niedziela, 8 kwietnia 2012

Wolność Kościoła - list papieża Feliksa II

   Bizancjum - V wiek. Cesarstwo wschodniorzymskie uważające się nadal za jedyne prawdziwe tym bardziej że teraz już chrześcijańskie jest wstrząsane przez waśnie religijne które są wynikiem, bardzo nieraz subtelnych spekulacji teologicznych.
   Niestety - ale na bazie tych rozważań które w zasadzie powinny dotyczyć tylko Kościoła dochodzi do zawirowań politycznych, jest to skutek ciągle żywych reminiscencji rzymskich, gdzie właśnie cesarz był nie tylko politycznym zwierzchnikiem ale także do jego wyłącznych kompetencji należał nadzór nad sferą religijną. Sprowadzało się to w praktyce do narzucania jedynie obowiązujących poglądów religijnych .
    Tymczasem Kościołem bizantyjskim wstrząsały dyskusje związane z przyjęciem bądź odrzuceniem uchwał Soboru Chalcedońskiego który potępił poglądy głoszone przez Eutychesa i popierane przez duchownych egipskich a dotyczące natury Chrystusa. Pogląd ten mówiący o tym że natura boska Chrystusa wchłonęła naturę ludzką znany jest jako monofizytyzm. Dyskusje religijne stały się swoistym zapalnikiem dla tlących się od dawna tendencji separastycznych w Egipcie.
   Zdecydowana interwencja papieża Leona sprawiła że Sobór Chalcedoński w 451 roku zdecydowanie potępił zwolenników tej doktryny. Doprowadziło to jednak do konfliktu pomiędzy cesarzami którzy pragnęli za cenę kompromisów przywrócić spokój w cesarstwie a zwolennikami Chalcedonu na czele których stał papież.


                Tak mógł wyglądać Konstantynopol w dniach swojej chwały - rekonstrukcja

  Znajdujemy sie w tej chwili w Bizancjum w r. 474. Tron cesarski obejmuje Zenon Izauryjczyk, poprzednio wódz wojsk stacjonujących w Antiochii a jeszcze wcześniej przywódca rozbójników izauryjskich!! Jednakże w 475 r. tron przejmuje uzurpator Baziloskos który po raz pierwszy odważa się narzucić, mocą swojej władzy, bez odwołania się do synodu - nawet dla zachowania pozorów! - nowa formułę wiary! W tym samym roku wydaje więc okólnik cesarski tzw. Encyklikon -  jego tekst znajduje się w "Historii Kościoła" Ewagriusza Scholastyka ks. III rozdz. IV. Rzuca w nim klątwę na Chalcedon - jego zwolennicy zostają uznani za buntowników. W ten to właśnie sposób próbował zachować pokój w Cesarstwie.
    Rżądy Basiliskosa trwały niedługo, już w 476 r. przy pomocy zwolenników Chalcedonu do władzy powraca Zenon. Niestety, jest na tyle słaby politycznie że może tylko bezczynnie przyglądać się poczynaniom nowego patriarchy Aleksandrii Piotra zwanego Mongos - "Ochrypły" zwolennika monofiztyzmu i patriarchy Konstantynopola Akacjusza - co prawda wiernego ortodoksji ale niesłychanie ambitnego. Obaj patriarchowie, zarówno Piotr jak i Akacjusz wywierają presje na cesarza, aby ten za pomocą nowego prawa państwowego które w ten sposób miało uregulować spory dogmatyczne przywrócić zagrożony pokoj w Cesarstwie.

    W ten właśnie sposób dochodzi do wydania w 482 r, sławnego Henotikonu - Ewagriusz HK III, 14 - zawarta w nim formuła jedności miała być gwarancją istnienia jedności państwa. Dokument jest w ten sposób sformułowany że nie potępiając jednoznacznie decyzji Soboru w Chalcedonie podkreśla ciągle potrzebę jedności wiary ale w taki sposób że każda ze stron mogła to zdanie interpretować po swojemu. Oto kluczowe zdanie:

"Kto myśli inaczej teraz lub w jakimkolwiek czasie, kto inaczej myśli czy to w Chalcedonie, czy na jakimkolwiek innym soborze, tego my potępiamy"

   Jednocześnie cesarz występujący tutaj w roli biskupa zwraca się w ciekawym wezwaniem do wszystkich :  "choćby zresztą myśleli jak im się podoba" do powrotu do Kościoła.


            Rysunek z Kodeksu Watykańskiego z 1162r. przedstawiający prawdopodobnie drugi co           ważności kościół Konstantynopola - Kościół Świętych Apostołów zburzony przez Turków.


   Niestety, wbrew intencjom autora ta bezpośrednia ingerencja cesarza w kwestie doktrynalne zamiast doprowadzić do pojednania zapoczątkowała wrzenie. W Aleksandrii protestują zwolennicy monofizytyzmu. Zwolennicy Chalcedonu skupieni teraz wokół papieża Feliksa II który zasiada na Stolicy Piotrowej od 483 r. powodują że zaniepokojony papież wysyła na Wschód swoich legatów, lecz zostają oni po przybyciu do stolicy internowani i zastraszeni w ten sposób że przystają do współnoty wraz z Akacjuszem i Piotrem z Aleksandrii.
Wzburzony papież zwołuje w lipcu 484 roku synod w Rzymie i wysyła list do cesarza Zenona. Legaci Witalis i Misenus otrzymują wprawdzie zasłużoną karę za okazane tchórzostwo, lecz cesarzowi daje się lekcję, jakiej dotąd nie znano. Podkreśla w nim że władza polityczna została dana przez Boga, ale z tym zastrzeżeniem iż ona "nie może podawać w wątpliwość, że to, co Boskie, powinno być przyjmowane z rąk tych, którzy z woli Boga ustanowieni zostali szafarzami".

   W ten sposób  rozpoczyna się tzw. schizma akacjańska trwająca od 484 do 519 r. - w tym czasie władcy bizantyjscy próbowali używając środków przymusu  utrzymać pokój polityczny, nawet za cenę wiary i jedności Koscioła. To był pierwszy poważniejszy zakończony co prawda w 519 r. podpisaniem przez biskupów Wschodu tzw. formuły Hormizdasa.
  Po raz pierwszy miał też miał miejsce tak poważny konflikt pomiędzy władzą religijną a polityczną.

 Warto zapoznać się z pełnym tekstem listu papieża Feliksa II do cesarza Zenona.



                                                           Papież  Feliks II  - 483 - 492



                                                           Feliks do Zenona Augusta.


    "Ponieważ Pobożność Twoja, mimo że sama odpowiedziała na mój list długim pismem, uznała prawdy, nazbyt dokładnie przekazane do jej wiadomości, za trudne do zniesienia, poczułem sie w obowiazku przedstawić w krótkim streszczeniu, to czego nie życzycie sobie mieć wyłuszczonego w obszerniejszej formie. Przeto złożywszy najprzód wyrazy uszanowania nie waham się wyznać, że żywię obawę zarówno o los Waszego Cesarstwa, jak i Wasze własne zbawienie. Trudno nie poczytać po prostu za zniewagę Boską faktu, że wysłanych przez Stolicę świętego Piotra apostoła legatów - jak o tym wyraźnie mówi ich sprawozdanie - trzymano jak jeńców wojennych, wyrwano im przemocą z rąk listy, które wieźli z sobą i dopiero wtedy uwolniono ich spod straży, gdy przystali do wspólnoty z heretykami czyli z przedstawicielami Piotra z Aleksandrii, przeciwko ktoremu właśnie zostali wysłani. Z tej przyczyny Witalis i Misenus, mimo że zgodzili się na taki postępek pod przymusem, zostali apostolskim wyrokiem pozbawieni swojej godności jako też wyłączeni ze wspólnoty kościelnej. Lecz jesli nawet u narodów barbarzyńskich i nie znających Boga nietykalność jakiegokolwiek poselstwa,, spełniającego swą misje w sprawach ziemskich, uważana jest zgodnie z prawem narodów - jak powszechnie wiadomo - za świętą, to o ile bardziej cesarz rzymski i władca chrześcijanski winien prawo to zachować nienaruszone, w szczególności, gdy chodzi o rzeczy Boże.

   Lecz zostawiając na boku sprawę legatów, których nietykalność nie była z Waszej strony, jak powiedziałem, uszanowana, mimo że byli to wysłańcy Stolicy świętego Piotra apostoła, to Twoja Łaskawość może przynajmniej z treści tego listu dowiedzieć się, że Stolica świętego Piotra apostoła nigdy nie udzieliła, ani nie udzieli zgody na uczestnictwo we wspólnocie Kościoła Piotrowi z Aleksandrii. Został on już przedtem słusznie potępiony i niezależnie od tego ostatnio wyrokiem synodu usunięty, ponieważ będąc ustanowionym wbrew wszelkiemu prawu przez odszczepieńców (że pominę i inne względy), nie może piastować władzy zwierzchniej w Kościele katolickim. Dlatego też skoro moje upomnienie uznaliście za sprawiające Wam przykrość, pozostawiam Waszemu osądowi, czy ktokolwiek może mieć wątpliwość, która należy wybrać wspólnotę: ze świętym Piotrem apostołem, czy z Piotrem z Aleksandrii..

    Wszelako ja sądzę, że Twoja Pobożność, która także woli, aby podporządkowano się jej prawom, a nie sprzeciwiano sie im, powinna słuchać nakazów niebiańskich i pamiętać, że została jej powierzona najwyższa władza w sprawach ziemskich, ale z tego tytułu sama nie może podawać w wątpliwość, że to co Boskie, nie powinno być przyjmowane z rak tych, którzy z woli Boga zostali ustanowieni szafarzami. Sądzę, że byłoby dla Was ponad wszelką wątpliwość rzeczą pożyteczną, gdybyście pozwolili w czasie swych rządów Kościołowi katolickiemu kierować sie własnymi prawami i nie dopuścili, żeby ktokolwiek mógł targnąć się na jego wolność, skoro on przywrócił Wam władzę cesarską.

   Wszak nie ulega wątpliwości, że jest dla Waszych spraw rzeczą zbawienną, abyście, gdy chodzi o rzeczy Boże, starali się swoją cesarską wolę podporządkować kapłanom Chrystusa, zgodnie z Jego ustanowieniem, a nie stawiać jej ponad nimi i raczej pod ich przewodem uczyć się świętych tajemnic, niż być samemu nauczycielem, szanować ustrój Kościoła, nie narzucać mu stosowania czysto ludzkich norm prawnych, ani nie usiłować samowładnie odnosić się jego ustanowień, gdyż wolą Bożą jest, aby Twoja łaskawość ugięła się przed nim w duchu pobożnego oddania się; albowiem przekraczanie praw Boskich ostatecznie oznacza obrazę Tego, który je ustanowił.

    Wyłożywszy to uwalniam swoje sumienie z odpowiedzialności za wszystkie te sprawy przed trybunałem Chrystusa. W Waszym interesie leży nieustannie mieć to na uwadze, że my już w obecnym naszym życiu znajdujemy się przed sądem Bożym, a gdy nastąpi jego kres, staniemy ostatecznie przed Boskim Trybunałem."

    Dan 1 sierpnia, za konsulatu Wenancjusza (484 r.).

Pełny tekst w:  H. Rahner- "Kościół i państwo we wczesnym chrześcijaństwie" IW "PAX" Warszawa 1986 s.164-165


sobota, 7 kwietnia 2012

Wielkanoc św. Augustyna

                                                   O nocy, piękniejsza niż dzień,
                                                   O nocy, jaśniejsza niż słońce,
                                                   O nocy, bielsza od śniegu.
                                                   Bardziej świetlista niż nasze pochodnie,
                                                   Słodsza niż raj.

Tak biskup Asterius z Amasei żyjący w IV wieku opisuje radość jaka była udziałem chrześcijan świętujących Wielkanoc. Już od samego początku w dniu, kiedy Zydzi na pamiątkę wyjścia z Egiptu paschalnego baranka, Kościół obchodził święto zmartwychwstania Chrystusa - zgodnie z tym co napisał św. Paweł w liście do Koryntian 5,7 - "Chrystus bowiem został złożony w ofierze jako nasza Pascha"

   Ciekawym świadectwem pochodzącym z III w. jest zbiór przepisów znanych jako Didascalia XII Apostolorum  weszły one w zbioru znanego jako Konstytucje Apostolskie, Wart jest zacytowania ze względu na swoje starożytne pochodzenie:

    V 18. Nakaz o Wielkim Tygodniu Wielkanocy      
              
              1. Zachowujcie post przez dni Paschy od poniedziałku do piątku i soboty, to znaczy przez sześć dni; spożywajcie tylko chleb i sól z jarzynami oraz pijcie tylko wodę, a powstrzymujcie się od wina i mięsa, ponieważ są to dni smutku, a nie radości.  2. Jeśli komuś starczy sił, niechaj pości przez cały piątek i sobotę nic nie jedząc aż do nocnego piania koguta. Kto jednak nie ma siły pościć przez dwa dni, niech zachowa post przynajmniej w sobotę. Pan bowiem mówi odnośnie do siebie: "Kiedy zabiorą im pana młodego, wtedy, w owe dni, będą pościli" - Łk 5,35 

    V 19. O nocnym czuwaniu w Wielką Sobotę oraz o dniu Zmartwychwstania                                                       
             1. W tych dniach [Pan młody] został nam zabrany przez tych, którzy fałszywie nazywają siebie Żydami -por. Ap 2,9; 3,9, został przybity do krzyża i policzony miedzy złoczyńców. 2. Dlatego zachęcamy was, abyście przez te dni zachowywali post, tak jak i my pościliśmy do wieczora w dniu, kiedy Go nam zabrano. W pozostałe dni przed dniem Przygotowania [Wielki Piątek], niechaj każdy spożywa posiłek o godzinie dziewiątej, wieczorem lub wedle swych sił, przerywając post od piątego dnia [Wielki Czwartek] wieczorem aż do piania koguta. 
           3. Aż do "świtu pierwszego dnia tygodnia" to znaczy dnia Pańskiego, nie śpijcie od wieczora  aż do piania koguta; zgromadzeni razem w kościele czuwajcie modląc się i zanosząc do Boga prośby przezcałą noc; czytajcie Prawo, proroków i psalmy aż do piania koguta; a ochrzciwszy wszystkich katechumenów i odczytawszy z lękiem i bojaźnią Ewangelię, wygłosiwszy zbawienne pouczenie dla ludu, porzućcie smutek i proście Boga, aby Izarel się nawrócił i dana mu była okazja do nawrócenia i odpuszczenia bezbożności. 4. Sędzia bowiem, ktory pochodził z obcego ludu, umył ręce i powiedział: "Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego, to wasza sprawa", a Izrael wołał: "Krew Jego na nas i na dzieci nasze", gdy zaś Piłat rzekł: "Czyż króla waszego mam ukrzyżować?", a oni wołali: "Poza Cezaremnie mamy króla", i "Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go!""Kazdy, kto czyni sie królem, sprzeciwia się Cezarowi, jesli więc Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara!". 5. Namiestnik Piłat i król Herod kazali Go więc ukrzyżować, i w ten sposób wypełniła się zapowiedź: "Dlaczego narody się zbuntowały, czemu ludy knuły próżne zamysły? Królowie ziemi powstali i władcy spiskowali wraz z nimi przeciw Panu i przeciw Jego Pomazańcowi". "I yrzucili Umiłowanego jak trupa zbeszczeszczonego".
        6. Ponieważ Pan został ukrzyżowany w dniu Przygotowania, a zmartwychwstał o świcie w dniu Pańskim, wypełniło się Pismo, które mówi: "Boże, powstań, odbądź sąd nad ziemią, bo wszystkie narody będą Twoim dziedzictwem", oraz: "Teraz powstanę, mówi Pan, dam zbawienie i je ogłoszę". i: "Ale Ty, Panie, zmiłuj się nade mną i podnieś mnie, abym im odpłacił". 7. Skoro Pan zmartwychwstał, złóżcie również wy swą ofiarę, którą za naszym pośrednictwem nakazał wam skladać, mówiąc: "To czyńcie na Moją pamiątkę". Potem przerwijcie post ciesząc się i radując, że Jezus Chrystus, rękojmia waszego zmartwychwstania powstał z martwych, i "to niechaj będzie dla was wiecznym prawem" "aż do skończenia świata" i przyjścia Pana. 8. Dla Żydów Pan jest wciąż martwy, dla chrześcijan już zmartwychwstał; dla Żydów - z powodu ich niedowiarstwa, dla chrześcijan- dzieki ich głębokiemu przekonaniu, że nadzieja, jaką w Nim pokładają, jest nieśmiertelnym i wiecznym życiem."






                                          Zmartwychwstanie - miniatura z mszału - XV wiek

   Św. Augustyn przewodnicząc całonocnemu czuwaniu tak mówi do swoich wiernych:

"Cóż to więc za noc bracia, w czasie ktorej prawda nas wyrywa? Wyrywa nas ze snu naszych zmysłów i ciała, abyśmy czuwali w tę noc pełną światła.
My zatem w pobożnosci swojej uroczyście obchodzimy pamiątkę tak wielkiej tajemnicy, aby tak jak już czuwa nasza wiara umocniona jego zmartwychwstaniem, tak również ta noc rozświetlona naszym czuwaniem zajaśniała i abyśmy mogli z rozproszonym po całym świecie Kościołem słusznie uważać, że nie znajdujemy się w nocy ...
   A teraz bracia ... pomyślcie o niezwyczajnym czuwaniu w tę noc... Dlatego na czuwaniu spedzamy tę noc, w którą Pan zmartwychwstał i zapoczątkował dla nas w swoim ciele to życie, o którym nieci wczesniej mówiliśmy, w ktory nie ma śmierci ani snu... to oczywiste jest, że zmartwychwstał tej nocy, ktorej koncem był ów ranek... ponieważ On zasnął, abyśmy czuwali, a umarł, abyśmy żyli. Amen"

 

                                             Wnętrze kościoła San Vitale w Rawennie


   "Alleluja znaczy chwalcie Pana. Chwalmy Pana, bracia, życiem i słowami, sercem i ustami, głosem i zachowaniem, Bóg chce, abyśmy śpiewali Alleluja, lecz aby w tym, kto śpiewa nie było niezgody. Niech zgodne beda nasze życie i nasze usta, nasz głos i nasze zachowanie. Powtarzam to z obawy, aby naszpiekny śpiew nie oskarżał naszego złego postępowania. Śpiewajmy teraz Alleluja z niepokojem, abyśmy pewnego dnia mogli zaśpiewać je z całym spokojem.
Śpiewajmy Alleluja wraz z innymi, pośród niebezpieczeństw i pokus. Tu na ziemi śpiewający musi umrzeć, tam żyć będzie wiecznie. Tu spiewa o nadziei, tam jej spełnieniu. Tu Alleluja w drodze, tam dla ojczyzny.
Śpiewaj jak podróżnik, śpiewaj, ale idź naprzód. Śpiewaj, by nieustannie się trudzić, nie daj się ogarnąć lenistwu. Śpiewaj i idź naprzód. Co znaczy: Idź naprzód? Rozwijaj się, rozwijaj się w czynieniu dobra. Rozwijaj sie w prawości wiary i czystości życia. Śpiewaj i idź naprzód".



   Tak przemawiał św. Augustyn podczas nocnego czuwania jak i porannego nabożeństwa. Złagodniał nasz dzisiejszy post i z mniejszym napięciem czeka się na święta, ale nadal tak samo aktualnie brzmią słowa biskupa Hippony - "Rozwijaj się w czynieniu dobra. Śpiewaj i idź naprzód".

piątek, 6 kwietnia 2012

List papieża Hormizdasa

    Zachował się bardzo ciekawy list napisany przez papieża Hormizdasa /514-523/ skierowany do kapłanów Syrii. Papież czczony w Kościele katolickim jako święty znany jest przede wszystkim jako autor tzw. formuły Hormizdasa  ktora w jednoznaczny sposób określała pozycję biskupa Rzymu i która zakończyła schizmę patriarchy Konstantynopola Akacjusza. - ale to temat na osobny wątek.
    Tutaj natomiast zajmiemy się kwestią listu który był odpowiedzią na skargę złożoną przez duchownych syryjskich.
    Skomplikowana sytuacja, jaka nastąpiła na Wschodzie w wyniku wystąpienia i schizmy patriarchy Akacjusza spowodowała iż ci którzy okazali wierność Soborowi Chalcedońskiemu i podpisali formułę wiary, która należało zaakceptować, jeśli chciało sie pozostać w pełnej jedności z Rzymem, zostali narażeni na szykany ze strony monofizytów przeciwników Chalcedonu. Należeli do nich m. in. mnisi z prowincji Syria Secunda ze stolicą w Apamei.
   List papieża jest odpowiedzią na skargę mnichów jaką ci skierowali do biskupa Rzymu. Informowali w niej papieża o tym co ich spotkało podczas pielgrzymki do sanktuarium Św. Szymona Słupnika. W czasie drogi zostali napadnięci przez zbirów nasłanych przez patriarchę Antiochii Sewera. Wielu z nich zginęło, pozostali szukali azylu w świątyniach. Pomimo tego nadal byli nękani. Zrozpaczeni mnisi udali się więc do Konstantynopola w celu poskarżenia się cesarzowi Anastazemu. Niestety tutaj potraktowano ich obelżywie. Tak więc ostatnia nadzieje pokładali w interwencji papieża. Jego zatem błagają, by wystąpił energicznie w ich obronie, gdyż to na nim spoczywa obowiązek przyjścia z pomocą pokrzywdzonym, jako, że jego ustanowił Chrystusa "Księciem Pasterzy, Nauczycielem i Lekarzem dusz oraz Głową wszystkich". Sprzeciw papieża wobec gwałtu ma skuteczną moc, gdyż płynie z władzy związywania i rozwiązywania, która papież otrzymał od Boga.. Na zakończenie listu nadmieniają iż szykany te spotkały ich za wierność Stolicy Apostolskiej.

   Na tę skargę papież odpowiada listem datowanym na 9 lutego 518 roku. Papież zdaje sobie sprawę z tego, że pomoc jego ograniczyć się może tylko do modlitwy i zachęty do wytrwania . Niemniej czyni to bardzo wyraźnie, zachęcając do wytrwałości i przypominając o tym, że walka toczy się o fundamenty wiary katolickiej. Nie wymieniając imienia cesarza, Hormizdas wyraźnie karci mieszanie się władcy w sprawy Kościoła. Do zarządzeń w kwestiach religijnych, jeżeli są one błędne, nie należy się podporządkowywać.

  

                                                  Papież św. Hormizdas 514 - 523


            Hormizdas, kapłanom, diakonom i archimandrytom Syrii II


   1. Przeczytałem list Waszych Miłości, w którym z boleścią przedstawiacie wściekłość wrogów Boga i gwałtowne prześladowania ze strony niewiernych, którzy - gdy odżył ich duch - znów nienawidzą Boga, niegodziwie prześladując Ciało Chrystusa. Uznając waszą stałość, błogosławię Boga, który wśród takich przeciwności podtrzymuje wiarę swych żołnierzy. Rozważając w sercu wstrząsy, jakich doznaje Kościół, i uciski jego sług, wołam słowami Proroka: "Powstań Panie, Osądź swą sprawę. Pomnij na zniewagi sług twoich, którymi cały dzień obrzucają ich głupcy!" /Ps 73,22/. Dodaję jeszcze z przekonaniem: "Nie zapomnij głosów proszących Cię, gdy ciągle powstaje przeciw Tobie pycha ich wrogów" /Ps 73,23/. Jak bowiem należy nam trwać w stałości wiary, tak nie wypada wątpić o sprawiedliwości Bożego sądu.

    2. To nie nowy, Bracia, ucisk Kościoła, a jednak gdy (Kościół) jest poniżany, to przez to wzrasta, a gdy sądzi się, że przez doznane szkody bywa osłabiany, to przeciwnie - wzmacnia się.
    Zwyczajnie bywa u wyznawców Boga, że śmierć ciał umacnia życie dusz. Tracą to, co znikome, zyskują to, co wieczne. Prześladowanie doświadcza człowieka, a to staje się powodem zasługi.
    Głupi i w ślepocie swej szalejący prześladowcy nie wiedzą, że ci, których wyrwali z doczesnego życia, sa w rzeczywistości doprowadzani do Królestwa Niebieskiego. Ponieważ nawet wśród niebezpieczeństw są pociechy i cierpienia, a dzielności w zapasach oczekuje Ten, który jest rozdawcą wielkich nagród. Bo czy jest taki, który by się nie załamał w nieszczęściach, gdyby nie miał pociechy w przyszłych nagrodach? Owa nadzieja nie pozwala upadać na duchu, osładza gorycz utrapień pięknem cnoty. Któż bowiem znając cenę przyszłej nagrody trzymałby się kurczowo dóbr doczesnych? Któż nie bałby się utraty życia, jeśliby się nie zastanowił co w zamian za jego utratę otrzyma?

    3. Trwajcie, Moi Drodzy, zachowując niewzruszoną wiarę i cnotę stałości, bo zwiastują one zbawienie i niebieską nagrodę. Zważcie, jak wielkie jest to, do czego my niegodni jesteśmy powołani. Niech nas nie wtrąca w gnuśność wrodzona słabość, albowiem Ten, który nas woła, jest wiernym oddawcą i dzielnym Wspomożycielem. Niech nas nie zwodzi nadzieja doczesnej pomyślności, ani rzeczy łatwe czy przyjemne, albowiem nie rozkosze, nie puste rzeczy, obiecuje nam nasz Pan. Nie obiecuje wygody, ale istotną nagrodę. Gdyby nie było troski o cnotę, to gdzież miejsce na nagrodę, na pochwałę i prawdziwy pokój? Brama do nieba jest ciasna i tylko niewielu wypróbowanych ma do niej przystęp. Czyż nie są to pierwsze słowa nauki Pana: "Będą was prześladować i biczować w synagogach" /Mt 10,17/? Napisano też: "W cierpliwości posiądziecie wasze dusze" /Łk 21,19/. Czuwajmy, abyśmy przez niecierpliwość ich nie stracili. Chrystus Pan jako pierwszy wstąpił na krzyż ucząc cierpliwości i dając przykład tym, ktorym przede wszystkim przychodzi z pomocą. On sam uczy nas znosić cierpienia i uciski, trwając mocno wobec trucizny szalejących wrogów i stosownie do uciążliwości przesladowań dając koronę wiecznego królestwa.
    Zważcie, jak to wychwala starożytna historia waleczność Machabeuszów, jaka czcią otaczany jest Juda i zastęp jemu wiernych braci, jak czci sie stałość tego ludu. Wszystkie te wykazane w obronie Prawa Mojżeszowego cnoty są figurą i cieniem przyszłych dóbr. U naszych Ojców widzimy, dotykamy i doświadczamy tego, za czym idziemy. Czegóż mamy nie uczynić, by stanąć na wysokości zadania? Czego odmówić prawdzie? Czego nie oddać w darze Zbawicielowi?

    4. Chętnie więc uczestniczymy z wami w trwaniu we wierze. Mówi bowiem Salomon: "Błogosławiony, który mówi słowa do ucha chętnego słuchacza" /Syr 25,9/.  Prawdziwą radością jest przemawianie do pragnących słuchać i zachęcanie do postępowania prawą drogą tych, którzy nie stawiają oporu. Jako rękojmię uważamy wasze wyznanie w liście, że stronicie od kontaktów z odstępcami od wiary i wiernie trzymacie się dogmatów i nakazów Stolicy Apostolskiej.
    Wprawdzie późno weszliście na drogę prawdy, lecz błogosławiony jest Bóg, który nie jest pamiętliwy, który chłoszcze, ale i leczy, i nie pozwoli, aby jego owczarnia ciągle cierpiała, od żarłoczności zasadzających sie wilków, który postępuje nieśpiesznie, ale nie zaniedbuje ani poddania próbie swych wiernych, ani nie zapomina o ich zbawieniu.
    Cóż więc dziwnego, że okrutny i żarłoczny wróg zaatakował owce rozproszone, pozostawione bez swego jedynego, prawdziwego Pasterza? Ci, którzy opuszczają Tego, który może ich chronić, sami sie wystawiają na niebezpieczeństwo i doznają ran.






                                Sanktuarium Św. Szymona Słupnika w Syrii - stan dzisiejszy

    5. Przynajmniej więc trwajcie mocno na drodze wskazanej przez Ojców, do których powróciliście. Miłosierdzie Boże doliczy do waszej nagrody to, żeście spowodowali poprawę innych i doprowadzili ich do prawdy, lecz sami starajcie się być daleko od bagna, w którym ugrzęźli heretycy. Strząsając nawet brud prochu, miejcie w potępieniu wszystkich odstępujących od apostolskich dogmatów, bo nie może być żadnej łączności  ciemności ze światłem, ani też więzi kroczących prostą drogą z tymi, którzy przez błąd z niej zboczyli. Należy się trzymać więzów wiary i unikać kontaktów z perfidnymi według słów Apostoła: "Jak jednego ducha jest ten, kto się łączy z Panem, tak jedno ciało z ladacznicą stanowi ten, kto do niej przylgnął" /1 Kor 6,16-17/. Niech więc ukochają cnotę klasztory i im bliscy, ktorych przedtem pogrążyła w mrokach błędu niegodziwość. Niech mają zawsze przed oczyma, na ustach i w rękach prawdy wiary, które nakazujemy wam strzec. Niech codziennie łączą was w zachowywaniu wiary wasze czcigodne zebrania.

    6. Byłoby gadulstwem przytaczać wam wszystko w szczegółach, a więc Sobór Chalcedonski - wyraz prawdziwej wiary, i zasady czcigodnego Leona, tak jakby wyjęte z serca samych Apostołów. Trzeba je znać i strzec jak sztandarów wiary, jako przedmurza prawdy. Przez nie poznaje się Chrystusa, one są gwarancją i nadzieją naszego zbawienia. To jest fundament, jak to czytamy u Apostołów. Sam siebie oszukuje, kto próbuje wznosić budowlę dodając do drewna siana poddającego się łatwo żarłoczności ognia.
    To sobory zniweczyły trucizny Nestoriusza i Eutychesa, który wbrew zbawczemu miłosierdziu Bożemu, przedstawiając swe błędne wywody różnią się w twierdzeniach, a zgadzają w swej bezbożności. Pierwszy z nich nie uznając, iż Maryja Dziewica jest Bożą Rodzicielką rozdziela to, co w Panu zostało zjednoczone. Drugi natomiast, zaciemniając to, co jest właściwe i jasne odnośnie zjednoczonych natur w Chrystusie, niweczy tajemnice naszego Odkupienia. Jeden idzie za sektą Fotyna, drugi łączy w bluźnierskim pokrewieństwie niedorzeczności Manesa.

    7. Drodzy Bracia! Brońcie się przed tym mężnie używając mocy ducha i zwalczajcie bezbożność tych heretyków, którzy wpadli w ich błędy! W obronie prawdy bowiem nie powinno być wahań. Bo z jakąż gorliwością winniśmy miłować zbawienie, gdy widzicie, jak oni kochają to, co wiedzie do zguby. Czyż nie byłoby wstydem tylko gnuśnie lgnąć do prawdy, gdy tamci tak usilnie bronią swoich błędów?
    Twórcy owych nieszczęść, które wspominamy, prześladują postanowienia soborów swoimi rzekomo słusznymi potępieniami. Toteż równocześnie upominamy ich zwolenników, których Stolica Apostolska uważa również za heretyków, jak wynalazców tychże błędów i łączy ich z innymi błędnowiercami: Dioskurem, ojcobójcą Tymoteuszem, Piotrem Aleksandryjskim, Akacjuszem - biskupem Konstantynopola z jego zwolennikami, a także Piotrem Antiocheńskim podobnym tak co do wyznawanych błędów, jak i co do imienia, jak również Sewerem z Antiochii - wspólnikiem tejże trucizny, Ksenajaszem z Hieropolis, Cyrusem z Edessy i Piotrem z Apamei. Ich wszystkich należy potępić za to, że gubią siebie i innych, bo tkwią uporczywie w brudach swoich przekonań i uczą tego samego tych, którzy do nich przystali i skalali ich swoją zarazą.





                                    Manuskrypt Biblii w j. syryjskim tzw. Peszitta - IV w.

   8. Odrzućcie - upominam was ogólnym zbawiennym poleceniem - to wszystko, co w jakichkolwiek komentarzach sprzeciwia się zasadom ustanowionym przez Ojców. Niech nikt was nie zwodzi niezgodnymi z wiarą nakazami czy zarządzeniami, bo jeśli są ludźmi świeckimi, nie mogą rządzić Kościołami; bardziej przystoi im samym się uczyć, niż pouczać innych. Niegodziwością jest przenosić na święte ołtarze obce ofiary; początki liturgii bowiem i jej granice sam Bóg ustanowił, a urzędy święte przydzielił lewitom i wybranemu narodowi. Co innego jest władza ludzka, co innego zaś posługa kapłańska. Raczej obraża Boga, niż Go zjednuje ten, kto lekkomyślnie wprowadza obcy, pogański ogień do przybytków Pańskich.
    Jak może ktoś uzurpować sobie władzę wydawania poleceń w cudzym domu? Przecież nie ulega wątpliwości, iż słusznie podlega karze roszczący sobie prawo kapłańskiego przywileju oddawania czci należnej Panu Bogu. Król Ozjasz upomniany, iż winien mieć szacunek dla spraw religijnych, mimo że zakazywano mu zajmować się świątynią, uporczywie stał przy swoim, aż dotknięty trądem utracił godność króla, bo wkroczył w posługi kapłańskie. Niech więc wiedzą wszyscy niepowołani, że nie mogą się Bogu podobać, jeśli przypisują sobie to, co Bóg powierzył kapłanom. I tak jednego z nich dotknęłą hańba, innych pożarł ogień.

    9. O takich, którzy pod pozorem czczenia Boga biorą się do tego, na co nie mają upoważnienia, mówił św. Paweł: "Choćbyśmy i my i anioł z nieba głosił wam coś ponadto, cośmy wam głosili, niech będzie przeklęty" /Ga 1,8/. Nie wystarczyło mu jednak raz to powiedzieć, bo powtarza ten zbawienny nakaz: "Jak powiedziałem przedtem tak i teraz mówię: gdyby wam ktokolwiek głosił Ewangelię inną od tej, którąście otrzymali, niech będzie przeklęty" /Ga 1,9/. Niech więc każdy trzymający się dyscypliny apostolskiej, pamięta o tym nakazie dotyczącym zachowania prawdziwej wiary.
    Wykazaliśmy troskę o was wysyłając dwa poselstwa i pokornie prosząc was w listach, byście pamiętali na te zbawienne nakazy. Czyż więc teraz nadal mielibyśmy zaniedbywać obowiązek trzymania się drogi sprawiedliwości, gdy ktoś uporczywie trwa w swojej przewrotności? Oni upadli, ale nie powinien nikt się do nich dołączać. Zginą nie wyrzekłszy się swoich bezbożności, mimo iż potępiono ich błędy."

Pełny tekst wraz z komentarzem znajduje się w  Vox Patrum nr 40-41 z 2001 roku s. 527-533

"Odkryć w sobie mnicha"

   "Świat bowiem utrzymuje się tylko dzięki modlitwie. Jeśliby mnich przestał się modlić, świat by                                                            zginął"






 Znany austriacki polityk oraz dziennikarz Heinz Nussbaumer napisał książkę będącą zbiorem refleksji związanych z pielgrzymkami, bo tak chyba można nazywać te pobyty, jakie odbył na górę Athos - duchowego centrum prawosławia. Książkę pod znamiennym tytułem "Odkryć w sobie mnicha". Pierwsze zdanie tego wpisu pochodzi właśnie z tej książki. Ten mnich który nie może przestać się modlić to nie tylko ten który wybrał życie w samotności i ascezie, ten mnich jest w każdym z nas. Trzeba tylko umieć i chcieć go poszukać.


  Jak odnaleźć więc w sobie mnicha? Jak zatrzymać się na chwilę i choć na moment przestać być zmęczonym "nicnierobieniem" - bo w sumie do tego sprowadza się nasze życie. Nasze rozumienie spokoju i odprężenia jest tożsame z wypoczynkiem od pracy, ale nie z umiejętnością osiągnięcia spokoju serca.
  
    "Niespokojne jest serce moje, póki nie spocznie w Tobie" - to słynne zdanie zapisane w "Wyznaniach" przez św. Augustyna wzbudza niepokój. Czy dopiero po śmierci osiągniemy po śmierci? Czy też stan ten jest możliwy już wcześniej?
   Unieżaleznić się od szukania za wszelką cenę "szczęścia" szukania wolności rozumianej jako "ja" -czy jest to możliwe w świecie? Mnisi stworzyli swoje enklawy w których mają swój własny świat, ale przynajmniej niektóre z doświadczeń tego świata można przenieść do naszego życia.
   Odkrywać w sobie mnicha - to stwierdzić że najważniejsza chwila to ta obecna, nie ma bowiem czasu, żyjemy w wieczności. Nie ma pośpiechu, jest tylko życie wypełnione modlitwą i pracą. Jak pisze autor - właśnie mnisi są mistrzami trwania w teraźniejszości. Jest nam źle gdyż albo rozmyślamy nad przeszłością albo martwimy się przyszłością.
   "Wszystko to, co właśnie robimy, musi mieć odniesienie do tej wielkiej, szerokiej perspektywy wieczności. Musimy to wypełnić sobą".
   Stąpać nogami po ziemi oznacza bowiem wiedzę, że tak naprawdę stawia się stopy w próżni, która ma jedynie pozory ciała stałego.

    "Wszelkie pojęcia uformowane przez rozum w celu dosięgnięcia i osaczenia Natury Bożej doprowadzi tylko do ukształtowania wyobrażenia Boga zamiast przedstawienia Go"  - tak pisze Grzegorz z Nyssy w swoim dziele "Życie Mojżesza".
   W poszukiwaniu znalezienia sensu życia, tego co naprawdę wielkie i ważne w naszym życiu sięgamy przede wszystkim do rozumu - on ma być naszym przewodnikiem, a już nawet Wolter stwierdził że : "Cztery tysiące ksiąg o metafizyce nie powie nam, czym jest dusza".
   Mnich z góry Athos mówi tak:

  "Athos nie zajmuje się teologią - jest teologią. Tu nie ma o czym dyskutować. Mnisi nie mają żadnych wątpliwości. Tu się wierzy. Wszystko poza tym jest herezją"

 

   "Boga nikt nigdy nie widział"  - J 1,18 - mówi św. Jan, a św. Paweł dodaje, że jest to "Pan, ktory zamieszkuje światlość niedostępną, którego żaden z ludzi nie widział ani nie może zobaczyć" - 1 Tm 6,16. W pierwszych wiekach chrześcijanie pozostaną wierni słowom Apostołów i okażą ostrożność mowiąc o Bogu. Teologia w dzisiejszym rozumieniu terminu jest więc nieobecna. Teolog jest przede wszystkim "tym, ktory się modli"; nie tworzy on żadnych rozpraw o Bogu. Stara się wyciszyć i trwać w skupieniu jak ten kamień pełen podziwu dla cudu stworzenia.
    Jeden z największych badaczy tekstów pierwszych mnichów - Ojców Pustyni - Lucien Regnault - stwierdził po wielu latach badań że w ich tekstach mozna znaleźć wszystko włącznie z opisem techniki pieczenia chlebowych placków lub o dietetycznych wartościach sałaty ale : "O Bogu niewiele się tam mówi, także niewiele o Chrystusie i o Dziewicy Maryi".

    Bardzo charakterystyczne jest opowiadanie przypisywane jednemu z Ojców Pustyni Abba Olimpiosowi który tak mówi:

   :Kiedyś przyszedł pogański kapłan i przenocował u mnie w mojej pustelni. Przyjrzał się naszemu życiu i na zakończenie powiedział mi: < Czy przy tym sposobie bycia, jakim żyjecie, nie otrzymujecie żadnych wizji od waszego Boga? > Odpowiedziałem : Nie. Wtedy on rzekł do mnie: <Naprawdę, kiedy my naszemu bogu ofiarowujemy naszą świętą służbę, nie ukrywa on niczego przed nami, lecz objawia nam swoje tajemnice. A wy bierzecie na siebie tak wiele trudów, czuwacie i modlicie się, i żyjecie ascetycznie - a ty jednak mowisz: My nie mamy żadnych wizji>...."

  Bóg milczy. Pustynia milczy. Jeżeli człowiek chce poznać Boga, musi milczeć. Lepiej już stwierdzić , że Bóg nie istnieje, niż przypisywać Bytowi Nieskończonemu nasze braki i złudzenia poznawcze.

                   

  Trwanie w ciszy i czekanie na odpowiedź może zaprowadzić człowieka do stanu zwanego acedią - "smutkiem świata" - nudą. Przez jedenaście lat od 1905  do zamordowania go w 1916 roku Charles de Foucauld w samotności Sahary, nieustannie modląc się, próbował doświadczyć Boga tak jak doświadczył go Ojciec mnichów Antoni i pozostawił w swoim dzienniku jedno znamienne zdanie:
   "Chętnie pragnę wierzyć, że Bóg mnie miłuje. Ale On nigdy mi tego nie mówi".

  To, co dane było doświadczyć Antoniemu, wiele wieków później Pascalowi, wielkim mistykom jest dane tylko nielicznym a i tak mozna tylko powtórzyć za sw. Tomaszem:

   "O Bogu nie można powiedzieć, kim On jest, ale wyłącznie, kim nie jest".

   Trzeba umilknąć, aby stać się otwartym na Boga, jak Maria "która słuchała i rozważała w swoim sercu wszystkie te rzeczy"   Czy w zabieganym świecie można stworzyć taką wewnętrzną ciszę? Na pustyni cisza zewnętrzna służy milczeniu wewnętrznemu, ale jak podkreślają Ojcowie  ciszy nie "tworzy się" , ona już jest, wystarczy tylko odjąć niepotrzebne słowa, wystarczy zamilknąć wewnętrznie. Izaak Syryjczyk przypomina, że słowo zostało stworzone w czasie, milczenie tymczasem należy do wieczności. Słowo zawsze jest wyrazem naszego "ego", milczenie jest "poza ego".


Odkryć w sobie mnicha - odkryć w sobie ciszę, która jest. Zobaczyć w tej nieustającej pogoni tą propozycję jaką wskazują nam swoim życiem mnisi, ta propozycja tak została opisana przez autora wspomnianej książki:

   "Nie możemy żyć uwikłani w przeszłość i przyszłość, w to, co było wczoraj, i co będzie jutro, ale cieszymy się tym, co się dzieje tu i teraz - a więc chwilą obecną, stanowiącą przedsmak tego, co nas czeka: śmierci, zmartwychwstania i spełnienia. Wszystko to, co właśnie robimy, musi mieć odniesienie do tej wielkiej, szerokiej perspektywy wieczności. Musimy wypełnić to sobą".

  Przed nami daleko za horyzontem wschodzi już nowy dzień, nasza wędrówka dnia dzisiejszego zmierza do tego blasku który już widzimy.

czwartek, 5 kwietnia 2012

Niewolnicy w nauczaniu Jana Chryzostoma cz. 2

   Nauczanie Jana Chryzostoma koncentrowało się na rodzinie. Rodzinie - familia -  rozumianej zgodnie z prawem rzymskim, a więc takiej w której wszyscy podlegali władzy jednego pana domu - pater familias - czy to przez naturalne pokrewieństwo a więc poprzez więzy krwi, czy też w sposób sztuczny, przez czynność prawną rozumianą bądź jako przysposobienie lub kupno.
    Pater familias sprawował więc władzę nad żoną -manus, dziećmi - pater potestas, niewolnikami - dominica potestas oraz osobami wolnymi, formalnie należącymi do jego domu - mancipium.
    Ten wybitnie patriarchalny dom, przyrównywany przez Jana Chryzostoma do obozu wojskowego w którym każdy spełnia sciśle określone funkcje zamieszkiwali także i niewolnicy. Zajmowali on najgorsze miejsce i dodatkowo powszechnie uwazano że są głupi, niesforni, kłótliwi, intrygujący i podatni na nałogi. Wydaje się że w pewien sposób także i biskup Jan podzielał powyższą opinię gdyż pisze, że trudno jest zostać dobrym niewolnikiem, a fakt taki zakrawa wprost na cud - Homilia na List do Tytusa 4,3.. Pomimo takiego stanowiska próbuje uwzględniając kontekst religijny nakreślić zasady jakie powinny panować w relacjach pomiędzy wolnymi i niewolnymi członkami familli.

    Trzeba wyraźnie zaznaczyć że Jan doskonale zdawał sobie sprawę  z uwarunkowań gospodarczo-ekonomicznych i społecznych na jakich opierało się Cesarstwo. Nie wzywał więc do buntu i radykalnych zmian w strukturze społecznej, zwłaszcza iż nosiła ona znamiona istniejącej niejako odwiecznie. Podjął próbę interpretacji prawnie istniejącego stanu w duchu Ewangelii.

  
                                              Cesarz Marek Aureliusz w otoczeniu rodziny

   Przede wszystkim przypomina prawdę wiary, że każdy człowiek, niezależnie od pochodzenia społecznego, czy też materialnego w jakim znajduje się w danej chwili, został przez Boga stworzony jako istota wolna. Istniejące więc różnice w pozycji społecznej powodujące że jedni są ludźmi wolnymi a inni niewolnymi nie wynikają więc z natury, tak jak często uważali filozofowie, lecz z grzechu, który naruszył pierwotną harmonię. Niewolnicy więc z natury sa ludźmi wolnymi i na równi z innymi dziećmi jednego Boga. - Św. Jan Złotousty - "Homilie na listy pasterskie i na list do Filemona"  - Kraków 1949. s. 172 - 175.

    Równość każdego człowieka w obliczu Boga domaga się więc uznania wartości osoby i szacunku dla jego godności - tak sformułowana zasada brzmi wręcz rewolucyjnie. Tylko że nie było zadaniem biskupa wznoszenie haseł rewolucyjnych lecz  nauczanie Ewangelii. Tak więc pomimo iż w nauczaniu Jana Chryzostoma nie znajdujemy zdecydowanych postulatów dotyczących zniesienia niewolnictwa, to jednak traktuje on istniejący stan rzeczy jak błędny i niesprawiedliwy.
    
    Powołując się nieustannie na Ewangelię biskup Jan podkreśla prawdę, iż Bóg jest Panem całego stworzenia, zaś wszyscy ludzie są braćmi, i jak do momentu śmierci Chrystusa na krzyżu cała ludzkość była w niewoli, tak w tej chwili z prawdziwego niewolnictwa pozostała tylko nazwa. Widzimy to na przykładzie wspólnoty Kościoła, gdzie niewolnik i wolny w jednakowy sposób mają swój udział w Ciele Chrystusa. 
   W jednej ze swoich homilii stwierdza że prawdziwie wolnym jest człowiek wyzwolony z grzechu. I może zdarzyć się taka sytuacja, iż bogaty pan zostanie odsunięty od pełnego udziału , a wierny niewolnik dostąpi łaski komunii
    Prawdziwie wolnym człowiekiem jest ten który potrafi panować nad sobą, to że prawo cywilne sankcjonuje nierówności społeczne , nie zmienia faktu iż prawo Chrystusa usuwa wszelkie nierówności. Jest ono wspólne dla wszystkich ludzi i do wszystkich się odnosi. Bez przerwy Jan Chryzostom przypomina iz stan niewolniczy na ziemi jest rzeczywistością przemijającą a jego negatywne skutki odnosza sie jedynie do życia doczesnego.  Biskup Jan wyraża więc przekonanie, iż niewolnik będący chrześcijaninem powinien spojrzeć na swoje położenie w duchu Ewangelii. Pomimo zajmowania najniższej pozycji, może czuć sie nie tylko wewnętrznie wolnym, ale także czuć sie powołanym do budowania Bożego Królestwa:

  "Nie patrz tedy, mój kochany, na to, że służysz człowiekowi, lecz, że służysz Bogu, że jesteś ozdobą Ewangelii, a zdołasz wszystko uczynić, słuchając pana..."  "Homilie...." dz. cyt. s. 342.

    Propaguje więc ideał niewolnika, który niezależnie od swego statusu społecznego, jeżeli jest ochrzczony, powinien być przede wszystkim dobrym chrześcijaninem mając zwłaszcza na uwadze że jest wewnętrznie wolnym i w zgromadzeniu chrześcijan zajmuje taka samą pozycje co jego pan tak jak pisze w innej homilii

   "Przecież nazwa zgromadzenia nie pozwala panom czuć się dotkniętymi, jezeli zostaną do niego zaliczeni razem z niewolnikami, albowiem zgromadzenie kościelne nie zna różnicy miedzy panem i niewolnikiem, określając jednych i drugich tylko na podstawie dobrych i złych uczynków. Jeżeli więc gdzieś jest zgromadzenie, nie oburzaj się na to, że wspólną z tobą przemową objęty został niewolnik"  -  "Homilie...." dz. cyt. s. 369.

                                            
                                 Karta z kodeksu zawierającego tekst homilii Jana Chryzostoma - IX w.

   Jan Chryzostom uważa również, iż obecnośc niewolników w rodzinie chrześcijańskiej z punktu widzenia religijnego jest zobowiązująca dla wszystkich domowników, szczególnie dla ojca rodziny.Posiadanie bowiem niewolników, wpływa nie tylko mobilizując dla ich pana, ale również domaga się stworzenia opartych na Ewangelii relacji wewnątrz domu. Najważniejszą role spełnia w tym wypadku pater familias, który jest odpowiedzialny za moralne oraz religijne wychowanie, wszystkich członków rodziny , w tym także niewolników. Dlatego też biskup Jan zdecydowanie potępia i grozi "kara piekła" tym panom, którzy wykorzystując swoją pozycję dopuszczają się niegodziwości:

   "Wielu używa przymusu wobec swoich służebnic i niewolników; jedni wloką niewolnice wbrew woli do małżeństwa, drudzy zmuszają niewolników do najprzewrotniejszych posług, do obrzydliwej miłości, do rabunków, oszustw i gwałtów, przy czym zbrodnia jest podwójna i nie mogą znaleźć dla siebie przebaczenia w powołaniu sie na konieczność" - "Homilie..." dz. cyt. s. 371

   Za wszystkie nadużycia i grzechy będą oni musieli na sądzie odpowiedzieć przed Bogiem.

   W rodzinie chrześcijańskiej, każdy członek familli powinien znać swój status i we wzajemnych relacjach kierować się wartościami Ewangelii. W rozprawie "O wychowaniu dzieci" zachęca ojców, by pouczyli swych synów , wyjaśniając prawdziwą naturę wolności i niewoli:

    "Poucz też syna o naturze stosunków społecznych i wyjaśnij mu, kim jest niewolnik, a kim wolny. Powiedz mu: Synu. Na początku nie było niewolników; dopiero grzech wprowadził na świat niewolnictwo... Staraj się być i pozostać ich panem nie przez swą pozycję, lecz przez cnoty, abyś bedąc wolnym, nie stał się niewolnikiem wśród niewolników... Tymi słowy wychowuj syna w łagodności i każ mu obchodzić się ze sługami jak z braćmi"   -  Tekst ten znajduje się w 19 tomie Biblioteki Ojców Kościoła, Kraków 2002, s. 97-98.

    Podsumowując te kilka uwag trzeba stwierdzić, iż Jan Chryzostom doskonale rozumiał fakt że państwo rzymskie jest oparte na ustroju niewolniczym i w chwili gdy pisał swoje teksty nie można tego stanu zmienić. Jednak można go poprawić i uzdrowić od wewnątrz, zmieniając mentalność, poprzez kierowanie się przykazaniem miłości Boga i bliźniego. Nie neguje władzy jaka panowie sprawują nad swoimi niewolnikami, ale stara się zmienić zasady panujące wewnątrz rodziny na bardziej zgodne z Ewangelią. Przede wszystkim przypomina prawdę wiary, że wszyscy ludzie zostali stworzeni jako osoby wolne i równe. Prawdziwym niewolnikiem nie jest więc ten kto zajmuje najniższa pozycję, lecz ten kto daje sie zniewolić grzechowi,a każdy człowiek powinien troszczyć się przede wszystkim o zbawienie. Fakt ten powoduje że wszyscy członkowie winni postępować zgodnie z tymi zasadami. Wolni mają obowiązek humanitarnego obchodzenia się ze swoją służbą i winni dążyć do poprawy ich warunków życiowych, niewolnicy zaś mają być posłuszni we wszystkim, co nie sprzeciwia się Ewangelii.
   Ten nowy wizerunek niewolnika powinien nie tylko zmienić negatywny wizerunek niewolnika , lecz również przyczynić się w konsekwencji do poprawy sytuacji życiowej, co z czasem powinno doprowadzić także do wewnętrznej reformy systemu społecznego.

    Poglądy głoszone przez biskupa Jana Chryzostoma a także i przez innych biskupów  podkreślające zwłaszcza równość wobec Boga wszystkich ludzi i równość w obrębie Kościoła były nie tylko konsekwencją wiernego trzymania się Ewangelii, ale także próbą zmiany stosunków społecznych w kierunku szacunku i tolerancji dla drugiego człowieka. Było to tak istotne novum że doprowadziło w konsekwencji także do zmian prawnych.
    Czy Kościół  milczał więc w kwestii niewolnictwa tak jak twierdzą zwolennicy poglądów skrajnie antyreligijnych? - nie, nie milczał. Podejmował nieustannie próby przekazania treści ewangelicznych, nie, nie wyzwał do rewolucji wzuwał do nawrócenia się i życia zgodnie z Ewangelią.

środa, 4 kwietnia 2012

Niewolnicy w nauczaniu Jana Chryzostoma cz. 1

   Czy Kościół akceptował niewolnictwo? Takie pytania pojawiają się często i równie często jest to pytanie stawiane tonem oskarżycielskim - przecież chrześcijanie głosząc miłość bliźniego powinni wręcz dokonać przewrotu  i znieść niewolnictwo, a tymczasem nic takiego nie dość że nie zrobili, to jeszcze akceptując zastany stan prawny w sumie nic w tej kwestii nie zrobili.

   Jeden z czołowych teoretyków marksizmu, żyjący na przełomie XIX i XXw. Karol Kautsky w swoim dziele "Poprzednicy współczesnego socjalizmu" napisał takie znamienne zdanie:

   "Chrześcijaństwo w ciągu stuleci dokonało wielu zmian w zwalczaniu pauperyzmu. Jakkolwiek go nie usunęło, było jednak instytucją, której działalność najbardziej przyczyniła się do złagodzenia cierpień powstałych na gruncie nędzy i ubóstwa najniższych warstw ludności".

   Nawet pobieżna analiza źródeł historycznych pozwala na dostrzeżenie zmiany w postrzeganiu niewolnika jaka nastąpiła wraz z rozpowszechnianiem się chrześcijaństwa. Owszem, nie jest to zmiana statusu ale dostrzeżenie w niewolniku człowieka : "  Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie."  - Ga 3,28 - tak pisze św. Paweł. Uwierzywszy w Chrystusa - nauczano w ówczesnym Kościele - niewolnik uzyskuje tę wolność, jakiej nie zna wielu ludzi społecznie wolnych, natomiast człowiek społecznie wolny poddaje się "niewoli" Chrystusa: "Albowiem ten, kto został powołany w Panu jako niewolnik, jest wyzwoleńcem Pana; podobnie i ten, kto został powołany jako wolny, staje się niewolnikiem Chrystusa"  - 1 Kor 7,22.
  Na pewno ówczesny Kościół nie postulował zniesienia niewolnictwa, ale na pewno nie akceptował tego stanu starając się oddziaływać głównie w sferze moralnej, tak aby doprowadzić do podjęcia prób jego zniesienia.
   Stosunek pierwszych gmin chrześcijańskich co do statusu członków tych gmin jest jednoznaczny - tak jak pisze św. Paweł w nagłówku Listu do Filipian:  "Paweł i Tymoteusz, słudzy Chrystusa Jezusa do wszystkich świętych w Chrystusie, którzy są w Filippi, wraz z biskupami i diakonami: - Flp 1,1 .
Zwrot świętych oznacza więc wszystkich członków gminy,a więc także i niewolników gdyż i oni wraz z swoimi panami do niej należeli - nie ma podziału.
   Jest to wręcz rewolucja w zmianie sposobu myślenia coś co wcześniej było wręcz nie do pomyślenia.

    Sytuacja niewolników w okresie w ktorym pojawia się chrześcijaństwo była niezwykle trudna. To głównie na ich pracy opierał się system gospodarczy. W mentalności starożytnych dominował pogląd, iz stan niewolniczy wynikał niejako z "natury" a niewolnik jest jedynie "ożywionym narzędziem" - taki pogląd prezentował w swoich pismach Arystoteles , tylko że właściwie nadał on teoretyczną formę temu co było codziennością. Miało to swoje odbicie w sytuacji prawnej - w prawie rzymskim niewolnik względem swojego właściciela nie był podmiotem prawa, gdyż nie miał osobowości prawnej, był nikim   Był własnością tego, kto go posiadał, rzeczą, majątkiem ruchomym  - znalazło to odbicie w kodyfikacji prawa rzymskiego sporządzonej z polecenia cesarza Justyniana - "Instytucje" w ks. I rozdz. III - dotyczącym praw osób tak jest napisane:

   "Niewola jest instytucją prawa narodów, za pomocą której wbrew naturze ktoś zostaje poddany pod władzę innego jako właściciela". i władza właścicieli nad niewolnikami jest omówiona następnie w rozdz. VIII - "..właściciele mają względem niewolników władzę życia i śmierci, a cokolwiek przysparza niewolnik, to przypada właścicielowi" ale nie oznacza to całkowitej wszechwładzy gdyż " ... zbyt wielka surowość właścicieli też jest powściągana ... albowiem leży w interesie publicznym, aby nikt nie używał źle swojej rzeczy".

   To tylko kilka słów wstępu dotyczących sytuacji niewolników w okresie Cesarstwa Rzymskiego. Teraz chciałbym przejść do omówienia poglądów jednego z wielkich Ojców Kościoła - biskupa Konstantynopola - św. Jana Chryzostoma - ur. ok. 350 r. - zmarły  14 września 407 roku.. Postać niezwykła i zasłużenie uznawany za Doktora Kościoła.
   Nie poświęcił on specjalnego dzieła temu tematowi ale poprzez swoje spostrzeżenia zawarte w wielu dziełach pozwolił na wypracowanie przez Kościół "teoretycznego" stanowiska wobec kwestii niewolnictwa.



   Kościół wczesnochrześcijański nie podejmował rewolucyjnych działań zmierzających do reformowania czy też obalenia instytucji tak mocno wpisanej w strukturę rzymskiego społeczeństwa, ale mając ciągle na względzie dobro człowieka  próbował wpływać  na poprawę sytuacji niewolników zarówno pod względem materialnym jak i społecznym.

   Za przykład tych inicjatyw mogą posłużyć następujące akty prawne jakie w tym czasie zostały wydane przez cesarzy.
   Konstantym Wielki wydał prawo zabraniające właścicielom oddzielania przy sprzedaży niewolników dzieci od rodziców - Codex Theodosianus -ks. IX
   Konstancjusz /337-361/ zabronił poganom kupowania i posiadania chrzescijańskim niewolników. Interwencja chrześcijan sprawiła także iż pojawił się zapis znoszący karę śmierci niewolników poprzez ukrzyżowanie oraz zabraniający sprzedaży dzieci w niewolę przez własnych rodziców - C. th. - ks. XV - a to tylko niektóre z tych aktów. Owszem, być może z dzisiejszego punktu widzenia można powiedzieć a co to za humanitaryzm? - tylko że wtedy to były kolosalne wręcz zmiany.

  Jan Chryzostom podejmując tematykę niewolników należących do chrześcijańskiej rodziny miał na uwadze z jednej strony określony prawem państwowym patriarchalny charakter rzymskiej rodziny - familii, istniejący w ówczesnym społeczeństwie, z drugiej zaś stanowisko Kościoła pierwszych wieków, oparte na nauczaniu Pisma Świętego, głównie zaś na Listach św. Pawła.

wtorek, 3 kwietnia 2012

"Ewangelia Judasza"

   Kilka la temu, a dokładnie w 2006 roku "Gazeta Wyborcza" przygotowała dla swoich czytelników niespotykany prezent. Chyba nigdzie na świecie nie zdarzyło się aby jako dodatek do codziennej gazety ukazał się tekst apokryfu - i to w nakładzie 300 tysięcy egzemplarzy!!!
   Do dzisiaj leży na mojej półce pożółkły już nieco egzemplarz tego dodatku wraz z mieszonym w nim tłumaczeniem apokryficznej "Ewangelii Judasza"  Dlaczego i w jakim celu wydano ten trudny i wymagający wręcz specjalistycznej wiedzy tekst?

   "Judasz nie zdradził  Jezusa, lecz działał na jego życzenie w ramach planu zbawienia - takie rewelacje przynosi tzw. Ewangelia Judasza , którą wczoraj poznał  świat. Egipski manuskrypt przewraca do góry nogami prawdy zawarte w kanonicznych ewangeliach"  -

  Tak brzmiały sensacyjne nagłówki informacji zamieszczanych wtedy w "GW". Dochodziły do tego utrzymane w sensacyjnym tonie doniesienia o pracujących w wielkim pospiechu tłumaczach, no i o spragnionych wiedzy czytelnikach. Chociaż informacja o tym jakoby - niektórzy - uważali odkrycie "Ewangelii Judasza" za najważniejsze odkrycie archeologiczne ostatnich 200!! lat!!! Sto lat to za mało - musiało być dwieście, szkoda że nie pięćset chciałoby się dodać. Tak jakby w międzyczasie nie było odkrycia skarbca Tutanchamona, odkopania Troi odkrycia pałacu w Knossos - odczytania pisma linearnego, odkrycia zwojów w Qumran i wielu, wielu innych. Nie - to były nieistotne odkrycia. Dopiero odkrycie tego tekstu może uchodzić za wielkie wydarzenie.
   Nie ma więc jak widać żadnego w miarę logicznego wytłumaczenia dla tego wybuchu zainteresowania.  To, co napisał w ramach wstępu, J. Turnau brzmi dosyć zabawnie - "trzeba znać historię własnego Kościoła, także teksty antykościelne. A już absurdem byłoby ukrywanie któregokolwiek z tych drugich..." Tak, trzeba znać historię, tylko dlaczego do tej pory "GW" nie zainteresowała się innym apokryfami i nie nadała im takiego medialnego znaczenia?
  Skąd więc ta nagła miłość do "Ewangelii Judasza"?

  Tutaj trzeba odnieść się do pewnej charakterystycznej dla "GW" tendencji - jest nią istniejąca od wielu lat publicystyka o zabarwieniu antychrześcijańskim - oczywiście najczęściej nie wprost.
W celu lepszego zobrazowania posłużę się fragmentami tekstu Artura Dmochowskiego ktory trafnie scharakteryzował styl jakim posługuje się "GW":

" czytelnicy systematycznie, dzień po dniu, od wielu już lat bombardowani są tekstami krytykującymi chrześcijaństwo wprost, ośmieszającymi je lub tworzącymi wokół niego złą, niechętną atmosferę. Niekiedy trafiają się jaskrawe tego przykłady, jak opublikowanie przez „GW” tzw. „ewangelii Judasza”. Zwykle jednak ataki są ukryte – najczęściej zresztą pod pozorami rzekomej troski o dobro Kościoła.

 „GW” uderza nie wprost, ale przede wszystkim od strony wszystkiego, co wiąże się z rodziną i seksem. Ale dobór tematów z tej delikatnej materii jest bardzo szczególny: prezerwatywy, aborcja, in vitro i celibat. Typowe tytuły: „Nie dla aborcji, tak dla seksu przed ślubem” („Mam przekonanie, że w tej sferze Kościół i nauczanie Jana Pawła II przegrywa” – cytat z tekstu), „Ksiądz pragnie żony”, „Kłopoty z celibatem”, „Antykoncepcja dzieli Kościół”, „Biskupi: Precz z in vitro” czy „Wyklęte in vitro”.

Trudno sobie wyobrazić lepszą pożywkę dla antychrześcijańskiej propagandy niż afery pedofilskie. „GW” nie mogła tego nie wykorzystać, więc od lat stale je nagłaśnia i wciąż do nich wraca: „Ksiądz księdza nie wyda”, „Kościołowi zabrakło odwagi”.

Ciągłej krytyce poddaje „GW” naukę religii w szkołach – i to od samego początku, od powrotu katechezy do szkół w 1990 roku: „Przymus i religia - zły pomysł”, „Religia wyróżnia. To nie fair”.
Niezmiennie napastliwie traktowane jest Radio Maryja: „O. Rydzyk kłopotem Kościoła”, „Bezkarne radio o. Rydzyka”, „Czekamy na zdecydowaną ocenę Radia Maryja”.

Osobne miejsce w obsesjach organu Michnika zajmuje atakowanie Kościoła w imieniu rzekomo krzywdzonych przezeń kobiet: „Kościół mało kobiecy”, „Kobiety wychodzą z kościoła”, „Panowanie mężczyzny jest złe”.

Z nieukrywaną satysfakcją „GW” wybija każdą informację, która może być sygnałem słabnięcia chrześcijaństwa: „Ubywa Polaków w kościołach”, „Do seminariów mało chętnych”, „Polska niedziela bardziej świecka”, „Katolik w mniejszości”, „Religijni, ale obok Kościoła”.

 Listę zarzutów, które „GW” systematycznie wysuwa pod adresem Kościoła można długo jeszcze kontynuować: upolitycznienie, Komisja Majątkowa, antysemityzm, homofobia itd. Generalnie według dziennika Michnika „Kościół sobie nie radzi”. To zresztą kolejny tytuł z „Gazety”…"

  Bardzo ciekawą cechą jest także nieustanne promowanie kilku księży którzy odeszli nie tylko ze stanu duchownego, ale i, niektórzy, także z Kościoła. . Każdy z nich był nagradzany nie tylko promowaniem i przyznawaniem statusu celebryty, ale i oddawaniem do dyspozycji łamów gazety na obszerne wywiady czy artykuły. Ostatnio, niestety, zawiódł oczekiwania niestety ks. Boniecki, który jednak zastosował się do polecenia przełożonych.

  Na bardzo istotną kwestię związana z ta publikacją zwrócił uwagę nasz najwybitniejszy znawca apokryfów i ich tłumacz ks. prof. M. Starowieyski, pisząc tak:

   "Ale jest jeszcze problem religijny wydania "Ewangelii Judasza" Słuszna jest uwaga zawarta w "Gazecie", że sens publikowania apokryfów polega na tym, że pokazują nam inny nieco Kosciół niż uczone traktaty teologiczne wielkich Ojców, że pomagają nam zrozumieć trud powstawania Kanonu i w ogóle formowania się teologii Kościoła. A ponadto warto sie pochylić nad postacią Judasza. I dodam, każdemu sie to przyda, także i mnie..."
   Ale to, co wyrabiały media, bynajmniej nie zachęca do takiego namysłu. Pisze w "Gazecie" pewien teolog: "Tekst wywraca zupełnie tradycyjną teologię chrześcijańską, stawia na głowie całą doktrynę" - po tej wypowiedzi ludzie mnie pytali, czy to naprawdę to koniec naszych Ewangelii. "Judasz nie był zdrajcą, Jezus go wyznaczył" - wtóruje w tym numerze dziennikarka z "Gazety" pytając dalej : "Czy apokryf to pierwszy krok do rehabilitacji Judasza?" - [autor nie wymienia nazwisk ale chodzi o wywiad jaki przeprowadziła K. Wiśniewska z ks. prof. Hryniewiczem - wywiad ten został opublikowany jako dodatek do tłumaczenia ].
   Afera z "Ewangelią Judasza" ma charakter wybitnie antychrześcijański, jako że uderza w same podstawy chrześcijaństwa. Były jednak różne antychrześcijaństwa: uczone, jak np. atak Celsusa w II w., ale też i dość prymitywne. Do tych ostatnich należy afera z "Ewangelią Judasza"; jest to typowy atak antychrześcijańskiego Ciemnogrodu".

   Ostre słowa ks. Starowieyskiego ale oddające w pełni istotę tychże ataków. Najbardziej zadziwiające jest to że zaledwie kilka miesięcy później ukazało się tłumaczenie tego tekstu dokonane przez koptologa ls. prof. W. Myszora wraz z komentarzem i obfitym aparatem naukowym, niestety powyższa publikacja nie zasłużyła już na wydanie i a chociażby na zauważenie przez "GW". Poniżej zamieszczam linki do recenzji jaka ukazała się na łamach "Vox patrum" = pisma polskich patrologów oraz tłumaczenie tego tekstu dokonane przez ks. Myszora.
   Do tematu powrócę oczywiście. Dzisiaj tylko przypomnienie sposobu w jaki "GW" potrafi uczcić  Wielkanoc.


http://ogrodowe1.republika.pl/Ewangelia_Judasza.pdf

http://www.voxpatrum.pl/recenzje/vox%2050-51/rec8.pdf