli odbierać hołdu, nawet gdy zostali rozesłani, aby głosić Dobrą Nowinę, nie chcieli, aby im oddawano cześć, lecz Temu, który ich posłał - Chrystusowi. Ten bowiem, który od Niego otrzymał moc wiązania i rozwiązywania na ziemi i w niebie, mówił Korneliuszowi: "jestem człowiekiem tobie podobnym" (Dz 10,26) i uczył, aby nie jemu oddawano cześć, ale Chrystusowi Zbawicielowi. Ojcowie, którzy przybyli do Laodycei i zebrali się tak przede wszystkim dla omówienia kwestii aniołów, mówią: "Jeśli ktoś porzuca Kościół Boży i kreśli wizerunki aniołów - niech będzie wyklęty. Porzucił on bowiem naszego Pana Jezusa Chrystusa i popadł w bałwochwalstwo". Słyszałem także, że niektórzy zapowiadają malowanie niepojętego Syna Bożego. Słyszeć o tym jest straszne, wierzyć w to - haniebne. Jak może ktoś mówić, że przedstawia na obrazie Tego,który nie daje się ani pojąć, ani opisać, który jest nieuchwytny i nieograniczony, Tego, którego Mojżesz nie był w stanie oglądać twarzą w twarz? Niektórzy twierdzą, że skoro (Chrystus) stał się prawdziwym człowiekiem z Maryi zawsze dziewicy, to możemy Go przedstawiać jako człowieka. Lecz czy dlatego stał się człowiekiem, abyś Tego, który jest nieuchwytny, i przez którego wszystko się stało, mógł przedstawiać twoimi własnymi rękami? Czyż więc przestał już być podobny do swego Ojca, i czyż nie jest już Tym, który wskrzesza zmarłych? Gdzie nakazał ci Ten, który przyszedł na ziemię, czynić swoją podobiznę, oglądać ją i czcić? Jest to raczej nakaz złego; abyś gardził Bogiem. Trzeba Go raczej żyjącego, jak zresztą Sam powiedział, czcić w duchu i prawdzie. Czy jednak nie znajdzie ta gangrena pożywki wokół siebie? Bóg bowiem w całym Starym jak i Nowym Testamencie zabrania tego, mówiąc wyraźnie: "Panu Bogu będziesz się kłaniał i Jego jedynego będziesz wielbił" (Pwt 6,13; Mt 4,10) oraz" "Ja żyję i przede mną zegnie się każde kolano" (Iz 45,23; Rz 14,11). Nie możemy służyć dwom panom: jednemu żywemu, a drugiemu martwemu. Przeklęty niech będzie - jak mówią - ten, który czci stworzenie przed Stwórcą. On (Bóg) bowiem ogarnia wszystko, a przez nic nie jest ogarnięty. Nie przypominam sobie jednak, abym sam coś takiego widział."
Tekst zaczerpnięty z Vox Patrum 42-43 Lublin 2002, 562-564.
środa, 29 sierpnia 2012
Dawid z Menevii - wypisy z Księgi
Jednym z najstarszych zachowanych zabytków irlandzkiej literatury penitencjarnej są "Wypisy z Księgi Dawida" - datowane na VI wiek. Autorem miał być walijski mnich św. Dawid.
Na temat jego życiorysu zachowało się bardzo niewiele informacji. Wiadomo tylko, że Dawid urodził się w 512 roku, przypuszczalnie w Henfynw w Cardigan. Jak podaje legenda, był synem wodza Santy z cardigan i Nony.
Dawid początkowo był mnichem. Założył monaster, czyli klasztor w Menevia (obecnie St. David’s), którego został przełożonym. W następnych latach przyczynił się także do powstania kilkunastu innych klasztorów, w których, podobno, wprowadził bardzo surową regułę nawiązującą do tej, według której żyli mnisi Pustyni Egipskiej. Odznaczał się dużą gorliwością w głoszeniu wiary chrześcijańskiej. Gorliwość ta spowodowała, że został wybrany na arcybiskupa Walii.
Dawid działał głównie w południowo-zachodniej części Walii. Na obszarze tym wzniesiono później najwięcej świątyń mu poświęconych, a jego imieniem nazwano najwięcej miejscowości.
Dawid wywarł znaczący wpływ na rozwój monastycyzmu w Irlandii. Monastacyzm, to forma życia religijnego, którą podstawą jest życie we wspólnocie zakonnej.
Dawid zmarł prawdopodobnie w 589 lub 601 roku w najstarszym założonym przez siebie klasztorze. Dawid został kanonizowany w 1120 roku przez papieża Kaliksta II.
Najwcześniejszy żywot św. Dawida został spisany około 1090 roku przez Rhygyvarcha, biskupa miejscowości St. David’s. Św. Dawid, już w XII wieku został uznany za patrona Walii. Jego święto, obchodzone jest 1 marca i jest jednym z najważniejszych świąt walijskich. Atrybutem świętego Dawida, z którym przedstawiany jest w ikonografii, jest gołębica.
Dawid z Menevii
Bardzo ciekawą legendę związaną z życiem św. Dawida przytoczyła w swojej książce Amy Steedman: "Święta Brygida i wilk króla."
http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/rodzinadzieciimlodziez/32-dzieciarnia/6061-wity-dawid-z-walii
Wypisy z Księgi Dawida
1. Jeśli kapłani, którzy mają posługiwać w świątyni Bożej, z łakomstwa wypiją wino lub sycerę, z powodu lekceważenia a nie nieuwagi, winni pokutować przez 3 dni. Jeśli natomiast z powodu wzgardy dla karzących, 40 [dni].
2. Nietrzeżwi z powodu nieuwagi, [niech pokutują] 15 dni, z powodu lekceważenia, 40 [dni], jeśli przez wzgardę, 3 razy po 40 dni.
3. Jeśli ktoś zmusza innego do pijaństwa z powodu gościnności, winien pokutować tak, jak ten, kto się upił.
4. Jeśli z nienawiści lub lubieżności ktoś zmusza innych do pijaństwa, aby ich haniebnie zawstydzić lub wyszydzić, jeśli nie dość odpokutował, winien pokutować tak, jak ten, który zabija dusze.
5. Dopuszczający się nierządu z kobietą poślubioną Chrystusowi lub mężowi, albo ze zwierzęciem lub z mężczyzną, do końca życia winni żyć dla Boga jako umarli dla świata.
6. Ten, kto zgrzeszyłby z dziewicą lub wdową, to znaczy [kobietą] niezamężna, winien dać posag jej rodzicom i pokutować przez 1 rok. Gdyby nie miał na posag, winien pokutować 3 lata.
7. Jeśli biskup umyślnie kogoś zabije lub dopuści się jakiegokolwiek nierządu lub podstępu, winien pokutować 13 lat; prezbiter 7 lat o chlebie i wodzie z wyjątkiem posiłku w niedzielę lub sobotę; diakon 6 [lat]; mnich bez stopnia duchownego 4, o ile nie przeszkodzi im choroba.
8. Jeśli ktoś umyślnie skalał się w czasie snu, niech wstanie, wyśpiewa 7 psalmów i w tym dniu żyje o chlebie i wodzie; jeśli tego nie uczni, niech wyśpiewa 30 psalmów.
9. Jeśli ktoś chciał zgrzeszyć we śnie, ale nie mógł, 15 psalmów; gdyby natomiast zgrzeszył, ale się nie skalał, 23, jeśli skalał się wbrew woli, 15.
10. Dawni święci postanowili, że biskup za grzechy główne powinien pokutować 23 lata, prezbiter 12, diakon 7, podobnie dziewica, lektor i mnich, natomiast świecki 4 lata.
11. Teraz pokuta dla prezbitera, który upadł, diakona, subdiakona, dziewicy i każdego człowieka, który wydaje kogoś na śmierć, oraz dopuszczającego się nierządu ze zwierzętami, swoją siostrą, kobietą zamężną oraz tego, kto chce zabić innego przy pomocy trucizny, wynosi 3 lata. Pierwszy rok powinien leżeć na ziemi, w drugim - głowę winien złożyć na kamieniu, trzeci - powinien leżeć na desce. Winien żywić się jedynie chlebem, wodą, solą i jarzynami. Pozostali mogą wybrać 30 postów trzydniowych lub przedłużonych, lub z jedzeniem i spaniem jak wyżej, od nony do następnej nony ( to znaczy od popołudnia do następnego popołudnia ). Inna pokuta trwa przez 3 lata, lecz o himinie ( ok. 0,25 litra ) piwa lub mleka, z chlebem i solą, na przemian z normalnym posiłkiem co drugi wieczór, [pokutujący] winni modlić się regularnie w ciągu dwunastu godzin dnia i nocy.
12. Wtedy prezbiterowi nie wolno składać ofiary, diakonowi trzymać kielicha ani dostąpić wyższej rangi.
13. Przyjmujący lichwę winien utracić to, co przyjmuje.
14. Ten, żyje z łupów lub grabieży, [pokutuje] pół roku.
15. Potajemnie całujący dziewicę winien pokutować przez 3 dni.
16. Składający w kościele fałszywą przysięgę winien oddać cztery razy tyle, ile przysięgał.
Katedra św. Dawida w St. Davids - Walia
Czytając tekst kanonów pochodzących z tak zamierzchłych czasów, można tylko westchnąć. Surowe to były czasy i takie też kary, ale zło było nazwane złem.
Tekst "Wypisów" został zaczerpnięty z "Libri poenintiales" - s.9-11, wyd. WAM Kraków 2011.
Na temat jego życiorysu zachowało się bardzo niewiele informacji. Wiadomo tylko, że Dawid urodził się w 512 roku, przypuszczalnie w Henfynw w Cardigan. Jak podaje legenda, był synem wodza Santy z cardigan i Nony.
Dawid początkowo był mnichem. Założył monaster, czyli klasztor w Menevia (obecnie St. David’s), którego został przełożonym. W następnych latach przyczynił się także do powstania kilkunastu innych klasztorów, w których, podobno, wprowadził bardzo surową regułę nawiązującą do tej, według której żyli mnisi Pustyni Egipskiej. Odznaczał się dużą gorliwością w głoszeniu wiary chrześcijańskiej. Gorliwość ta spowodowała, że został wybrany na arcybiskupa Walii.
Dawid działał głównie w południowo-zachodniej części Walii. Na obszarze tym wzniesiono później najwięcej świątyń mu poświęconych, a jego imieniem nazwano najwięcej miejscowości.
Dawid wywarł znaczący wpływ na rozwój monastycyzmu w Irlandii. Monastacyzm, to forma życia religijnego, którą podstawą jest życie we wspólnocie zakonnej.
Dawid zmarł prawdopodobnie w 589 lub 601 roku w najstarszym założonym przez siebie klasztorze. Dawid został kanonizowany w 1120 roku przez papieża Kaliksta II.
Najwcześniejszy żywot św. Dawida został spisany około 1090 roku przez Rhygyvarcha, biskupa miejscowości St. David’s. Św. Dawid, już w XII wieku został uznany za patrona Walii. Jego święto, obchodzone jest 1 marca i jest jednym z najważniejszych świąt walijskich. Atrybutem świętego Dawida, z którym przedstawiany jest w ikonografii, jest gołębica.
Dawid z Menevii
Bardzo ciekawą legendę związaną z życiem św. Dawida przytoczyła w swojej książce Amy Steedman: "Święta Brygida i wilk króla."
http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/rodzinadzieciimlodziez/32-dzieciarnia/6061-wity-dawid-z-walii
Wypisy z Księgi Dawida
1. Jeśli kapłani, którzy mają posługiwać w świątyni Bożej, z łakomstwa wypiją wino lub sycerę, z powodu lekceważenia a nie nieuwagi, winni pokutować przez 3 dni. Jeśli natomiast z powodu wzgardy dla karzących, 40 [dni].
2. Nietrzeżwi z powodu nieuwagi, [niech pokutują] 15 dni, z powodu lekceważenia, 40 [dni], jeśli przez wzgardę, 3 razy po 40 dni.
3. Jeśli ktoś zmusza innego do pijaństwa z powodu gościnności, winien pokutować tak, jak ten, kto się upił.
4. Jeśli z nienawiści lub lubieżności ktoś zmusza innych do pijaństwa, aby ich haniebnie zawstydzić lub wyszydzić, jeśli nie dość odpokutował, winien pokutować tak, jak ten, który zabija dusze.
5. Dopuszczający się nierządu z kobietą poślubioną Chrystusowi lub mężowi, albo ze zwierzęciem lub z mężczyzną, do końca życia winni żyć dla Boga jako umarli dla świata.
6. Ten, kto zgrzeszyłby z dziewicą lub wdową, to znaczy [kobietą] niezamężna, winien dać posag jej rodzicom i pokutować przez 1 rok. Gdyby nie miał na posag, winien pokutować 3 lata.
7. Jeśli biskup umyślnie kogoś zabije lub dopuści się jakiegokolwiek nierządu lub podstępu, winien pokutować 13 lat; prezbiter 7 lat o chlebie i wodzie z wyjątkiem posiłku w niedzielę lub sobotę; diakon 6 [lat]; mnich bez stopnia duchownego 4, o ile nie przeszkodzi im choroba.
8. Jeśli ktoś umyślnie skalał się w czasie snu, niech wstanie, wyśpiewa 7 psalmów i w tym dniu żyje o chlebie i wodzie; jeśli tego nie uczni, niech wyśpiewa 30 psalmów.
9. Jeśli ktoś chciał zgrzeszyć we śnie, ale nie mógł, 15 psalmów; gdyby natomiast zgrzeszył, ale się nie skalał, 23, jeśli skalał się wbrew woli, 15.
10. Dawni święci postanowili, że biskup za grzechy główne powinien pokutować 23 lata, prezbiter 12, diakon 7, podobnie dziewica, lektor i mnich, natomiast świecki 4 lata.
11. Teraz pokuta dla prezbitera, który upadł, diakona, subdiakona, dziewicy i każdego człowieka, który wydaje kogoś na śmierć, oraz dopuszczającego się nierządu ze zwierzętami, swoją siostrą, kobietą zamężną oraz tego, kto chce zabić innego przy pomocy trucizny, wynosi 3 lata. Pierwszy rok powinien leżeć na ziemi, w drugim - głowę winien złożyć na kamieniu, trzeci - powinien leżeć na desce. Winien żywić się jedynie chlebem, wodą, solą i jarzynami. Pozostali mogą wybrać 30 postów trzydniowych lub przedłużonych, lub z jedzeniem i spaniem jak wyżej, od nony do następnej nony ( to znaczy od popołudnia do następnego popołudnia ). Inna pokuta trwa przez 3 lata, lecz o himinie ( ok. 0,25 litra ) piwa lub mleka, z chlebem i solą, na przemian z normalnym posiłkiem co drugi wieczór, [pokutujący] winni modlić się regularnie w ciągu dwunastu godzin dnia i nocy.
12. Wtedy prezbiterowi nie wolno składać ofiary, diakonowi trzymać kielicha ani dostąpić wyższej rangi.
13. Przyjmujący lichwę winien utracić to, co przyjmuje.
14. Ten, żyje z łupów lub grabieży, [pokutuje] pół roku.
15. Potajemnie całujący dziewicę winien pokutować przez 3 dni.
16. Składający w kościele fałszywą przysięgę winien oddać cztery razy tyle, ile przysięgał.
Katedra św. Dawida w St. Davids - Walia
Czytając tekst kanonów pochodzących z tak zamierzchłych czasów, można tylko westchnąć. Surowe to były czasy i takie też kary, ale zło było nazwane złem.
Tekst "Wypisów" został zaczerpnięty z "Libri poenintiales" - s.9-11, wyd. WAM Kraków 2011.
piątek, 10 sierpnia 2012
Jan Damasceński - cz. 8
Pomiędzy rokiem 743 a rokiem 754 Konstantyn V zredagował zbiór "Zapytań"w którym to utworze stworzył zarys teologii ikonoklastycznej. Nie jest nam znany oryginał tego dzieła, a jedynie jego fragmenty zachowane w zredagowanych 70 lat później "Kontraargumentach"patriarchy Nikefora. W każdym bądź razie cesarz potwierdza swoja ortodoksję podając na początku definicję dwóch natur, zjednoczonych bez pomieszania w jednej osobie Chrystusa - co było zgodne z definicjami soboru chalcedońskiego. Następnie jednak pojawia się pogląd, że prawdziwy obraz musi być współistotny ze swoim prototypem, z czego wynika, że jedynym wartościowym obrazem Chrystusa jest ten obraz, którego dostarcza Eucharystia, jest w niej bowiem obecność istotowa, <ponieważ chleb, który spożywamy, jest obrazem Jego ciała...; nie jest tak, że każdy chleb jest Jego ciałem, lecz jedynie ten, który poprzez kapłańską celebrację zostaje wyniesiony ponad to, co uczynione ręką ludzką, na wysokość tego, co nie jest dziełem ludzkiej ręki> - tak pisze cesarza. Tak więc obraz materialny, zmuszony do <opisania> swego modelu, może to zrobić jedynie w odniesieniu do ludzkiej natury Chrystusa, lecz nie do Jego natury boskiej, gdyż ta z definicji jest <nieopisywalna>. Z teologicznego punktu widzenia przedstawienie Chrystusa łączące boskośc i człowieczeństwo jest więc niemożliwe lub heretyckie - jedno z dwojga: albo malarz przedstawił samą tylko ludzką naturę Chrystusa, rozdzielając jednak jego osobę na dwie, albo uszanował jedność osoby, mieszając jednak dwie natury i opisując nieopisywalne, co powoduje oskarżenie o nestorianizm lub o monofizytyzm.
W ten oto sposób cesarz stworzył teoretyczne podwaliny do decyzji które miał wydać zwoany przez cesarza sobór. Zwołany pod nieobecność patriarchy Konstantynopola. Dotychczasowy - Anastazy, zmarł bowiem kilka miesięcy wcześniej, a nowego jeszcze nie wyznaczono. Pomimo to sobór został zwołany i pod przewodnictwem trzech biskupów: Teodozjusza z Efezu, Sisiniosa z Perge i Bazylego z Pizydii rozpoczął w dniu 8 sierpnia 754 roku obrady w cesarskim pałacu w Hiereia.
Powróćmy w tym momencie do tesktu Mowy św. Jana Damasceńskiego w obronie kultu obrazów:
21. Kiedy wyobrażamy sobie Chrystusa jako Pana i Króla, nie odmawiamy Mu także wojska. Wojskiem zaś Pana są Jego święci. Skoro jednak ziemski władca chce ogołocić swego Króla i Pana z wojska, pozbawcie go także jego własnych żołnierzy. /Aluzja do decyzji cesarza Leona III Izauryjczyka, ktory w 726 r. miał wydać edykt zabraniający kultu wszelkich obrazów oraz polecił zniszczyć umieszczoną jeszcze przez Konstantyna Wielkiego ikonę Chrystusa nad brązową bramą pałacu cesarskiego Chalke, stanowiącą główne wejście do Świętego Pałacu/ Odrzućcie jego purpurę i diadem, skoro on w swych nakazach odmawia należnej czci tym znakomitym zwycięzcom nad złem. Jeśli bowiem [święci] są dziedzicami Boga i współdziedzicami Chrystusa oraz będę uczestnikami Bożej chwały i królestwa, to dlaczego ci przyjaciele Chrystusa nie mieliby się stać już na ziemi współuczestnikami Jego chwały? "Nie nazywam was sługami - mówi Bóg - wy jesteście moimi przyjaciółmi" (J 15, 14-15). Czyż mielibyśmy pozbawiać ich tej chwały, którą obdarzył ich Kościół? O zuchwała ręko! Cóż za bezczelność umysłu powstającego przeciw Bogu i sprzeciwiającego się Jego przykazaniom! Ty który odmawiasz czci obrazowi, nie czcisz także Syna Bożego, "który jest obrazem niewidzialnego Boga" (Kol 1,15), żywym i całkowicie podobnym Jego odbiciem (Hbr 1,3).
Oddaję cześć obrazowi Chrystusa jako wcielonego Boga, obrazowi Pani wszystkich Bogarodzicy jako Matce Syna Bożego oraz obrazom świętych jako przyjaciół Boga, ktorzy przelali swą krew wwalce przeciw grzechowi a przelewając krew za Chrystusa naśladowali Go, który pierwszy przelał własną krew za nich, oraz szli Jego śladami. Stawiam sobie przed oczy ich wspaniałe czyny i cierpienia na obrazach przedstawione, aby się przez nie uświęcać i zapalać pragnieniem ich naśladowania. A czynię to ze względu na przynależną im cześć i szacunek, bo jak mówi święty Bazyli: "Cześć oddana obrazowi przechodzi na jego prototyp".
Jeśli wznosisz kościoły ku chwale Bożych świętych, to sporządzaj także ich wizerunki. Nie dla uczczenia ludzi wznoszono w starożytności świątynię, nie radowano się także ze śmierci sprawiedliwych, lecz ich opłakiwano, tego zaś, kto dotknął ciała umarłego, uważano za nieczystego, nawet kiedy chodziło o ciało Mojżesza. Teraz jednak wspomnienia świętych obchodzimy uroczyście. Śmierć Jakuba opłakiwano, ale już śmierć Szczepana świętuje się uroczyście. Albo zatem, odwołując się do dawnego Prawa, odrzuć wszystkie uroczyste wspomnienia świętych, albo przyjmij także ich obrazy, które, jak mówisz, sporządzone były wbrew Prawu. Niemożliwe jest jednak porzucenie czczenia pamięci świętych; nakazuje to bowiem czynić chór świętych Apostołów i natchnionych Ojców.
Odkąd bowiem Słowo Boże stało się ciałem, upodobniwszy się do nas we wszystkim z wyjątkiem grzechu, wzięło w posiadania to, co nasze, nie ulegając przy tym żadnemu pomieszaniu i pozostając niezmienne; wskutek zaś wzjamenego przenikania się Jego bóstwa i człowieczeństwa, także przybrane ciało zostało ubóstwione, a przez to i my - uświęceni. I odkąd Syn Boży i Bog zarazem, nie podlegający cierpieniu ze wzgledu na swe bóstwo, przybrawszy ciało cierpiał i odkupił naszą winę w podziwu godny i chwalebny sposób (przelewając za nas krew, przez którą wstawia się za nami u Ojca), odtąd staliśmy się naprawdę wolni. I odkąd wstąpił do piekieł, ogłosił czas łaski uwięzionym tam od wieków duszom, przywrócił wzrok ślepym, a uwięził mocarza (Mt 12,29). Zmartwychwstał potęgą własnej mocy, zachowując swoje nieśmiertelne ciało, skąd i my nieśmiertelność osiągnęliśmy.
Odkąd wreszcie narodziliśmy się z wody i z Ducha, staliśmy się dziećmi Bożymi i dziedzicami Boga.. Dlatego to św. Paweł nazywa wiernych świętymi. I dlatego też nie opłakujemy śmierci świętych, ale z niej się radujemy. I dlatego wreszcie "nie jesteśmy już poddani Prawu, lecz łasce" (Rz 6,14), "będąc usprawiedliwionymi przez wiarę" (Rz 5,1) i znając jedynego, prawdziwego Boga - "Prawo nie dla sprawiedliwego jest przeznaczone" (1Tm 1,9) - Nie jesteśmy już niczym małe dzieci zniewoleni przez literę Prawa, ale odżywiani solidnym pokarmem, nie tym, który prowadzi do bałwochwalstwa, osiągneliśmy pełnię dojrzałości. Dobre jest Prawo, które jako lampka oliwna świeci w ciemności, ale tylko do czasu, kiedy nastaje świt. Teraz jednak gwiazda poranna zaświtała już w naszych sercach, a żywa woda poznania Boga pokryła pogańskie morza, i wszyscy poznaliśmy Pana. "To co dawne minęło, a oto wszystko stało się nowe" (2 Kor 5,17). Boży Apostoł [Paweł] tak oto mówił do Piotra, najwyższego spośród Apostołów: "Jeśli ty, choć jesteś Żydem, żyjesz według obyczajów przyjętych wśród pogan, a nie wśród Żydów, jak możesz zmuszać pogan do przyjmowania zwyczajów żydowskich?" (Ga 2,14). A do Galatów pisze: "I raz jeszcze oświadczam każdemu człowiekowi, który poddaje się obrzezaniu: jest on zobowiązany zachować wszystkie przepisy Prawa" (Ga 5,3).
W ten oto sposób cesarz stworzył teoretyczne podwaliny do decyzji które miał wydać zwoany przez cesarza sobór. Zwołany pod nieobecność patriarchy Konstantynopola. Dotychczasowy - Anastazy, zmarł bowiem kilka miesięcy wcześniej, a nowego jeszcze nie wyznaczono. Pomimo to sobór został zwołany i pod przewodnictwem trzech biskupów: Teodozjusza z Efezu, Sisiniosa z Perge i Bazylego z Pizydii rozpoczął w dniu 8 sierpnia 754 roku obrady w cesarskim pałacu w Hiereia.
Powróćmy w tym momencie do tesktu Mowy św. Jana Damasceńskiego w obronie kultu obrazów:
21. Kiedy wyobrażamy sobie Chrystusa jako Pana i Króla, nie odmawiamy Mu także wojska. Wojskiem zaś Pana są Jego święci. Skoro jednak ziemski władca chce ogołocić swego Króla i Pana z wojska, pozbawcie go także jego własnych żołnierzy. /Aluzja do decyzji cesarza Leona III Izauryjczyka, ktory w 726 r. miał wydać edykt zabraniający kultu wszelkich obrazów oraz polecił zniszczyć umieszczoną jeszcze przez Konstantyna Wielkiego ikonę Chrystusa nad brązową bramą pałacu cesarskiego Chalke, stanowiącą główne wejście do Świętego Pałacu/ Odrzućcie jego purpurę i diadem, skoro on w swych nakazach odmawia należnej czci tym znakomitym zwycięzcom nad złem. Jeśli bowiem [święci] są dziedzicami Boga i współdziedzicami Chrystusa oraz będę uczestnikami Bożej chwały i królestwa, to dlaczego ci przyjaciele Chrystusa nie mieliby się stać już na ziemi współuczestnikami Jego chwały? "Nie nazywam was sługami - mówi Bóg - wy jesteście moimi przyjaciółmi" (J 15, 14-15). Czyż mielibyśmy pozbawiać ich tej chwały, którą obdarzył ich Kościół? O zuchwała ręko! Cóż za bezczelność umysłu powstającego przeciw Bogu i sprzeciwiającego się Jego przykazaniom! Ty który odmawiasz czci obrazowi, nie czcisz także Syna Bożego, "który jest obrazem niewidzialnego Boga" (Kol 1,15), żywym i całkowicie podobnym Jego odbiciem (Hbr 1,3).
Oddaję cześć obrazowi Chrystusa jako wcielonego Boga, obrazowi Pani wszystkich Bogarodzicy jako Matce Syna Bożego oraz obrazom świętych jako przyjaciół Boga, ktorzy przelali swą krew wwalce przeciw grzechowi a przelewając krew za Chrystusa naśladowali Go, który pierwszy przelał własną krew za nich, oraz szli Jego śladami. Stawiam sobie przed oczy ich wspaniałe czyny i cierpienia na obrazach przedstawione, aby się przez nie uświęcać i zapalać pragnieniem ich naśladowania. A czynię to ze względu na przynależną im cześć i szacunek, bo jak mówi święty Bazyli: "Cześć oddana obrazowi przechodzi na jego prototyp".
Jeśli wznosisz kościoły ku chwale Bożych świętych, to sporządzaj także ich wizerunki. Nie dla uczczenia ludzi wznoszono w starożytności świątynię, nie radowano się także ze śmierci sprawiedliwych, lecz ich opłakiwano, tego zaś, kto dotknął ciała umarłego, uważano za nieczystego, nawet kiedy chodziło o ciało Mojżesza. Teraz jednak wspomnienia świętych obchodzimy uroczyście. Śmierć Jakuba opłakiwano, ale już śmierć Szczepana świętuje się uroczyście. Albo zatem, odwołując się do dawnego Prawa, odrzuć wszystkie uroczyste wspomnienia świętych, albo przyjmij także ich obrazy, które, jak mówisz, sporządzone były wbrew Prawu. Niemożliwe jest jednak porzucenie czczenia pamięci świętych; nakazuje to bowiem czynić chór świętych Apostołów i natchnionych Ojców.
Odkąd bowiem Słowo Boże stało się ciałem, upodobniwszy się do nas we wszystkim z wyjątkiem grzechu, wzięło w posiadania to, co nasze, nie ulegając przy tym żadnemu pomieszaniu i pozostając niezmienne; wskutek zaś wzjamenego przenikania się Jego bóstwa i człowieczeństwa, także przybrane ciało zostało ubóstwione, a przez to i my - uświęceni. I odkąd Syn Boży i Bog zarazem, nie podlegający cierpieniu ze wzgledu na swe bóstwo, przybrawszy ciało cierpiał i odkupił naszą winę w podziwu godny i chwalebny sposób (przelewając za nas krew, przez którą wstawia się za nami u Ojca), odtąd staliśmy się naprawdę wolni. I odkąd wstąpił do piekieł, ogłosił czas łaski uwięzionym tam od wieków duszom, przywrócił wzrok ślepym, a uwięził mocarza (Mt 12,29). Zmartwychwstał potęgą własnej mocy, zachowując swoje nieśmiertelne ciało, skąd i my nieśmiertelność osiągnęliśmy.
Odkąd wreszcie narodziliśmy się z wody i z Ducha, staliśmy się dziećmi Bożymi i dziedzicami Boga.. Dlatego to św. Paweł nazywa wiernych świętymi. I dlatego też nie opłakujemy śmierci świętych, ale z niej się radujemy. I dlatego wreszcie "nie jesteśmy już poddani Prawu, lecz łasce" (Rz 6,14), "będąc usprawiedliwionymi przez wiarę" (Rz 5,1) i znając jedynego, prawdziwego Boga - "Prawo nie dla sprawiedliwego jest przeznaczone" (1Tm 1,9) - Nie jesteśmy już niczym małe dzieci zniewoleni przez literę Prawa, ale odżywiani solidnym pokarmem, nie tym, który prowadzi do bałwochwalstwa, osiągneliśmy pełnię dojrzałości. Dobre jest Prawo, które jako lampka oliwna świeci w ciemności, ale tylko do czasu, kiedy nastaje świt. Teraz jednak gwiazda poranna zaświtała już w naszych sercach, a żywa woda poznania Boga pokryła pogańskie morza, i wszyscy poznaliśmy Pana. "To co dawne minęło, a oto wszystko stało się nowe" (2 Kor 5,17). Boży Apostoł [Paweł] tak oto mówił do Piotra, najwyższego spośród Apostołów: "Jeśli ty, choć jesteś Żydem, żyjesz według obyczajów przyjętych wśród pogan, a nie wśród Żydów, jak możesz zmuszać pogan do przyjmowania zwyczajów żydowskich?" (Ga 2,14). A do Galatów pisze: "I raz jeszcze oświadczam każdemu człowiekowi, który poddaje się obrzezaniu: jest on zobowiązany zachować wszystkie przepisy Prawa" (Ga 5,3).
wtorek, 24 lipca 2012
Jan Damasceński - cz. 7
W dniu 18 czerwca 741 roku umiera cesarz Leon III. Kryzys związany z kultem ikon jest w stanie preludium. Odejście patriarchy Germanosa, zamieszki pod bramą Chalke oraz napięcia w stosunkach z Rzymem, to na razie jeszcze za mało aby mówić o kryzysie. Na razie to były próby reform w strukturze Kościoła. Dopiero syn i następca Leona III, Konstantyn V, stworzy i spróbuje narzucić takie rozwiązania teologiczne które bedą nosiły znamiona zmian już nie reformistycznych , ale wręcz doktrynalnych.
Wkrótce po objęciu władzy młody cesarz musi zmierzyć się z buntem, na czele którego stanął jego szwagier Artabasdos. W r. 742 wykorzystując nieobecność cesarza wkracza wraz z swoimi wojskami do Konstatntynopola i nakazuje patriarsze Anastazemu dokonania aktu koronacji. Nie wiadomo dokładnie czy uzurpator wystąpił jako przywódca ortodoksji i czy patriarcha rzucił klątwę na Konstantyna jako bluźniercę zaprzeczającemu boskości Chrystusa, tak jak twierdzą późniejsi kronikarze. Na pewno uległ zawieszeniu zakaz godzący w kult obrazów. Pomimo tych akcentów religijnych, przewrót nie udał się. 16 miesięcy później Konstantyn V przejmuje stolicę i rozpoczyna krwawe represje skierowane przeciwko uzurpatorowi i jego zwolennikom. Miedzy innymi zemścił się na patriarsze, wystawiając go na hipodromie na pośmiewisko widzów, każąc mu jechać tyłem na ośle, ale pozostawił go nadal jako patriarchę. Dopiero w 752 roku gdy nastąpiła w koncu stabilizacja w kraju, rozpoczyna się kampania skierowana do chrześcijan, zwłaszcza tych na prowincji, którzy do tej pory w nikły sposób byli zainteresowani sporami wokół kultu ikon, o konieczności potępienia kultu obrazów. Zapisem tych debat jest zachowane dzieło "Napomnienie starca dotyczące świętych wizerunków" - jest to zapis publicznej dyskusji, do której doszło w Cylicji, w górach Taurus miedzy biskupem reprezentującym cesarza a jakimś starym mnichem z tego regionu, obrońcą obrazów.
Ikona przedstawiająca Jezusa Chrystusa wraz z archaniołami - Macedonia
Powróćmy w tym momencie do tekstu mowy w obronie obrazów św. Jana Damasceńskiego:
17. Zachęcamy zatem do sporządzania wszędzie Jego postrzegalnych zmysłowo przedstawień, bo uświęcamy się najpierw przez wzrok (pierwszym bowiem ze zmysłów jest wzrok). Obraz bowiem jest przypomnieniem czegoś, podobnie jak odbierane przez słuch - słowa. Czym zatem dla umiejących pisać jest książka, tym dla niepiśmiennych jest obraz. I czym słowo jest dla słuchu, tym obraz dla wzroku - przynosi nam zrozumienie. Dlatego też nakazał Bóg sporządzić Arkę Przymierza z niezniszczalnego drewna i wyłożyć ją w środku i na zewnątrz złotem oraz złożyć w niej tablice, laskę Aarona oraz złote dzbany wypełnione manną na pamiątkę tego, co już się stało,i jako zapowiedź tego, co ma nastąpić. Któż zaprzeczy temu, że wszystko to są obrazy podobne zwiastunom, których głos słychać z daleka? I spoczywały wszystkie owe rzeczy nie gdzieś po bokach namiotu, ale wprost na widoku całego ludu, aby ten patrząc na to, co ze względu na niego zostało uczynione, oddawał Bogu cześć i uwielbienie. Oczywiście przedmioty te nie były same adorowane, ale przez nie, pamiątki dawnych cudownych wydarzeń, uwielbiany był Bóg ich sprawca. Wizerunki te zatem służyły upamiętnianiu rzeczy minionych, czczone zaś były nie jako bóstwa, lecz jako pamiątki Bożego działania.
18. I nakazał Bóg wziąć dwanaście kamieni z Jordanu, mówiąc, dlaczego: "Abyś, kiedy zapyta cię twój syn, czym są te kamienie, mógł mu odpowiedzieć, jak z Bożego nakazu rozstępowały się wody Jordanu i cały lud z Arką Pana przechodził na drugą stronę" (Joz 4,21-22). Jak zatem my nie mielibyśmy przedstawiać przy pomocy obrazów zbawczej męki i cudów Chrystusa - naszego Boga, abym, kiedy mnie zapyta mój syn, co to jest, mógł mu odpowiedzieć, że Słowo Boże stało się człowiekiem i przez Nie, nie tylko sam Izrael przeszedł przez Jordan, ale także cała natura odzyskała pierwotny stan szczęśliwości; przez Nie cała natura wydźwignęła się z najniższych pokładów ziemi ponad to wszystko, co było na początku i zasiadła na tronie samego Ojca.
Ikona Matki Boskiej Włodzimierskiej - "Słowo Boże stało się człowiekiem"
19. Niektórzy jednak mówią: "Uczyń sobie wizerunek Chrystusa oraz Jego Matki Bogarodzicy i niech to wystarczy". Cóż za absurd! Sam siebie czynisz nieprzyjacielem świętych. Jeśli bowiem sporządzasz wizerunki Chrystusa, a żadnych obrazów Jego świętych to jasne staje się, że nie samego malowania obrazów zakazujesz, ale oddawania czci należnej świętym. Tego nikt od wieków nie odważył się uczynić, ani nawet nie próbował dokonać tak bezbożnego czynu. Gdy wykonujesz wizerunki Chrystusa jako Uwielbionego, a jednocześnie odrzucasz czynienie wizerunków świętych, jako niegodnych uwielbienia, przyczyniasz sie w ten sposób, oczywiście, do zafałszowania prawdy, skoro powiedziano: "Ja żyję - mówi Pan - i uwielbię wszystkich tych, którzy mnie uwielbili" (1 Sm 2,30). A natchniony Apostoł mówi: Tak, że nie jesteś już niewolnikiem, ale synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem Boga ze względu na Chrystusa (Ga 4,7) oraz: "skoro wspólnie z Nim cierpimy, to po to, aby wspólnie mieć udział w chwale" (Rz 8,17). Nie przeciw obrazom prowadzisz więc walkę, ale przeciw samym świętym. Święty Jan Teolog, który opierał głowę na piersi Chrystusa, mówi nawet, iż "staniemy się do Niego podobni" (1J 3,2).
Jak bowiem żelazo, połączone z ogniem nie przez naturę, ale przez zjednoczenie, rozpalenie i uczestnictwo staje się ogniem, tak też i ten, kto upodabnia się do Boga, nie przez swą naturę, ale przez uczestnictwo staje się Bogiem. Nie nazywam ciałem Wcielonego Syna Bożego; ono bowiem hipostatycznie łączy się i uczestniczy w naturze Boskiej, i przez to zostało na zawsze nazwane Bogiem, nie dlatego, że zostało namaszczone boską energią, jak to ma miejsce u każdego z proroków, ale przez pełną obecność Namaszczającego. Także i świętych nazywa Pismo św. bogami, gdy mówi: "Bóg powstaje w zgromadzeniu bogów i pośrodku bogów sąd odbywa" (Ps 82,1). Wyjaśniając to Grzegorz Teolog mówi, że Bóg powstaje pośrodku swoich świętych jak pośród bogów, aby udzielać każdemu człowiekowi należnej mu chwały.
20. Bóg obiecał Dawidowi, że on przez swego syna Salomona zbuduje Mu świątynię i przygotuje mu miejsce spoczynku. Salomon zbudował świątynię Panu i wyrzeźbił także cheruby, jak mówi Księga Królewska: "cheruby te pokrył złotem i wszystkie ściany dookoła; na nich wyrył podobizny Cherubinów i palm wewnątrz i na zewnątrz" (1 Krl 6,28-29). Pismo nie mówi: po bokach, ale "dookoła". Ponadto wyrył tam także woły, lwy i drzewa granatu. Czyż nie byłoby znacznie godniej udekorować wszystkie ściany Domu Pańskiego wizerunkami świętych osób, aniżeli obrazami nierozumnych zwierząt czy drzew? Gdzież jest to prawo, które mówi: "nie uczynisz sobie posągu ani żadnego obrazu"? Przecież nawet Salomon, ktory posiadł mądrość w obfitości, nie ważąc się przedstawić samego Boga, uczynił jednak podobizny Cherubinów, lwów i wołów, chociaż tego zabraniało Prawo.
Tak też i my czynimy, nie sporządzając wizerunków Boga, wykonujemy podobizny świętych. Podobnie jak dawniej świątynia i lud obmywane były krwią nierozumnych zwierząt i obsypane popiołem cielców, tak teraz obmywane są Krwią "umęczonego za Poncjusza Piłata" Chrystusa, który swoją ofiarą dał początek ofiarom męczenników, a także świętą krwią męczenników, na których zbudowany jest Kościół. Jak bowiem dawniej dom Boży ozdobiony był martwymi podobiznami i figurami nierozumnych zwierząt, tak teraz święci, będąc duchowymi świątyniami, stali się żywymi i rozumnymi ozdobami Boga żywego.
Wkrótce po objęciu władzy młody cesarz musi zmierzyć się z buntem, na czele którego stanął jego szwagier Artabasdos. W r. 742 wykorzystując nieobecność cesarza wkracza wraz z swoimi wojskami do Konstatntynopola i nakazuje patriarsze Anastazemu dokonania aktu koronacji. Nie wiadomo dokładnie czy uzurpator wystąpił jako przywódca ortodoksji i czy patriarcha rzucił klątwę na Konstantyna jako bluźniercę zaprzeczającemu boskości Chrystusa, tak jak twierdzą późniejsi kronikarze. Na pewno uległ zawieszeniu zakaz godzący w kult obrazów. Pomimo tych akcentów religijnych, przewrót nie udał się. 16 miesięcy później Konstantyn V przejmuje stolicę i rozpoczyna krwawe represje skierowane przeciwko uzurpatorowi i jego zwolennikom. Miedzy innymi zemścił się na patriarsze, wystawiając go na hipodromie na pośmiewisko widzów, każąc mu jechać tyłem na ośle, ale pozostawił go nadal jako patriarchę. Dopiero w 752 roku gdy nastąpiła w koncu stabilizacja w kraju, rozpoczyna się kampania skierowana do chrześcijan, zwłaszcza tych na prowincji, którzy do tej pory w nikły sposób byli zainteresowani sporami wokół kultu ikon, o konieczności potępienia kultu obrazów. Zapisem tych debat jest zachowane dzieło "Napomnienie starca dotyczące świętych wizerunków" - jest to zapis publicznej dyskusji, do której doszło w Cylicji, w górach Taurus miedzy biskupem reprezentującym cesarza a jakimś starym mnichem z tego regionu, obrońcą obrazów.
Ikona przedstawiająca Jezusa Chrystusa wraz z archaniołami - Macedonia
Powróćmy w tym momencie do tekstu mowy w obronie obrazów św. Jana Damasceńskiego:
17. Zachęcamy zatem do sporządzania wszędzie Jego postrzegalnych zmysłowo przedstawień, bo uświęcamy się najpierw przez wzrok (pierwszym bowiem ze zmysłów jest wzrok). Obraz bowiem jest przypomnieniem czegoś, podobnie jak odbierane przez słuch - słowa. Czym zatem dla umiejących pisać jest książka, tym dla niepiśmiennych jest obraz. I czym słowo jest dla słuchu, tym obraz dla wzroku - przynosi nam zrozumienie. Dlatego też nakazał Bóg sporządzić Arkę Przymierza z niezniszczalnego drewna i wyłożyć ją w środku i na zewnątrz złotem oraz złożyć w niej tablice, laskę Aarona oraz złote dzbany wypełnione manną na pamiątkę tego, co już się stało,i jako zapowiedź tego, co ma nastąpić. Któż zaprzeczy temu, że wszystko to są obrazy podobne zwiastunom, których głos słychać z daleka? I spoczywały wszystkie owe rzeczy nie gdzieś po bokach namiotu, ale wprost na widoku całego ludu, aby ten patrząc na to, co ze względu na niego zostało uczynione, oddawał Bogu cześć i uwielbienie. Oczywiście przedmioty te nie były same adorowane, ale przez nie, pamiątki dawnych cudownych wydarzeń, uwielbiany był Bóg ich sprawca. Wizerunki te zatem służyły upamiętnianiu rzeczy minionych, czczone zaś były nie jako bóstwa, lecz jako pamiątki Bożego działania.
18. I nakazał Bóg wziąć dwanaście kamieni z Jordanu, mówiąc, dlaczego: "Abyś, kiedy zapyta cię twój syn, czym są te kamienie, mógł mu odpowiedzieć, jak z Bożego nakazu rozstępowały się wody Jordanu i cały lud z Arką Pana przechodził na drugą stronę" (Joz 4,21-22). Jak zatem my nie mielibyśmy przedstawiać przy pomocy obrazów zbawczej męki i cudów Chrystusa - naszego Boga, abym, kiedy mnie zapyta mój syn, co to jest, mógł mu odpowiedzieć, że Słowo Boże stało się człowiekiem i przez Nie, nie tylko sam Izrael przeszedł przez Jordan, ale także cała natura odzyskała pierwotny stan szczęśliwości; przez Nie cała natura wydźwignęła się z najniższych pokładów ziemi ponad to wszystko, co było na początku i zasiadła na tronie samego Ojca.
Ikona Matki Boskiej Włodzimierskiej - "Słowo Boże stało się człowiekiem"
19. Niektórzy jednak mówią: "Uczyń sobie wizerunek Chrystusa oraz Jego Matki Bogarodzicy i niech to wystarczy". Cóż za absurd! Sam siebie czynisz nieprzyjacielem świętych. Jeśli bowiem sporządzasz wizerunki Chrystusa, a żadnych obrazów Jego świętych to jasne staje się, że nie samego malowania obrazów zakazujesz, ale oddawania czci należnej świętym. Tego nikt od wieków nie odważył się uczynić, ani nawet nie próbował dokonać tak bezbożnego czynu. Gdy wykonujesz wizerunki Chrystusa jako Uwielbionego, a jednocześnie odrzucasz czynienie wizerunków świętych, jako niegodnych uwielbienia, przyczyniasz sie w ten sposób, oczywiście, do zafałszowania prawdy, skoro powiedziano: "Ja żyję - mówi Pan - i uwielbię wszystkich tych, którzy mnie uwielbili" (1 Sm 2,30). A natchniony Apostoł mówi: Tak, że nie jesteś już niewolnikiem, ale synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem Boga ze względu na Chrystusa (Ga 4,7) oraz: "skoro wspólnie z Nim cierpimy, to po to, aby wspólnie mieć udział w chwale" (Rz 8,17). Nie przeciw obrazom prowadzisz więc walkę, ale przeciw samym świętym. Święty Jan Teolog, który opierał głowę na piersi Chrystusa, mówi nawet, iż "staniemy się do Niego podobni" (1J 3,2).
Jak bowiem żelazo, połączone z ogniem nie przez naturę, ale przez zjednoczenie, rozpalenie i uczestnictwo staje się ogniem, tak też i ten, kto upodabnia się do Boga, nie przez swą naturę, ale przez uczestnictwo staje się Bogiem. Nie nazywam ciałem Wcielonego Syna Bożego; ono bowiem hipostatycznie łączy się i uczestniczy w naturze Boskiej, i przez to zostało na zawsze nazwane Bogiem, nie dlatego, że zostało namaszczone boską energią, jak to ma miejsce u każdego z proroków, ale przez pełną obecność Namaszczającego. Także i świętych nazywa Pismo św. bogami, gdy mówi: "Bóg powstaje w zgromadzeniu bogów i pośrodku bogów sąd odbywa" (Ps 82,1). Wyjaśniając to Grzegorz Teolog mówi, że Bóg powstaje pośrodku swoich świętych jak pośród bogów, aby udzielać każdemu człowiekowi należnej mu chwały.
20. Bóg obiecał Dawidowi, że on przez swego syna Salomona zbuduje Mu świątynię i przygotuje mu miejsce spoczynku. Salomon zbudował świątynię Panu i wyrzeźbił także cheruby, jak mówi Księga Królewska: "cheruby te pokrył złotem i wszystkie ściany dookoła; na nich wyrył podobizny Cherubinów i palm wewnątrz i na zewnątrz" (1 Krl 6,28-29). Pismo nie mówi: po bokach, ale "dookoła". Ponadto wyrył tam także woły, lwy i drzewa granatu. Czyż nie byłoby znacznie godniej udekorować wszystkie ściany Domu Pańskiego wizerunkami świętych osób, aniżeli obrazami nierozumnych zwierząt czy drzew? Gdzież jest to prawo, które mówi: "nie uczynisz sobie posągu ani żadnego obrazu"? Przecież nawet Salomon, ktory posiadł mądrość w obfitości, nie ważąc się przedstawić samego Boga, uczynił jednak podobizny Cherubinów, lwów i wołów, chociaż tego zabraniało Prawo.
Tak też i my czynimy, nie sporządzając wizerunków Boga, wykonujemy podobizny świętych. Podobnie jak dawniej świątynia i lud obmywane były krwią nierozumnych zwierząt i obsypane popiołem cielców, tak teraz obmywane są Krwią "umęczonego za Poncjusza Piłata" Chrystusa, który swoją ofiarą dał początek ofiarom męczenników, a także świętą krwią męczenników, na których zbudowany jest Kościół. Jak bowiem dawniej dom Boży ozdobiony był martwymi podobiznami i figurami nierozumnych zwierząt, tak teraz święci, będąc duchowymi świątyniami, stali się żywymi i rozumnymi ozdobami Boga żywego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)