poniedziałek, 18 maja 2015

Z irlandzkich penitencjarzy cz. 2

    W poszukiwaniu sensacji media, zwłaszcza te o lewicowej proweniencji, lubują się w opisywaniu skandali do jakich dochodzi w Kościele. Jednym z ulubionych tematów jest oczywiście homoseksualizm.  Mottem tych ataków jest takie oto sformułowanie: "Kościół potępia gejów, ale toleruje homoksięży". Takie zdanie można było przeczytać na okładce jednego z numerów "Newsweeka" - pisma gorliwie tropiącego wszelkiego rodzaju kościelne skandale.  Ciekawe, że w jednym krótkim zdaniu popełniono aż dwa błędy merytoryczne. Przede wszystkim Kościół nie potępia gejów gdyż:

"W służbie zarówno miłosierdzia, jak i prawdy, Kościół Katolicki dokonuje jasnego, fundamentalnego rozróżnienia między skłonnością homoseksualną a aktami homoseksualnymi."

Kongregacja Nauki Wiary, "Deklaracja o niektórych zagadnieniach etyki seksualnej", pkt. 3.

Nie ma więc potępienia gejów,  czym innym bowiem są skłonności a czym innym same akty które:

 "(Akty homoseksualne) są sprzeczne z prawem naturalnym; wykluczają z aktu płciowego dar życia. Nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej. W żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane."

Kongregacja Nauki Wiary, "Deklaracja o niektórych zagadnieniach etyki seksualnej" pkt 8; Katechizm Kościoła Katolickiego 2357

  To jeden błąd. Drugi to kwestia tolerowania  homoksięży. Także i tutaj Kościół od samego początku jest konsekwentny. Czy zawsze taki był? Cofnijmy się więc w czasie i sięgnijmy do niezwykle ciekawych dokumentów jakimi są penitencjarze.  Niech za motto posłuży początek księgi pokutnej św. Kolumbana:

     "1. Prawdziwa pokuta to nie popełniać grzechów, a popełniwszy, opłakiwać je. Jednak słabość wielu, by nie powiedzieć wszystkich, przeszkadza temu, zatem należy znać miary pokuty, które przekazali święci ojcowie, aby zgodnie z wielkością win ustanowić również odpowiednią długość pokuty".

   Jaka więc kara i pokuta wymierzana była osobom duchownym za czyny homoseksualne? Czy byli traktowani surowo czy też "zamiatano sprawę pod dywan"? Odpowiedź na powyższe pytanie może zadziwić:

                                            Wstęp Gildasa o pokucie - VI wiek

     1. Prezbiter lub diakon, jeśli dopuścił się nierządu w sposób zgodny z naturą lub sodomski, a wcześniej złożył śluby mnicha, winien pokutować 3 lata. Niech w każdej godzinie prosi o łaskę, w każdym tygodniu podejmuje przedłużony post, wyjąwszy czas 50 dni po Męce Pańskiej; chleb bez ograniczenia oraz trochę lepszego pożywienia z odrobiną masła niech spożywa w niedzielę, w pozostałe zaś dni porcje zwykłego chleba oraz potrawy z niewielką ilością tłuszczu, warzywa ogrodowe, lilka jajek, brytyjski ser, jedną heminę rzymską  ( ok, 0,27 litra)  mleka ze względu na słabość ciała w tym wieku, również sekstariusza rzymskiego ( ok, 0,55 litra)  serwatki lub maślanki, by ugasić pragnienie oraz trochę wody, jeśli jest robotnikiem; niech śpi na łóżku przykrytym niewielką ilością siana, 3 czterdziesietnice winien dodać od siebie jakiś post, stosownie do swoich sił. Niech zawsze żałuje z głębi serca za swój grzech, niech poza tym bardzo chętnie będzie posłuszny; po półtora roku niech przyjmie eucharystie, przekaże znak pokoju i śpiewa z braćmi psalmy, aby w tym czasie jego dusza nie wyschła z braku lekarstwa niebieskiego.

    2.  Gdyby [to był] jakiś mnich niższej rangi, winien pokutować przez trzy lata, jednak należy zwiększyć jego porcję chleba. Jeśli to robotnik, niech otrzyma sekstariusza rzymskiego mleka i drugiego serwatki oraz wodę w ilości, która zaspokoi jego pragnienie.

    3. Gdyby natomiast [był] to prezbiter lub diakon bez ślubów mniszych, winien pokutować jak mnich bez rangi.

    4. Gdyby zaś mnich chciał dopuścić się grzechu [niech pokutuje] półtora roku. Jednak opat ma możliwość zmiany tej pokuty, gdyby posłuszeństwo tego [mnicha] spodobało się Panu i opatowi.

    5. Dawni ojcowie ustalili 12 lat pokuty dla prezbitera i 7 dla diakona

   Surowe to były kary i jak widać, czym wyższa ranga, tym wyższa kara. A co mówił o grzeszących duchownych św. Kolumban?

                                          Księga pokutna św. Kolumbana -  (ok. 543-615)

   15. Gdyby ktoś dopuścił się nierządu, jaki czynili w Sodomie, winien pokutować 10 lat, 3 pierwsze o chlebie i wodzie, natomiast przez siedem winien powstrzymywać się od wina i mięsa. Niech nigdy nie mieszka z innymi. 

                                        Księga pokutna Kummeana - VII wiek

     II. 9 Kto popełnia ohydę z mężczyznami jak w Sodomie, niech pokutuje 7 lat.

                                      Księga pokutna pseudo-Kummeana - VIII wiek

     II. 2 O sodomii: biskupi winni pokutować czternaście lat, prezbiterzy 12, diakoni dziewięć, subdiakoni osiem, inni duchowni siedem, świeccy niech pokutują 5 lat i nigdy nie wolno im spać z innym.  

                                    Orzeczenia Teodora biskupa Canterbury
                                     A. Captula Dacheriana - VII/VIII wiek

    153.  Sodomici 7 lat, lubieżnicy jeden rok.

                                     E. Discipulus Umbriensum   - VII/VIII wiek

    I/2 2 Kto dopuszcza się rozpusty z mężczyzną lub ze zwierzęciem, postanowił, niech pokutuje 10 lat.
    I/2 4 Kto współżyje z mężczyzną, który ukończył 20 lat, niech pokutuje 15 lat.
          5 Jeśli mężczyzna czyni rozpuste z mężczyzną, niech pokutuje 10 lat.
          6 Sodomici niech pokutują 7 lat, lubieżnicy jak cudzołóżnica.
          7 Podobnie, kto to męskie przestępstwo popełni raz, niech pokutuje 4 lata, jeśli ma nawyk, 15 lat, jak mówi Bazyli. Jeśli bez nawyku i się stara rok, jak kobieta. Jeśli to chłopiec, za pierwszy raz 2 lata, jeśli powtórzy, to 4.

                                        Księga pokutna z Paryża - ok. 750 roku

     37. Gdyby jakiś kapłan, diakon lub mnich dopuścił się nierządu, jakie czynili w Sodomie, niech pokutuje 10 lat, z tego 3 o chlebie i wodzie; 7 dalszych lat niech się powstrzymuje od picia wina i spożywania mięsa oraz nigdy nie pozostaje sam z innym. Duchowni niżsi i świeccy niech pokutują 7 lat, 2 z nich o chlebie i wodzie.

                                      Księga pokutna Halitgariusa, bp Cambrai (817-830)

    IV.6 Gdyby jakiś niższy duchowny dopuścił się nierządu jak w Sodomie, niech pokutuje 10 lat. Z tego 3 o chlebie i wodzie.

                                    Księga pokutna ze Świętego Gallusa  - IX wiek

    14. Gdyby ktoś dopuścił się nierządu, jaki czynili w Sodomie, niech czyni pokutę 10 lat, jeśli świecki 7 lat. Niech nigdy z nikim nie śpi.

                                   Księga pokutna Ps. Grzegorza III - IX wiek

    XXI.1 Gdyby ktoś po święceniach popełnił występek sodomii, a grzech ten opisano za tak obrzydliwy wobec Boga, że niektóre miasta zostały z tego powodu zniszczone ogniem i siarką, wedle dawnych wyroków niech pokutuje 10 lat. Niektórzy oceniają łagodniej, że 7 lat. Tym zaś, którzy nie rozumieją wagi tego przestępstwa, ustalono pokutę na 3 lata.

                                  Księga pokutna Vigilanum z miasta Albelda ( ok. 850-900)

    93. Gdyby biskup popełnił nierząd, jaki czynili w Sodomie, niech pokutuje 20 lat. Jeśli prezbiter, niech pokutuje 15 lat. Diakon 12. I jak wyżej, nigdy nie powinni otrzymać godności.  

                                  Księga pokutna z Kordoby - początek XI wieku  

     148.  Gdyby jakiś mnich dopuścił się sodomii, niech pokutuje 12 lat zostanie pozbawiony kapłaństwa.

                                 Księga pokutna z Silos - (klasztor sw. Dominika w Silos, diecezja Burgos)
                                                               - 1060/1065

     IX.110 Gdyby ktoś dopuszczał się nierządu, jaki czynili w Sodomie, to biskup niech pokutuje 20 lat, Prezbiter 15, diakon 12, po czym nigdy nie może dostąpić stopnia kapłana. Konwers niech pokutuje 20 lat. Świecki lat 10.

   Czy można więc stwierdzić  że Kościół toleruje homoksięży? Jak widać po przytoczonych przykładach - nie. Można nawet stwierdzić że surowość nakładanej pokuty wzrasta wraz z zajmowanym miejsce w hierarchii i wraz z upływem lat. Dobitnie to widać na ostatnim pochodzacym z XI wieku przykładzie.
   
Cytaty pochodzą z:  "Libri poenitentiales" w: Synodi et Collectiones Legum vol. V, wyd. WAM, Kraków 2011 
                     

poniedziałek, 4 maja 2015

Św. Hieronim - List 127 - Epitafium wdowy Marceli cz. 2

  W dalszej części listu Hieronim zamieszcza znamienne słowa "w owym czasie żadna spośród szlachetnie urodzonych niewiast w Rzymie nie znała ślubów zakonnych". 
  Owszem, od strony formalnej żadna Rzymianka do tej pory nie złożyła ślubów zakonnych. Chociaz zakonów w dzisiejszym rozumieniu jeszcze na terenie Italii nie było, bardziej chodzi o założenie welonu który był jednocześnie symbolem czystości i dziewictwa.
   Hieronim był, można tak powiedzieć, pierwszym duchownym który pełnił rolę powiernika duchowego - swoistego kierownika duchowego sprawującego pieczę na gronem kobiet znajdujących w chrześcijaństwie swoje miejsce.  Trzeba od razu podkreślić że ta pomoc w prowadzeniu życia ascetycznego i powiązana z tym swoista propaganda ascetyczna wywołała w tradycyjnych rzymskich domach falę krytyki i opozycji. Nie tylko Hieronim musiał stawić czoła krytyce,  zarzuty związane  z nowymi prądami ascetycznymi dotknęły także biskupa Mediolanu św. Ambrożego gorliwego piewcy czystości i propagatora życia ascetycznego.
   To właśnie siostra św. Ambrożego - Marcelina , jeszcze przed sakrą biskupią swojego brata otrzymała z rąk papieża Liberiusza w Rzymie 25 grudnia 353 roku welon zakonny. Jest to pierwszy znany fakt złożenia ślubów zakonnych. Za jej przykładem poszły także i inne córki mediolańskich patrycjuszek co nie spotkało się z aprobatą. Także i w Rzymie podnoszą się protesty przeciwko "obrzydłemu pospólstwu mniszemu" złożonemu z prostaków i oszustów propagujących jakieś dziwne greckie  zwyczaje. Czytając teksty z tamtych lat można odnieść wrażenie że pomimo upływu wieków niewiele zmieniło się pod tym względem. Dzisiaj także ci którzy uważają się za oświeconych i postępowych protestują przeciwko "obrzydłemu pospólstwu kleszemu" które potrafi omotać niewykształconych i naiwnych wiernych. A wszystko po to, aby uzyskać korzyści materialne.
   Powróćmy jednak do tekstu listu św. Hieronima:

    5.  W owym czasie żadna spośród szlachetnie urodzonych niewiast w Rzymie nie znała ślubów zakonnych i nie odważyła się na to, żeby zasłużyć u ludzi z powodu nowości tego zagadnienia na jaką nazwę zniesławiającą - bo tak wtedy sądzono - i podłą. Ona od kapłanów aleksandryjskich i ojca Atanazego, a potem od Piotra, którzy uchodząc przed prześladowaniem herezji ariańskiej uciekli do Rzymu, jakby najbezpieczniejszego wspólnego portu, dowiedziała się o żyiu jeszcze wtedy żyjącego błogosławionego Antoniego, a także o klasztorach w Tebaidzie, o karności (zakonnej) Pachomiusza, dziewic i wdów. Nie wstydziła się wyznawać tego, co - jak się przekonała - podoba się Chrystusowi. W jej ślady poszła po wielu latach Sofronia i inne, do których bardzo słusznie da się zastosować to powiedzenie Enniusza: "Utinam ne in nemore Pelio....
     Jej przyjaźnią cieszyły się czcigodna Paula; w jej domu wychowała się Eustochium, ozdoba dziewictwa, i łatwo można ocenić, jaka musi być nauczycielka, gdzie takie uczennice. Może będzie mnie wyśmiewać niewierny czytelnik, że zabawiam się pochwałami kobiet; ale jeśli przypomni sobie święte niewiasty, towarzyszki Zbawiciela Pana, które dostarczały środków ze swego mienia, i trzy Marie stojące pod krzyżem, i Marię, właściwie Magdalenę, która z powodu wielkiej żarliwości wiary otrzymała nazwę turrita - wysoka jak wieża i zasłużyła sobie widzieć przed Apostołami Chrystusa zmartwychwstałego, to raczej siebie potępi za pychę niż mnie za niedorzeczność, bo oceniam cnoty nie według płci, lecz według duszy. Dlatego też Jezus najbardziej kochał Jana Ewangelistę, który z powodu szlachetnego pochodzenia znany był arcykapłanowi i nie lękał się zasadzek żydowskich tak dalece, że wprowadził Piotra na dziedziniec, i stał sam jeden spośród Apostołów pod krzyżem, i Matkę Zbawiciela przyjął do siebie, aby dziedzictwo dziewiczego Pana, dziewiczą Matkę, przyjął dziewiczy syn.

     6. Przez wiele lat więc tak przepędziła swój wiek, że wcześniej zobaczyła, iż jest staruszką, niż pamiętała, że była młodą dziewczyną, chwaląc twierdzenie Platona, który powiedział, iż filozofia jest rozważaniem śmierci /por. Platon "Fedon"/ . Dlatego i nasz Apostoł mówi: "Codziennie umieram dla waszego zbawienia" /por. 1 Kor. 15,31/, i Pan według dawnych egzemplarzy: "Jeśli ktoś nie dźwiga krzyża swego codziennie i nie idzie za mną, nie może być uczniem moim" /por. Łk 14,27/, a o wiele przedtem Duch Święty przez Proroka: "Dla ciebie to zabijają nas dzień cały, poczytują za owce skazane na rzeź" / Ps 43,22; Rzym 8,36/; a po wielu latach owo zdanie: "Pamiętaj zawsze o dniu śmierci, a nigdy nie zgrzeszysz" /por. Koh 7,40/, i przestroga wymownego satyryka: "Żyj pomny na śmierć, ucieka godzina; to, co mówię, już się zaczyna" /Persjusz, Satyry 5,153/.
     W ten sposób więc - jak zacząłem mówić - spędzała lata i tak żyła, że zawsze spodziewała się śmierci. Tak się ubierała, że pamiętała o grobie składając ofiarę rozumną, żywą, miłą Bogu. 

     7. Wreszcie gdy i ja musiałem w sprawach Kościoła udać się do Rzymu ze świętymi kapłanami Paulinem i Epifaniuszem (pierwszy z nich kierował kościołem antiocheńskim w Syrii, drugi - salamińskim na Cyprze) i gdy skromnie unikałem oczu szlachetnych niewiast, tak zabiegała według Apostoła "w porę czy nie w porę" / 2 Tym 4,2/ , że przemogła moją skromność swoim usilnym staraniem. A ponieważ miałem wtedy jakąś sławę z powodu studiów biblijnych, dlatego nigdy się nie zdarzyło, żeby nie pytała o coś z Pisma św.: i nie godziła się na to natychmiast, ale poruszała przeciwne kwestie nie dla sprzeczania się, lecz dlatego, żeby przez pytanie uczyć się rozwiązywania zagadnień, jakie według jej rozumienia mogą być wysunięte. Ile u niej znalazłem cnót, ile zdolności, ile świętości, ile czystości - lękam się mówić, bo mógłby mi ktoś nie uwierzyć, i tobie nie chcę zadawać większego bólu, gdy sobie przypominasz, jak wielkiego dobra zastałaś pozbawiona. To tylko powiem, że cokolwiek przez długie studia zdobyłem i przez ciągłe rozmyślanie jakby w naturę obróciłem, tego wszystkiego ona skosztowała, tego się nauczyła i to posiadła, tak że jeśli po moim odjeździe powstał spór co do jakiego świadectwa Pisma św., do niej spieszono, jako do sędziego. A że była bardzo roztropna  i znała to, co gilozofowie nazywają, to jest, że ma być przystojnym to, co czynisz, więc na pytania tak odpowiadała, iż nawet swoich poglądów nie nazywała swymi, lecz albo moimi, albo kogokolwiek innego, aby także w tym, czego uczyła, uważano ją za uczennicę - wiedziała bowiem, co powiedział Apostoł: "A nauczać niewieście nie pozwalam" - /1 Tym 2,12/  - i aby się nie wydawało, że czyni krzywdę płci męskiej, a niekiedy kapłanom, pytającym o zdanie w sprawach ciemnych i dwuznacznych.  

sobota, 2 maja 2015

św. Augustyn - Wiara i uczynki

    Nieustannie mamy do czynienia z głosami że najlepszym sposobem na reformę Kościoła jest powrót do źródeł, do nieskażonych interpretacją biskupów słów Pisma św.  A tak najlepiej to pominięcie wielowiekowej tradycji która jest wytworem ludzkich umysłów. Czy takie głosy są czymś nowym? Czymś charakterystycznym dopiero dla naszych czasów? Nie - jest to temat z jakim borykał się Kościół od momentu swoich narodzin, od czasów Apostołów i najprawdopodobniej będzie to nieustanny problem. Zawsze, bowiem, są ci którzy wiedzą lepiej, zawsze są bardziej miłosierni niż Kościół, nie wspominając o biskupach którzy tylko straszą dyscypliną i grzechem.
   Do nich zwraca się św. Augustyn. Ale poprzez wieki mówi także i do nas:


    "Chcąc dać odpowiedź tym, którzy rozgłaszają takie nauki; powiadam najpierw, że świadectw Pisma Świętego - wskazujących na obecne pomieszanie dobrych ze złymi w Kościele, lub je przepowiadających - nie powinien nikt tak pojmować, aby się miał skłaniać do mniemania (nie na podstawie owych świadectw, lecz swoim przywidzeniem oszukany), że ma być zupełnie zniesiona i opuszczona surowość karności lub też gorliwość. Mojżesz, sługa Boży, znosił wprawdzie bardzo cierpliwie owe pomieszanie narodu na początku, a jednakże i on wielu nawet mieczem ukarał. Również i kapłan Finees za karę mieczem zgładził zastanych na cudzołóstwie /Liczb 25,5-8/. Było to wskazówką, że winno się stosować złożenie z urzędu i wykluczenie ze społeczności, odkąd z karności kościelnej miał już ustąpić miecz widzialny. Podobnie też widzimy, że i św. Paweł Apostoł cierpliwie wzdycha wśród fałszywych braci - /2 Kor 11,26/ i niektórym - nawet podnieconym żądłami diabelskiej zazdrości - pozwala mimo to opowiadać Chrystusa /Filip 1,15-18/ a wszakże nie sądzi, by miano pobłażać temu, który wziął żonę ojca swego, lecz przeciwnie, rozkazuje, by na zgromadzeniu kościelnym podać takiego szatanowi na zatracenie ciała, aby duch był zachowany na dzień Pana Jezusa  /1 Kor 5,1-5/ . Tak samo też i innych podał szatanowi, aby nauczyli się nie bluźnić / 1 Tym 1,20/ , chyba że bezskutecznie tak powiada:  "Napisałem wam w liście, żebyście nie obcowali z rozpustnikami. 10 Nie chodzi o rozpustników tego świata w ogóle ani o chciwców i zdzierców lub bałwochwalców; musielibyście bowiem całkowicie opuścić ten świat. Dlatego pisałem wam wówczas, byście nie przestawali z takim, który nazywając się bratem, w rzeczywistości jest rozpustnikiem, chciwcem, bałwochwalcą, oszczercą, pijakiem lub zdziercą. Z takim nawet nie siadajcie wspólnie do posiłku. Jakże bowiem mogę sądzić tych, którzy są na zewnątrz? Czyż i wy nie sądzicie tych, którzy są wewnątrz? Tych, którzy są na zewnątrz, osądzi Bóg. Usuńcie złego spośród was samych." - 1 Kor 5,9-13. Tu niektórzy chcą rozumieć te słowa "spośród was" w tym znaczeniu, by ze siebie samego każdy wyrzucił zło, czyli by sam był dobry. Ale jakkolwiek by to rozumiano, czy to o karności kościelnej, w upominaniu złych przez wykluczenie, czy to, by każdy, upominając siebie samego i poprawiając, z siebie wyrzucił zło - owo jednakże, co wyżej powiedziano, nie zawiera dwuznaczności, gdy rozkazuje nie mieszać się z tymi braćmi, których jako znanych i osławionych wymieniono wśród powyższych błędów".

  Tekst pochodzi z: św. Augustyn - "Wiara i uczynki" rozdz. 2 w: św. Augustyn - "Pisma katechetyczne" wyd. IW PAX W-wa 1952, s. 172-174

sobota, 4 kwietnia 2015

Liturgia gallikańska - Ofiarowanie


     Liturgia chrześcijańska była i jest przez wieki sprawowana w różny sposób. Niektóre zwyczaje odeszły już w zapomnienie i właściwie mało kto, poza specjalistami, zna teksty liturgiczne charakterystyczne dla danego rytu litugicznego. Nie mam zamiaru wgłębiać się w subtelności litugiczne, Chciałbym przytoczyć fragment pochodzący z liturgii gallikańskiej.
     Zgodnie z tym rytem sprawowana była liturgia w na terenie dzisiejszych płn. Włoch oraz na terenie dzisiejszej Francji  w okresie pomiedzy V a X wiekiem. Chociaż właściwie jej kres wyznacza reforma liturgiczna w okresie panowania Pepina i Karola Wielkiego kiedy to obowiązujący stał się ryt rzymski.
     Liturgia gallikańska posiadała wyraźne elementy pochodzenia wschodniego i dlatego charakteryzuje się dużym napięciem emocjonalnym oraz jego umiejętnym stopniowaniem. Oto fragment tej liturgii:

                            Msza w wigilię świętej Paschy - Ofiarowanie

     Godne i sprawiedliwe jest, słuszne i sprawiedliwe jest, żebyśmy Tobie tu i wszędzie składali dzięki, Tobie pochwały wypowiadali, ofiary składali i wysławiali Twoje miłosierdzie, Panie, Ojcze święty, wszechmogący, wieczny Boże [...]. Ponieważ jesteś wielki i czynisz cuda, Ty jesteś jedynym Bogiem. Ty w mądrości uczyniłeś niebiosa (Ps 136,5), Ty ukształtowałeś ziemię ponad wodami, Ty uczyniłeś wielkie światła: jasniejące słońce, by władało dniem, księżyc i gwiazdy, by władały nocą (por. Rdz 1,16). Ty nas stworzyłeś, a nie my nas samych, nie porzucaj dzieła rąk swoich. Twój jest dzień i Twoja jest noc, we dnie bowiem zesłałeś, a w nocy objawiłeś swoje miłosierdzie, które obchodzimy w dzisiejszych czuwaniach w uroczystość tego światła. To jest bowiem ta noc, świadoma zbawczych tajemnic, noc, w której użyczasz przebaczenia grzesznikom, ze starych ludzi czynisz nowych, sprawiasz, że osłabieni starcy stają się dojrzałymi dziećmi, które wyprowadzasz ze świętego chrztu, odrodzonych w nowe stworzenie. Tej nocy rodzą się ludzie odradzający się na życie wieczne, otwiera się pałac królestwa niebieskiego i szczęśliwym prawem zamiany rzeczy ludzkie zamieniają się na boskie. To jest bowiem owa noc, która stała się rozkoszą, w której najbardziej nas uradowałeś, Panie, Twoim działaniem. Noc, w której piekło się otwarło, noc, w której został uwolniony Adam, noc, w której została odnaleziona drachma, która zginęła (por. Łk 15,8-10), noc, w której na ramionach dobrego pasterza została odniesiona zagubiona owieczka (por. Łk 13,1-7), noc, w której diabeł poległ, a powstało słońce sprawiedliwości, Chrystus, i po usunięciu okowów piekła i wyłamaniu jego zasuw wiele ciał świętych wydostało się z grobów i weszło do świętego miasta (por. Mt 27,52). O, prawdziwie błogosławiona noc, jedyna, która była godna poznać czas i godzinę zmartwychwstania Chrystusa. O tej nocy już w psalmie było zapowiedziane: Ponieważ "noc jak dzień zajaśnieje" (Ps 139,12). Noc, w której powstało zmartwychwstanie na wieki. Ciebie bowiem, wszechmogący Boże, rzesza istot niebieskich i niezliczone chóry aniołów bez ustanku uwielbiały, mówiąc: Święty.

    Tekst pochodzi z: Leokadia Małunowiczówna - "Antologia modlitwy wczesnochrześcijańskiej"  TN KUL Lublin 1993, s. 340 - 341 

niedziela, 29 marca 2015

Św. Piotr Chryzolog - Kazanie 12 - O poście czterdziestodniowym

     Jednym z najbardziej znanych kaznodziei jest św. Jan Chryzostom - Jan "Złotousty", biskup Konstantynopola, wybitny kaznodzieja, ale także i wybitny teolog. Ale nie tylko on zasłużył na taki przydomek. Innym wybitnym kaznodzieją, niestety praktycznie nie znanym był żyjący w V wieku św. Piotr Chryzolog - Piotr "Złotomówny" - biskup Rawenny, czyli przedstawiciel zachodniego nurtu chrześcijaństwa. Podobnie jak Jan Chryzostom także i Piotr Chryzolog nosi tytuł Doktora Kościoła. Życiorys świętego kaznodziei można znaleźć w wielu miejscach, tak więc nie będę go w tym miejscu przytaczał,  jego spuścizna literacka to około 180 autentycznych kazań, zachowanych przede wszystkim w "Zbiorze biskupa Feliksa z Rawenny" z około 715 roku. Zachowało się także 15 innych tekstów uważanych za autentyczne oraz około 20 kazań przypisywanych  bp Piotrowi. Nie był on jak widać teologiem, był duszpasterzem. Interesowały go głównie kwestie moralno-praktyczne, i tym kwestiom poświęcał głównie swoje kazania. Oto fragment jednego z tych kazań.



                                                          Kazanie  12

                                                      Post  czterdziestodniowy

    


     “Skoro, jak widzimy, nadszedł wiosenny czas postu, czas bojów duchowych, jako żołnierze Chrystusa, odrzuciwszy wszelką gnuśność ciała i duszy, wyjdźmy na pole cnoty, by dłonie od zimowej bezczynności zwątlałe pokrzepić ćwiczeniem się we władaniu niebiańskim orężem. Daliśmy ciału rok, dajmy duszy przynajmniej dni nieco, tak wiele czasu zużyliśmy dla siebie, oddajmy tę trochę Stworzycielowi, pożyjmy nieco dla Boga, skoro tak długo żyliśmy dla świata, odłóżmy na bok troski domowe, pozostańmy w obozie Kościoła, czuwajmy w szyku Chrystusowym, nie szukajmy leży do spania ciągłego, złączmy się z mężnym orszakiem, porzućmy miękkie uściski, niech serce nasze przejmie żądza tryumfu, niech go nie łudzą dziecinne ponęty, niech w uszach naszych brzmią Boże słowa, pokoju ich niech nie miesza zgiełk poufnych pogadanek, niech skromne pożywienie zsyła nam z niebios dłoń Opatrzności; nie szukajmy zbytkownych, ziemskich przypraw, w spełnianiu pucharów zachowujmy miarę trzeźwości, niechaj pijaństwo sił naszych nie psuje.

     Co zbywa z dochodów, niech bierze towarzysz broni – ubogi; niczego niechaj nie trwoni przeklęta rozrzutność; nakarmiony przez ciebie towarzysz na pomoc w boju ci stanie. Tak uzbrojeni, bracia, tak wyćwiczeni, wydajmy wojnę grzechom, zacznijmy bój ze zbrodniami, wystąpmy do walki, pewni zwycięstwa. Wszak niebiańskich oręży nie zmogą ziemscy wrogowie, ani Boskiego Króla nie zwalczą zastępy świata; kogo wiara w pogotowiu bojowym trzyma, tego nie zdoła zaskoczyć wróg zasadzką, a ostrożnych, czuwających, trzeźwych nie zmiesza diabeł nagłym napadem, przeto i nas taką zbrojnych bronią w otwarte pole nie będzie śmiał wywoływać, nie pokusi się podstępem obalić.

     Niech tedy duch nasz trwa w niebiańskiej stanicy, niechaj niweczy podstępne, skryte zasadzki szatana, niechaj się od nich uchyla. Diabeł bowiem sam przez się złośliwy, złośliwszym się staje, gdy się go zaczepia. Słuchaj słów Apostoła: "Diabeł jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć" (1 P 5,8). Gdy pościmy, głód cierpi diabeł, który nasyca się naszymi grzechami. On to pożywienie pokarmu zamienia w obżarstwo, napój nasz obraca na pijaństwo, by odebrać nam ducha trzeźwości, a ciało nasze zbrukać błotem, ciało, to mieszkanie umysłu i przybytek duszy, mur osłaniający ducha, szkołę cnót i świątynię Boga przemienić na siedlisko zbrodni, uczynić widowiskiem występków i teatrem sprośnych rozkoszy. Nasyca się zły duch, przejmuje rozkoszą, zażywa wystawnej biesiady, kiedy nas oszałamia zbytek, podnieca lubieżność, pociąga przepych, bodzie ambicja, rozpala gniew, pędzi szał, gryzie zazdrość, rozpłomienia żądza, niepokoją troski, dręczy swarliwość, zaślepiają zyski, krępuje lichwa, wiążą weksle, obarczają pełne kiesy, dławi złoto.

     Kiedy umierają cnoty – żyją występki, rozkosz się pleni – ginie uczciwość, ustaje miłosierdzie – obfituje skąpstwo, panuje zamieszanie – upada porządek i niszczeje karność. Te to siły walczą przeciw żołnierzowi Chrystusa, one to są hufcami szatana, diabelskimi legionami, one to napełniły świat mogiłami, zawojowały ludy, zniszczyły plemiona, cały świat podbiły w swą niewolę.

     Żaden ze śmiertelników nie zdołał własną mocą stawić im czoła i dlatego sam Bóg, Król niebios zstąpił na ziemię dla ich zwyciężenia, sam zwycięzca najprzedniejszy zszedł na pole walki, ustanawiając post czterdziestodniowy, by czterema jego dziesiątkami, niby czterema ścianami niezwyciężonego muru obwarować świat.

     Tak, bracia najmilsi, post jest tym zamkiem Bożym, obozem Chrystusa, murem warownym dla ducha, chorągwią wiary , znakiem bojowym czystości i świętości uwieńczeniem. Post zachowałby Adama w raju, z którego wyrzuciło go obżarstwo (Rodz 3). Post strzegł Noego w arce, kiedy świat pogrążało pijaństwo. Przez post Lot zgasił pożar sodomski, zapalony zarzewiem kazirodczej rozpusty (Rodz 19). Post sprawił, że Mojżesz boskiego ognia żarem rozpłonął wtenczas, kiedy obżarstwo i pijaństwo lud izraelski w mrokach bałwochwalstwa pogrążyło (Wyjścia 32). Post wyniósł Eliasza do nieba, podczas gdy pijaństwo strąciło bezbożnego Achaba w czeluść piekielną (Król 2). Post uczynił Jana świętego większym od innych ludzi z niewiast zrodzonych, podczas gdy opilstwo króla Heroda za sprawą niewiast mężobójcą uczyniło (Mk 6). Post czterdziestodniowy, bracia najmilsi, wyjawił i odkrył stare zasadzki szatana. Diabeł bowiem, który wzgardził Chrystusem, widząc go pożywającego pokarmy i pijącego napoje i za człowieka go tylko uważał, skoro tylko ujrzał że pości, Boga się w nim domyśla, Synem Bożym go uznaje. Pośćmy tedy, o bracia, jeśli chcemy naśladować Chrystusa, jeśli chcemy pokonać zdradliwe podstępy szatana.

     Oto bowiem nastał czas, w którym żołnierz wyrusza w pole, chrześcijanin ucieka się do postu świętego. Oto czas nastał, w którym złożyć należy lenistwo ciała, ociężałość ducha, troskę o jadło i oszołomienia pełne pogrążenie się w troskach domowych. Oto czas nastał, w którym siły duszy i ciała ćwiczyć należy w używaniu niebiańskiego oręża. Oto czas nastał, w którym wobec otaczających go aniołów, wobec zasiadającego na tronie Chrystusa należy nam w bojach duchownych doświadczać nowego męstwa. Teraz czas jest, w którym obżarstwo z postem, wstrzemięźliwość z dogadzaniem ciału, czystość z rozpustą, wiara ze zdradą, pobożność z niezbożnoscią, cierpliwość z gniewem zapalczywym, żądza zysku z hojnością, miłosierdzie z chciwością, pokora z pychą, świętość z grzechem bój stacza - przed Chrystusem gotowym do nagrodzenia cnoty.

     Jeśliby tedy ktoś, w obliczu Boga, przy dżwięku niebiańskiej surmy, wobec rzesz anielskich, które go do walki zapalają, usidlony ponętą zacisznej komnaty, zniewieściały od pieszczot, zżarty niewolą użycia, na ćwiczenie się w cnocie przyjść nie zechciał, traci nagrodę boju, chwałę cnoty, palmę zwycięstwa, koronę sprawiedliwości, a nadto w przyszłości ściągnie na siebie karę za zbrodnię odbieżenia od sztandaru. Dziś, o bracia, Chrystus, Król nasz, do swoich towarzyszy broni z ewangelicznego przemawia trybunału, wypowiada wojnę wrogom, obiecuje nagrodę tym, co będą walczyli, objawia boju przyczyny, wykrywa podstępy i usiłowania nieprzyjaciół, gdzie, kiedy i jak walczyć należy - w pełnym tryumfu programie zapowiada. A chociaż sam może odnieść zwycięstwo, dla nas jednak i z powodu naszego zagrożenia, kazał z niebios zstąpić całym zastępom aniołów. Kto tedy głosu Zbawiciela słuchać nie chcę, kto z pogardą odrzuca tak doniosłe prawa Króla naszego niebiańskiego, osądźcie, czy nie sam się wyłączył z bojowego orszaku zaprzysiężonych rycerzy i nie uczynił niegodnym przemieszkiwania w niebiańskich przybytkach. Lecz wy bracia, którzy w tym czterdziestodniowym Poście chcecie wypełnić wolę Pana naszego Jezusa Chrystusa, walczyć będziecie, jak już powiedziałem, przeciw gromadzie całej występków, przeciw całemu wojsku przeróżnych zbrodni, przeciw potwornym zmorom żądz rozmaitych, przeciw napowietrznym, wszędzie wałęsającym się, niezliczonym pułkom i zwyciężycie pokusy, które nawet wśród Postu świętego napastować duszę zwykły. Albowiem Zbawicielowi, skoro czterdziestodniowy rozpoczął post i tak wielką objawił wstrzemięźliwość, zaraz diabeł zabiegł drogę, chcąc go zwalczyć przynajmniej podstępem, gdyż siłami swymi nie mógł już oprzeć się poszczącemu. Tak też, o ile panuje on nad ludźmi, oddanymi obżarstwu i pijaństwu, o tyle zasyłających modły do Boga lęka się tylko, a przed poszczącymi ucieka, według słów Zbawiciela: "Ten rodzaj nie bywa wypędzony, jeno przez modlitwę i post" (Mt 17,20)".


     Tekst pochodzi z: "Antologia patrystyczna" - opr. A. Bober, wyd. WAM Kraków 1965, s. 280 - 283.


poniedziałek, 23 marca 2015

Św. Jan Damasceński - fragment z "Wykładu wiary prawdziwej"


Bardzo ciekawy fragment "Wykładu wiary prawdziwej" Św. Jana Damasceńskiego dotyczący ludzkiej wolności.  Zdaniem św. Jana człowiek otrzymał zdolność do dobrowolnego wybierania dobra, natomiast to czy jest zdolny do wypełnienia tej zdolności - to zależy od Boskiej współpracy - czyli zgodnie z maksymą Teofana Rekluza:
   "Pracujcie ze wszystkich waszych sił , ale powierzajcie Panu troskę o to, aby się wam powiodło" -  cyt. za: T. Spidlik - "Duchowość chrześcijańskiego Wschodu", wyd. "Bratni zew" Kraków 2005, s. 146.
  Oto co pisze św. Jan Damasceński:

                                                      Rozdział XXX
               Co Bóg z góry ustalił w oparciu o swą wiedzę wyprzedzającą zdarzenia

     Najpierw trzeba zaznaczyć, że chociaż Bóg wie naprzód wszystko, to jednak nie wszystko z góry ustala (por. Jan Chryzostom - Homilia 12 na List do Efezjan)  Wie naprzód, jakie będą nasze wolne czyny, ale ich przez to nie ustala. Nie chce, by działo sie zło, a przecież nie zmusza nas do cnoty. Cokolwiek zatem ustala z góry, czyni to w oparciu o swą Boską wiedzę, wyprzedzającą zdarzenia. Tak ustala wszystko to, co od nas nie zależy. I już ustalił Bóg wszystko, zgodnie z ową wyprzedzającą swoją wiedzą, że swoją dobrocią i sprawiedliwością.
     Następnie jeszcze i to należy zauważyć, że chociaż Bóg złożył cnotę w naszej naturze i sam jest wszelkiego dobra źródłem i sprawcą , [i chociaż] bez Jego współdziałania i pomocy nie jesteśmy zdolni ani chcieć dobra, ani czynić, to jednak od nas zależy, czy wytrwamy w cnocie, posłuszni Bogu, który nas do niej wzywa, czy też cnotę porzucimy, a wybierzemy zło, idąc za podszeptem szatana, pomimo że on nas przymusić do tego nie jest w stanie. Zło bowiem - to nic innego, jak odejście od dobra, podobnie jak ciemność jest odejściem od światła. Trwamy zaś w cnocie wtedy, kiedy pozostajemy w tym, co jest zgodne z naturą, a kiedy odchodzimy od tego, co z naturą jest zgodne, czyli od cnoty, popadamy w stan przeciwny naturze i pogrążamy się w zło.
     Nawrócenie (metanoia) jest odejściem od tego, co jest wbrew naturze, i powrotem do tego, co jest z naturą zgodne - czyli odejściem od diabła i powrotem do Boga - poprzez ascezę i trud.

   Tekst pochodzi z: św. Jan Damasceński - "Wykład wiary prawdziwej" , wyd. IW "PAX" Warszawa 1969, s. 124 - 125

piątek, 13 marca 2015

Św. Hieronim - List XL - Do Marceli o Onazie


   Marcela pochodziła z jednego z najstarszych  rodów rzymskich - z rodu Marcellusów (wspomina o tym św. Hieronim na wstępie listu będącego epitafium - 127,1). Można zadać pytanie - jak to sie stało że ta arystokratka stała się ascetką? Kiedy i jak poznała ten styl życia?  Wcześnie straciła ojca i po zaledwie 6 miesiącach małżeństwa została wdową. Na pewno te wydarzenia odcisnęły swoje piętno na psychice młodej kobiety. Nie bez znaczenia na jej życie pozostał na pewno fakt iż w latach 340-341 w jej rodzinnym domu gościł św.Atanazy Aleksandryjski przebywający w tym czasie na jednym z swoich wygnań z rodzinnej Aleksandrii . Marcela na pewno słuchała opowieści przybysza o św. Antonim i początkach życia monastycznego rozwijającego się w Egipcie. Zarówno opowieści jak i lektura pism musiały odcisnąć swoje piętno na duszy 10 letniej wówczas dziewczynki.
    Nic więc dziwnego, że praktyki ascetyczne nie były jej obce i w swoim domu  na Awentynie wraz z innymi arystokratkami próbowała wcielać w życie to, o czym jako dziecko dowiedziała się od św. Atanazego. Przybycie w 382 roku do Rzymu  Hieronima posiadającego sławę wybitnego egzegety skłoniło Marcelę do próśb o objecie nad grupą jej towarzyszek opieki duchowej połączonej z nauką interpretacji Pisma św. W efekcie:

     "Prawie przez trzy lata żyłem z nimi; często wielki tłum dziewic mię otaczał; Boskie Księgi, jak mogłem, niektórym objaśniałem; czytanie pociągnęło za sobą częste obcowanie, częste obcowanie zażyłość, a zażyłość zaufanie" - tak pisze św. Hieronim w sierpniu 385 roku w liście do jednej z towarzyszek Marceli - Aseli. - List  XLV, 2

   Niestety, bycie powiernikiem grona tak wybitnych arystokratek oraz pewnego rodzaju poufałość w obcowaniu która znalazła swoje odbicie w korespondencji spowodowała że św. Hieronim został "wzięty na języki" . Zbiegło się to także z rosnącą falą opozycji wobec nowym trendom jakie pojawiły się w chrześcijaństwie - chodzi właśnie o to co określane jako "nowinkarstwo" czyli ascetyzm. Rzymskie elity buntują się przeciwko "obrzydłemu pospólstwu mniszemu" wraz z jego tak obcymi tradycji rzymskiej ascetycznymi postulatami.  Kontakty Hieronima z gronem kobiet pochodzących z wyżyn społecznych połączony z niewyparzonym językiem Hieronima zrodziły fale pomówień. Na ostro formułowane zarzuty Hieronim odpowiada bardzo gwałtownie, nie waha użyć się różnego typu inwektyw.  Jak odpiera zarzuty pod swoim adresem możemy przekonać się czytając  list napisany w roku 384 a skierowany do kapłana, któremu Hieronim nadaje złośliwy przydomek Onaz - "Nochal". Przydomek ten oznacza człowieka  który nieustannie węszy i dlatego też ma nienaturalnej wielkości nos. Oto  ten list, typowy dla Hieronima pełnego gniewu i urażonego niesłusznymi zarzutami:

                                                        List XL
                                Do Marceli o Onazie

     1. Lekarze, których nazywają chirurgami, uważani są za okrutnych i godni są politowania. Bo czyż nie jest godne politowania nie ubolewać nad cudzymi ranami, ale komórki zamarłe niemiłosiernym ciąć żelazem; nie bać się tego, czego obawia się cierpiący - i być w końcu uważanym za nieprzyjaciela? Leży to już w naturze, że prawda jest gorzka, a błędy uważane są za przyjemne. Izajasz dla okazania, jak będzie wyglądała przyszła niewola, nie wstydzi się chodzić nago - por. Iz 20,2; Jeremiasz z pośrodka Jerozolimy posłany jest nad Eufrat, rzekę Mezopotamii, by wśród nieprzyjacielskich narodów, tam gdzie i Assyryjczyk i obozy Chaldejczyków, położył pas, który ma ulec zepsuciu - por. Jer 13,1-7; Ezechiel dostaje rozkaz zjedzenia chleba z wszelkiego ziarna, posypanego najpierw łajnem ludzkim, a następnie gnojem wołowym - por. Ez 4,9-15, i na śmierć żony suchymi patrzy oczyma  - por. Ez 24,15-27; Amos wygnany jest z Samarii - por. Am 7,12 - dlaczego, pytam? Otóż dlatego, że duchowi ci chirurdzy, tnący występki grzeszników wzywali do pokuty. Paweł Apostoł mówi : "Czyż stałem się wam nieprzyjacielem, dlatego że prawdę mówię?" - Gal 4,16 Bardzo wielu uczniów dlatego odeszło od Zbawiciela, że twarde im się wydawały Jego słowa.

     2. Przeto nic dziwnego, jeśli i ja karcąc występki obrażam wielu. Postanowiłem skierować cięcie w śmierdzący nos; niech się lęka ten, kto ma polipa. Chcę ubliżać kraczącej wronie; niech ona zatroszczy się to, że jest śmierdząca. Czy to jeden człowiek w całym świecie ma zamiast nosa bliznę szpetną srodze? - Eneida 6,497 Czy tylko jeden Onaz z Segesty wydąwszy policzki waży puste i na kształt pęcherza nabrzmiałe słowa? Mówię, że niektórzy doszli do wielkiej godności przy pomocy zbrodni, krzywoprzysięstwa, fałszerstwa; co ciebie to obchodzi, jeśli uważasz się za niewinnego? Śmieję się z adwokata, który potrzebuje patrona; drwię sobie z wymowy wartej ćwierć asa; co ciebie to obchodzi, jeśli jesteś wymowny? Atakuję przekupnych kapłanów; czemu się gniewasz - przecież jesteś bogaty? Pragnę, by niepewny Wulkan gorzał swoim ogniem' czy jesteś jego gościem albo sąsiadem, że usiłujesz oddalić pożar od świątyń bałwana? Mam ochotę śmiać się z poczwar, z sowy, z puchacza, z potworków gnieżdżących się w Nilu; cokolwiek by powiedzieć, sądzisz, że do ciebie się odnosi. Jeśli przeciwko jakiejś wadzie obrócę ostrze mego pióra, krzyczysz zaraz, że to ciebie dotyczy; zacisnąwszy pięść odwołujesz się do prawa i satyryka głupio prozą oskarżasz. Czy dlatego pięknym się sobie wydajesz, że "szczęsne" nosisz imię? Jak gdyby i gaj nie dlatego się lucus nazywa, że wcale nie świeci, i Parki  nie dlatego że bynajmniej nie oszczędzają, i Furie Eumenidami ponieważ nie są łagodne, i Etiopowie pospolicie są zwani srebrnymi. A jeśli na opisywanie brzydoty zawsze się gniewasz, to już będę cię z Persjuszem opiewał jako kształtnego:
    "Niech cię za zięcia chce król i królowa, dziewczęta niech cię chwytają; niech róża wyrasta, gdziekolwiek stąpisz" - Persjusz, Satyry 2,37-38.

     3. Dam ci jednak radę, jakimi tajnymi sposobami mógłbyś wydawać się piękniejszym: niech nie będzie widać nosa na twarzy, niech usta nie wydają dźwięku - w ten sposób nędziesz mógł wydawać się i kształtniejszym i wymownym.

       Niestety, takie listy podobnie jak i gwałtowne usposobienie nie pomogły Hieronimowi. Nie miał w Rzymie wielu przyjaciół. Poza Marcelą i jej towarzyszkami oraz papieżem Damazym. Jednakże 11 grudnia 384 roku Damazy umiera, następny papież nie jest zbyt wielkim miłośnikiem samego Hieronima ani nie ma zbyt wiele zrozumienia dla jego pracy naukowej. Hieronim musi w efekcie opuścić Rzym  

   Tekst listu zaczerpnięty z: św. Hieronim - Listy, t. 1, wyd. Pax, Warszawa 1952, s. 239 - 241