Temat prymatu papieskiego nieustannie wzbudza kontrowersje. Najczęściej pojawiającym sie argumentem jest stwierdzenie że, mówiąc dosadnie, jest to wręcz uzurpacja biskupów Rzymu nie mająca nic wspólnego z zasadami wyznawanymi przez pierwszych chrześcijan.
Oczywiście, to jak dzisiaj rozumiemy kwestię prymatu nie ma nic wspólnego z jego rozumieniem na początku dziejów Kościoła. Niemniej świadomość szczególnej roli biskupów Rzymu istniała od samego początku, chociaż była ona bardziej świadomością człowieka zamkniętego w ciemnym pokoju który z początku jedynie intuicyjnie czuje że istnieje coś co może rozjaśnić ciemność. Poruszając się po omacku, dociera jednak w końcu do źródła i odkrywa istnienie światła. Podobna ewolucja towarzyszyła rozwojowi świadomości istnienia prymatu biskupów Rzymu. Wiemy o tym dzięki zachowanym świadectwom Ojców Kościoła.
Jednym z takich świadectw jest opisany przez pierwszego historyka Koscioła - Euzebiusza z Cezarei - spór związany z ustaleniem daty Wielkanocy. Znamienne jest także to jak żyjący w latach ok. 265 - 340 rozpoczyna pisanie swojej "Historii Kościelnej". Oto pierwsze zdanie tego dzieła:
"Postanowiłem spisać dla potomnych sukcesje świętych apostołów oraz czasy, które upłynęły od naszego Zbawiciela aż po nasze dni,...."
Znamienne jest tutaj słowo "sukcesja". Greckie słowo "diadoche" ma podwójne znaczenie, w ten sposób określa się zarówno następstwo jak i dziedziczenie. W j. polskim najbliższe znaczeniowo jest słowo "sukcesja" i tak też jest używane. W ten oto sposób już w pierwszym zdaniu widzimy jak duże znaczenie miało zachowanie ciągłości następstwa. Będzie to miało fundamentalne znaczenie w chwili gdy kwestia prymatu będzie coraz ważniejsza. Biskup Rzymu jest bowiem następcą św. Piotra.
Przenieśmy się w tej chwili pod koniec II wieku i zobaczmy jak opisał wspomniany wyżej konflikt Euzebiusz.
Problem polegał na tym, że niektóre Kościoły azjatyckie świętowały Wielkanoc zgodnie z żydowskim sposobem obliczania, czyli obchodziły Wielkanoc w 14 dzień miesiąca nisan, niezależnie od tego w jaki dzień tygodnia to przypadało. jednakże jak pisze Euzebiusz:
"Tymczasem tego sposobu wszystkie inne kościoły świata całego się nie trzymały, ale na mocy tradycji apostolskiej /podkreślenie moje/ , która po dziś dzień swej mocy nie straciła, zachowywały zwyczaj, że się nie godzi kończyć postów żadnego innego dnia, jak tylko w dniu zmartwychwstania Zbawiciela naszego". HK 23,1.
Nic więc dziwnego że odmienne w tej mierze stanowisko biskupów azjatyckich wzbudzało zaniepokojenie i żądanie dostosowania się do zwyczajów przyjętych w innych kościołach. W imieniu biskupów azjatyckich występuje biskup Polikrates który pisze list do "Wiktora i kościoła rzymskiego". Chodzi tutaj o papieża Wiktora którego pontyfikat wypadał na lata 189 - 198. Fakt ten opisany przez Euzebiusza jest pośrednio dowodem na znaczenie jakie miała rzymska stolica w Kosciele i jak ważne było dla innych biskupów i ich kościołów utrzymanie jedności z biskupem Rzymu. Oddajmy w tym miejscu głos historykowi:
24, 1 "Na czele biskupów azjatyckich, którzy podtrzymywali twierdzenie, że należy strzec dawnego zwyczaju, z pierwotnych przejętego czasów, stał Polikrates. Wyłożył on osobiście w Liście napisanym do Wiktora i do kościoła rzymskiego, tradycję, przez siebie przejętą, w słowach następujących:
2 My tego dnia nie święcimy lekkomyślnie; nic nie dodajemy, i nic nie ujmujemy. Albowiem w Azji wielkie zaszły gwiazdy, które wzejdą w dniu Przyjścia Pańskiego, kiedy z niebios przyjdzie w chwale, i wzbudzi wszystkich świętych. Filipa, jednego z dwunastu apostołów.
3 spoczywającego w Hierapolis, i dwie córki jego, które się zestarzały w panieństwie i jest jeszcze jedna córka jego, która żyła pełna Ducha Świętego, a odpoczywa w Efezie. Jest jeszcze i Jan, który spoczywał na piersi Pana, który jako kapłan nosił diadem, i męczennik, i nauczyciel, spoczywa on w Efezie.
4 Jeszcze i Polikarp w Smyrnie, i biskup, i męczennik, i Traskas, i biskup i męczennik z Eumenei, który spoczywa w Smyrnie.
5 A czy trzeba dopiero wymieniać Sagarisa, biskupa i męczennika, który spoczywa w Laodycei, albo Papiriosa błogosławionego, i Melitona rzezańca, który całe swe życie pełen był Ducha Świętego, który spoczywa w Sardes, czekając niebios nawiedzenia, kiedy z martwych powstanie.
6 Ci wszyscy przestrzegali czternastego dnia Pachy, według Ewangelii, i w niczym od tego nie odstąpili, ale szli zawsze za wiary zasadą. Tak i ja, Polikrates, najmniejszy spośród Was wszystkich idę za tradycją krewnych swoich, a po niektórych biorę następstwo. Otóż siedmiu krewnych moich było biskupami, ja zaś jestem ósmy. I zawsze krewni moi dzień ten święcili, którego się naród wstrzymywał od kwasu.
7 Tedy ja, Bracia, który żyję w Panu siedemdziesiąt i pięć lat, i który obcowałem z braćmi świata całego, i który dokładnie się wczytałem w całe Pismo święte, ja się nie boję żadnych pogróżek. Albowiem więksi ode mnie powiedzieli: "Należy więcej słuchać Boga, aniżeli ludzi".
8 Do tego dodaje Polikrates wiadomość o biskupach, którzy byli przy nim, gdy pisał, i podzielali zdanie jego, i tak mówi:
"Mógłbym wymienić biskupów, razem ze mną tutaj obecnych, których zwołania żądaliście ode mnie, i których też zwołałem /podkreślenie moje/ , Gdybym wypisał ich imiona byłoby ich bardzo wiele. Wiedzą oni, że jestem człowiek mały, a przecie zatwierdzili pismo moje, bo wiedzą, że nie na próżno noszę siwiznę. Ale zawsze żyłem w Jezusie Chrystusie".
Powyższy fragment jest znamienny. Mamy tutaj potwierdzenie że na żądanie Wiktora, biskupa Rzymu, odbyło się spotkanie biskupów azjatyckich. Nie wiemy na jakiej podstawie zostało wysunięte powyższe żądanie, ale jak widzimy biskupi azjatyccy uznali że należy podporządkować się temu żądaniu, uznali widać że są zobowiązaniu podporządkować się poleceniu dyscyplinarnemu. Niemniej w kwestii merytorycznej pozostali przy swoim zdaniu, uznając ważność własnej tradycji dotyczącej daty obchodzenia Wielkanocy.
Tak wyrażne stanowisko biskupów napotkało na stanowczą reakcję papieża Wiktora. Oto co dalej pisze na ten temat Euzebiusz:
9. Tedy zwierzchnik kościoła rzymskiego, Wiktor, występuje z zamiarem odcięcia od wspólnej jedności wszystkich gmin azjatyckich oraz kościołów sąsiednich, jak gdyby były innowiercze, i ogłasza publicznie na piśmie, że wszyscy bez wyjątku bracia tamtejsi są wyłączeni z jedności.
10. Nie podobało się to jednak wszystkim biskupom. Owszem, zwrócili się do niego z upomnieniem, by się starał o pokój, o jedność i miłość bliźniego. Aż po dni nasze przechowały się ich głosy, pełne gorzkich wyrzutów wobec Wiktora.
Warto zwrócić uwagę na to że powyższy konflikt ma miejsce w czasach gdy chrześcijaństwo nadal było w podziemiu i nadal było narażone na prześladowania. Początki pontyfikatu Wiktora przypadały na rządy Kommodusa cesarza okrucieństwem. Pomimo niesprzyjających okoliczności wewnętrznych widać jak ważne było zachowanie jedności i jak duże znaczenie miało zachowanie jednolitych praktyk liturgicznych. Spór o datę obchodzenia Wielkanocy miał bardzo duże znaczenie dla chrześcijan, gdyż wspólne obchodzenie pamiątki Zmartwychwstania w całym Kościele był i jest jednym z najważniejszych elementów traydcji.
W obliczu konfliktu który mógł przybrać niepokojący rozmiar pojawia się jeden z największych Ojców Kościoła II wieku,Ireneusz z Lyonu. To właśnie on jest jednym z głównych świadków potwierdzających istnienie prymatu biskupów Rzymu już w II wieku. Teraz jednak zobaczmy jak opisał Euzebiusz działania Ireneusza, działania które najprawdopodobniej spowodowały iż Wiktor nie zerwał jednak łączności kościelnej z biskupami azjatyckimi.
11. Pomiędzy innymi pisał list także Ireneusz w imieniu braci w Galii, których był zwierzchnikiem. Stwierdza wprawdzie, że tylko w niedzielę należy obchodzić tajemnicę zmartwychwstania Pańskiego, ale wzywa Wiktora w odpowiedni sposób, by nie odłączał całych kościołów bożych, które zachowują tradycję pradawnego zwyczaju, przytacza wiele innych rzeczy i dodaje dosłownie:
12. "Otóż nie tylko o kwestię dnia spór się toczy, ale także o sam sposób poszczenia. Jedni bowiem sądzą, że tylko przez jeden dzień pościć powinni, inni znowu, że przez dwa dni, inni wreszcie, że jeszcze dłużej. Są prócz tego tacy, którzy dzień sobie obliczają na czterdzieści godzin dziennych i nocnych.
13. Taka różnorodność zwyczajów nie powstała dopiero dzisiaj, za dni naszych, ale już wiele dawniej, przed nami, wśród naszych poprzedników, którzy z nieuwagi, jak się zdaje, przez swą prostotę i nieświadomość, zwyczaj ten przyjęli i swym następcom do zachowywania przekazali. Wszyscy przecie mimo to żyli w pokoju, i my jedni z drugimi w pokoju żyjemy, a różnica w poście stwierdza tylko wiary jedność".
W tym momencie Euzebiusz przytacza interesujący przekaz autorstwa Ireneusza świadczący o akceptowaniu w Rzymie przez kolejnych papieży różnych tradycji, chociaż sami zachowywali ciągłość tej samej i jednej tradycji. Ważniejsze było bowiem zachowanie jedności i pozostawienie możliwości zachowywania różnic liturgicznych przy jedności doktrynalnej.
14. Do tego Ireneusz dołącza opowiadanie, które warto przytoczyć dosłownie: "Wśród nich byli także prezbiterzy, którzy przed Soterem stali na czele kościoła przez Ciebie obecnie rządzonego, a więc Anicet, Pius, Hygin, Telesfor, Ksystus, ale ani sami takiego zwyczaju nie zachowywali, ani na to swym podwładnym nie pozwalali, a jednak, aczkolwiek sami tego nie przestrzegali, żyli mimo to w pokoju z wiernymi, którzy do nich przychodzili z kościołów, gdzie zwyczaj ten istniał. Tymczasem przeciwieństwo tego zwyczaju tym jaskrawiej się przedstawiało tym, którzy go nie zachowywali.
15. I nigdy się nie zdarzyło, by z tego powodu ktokolwiek miał być wykluczony, owcze, prezbiterzy, poprzednicy Twoi, którzy się sami tego zwyczaju nie trzymali, posyłali Eucharystię wiernym kościołów, zwyczaj ten zachowujących.
16. Gdy zaś za czasów Aniceta błogosławiony Polikarp przebywał w Rzymie, i gdy między nimi zaszło nieporozumienie w innych sprawach niewielkiego znaczenia, przyszło wkrótce do zupełnej zgody; w tej zaś głównej sprawie nie chcieli rozpoczynać sporu. Anicet bowiem nie zdołał skłonić Polikarpa do zarzucenia zwyczaju, jakiego zawsze przestrzegał razem z Janem, uczniem Pańskim, i z innymi apostołami, z którymi obcował. Ani również Polikarp nie przekonał Aniceta, który twierdził, że należy się trzymać zwyczaju prezbiterów, swych poprzedników.
17. Mimo to zachowali między sobą jedność, a w kościele Anicet, w dowód swego szacunku, pozwolił Polikarpowi na sprawowanie Eucharystii. Rzecz więc jasna, że się rozstali w pokoju, i w całym też kościele był pokój między tymi, którzy te zwyczaj zachowywali, a tymi, co go nie przestrzegali".
18. Tak to Ireneusz, który istotnie nie na próżno swe imię nosił /pochodzi od greckiego słowa eirene- spokój/ i czynem pokój szerzył, w ten sposób upominał i przemawiał za pokojem wśród kościołów. A pisał nie tylko do Wiktora, ale równocześnie do bardzo wielu innych zwierzchników kościelnych w sprawie tego rozpoczętego sporu.
Najprawdopodobniej papież dał się przekonać tej argumentacji i nie zerwał jedności kościelnej. Co prawda spór o sposób obliczania daty Wielkanocy trwał jeszcze długo, ale to temat na inny post. Tutaj natomiast mamy wyraźne potwierdzenie pozycji jaką pod koniec II wieku cieszył się biskup Rzymu i jak bardzo opinia Rzymu miała znaczenie dla innych kościołów.
Cytaty pochodzą z: Euzebiusz z Cezarei - "Historia kościelna" Poznań 1924, s. 238 - 243
sobota, 17 maja 2014
czwartek, 15 maja 2014
Prymat następcy Piotra
Tym razem nie będzie to fragment z pism Ojców Kościoła lecz niesłychanie ważny dokument Kongregacji Nauki Wiary. Poświęcony jest on zagadnieniu prymatu papieskiego czyli zagadnieniu które wzbudza nieustanne kontrowersje. Jest on w pewien "summą" nauczania Koscioła i jednoczesnie potwierdza niezmienność nauczania w tej kwestii. Cytuję ten dokument jako wstęp do następnych wpisów w których mam zamiar przytoczyć świadectwa Ojców Kościoła dotyczących tej kwestii.
Ten mało znany dokument - a szkoda - warto przeczytać.
Uwagi Kongregacji Nauki Wiary (1999)
PRYMAT NASTĘPCY PIOTRA W TAJEMNICY KOŚCIOŁA
1. Na obecnym etapie życia Kościoła kwestia Prymatu Piotra i jego Następców ma szczególne znaczenie, także ekumeniczne. Podkreśla to często Jan Paweł II, zwłaszcza w encyklice Ut unum sint, gdzie zwraca się ze szczególnym wezwaniem do pasterzy i teologów, aby szukali «takiej formy sprawowania prymatu, która nie odrzucając bynajmniej istotnych elementów tej misji, byłaby otwarta na nową sytuację»1.
Kongregacja Nauki Wiary, odpowiadając na wezwanie Ojca Świętego, postanowiła podjąć pogłębioną refleksję nad tym zagadnieniem i w tym celu zorganizowała sympozjum o charakterze ściśle doktrynalnym na temat: «Prymat Następcy Piotra», które odbyło się w Watykanie w dniach 2-4 grudnia 1996 r. i którego akta zostały opublikowane2.
2. W orędziu skierowanym do uczestników sympozjum Ojciec Święty napisał: «Kościół katolicki jest świadom, że zachował posługę Następcy Piotra w duchu wierności Tradycji apostolskiej i w wierze Ojców»3. W dziejach Kościoła istnieje bowiem ciągłość w rozwoju doktryny o Prymacie. Opracowując niniejszy tekst, opublikowany jako załącznik do wspomnianych wyżej akt sympozjum4, Kongregacja Nauki Wiary wykorzystała wkład uczonych uczestniczących w sympozjum, nie zamierzając jednak dokonywać jego syntezy ani wnikać w zagadnienia otwarte na nowe poszukiwania. Niniejsze «Uwagi» — powstałe na marginesie sympozjum — mają jedynie przypomnieć istotne elementy katolickiej nauki o Prymacie, który stanowi wielki dar Chrystusa dla Kościoła jako niezbędna posługa na rzecz jedności, a często był także — jak wiemy z historii — zabezpieczeniem wolności biskupów i Kościołów partykularnych przed ingerencjami władzy politycznej.
I. Źródło, cel i natura Prymatu
3. «Pierwszy Szymon, zwany Piotrem»5. Od tego znamiennego podkreślenia pierwszeństwa Piotra rozpoczyna się w Ewangelii św. Mateusza lista dwunastu apostołów; także dwie pozostałe Ewangelie synoptyczne oraz Dzieje Apostolskie wymieniają na początku imię Szymona6. Ta lista, mająca znaczenie bardzo doniosłego świadectwa, oraz inne fragmenty ewangeliczne7 ukazują wyraźnie i z prostotą, że kanon nowotestamentowy przyswoił sobie słowa Chrystusa odnoszące się do Piotra i do jego roli w grupie Dwunastu8. Dlatego już w pierwszych wspólnotach chrześcijańskich, podobnie jak później w całym Kościele, utrwalił się obraz Piotra jako apostoła, który mimo swej ludzkiej ułomności został wyraźnie postawiony przez Chrystusa na pierwszym miejscu wśród Dwunastu oraz powołany do spełniania w Kościele osobnej i specyficznej funkcji. Piotr jest skałą, na której Chrystus zbuduje swój Kościół9; jest tym, który po swoim nawróceniu nigdy już nie zachwieje się w wierze i będzie umacniał braci10; jest wreszcie pasterzem, który będzie prowadził całą wspólnotę uczniów Chrystusa11.W osobie, misji i posłudze Piotra, w jego obecności i śmierci w Rzymie — poświadczonej przez najstarszą tradycję literacką i archeologię — Kościół dostrzega głęboką rzeczywistość, która pozostaje w istotnej relacji z jego własną tajemnicą komunii i zbawienia: Ubi Petrus, ibi ergo Ecclesia12. Kościół od samego początku z coraz większą wyrazistością uświadamiał sobie, że tak jak istnieje sukcesja apostolska w posłudze biskupów, tak również posługa jedności powierzona Piotrowi stanowi element trwałej struktury Kościoła Chrystusowego, i że ta sukcesja jest związana z miejscem, w którym on poniósł śmierć męczeńską.
4. Na podstawie świadectwa Nowego Testamentu Kościół katolicki głosi jako naukę wiary, że Biskup Rzymu, spełniając posługę Prymatu w Kościele powszechnym, jest Następcą Piotra13; ta sukcesja uzasadnia uprzywilejowaną pozycję Kościoła, który jest w Rzymie14, wzbogaconego również przepowiadaniem i męczeństwem św. Pawła.
Już w Bożym zamyśle dotyczącym Prymatu jako «urzędu, który został powierzony przez Pana indywidualnie Piotrowi, pierwszemu z Apostołów, i ma być przekazywany jego następcom»15, objawiony zostaje cel Piotrowego charyzmatu, to znaczy «jedność wiary i wspólnoty»16 wszystkich wierzących. Biskup Rzymu jako Następca Piotra jest bowiem «trwałym i widzialnym źródłem i fundamentem jedności zarówno biskupów, jak i rzeszy wiernych»17, i stąd jest obdarzony szczególną łaską ministerialną, aby mógł służyć jedności wiary i komunii, która jest konieczna do wypełnienia zbawczej misji Kościoła18.
5. Konstytucja Pastor aeternus Soboru Watykańskiego I wskazuje w prologu na cele Prymatu, następnie zaś w głównej części tekstu wyjaśnia, co stanowi treść, czyli zakres przysługującej mu władzy. Sobór Watykański II, potwierdzając ze swej strony i uzupełniając nauczanie Soboru Watykańskiego I19, podjął przede wszystkim zagadnienie celu, podkreślając zwłaszcza tajemnicę Kościoła jako Corpus Ecclesiarum20. Takie ujęcie pozwoliło ukazać z większą jasnością, że funkcja Prymatu Biskupa Rzymu i funkcja innych biskupów nie przeciwstawiają się sobie, ale istnieje między nimi pierwotna i zasadnicza harmonia21.
Dlatego «gdy Kościół katolicki stwierdza, że funkcja Biskupa Rzymu odpowiada woli Chrystusa, nie oddziela tej funkcji od misji powierzonej wszystkim Biskupom jako 'zastępcom i legatom Chrystusa' (Lumen gentium, 27). Biskup Rzymu należy do ich 'kolegium', oni zaś są jego braćmi w posłudze»22. Zarazem należy stwierdzić, że kolegialność biskupów nie przeciwstawia się osobistemu sprawowaniu Prymatu ani nie powinna go umniejszać.
6. Wszyscy biskupi uczestniczą w sollicitudo omnium Ecclesiarum23 jako członkowie Kolegium Biskupów, będącego kontynuacją Kolegium Apostołów, do którego należała także postać tak niezwykła jak św. Paweł. Ten powszechny wymiar ich episkopé (czuwania) jest nierozerwalnie związany z partykularnym wymiarem powierzonych im urzędów24. W przypadku Biskupa Rzymu — który jest Zastępcą Chrystusa w sposób właściwy dla Piotra jako Głowa Kolegium Biskupów25 — sollicitudo omnium Ecclesiarum zyskuje szczególną moc, ponieważ łączy się z nią pełna i najwyższa władza w Kościele26: władza rzeczywiście biskupia, nie tylko najwyższa, pełna i powszechna, ale także bezpośrednia nad wszystkimi — zarówno pasterzami, jak i poszczególnymi wiernymi27. Posługa Następcy Piotra nie oddziałuje zatem z zewnątrz na poszczególne Kościoły partykularne, ale jest wpisana w samo serce każdego Kościoła partykularnego, w którym «prawdziwie obecny jest i działa (...) Kościół Chrystusowy»28, i dlatego zawiera w sobie otwartość na posługę jedności. Ten wewnętrzny związek posługi Biskupa Rzymu z każdym Kościołem partykularnym jest także wyrazem wzajemnego przenikania się Kościoła powszechnego i Kościoła partykularnego29.
Episkopat i Prymat, wzajemnie związane i nierozłączne, pochodzą z ustanowienia Bożego. W procesie historycznego rozwoju powstały też — z ustanowienia Kościoła — pewne formy organizacji kościelnej, w których również realizowana jest zasada Prymatu. W szczególności Kościół katolicki jest w pełni świadom funkcji, jaką spełniały w starożytnym Kościele stolice apostolskie, zwłaszcza te, które uważano za Piotrowe, czyli Antiochia i Aleksandria: stanowiły one punkty odniesienia dla Tradycji apostolskiej, wokół których rozwinął się system patriarchalny; system ten jest przejawem kierowania Kościołem przez zwyczajną Opatrzność Bożą i od samego początku kryje w sobie związek z tradycją Piotrową30.
II. Sprawowanie Prymatu i jego formy
7. Aby sprawowanie posługi Piotrowej «nie utraciło nic ze swojej autentyczności i przejrzystości»31, należy je rozpatrywać w perspektywie Ewangelii, to znaczy w świetle jego istotnego związku ze zbawczą tajemnicą Chrystusa i z budowaniem Kościoła. Prymat różni się swoją istotą i sposobem sprawowania od form rządzenia istniejących w ludzkich społecznościach32: nie jest to urząd koordynujący ani kierowniczy, nie można go sprowadzić do prymatu honorowego ani też pojmować jako monarchii typu politycznego.Tak jak wszyscy wierni Biskup Rzymu musi być uległy słowu Bożemu i wierze katolickiej, jest gwarantem posłuszeństwa Kościoła i — w tym znaczeniu — jest servus servorum. Nie podejmuje decyzji samowolnie, ale wyraża wolę Boga, który przemawia do człowieka w Piśmie Świętym, przeżywanym i interpretowanym przez Tradycję; innymi słowy, episkopé Prymatu ma granice, które wynikają z Bożego prawa i z nienaruszalnej boskiej konstytucji Kościoła, zawartej w Objawieniu33. Następca Piotra jest skałą, która przeciwstawiając się samowoli i konformizmowi gwarantuje bezwzględną wierność słowu Bożemu: wynika z tego również charakter męczeński jego Prymatu, który obejmuje także osobiste świadectwo posłuszeństwa krzyżowi.
8. Cechy charakterystyczne sprawowania Prymatu powinny być rozumiane w świetle dwóch podstawowych przesłanek, którymi są jedność Episkopatu i biskupi charakter samego Prymatu. Ponieważ Episkopat jest rzeczywistością «jedną i niepodzielną»34, Prymat Papieża obejmuje również zdolność skutecznego służenia jedności wszystkich biskupów i wszystkich wiernych, a Papież sprawuje go «na różnych płaszczyznach, czuwając nad głoszeniem słowa, nad sprawowaniem sakramentów i liturgii, nad misją, nad dyscypliną i życiem chrześcijańskim»35; na tych płaszczyznach wszyscy w Kościele — biskupi i pozostali wierni — z woli Chrystusa winni są posłuszeństwo Następcy Piotra, który jest także gwarantem uprawnionej różnorodności obrządków, form dyscyplinarnych i struktur kościelnych na Wschodzie i na Zachodzie.
9. Prymat Biskupa Rzymu, ze względu na jego charakter biskupi, urzeczywistnia się przede wszystkim przez przekazywanie słowa Bożego; zawiera się w nim zatem specyficzna i wyjątkowa odpowiedzialność za misję ewangelizacyjną36, jako że wspólnota kościelna jest rzeczywistością ze swej istoty przeznaczoną do tego, aby wzrastać: «Obowiązek ewangelizacji należy uważać za łaskę i właściwe powołanie Kościoła; wyraża on najprawdziwszą jego właściwość»37.
Biskupie zadanie przekazywania słowa Bożego, jakie spoczywa na Biskupie Rzymu, jest realizowane także wewnątrz całego Kościoła. W tym sensie sprawuje on najwyższy i powszechny urząd nauczycielski38; funkcja ta zakłada charyzmat, jakim jest szczególna asystencja Ducha Świętego, dana Następcy Piotra, która obejmuje w pewnych przypadkach także przywilej nieomylności39. Podobnie jak «wszystkie Kościoły trwają w pełnej i widzialnej komunii, bo wszyscy Pasterze są w jedności z Piotrem, a tym samym w jedności Chrystusa»40, tak też i biskupi są świadkami Boskiej i katolickiej prawdy, gdy nauczają w komunii z Biskupem Rzymu41.
10. Wraz z funkcją nauczycielską Prymatu misja Następcy Piotra, pełniona w całym Kościele, obejmuje władzę sprawowania rządów kościelnych poprzez akty, które są niezbędne lub wskazane dla umocnienia lub obrony jedności wiary i komunii: należy do nich zaliczyć — na przykład — zlecenie wyświęcenia nowych biskupów, przyjęcie od nich wyznania wiary katolickiej, dopomaganie wszystkim w wytrwaniu w wyznawanej wierze. Jest oczywiste, że istnieje jeszcze wiele innych możliwych sposobów — mniej lub bardziej związanych z przejściowymi okolicznościami — realizacji tej posługi jedności: wydawanie praw dla całego Kościoła, ustanawianie struktur duszpasterskich służących różnym Kościołom partykularnym, nadawanie mocy wiążącej postanowieniom synodów partykularnych, zatwierdzanie ponaddiecezjalnych zgromadzeń zakonnych itp. Ze względu na to, że Prymat ma status władzy najwyższej, nie istnieje żadna instancja, przed którą Biskup Rzymu byłby prawnie zobowiązany zdawać sprawę z tego, jak wykorzystuje otrzymany dar: «prima sedes a nemine iudicatur»42. To jednak nie oznacza, że Papież ma władzę absolutną. Wsłuchiwanie się w głos Kościołów jest bowiem charakterystyczną cechą posługi jedności, a także konsekwencją jedności kolegium biskupiego oraz sensus fidei całego Ludu Bożego; wydaje się przy tym, że ta więź jest ze swej istoty obdarowana większą siłą i pewnością niż instancje prawne, przed którymi Biskup Rzymu miałby odpowiadać — co zresztą jest hipotezą niedopuszczalną, ponieważ pozbawioną podstaw. Ostateczna i nieprzekazywalna odpowiedzialność Papieża ma najlepszą gwarancję z jednej strony w zakorzenieniu w Tradycji i w braterskiej komunii, a z drugiej — w ufności w asystencję Ducha Świętego, który rządzi Kościołem.
11. Jedność Kościoła, do której przyczynia się w szczególny sposób posługa Następcy Piotra, osiąga najwyższy wyraz w Ofierze Eucharystycznej, która stanowi centrum i źródło kościelnej komunii; koniecznym oparciem dla tej komunii jest także jedność Episkopatu. Dlatego też «każda celebracja eucharystyczna dokonuje się nie tylko w jedności z własnym biskupem, ale także z Papieżem, z Kolegium Biskupów, z duchowieństwem i całym ludem. Każda ważna celebracja Eucharystii wyraża tę powszechną komunię z Piotrem i z całym Kościołem lub też przywołuje ją obiektywnie»43, jak to dzieje się w przypadku Kościołów, które nie są w pełnej komunii ze Stolicą Apostolską.
12. «Kościół pielgrzymujący, w swoich sakramentach i instytucjach, które należą do obecnego wieku, posiada postać tego przemijającego świata»44. Także z tego powodu niezmienna natura Prymatu Następcy Piotra wyraziła się w ciągu wieków w różnych formach jego sprawowania, dostosowanych do okoliczności życia Kościoła, pielgrzymującego przez zmieniający się świat.
Konkretne formy sprawowania posługi Piotrowej są dla niej charakterystyczne w takiej mierze, w jakiej stanowią wierną realizację — w konkretnych okolicznościach czasu i miejsca — wymogów, które wynikają z ostatecznego celu właściwego Prymatowi (jedność Kościoła). Większy lub mniejszy zasięg tych konkretnych form będzie w każdej epoce historycznej zależał od necessitas Ecclesiae. Duch Święty pomaga Kościołowi poznawać tę necessitas, a Biskup Rzymu, wsłuchując się w głos Ducha działającego w Kościołach, stara się znaleźć odpowiedź oraz udziela jej w momencie, gdy uzna to za stosowne, i w wybranej przez siebie formie.
Tak więc próby określenia minimalnego zakresu funkcji sprawowanych w przeszłości nie są właściwą drogą do wyodrębnienia tego, co stanowi istotę nauki wiary o kompetencjach Prymatu. Dlatego sam fakt, że określone zadanie było w pewnej epoce historycznej realizowane przez Papieża w ramach Prymatu, nie oznacza, że to zadanie w sposób konieczny musi być zawsze zastrzeżone Biskupowi Rzymu; i odwrotnie, sam fakt, że dana funkcja nie była poprzednio sprawowana przez Papieża, nie upoważnia do wyciągnięcia wniosku, że funkcja ta nigdy w przyszłości nie może wejść w zakres kompetencji Prymatu.
13. Tak czy inaczej, należy przede wszystkim stwierdzić, że rozeznanie dotyczące zgodności między naturą posługi Piotrowej a ewentualnymi formami jej sprawowania winno być podjęte in Ecclesia, to znaczy pod działaniem Ducha Świętego i w braterskim dialogu Biskupa Rzymu z innymi biskupami, zgodnie z konkretnymi potrzebami Kościoła. Zarazem jednak jest oczywiste, że tylko Papież (lub Papież wraz z Soborem powszechnym) ma — jako Następca Piotra — władzę i prawo powiedzieć ostatnie słowo na temat sposobów sprawowania własnej posługi pasterskiej w Kościele powszechnym.
* * *
14. Przypominając istotne elementy katolickiej nauki o Prymacie
Następcy Piotra, Kongregacja Nauki Wiary zachowuje przekonanie, że
autorytatywne potwierdzenie tych zasad doktrynalnych pozwoli wyraźniej
ukazać, w jakim kierunku należy iść dalej. Przypomnienie to pomoże
również uniknąć istniejącej zawsze możliwości ponownego pojawienia się
interpretacji cząstkowych i jednostronnych, już w przeszłości
odrzuconych przez Kościół (febronianizm, gallikanizm, ultramontanizm,
koncyliaryzm itp.). Przede wszystkim zaś, patrząc na posługę Sługi sług
Bożych jako na wielki dar miłosierdzia Bożego ofiarowany Kościołowi,
znajdziemy wszyscy — dzięki łasce Ducha Świętego — silną motywację, aby w
codziennym pielgrzymowaniu Kościoła przeżywać i wiernie zachowywać
rzeczywistą i pełną jedność z Biskupem Rzymu w taki sposób, jakiego
pragnie Chrystus45.15. Pełna komunia, jaka zgodnie z wolą Chrystusa ma istnieć pomiędzy tymi, którzy uważają się za Jego uczniów, wymaga wspólnego uznania powszechnej posługi kościelnej, «w której wszyscy Biskupi czują się zjednoczeni z Chrystusem, a wszyscy wierni znajdą umocnienie swojej wiary»46. Kościół katolicki wyznaje, że jest nią posługa Prymatu Biskupa Rzymu, Następcy Piotra, oraz utrzymuje z pokorą, że «komunia Kościołów partykularnych z Kościołem Rzymu oraz ich Biskupów z Biskupem Rzymu jest w Bożym zamyśle podstawowym warunkiem pełnej i widzialnej komunii»47. W historii papiestwa nie brakło ludzkich błędów i poważnych nawet uchybień: sam Piotr uznał, że jest grzesznikiem48. Piotr, człowiek słaby, został wybrany jako skała właśnie po to, aby było oczywiste, że zwycięstwo należy tylko do Chrystusa, a nie jest wynikiem wysiłków ludzkich. Chrystus pragnie nieść swój skarb poprzez czasy w kruchych naczyniach49: w ten sposób ludzka słabość staje się znakiem prawdziwości Bożych obietnic.
Kiedy i jak zostanie osiągnięta tak bardzo upragniona jedność wszystkich chrześcijan? «Jak to uzyskać? Pokładając nadzieję w Duchu, który umie oddalić od nas widma przeszłości i bolesne wspomnienia podziału; On umie obdarzyć nas rozsądkiem, mocą i odwagą, abyśmy mogli podjąć niezbędne kroki i by dzięki temu nasze wysiłki stawały się coraz bardziej autentyczne»50. Wszyscy jesteśmy wezwani, aby powierzyć się Duchowi Świętemu, aby powierzyć się Chrystusowi, powierzając się Piotrowi.
Przypisy:
1. Jan Paweł II, enc. Ut unum sint, 25 maja 1995 r., 95.
2. Il Primato del Successore di
Pietro, «Atti del Simposio teologico: Roma, 2-4 dicembre 1996»,
Libreria Editrice Vaticana, Cittŕ del Vaticano 1998.
3. Jan Paweł II, List do kard. Josepha Ratzingera, w: tamże, 20.
4. Il Primato del Successore di
Pietro nel mistero della Chiesa. Considerazioni della Congregazione per
la Dottrina della Fede, w: tamże, Appendice, 493-503. Tekst został
opublikowany także w specjalnym zbiorze, wydanym przez Libreria Editrice
Vaticana.
5. Mt 10, 2.
6. Por. Mk 3, 16; Łk 6, 14; Dz 1, 13.
7. Por. Mt 14, 28-31; 16, 16-23 i par.; 19, 27-29 i par.; 26, 33-35 i par.; Łk 22, 32; J 1, 42; 6, 67-70; 13, 36-38; 21, 15-19.
8. Świadectwa dotyczące posługi
Piotrowej można znaleźć we wszystkich — choć różnorodnych — elementach
tradycji nowotestamentowej: zarówno u synoptyków — w różnych ujęciach u
Mateusza, Łukasza i Marka — jak i w corpus Paulinum i w tradycji
Janowej; każde z nich zawiera elementy oryginalne, odmienne pod względem
narracyjnym, ale całkowicie zgodne co do istotnego znaczenia. Jest to
znak, że posługa Piotrowa była uważana za konstytutywny element
Kościoła.
9. Por. Mt 16, 18.
10. Por. Łk 22, 32.
11. Por. J 21, 15-17. Na temat świadectw nowotestamentowych dotyczących Prymatu por. także: Jan Paweł II, enc. Ut unum sint, 90 nn.
12. Św. Ambroży z Mediolanu, Enarr. in Ps., 40, 30: PL 14, 1134.
13. Por. na przykład św.
Syrycjusz, list Directa ad decessorem, 10 lutego 385 r.: DS, n. 181;
Sobór Lyoński II, Professio fidei Michała Paleologa, 6 lipca 1274 r.:
DS, n. 861; Klemens VI, list Super quibusdam, 29 września 1351 r.: DS,
n. 1053; Sobór Florencki, bulla Laetentur caeli, 6 lipca 1439 r.: DS, n.
1307; Pius IX, enc. Qui pluribus, 9 listopada 1846 r.: DS, n. 2781;
Sobór Watykański I, Konst. dogm. Pastor aeternus, rozdz. 2: DS, n.
3056-3058; Sobór Watykański II, Konst. dogm. o Kościele Lumen gentium,
rozdz. III, n. 21-23; Katechizm Kościoła Katolickiego, 882; itp.
14. Por. św. Ignacy
Antiocheński, Epist. ad Romanos, Intr.: SCh 10, 106-107; św. Ireneusz z
Lyonu, Adversus haereses, III, 3, 2: SCh 211, 32-33.
15. Sobór Watykański II, Konst. dogm. o Kościele Lumen gentium, 20.
16. Sobór Watykański I, Konst.
dogm. Pastor aeternus, proemio: DS, n. 3051. Por. św. Leon Wielki,
Tract. in Natale eiusdem, IV, 2: CCL 138, 19.
17. Sobór Watykański II,
Konst. dogm. o Kościele Lumen gentium, 23. Por. Sobór Watykański I,
Konst. dogm. Pastor aeternus, proemio: DS, n. 3051; Jan Paweł II, enc.
Ut unum sint, 88. Por. Pius IX, List Świętego Oficjum do biskupów
Anglii, 16 września 1864 r.: DS, n. 2888; Leon XIII, enc. Satis
cognitum, 29 czerwca 1896 r.: DS, n. 3305-3310.
18. Por. J 17, 21-23; Sobór
Watykański II, Dekr. o ekumenizmie Unitatis redintegratio, 1; Paweł VI,
adhort. apost. Evangelii nuntiandi, 8 grudnia 1975 r., 77: AAS 68 (1976)
69; Jan Paweł II, enc. Ut unum sint, 98.
19. Por. Sobór Watykański II, Konst. dogm. o Kościele Lumen gentium, 18.
20. Por. tamże, 23.
21. Por. Sobór Watykański I,
Konst. dogm. Pastor aeternus, rozdz. 3: DS, n. 3061; por. Wspólna
deklaracja biskupów niemieckich, styczeń-luty 1875 r.: DS, n. 3112-3113;
Leon XIII, enc. Satis cognitum, 29 czerwca 1896 r.: DS, n. 3310; Sobór
Watykański II, Konst. dogm. o Kościele Lumen gentium, 27. W przemówieniu
wygłoszonym po publikacji konstytucji Pastor aeternus Pius IX
wyjaśniał: «Summa ista Romani Pontificis auctoritas, Venerabiles
Fratres, non opprimit sed adiuvat, non destruit sed aedificat, et
saepissime confirmat in dignitate, unit in caritate, et Fratrum,
scilicet Episcoporum, jura firmat atque tuetur» (Mansi 52, 1336 A/B).
22. Jan Paweł II, enc. Ut unum sint, 95.
23. 2 Kor 11, 28.
24. Pierwszeństwo ontologiczne
Kościoła powszechnego — w jego istotnej tajemnicy — wobec każdego
poszczególnego Kościoła partykularnego (por. Kongregacja Nauki Wiary,
list Communionis notio, 28 maja 1992 r., 9) podkreśla także znaczenie
powszechnego wymiaru posługi każdego biskupa.
25. Por. Sobór Watykański I,
Konst. dogm. Pastor aeternus, rozdz. 3: DS, n. 3059; Sobór Watykański
II, Konst. dogm. o Kościele Lumen gentium, 22; por. Sobór Florencki,
bulla Laetentur caeli, 6 lipca 1439 r.: DS, n. 1307.
26. Por. Sobór Watykański I, Konst. dogm. Pastor aeternus, rozdz. 3: DS, n. 3060. 3064.
27. Por. tamże; Sobór Watykański II, Konst. dogm. o Kościele Lumen gentium, 22.
28. Sobór Watykański II, Dekr. o pasterskich zadaniach biskupów w Kościele Christus Dominus, 11.
29. Por. Kongregacja Nauki Wiary, list Communionis notio, 13.
30. Por. Sobór Watykański II,
Konst. dogm. o Kościele Lumen gentium, 23; Dekr. o Kościołach Wsch.
katol. Orientalium Ecclesiarum, 7 i 9.
31. Jan Paweł II, enc. Ut unum sint, 93.
32. Por. tamże, 94.
33. Por. Wspólna deklaracja biskupów niemieckich, styczeń-luty 1875 r.: DS, n. 3114.
34. Sobór Watykański I, Konst. dogm. Pastor aeternus, proemio: DS, n. 3051.
35. Jan Paweł II, enc. Ut unum sint, 94.
36. Por. Sobór Watykański II,
Konst. dogm. o Kościele Lumen gentium, 23; Leon XIII, enc. Grande munus,
30 września 1880 r.: ASS 13 (1880) 145; KPK, kan. 782, § 1.
37. Paweł VI, adhort. apost. Evangelii nuntiandi, 14. Por. KPK, kan. 781.
38. Por. Sobór Watykański I, Konst. dogm. Pastor aeternus, rozdz. 4: DS, n. 3065-3068.
39. Por. tamże: DS, n.
3073-3074; Sobór Watykański II, Konst. dogm. o Kościele Lumen gentium,
25; KPK, kan. 749, § 1; KKKW, kan. 597, § 1.
40. Jan Paweł II, enc. Ut unum sint, 94.
41. Por. Sobór Watykański II, Konst. dogm. o Kościele Lumen gentium, 25.
42. KPK, kan. 1404; KKKW, kan. 1058. Por. Sobór Watykański I, Konst. dogm. Pastor aeternus, r. 3: DS, n. 3063.
43. Kongregacja Nauki Wiary, list Communionis notio, 14. Por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 1369.
44. Sobór Watykański II, Konst. dogm. o Kościele Lumen gentium, 48.
45. Por. Sobór Watykański II, Konst. dogm. o Kościele Lumen gentium, 15.
46. Jan Paweł II, enc. Ut unum sint, 97.
47. Tamże.
48. Por. Łk 5, 8.
49. Por. 2 Kor 4, 7.
50. Jan Paweł II, enc. Ut unum sint, 102
Tekst pochodzi z: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WR/kongregacje/kdwiary/prymat_nastepcy_piotra.html
poniedziałek, 10 marca 2014
Bazyli Wielki - Homilia o tym, "że Bóg nie jest sprawcą złego"
W okresie Wielkiego Postu problem grzechu, pokuty i przebaczenia jest wiodącym tematem. Teraz właśnie mamy czas na to, aby zastanowić się nad sobą, swoim postępowaniem i jego skutkami. Nic więc dziwnego że bardzo często zadajemy sobie wtedy pytanie, dlaczego cierpimy, przecież nieustannie staramy się, chcemy żyć porządnie a pomimo to nieustannie każe nam się pamiętać o grzechu. Dlaczego Bóg dopuszcza na nas cierpienie i pozwala na istnienie zła.
Oto jak na powyższe pytania w homilii o tym "że Bóg nie jest sprawcą złego" mówi do wiernych jeden z największych Ojców Kościoła, czczony jako Doktor Kościoła - św. Bazyli Wielki:
Homilia o tym, "że Bóg nie jest sprawcą złego".
1. Wiele jest sposobów nauczania, wskazanych nam za pośrednictwem świętego psalmisty Dawida przez działającego w nim Ducha. Raz bowiem, opowiadając o własnych doznaniach i o mężnym znoszeniu tego, co mu się przydarzyło, prorok zostawił nam najwyraźniejsze pouczenie za pomocą własnego przykładu, gdy np. mówi: "Panie, przecz się rozmnożyli co mię trapią?" - Ps 3,2 - to znów ukazuje dobroć Boga i szybkość pomocy, jakiej dostarcza tym, którzy Go naprawdę szukają, w słowach: "Kiedym wzywał wysłuchał mię Bóg sprawiedliwości mojej" - Ps 4,2. Słowa te mają takie samo znaczenie, jak zdanie proroka: "Gdy jeszcze mówić będziesz, On rzecze: Otom ja" - Iz 58, 9, to jest: "Jeszczem nie skończył wzywać, a ucho Boga uprzedziło koniec wzywania!". To znowu, zanosząc do Boga błagania i prośby, uczy nas, w jaki sposób ludzie będący w grzechu, powinni prosić Boga o przebaczenie: "Panie, nie w zapalczywości Twej strofuj mię, ani w gniewie Twoim karz mię" - Ps 6,2. A w psalmie dwunastym wskazuje jakieś przedłużenie pokusy, mówiąc: "Dokądże, Panie, zapominasz mnie do końca?" - Ps 12,1 i przez cały psalm poucza nas, że nie powinniśmy upadać w ucisku, lecz czekać na dobroć Boga i wiedzieć, że oddaje nas na uciski według jakiegoś planu i stosownie do wiary, jaka jest w każdym, wydziela miarę doświadczeń.
Skoro więc powiedział: "Dokądże, Panie, zapominasz mnie, do końca i dokąd odwracasz oblicze swe odemnie" - Ps 12,1, zaraz przechodzi do złości bezbożników, którzy spotkawszy się w życiu z jakąś małą przykrością, a nie znosząc przykrzejszych przygód, natychmiast chwieją się w myśli, czy jest Bóg, troszczący się o sprawy ziemskie? Czy patrzy na życie jednostek? Czy każdemu wymierza według zasługi? A gdy potem widzą, że niepożadane ich położenie przedłuża się, utrwalają w sobie przewrotne przekonanie, że nie ma Boga i powtarzają w sercach swoich: "Rzekł głupi w sercu swoim: Nie masz Boga" - Ps 13,1. I wpoiwszy to raz w swój umysł, odtąd bez hamulców kroczy poprzez wszelki grzech. - Jeśli bowiem nikt na nas nie patrzy i jeśli nie ma tego, ktoby każdemu odpłacał według zasługi, to cóż przeszkadza uciskać biedaka, zabijać sieroty, mordować wdowę i przybysza, porywać się na wszelki czyn bezbożny, kalać się nieczystymi i wstrętnymi namiętnościami i wszelkimi zwierzęcymi żądzami? Dlatego, jako następstwo zdania, że nie ma Boga, przywiódł drugie: "Popsowali się i obrzydliwymi się stali w zamiarach swoich" - Ps 13,1. Niemożliwą jest bowiem rzeczą, aby zeszli ze sprawiedliwej drogi ci, których dusz nie dotknęła choroba zapomnienia o Bogu.
Co zrobić aby nie popaść w takie zwątpienie? Bazyli daje na to odpowiedź w tekście skierowanym do mnichów "Reguły krótsze" 294:
"Pytanie: Z jakiego powodu ktoś przestaje nieustannie pamiętać o Bogu?
Odpowiedź: Gdy zapomina o dobrodziejstwach Stwórcy i staje się niewdzięczny wobec Dobroczyńcy"
Bazyli Wielki - "Pisma ascetyczne" t. 2 w: Żródła monastyczne t. 6 Kraków 1995, s. 431
Gdy pamięć o dobru jakie doświadczamy staje się mało istotna, gdy oczekujemy coraz więcej, wtedy zapominamy o Bogu. Dlaczego tak dzieje się? - oto co mówi Bazyli kontynuując homilię:
2. Skądże ludy przywiedzione zostały do myśli nic nie wartej i czynią co nie należy? - por. Rz 1,28. Czy nie stąd, że powiedziały: "Nie ma Boga?" Dlaczego popadły w bezecne namiętności i kobiety u nich zamieniły użytek naturalny na przeciwny naturze, mężczyźni zaś z mężczyznami popełniają obrzydliwości? - Rz 1,26. Czy nie dlatego, że zamieniły chwałę Boga nieprzemijającego na podobieństwo bydląt i czworonogów i płazów? - Rz 1,25. Głupiec to więc, jako naprawdę pozbawiony myśli i rozsądku, kto mówi, że nie ma Boga. A podobny do niego i nieustępujący mu bynajmniej w nierozumie jest i ten, kto powiada że Bóg jest sprawcą złego. Za równie ciężki bowiem uważam błąd obydwu, ponieważ obaj zarówno przeczą Temu, który jest dobry, jeden twierdząc, że Go w ogóle nie ma, a drugi uważając, że nie jest dobry. Bo jeżeli jest sprawcą złego, to oczywiście nie jest dobry. Tak jedno jak drugie stanowisko jest zaprzeczeniem Boga.
"Skąd tedy, - pyta bezbożnik - choroby? Skąd niewczesne śmierci? Skąd zburzenia miast, rozbicia okrętów, wojny, zarazy? To przecież powiada, są rzeczy złe, a wszystko to dzieła Boga tak, że kogóż innego, jeśli nie Boga, mamy obwiniać o to, co się dzieje?"
Skorośmy tak wpadli na przedmiot badań, tylekroć omawiany, chciejmy teraz oprzeć mowę o jakąś zasadę powszechnie uznaną i trochę pracowiciej określiwszy problem, spróbujmy wyłożyć go jasno i w porządku..
Dlaczego postępujemy źle i bardzo często nie chcemy zmienić się uważając że nasze postępowanie jest słuszne, gdyż to my jesteśmy najważniejsi? Najczęściej dlatego że nieposłuszeństwo uważamy za zaletę, za wyraz odwagi i intelektualnej samodzielności. Św. Jan Klimak w swoim dziele "Drabina raju" tak zdiagnozował takie postępowanie:
"Demon walczy na pięści z posłusznymi, niekiedy plugawiąc ich cielesnymi nieczystościami, czyniąc ich zatwardziałymi, zmuszając ich, by byli nadzwyczaj pobudliwi, a niekiedy sprawia, że stają się oschli, nieużyteczni, opieszali w modlitwie, ospali i zamroczeni, ażeby - wmawiając im, że niby to nie mają żadnego pożytku ze swojego posłuszeństwa, a tylko się cofają - odciągnąć ich od atletycznej walki. Bo nie pozwala im przypuszczać, że zapobiegliwe odebranie nam tego, co wydaje się dla nas dobre, staje się częstokroć przyczyną najgłębszej pokory".
Jan Klimak - "Drabina raju" - wyd. M. Derewiecki Kęty 2011, s. 135
3. To tedy jedno należy naprzód założyć w myśli, że będąc tworami dobrego Boga, złączonymi przez Tego, który małe i większe zabiegi koło nas przeprowadza, ani nie moglibyśmy doznać niczego bezwoli Boga, ani nic z tego, co cierpimy, nie jest dla nas zgubne, lub takie, żeby można coś lepszego nawet wymyślić. Od Boga wprawdzie pochodzą śmierci, ale przecież śmierć nie jest w ogóle czymś złym, chyba, gdyby ktoś mówił o śmierci grzesznika, skoro początkiem kar piekielnych jest oddalenie się od kar doczesnych. A znowu kaźnie piekielne nie Boga mają za sprawcę, lecz nas samych. Albowiem początek i korzeń grzechu leży w nas samych i w naszej wolnej woli. Wolno nam przecież było wstrzymać się od złego i nie doznać niczego strasznego, ale my daliśmy się znęcić rozkoszą do grzechu. Jakie więc moglibyśmy podać przystojne usprawiedliwienie, że nie my sami byliśmy sprawcami swych cierpień?
Zło tedy jest dwojakie: jedno ze wzgledu na nasze odczuwanie, drugie ze względu na naszą naturę. Zło naturalne zależy od nas, jak niesprawiedliwość, rozpusta, nierozsądek, tchórzostwo, zawiść, mordy, trucicielstwa, oszustwa i ile jest jeszcze tego rodzaju grzechów, które brudząc duszę, stworzoną na obraz Stwórcy, zwykły zaciemniać jej piękność. Złem także nazywamy to, co odczuwamy jako przykre i bolesne, jak chorobę ciała, ciosy mu zadane, brak rzeczy koniecznych, poniżenia, straty pieniężne, zgony w rodzinie. Każde z tych nieszczęść zsyła na nas mądry i dobry Pan dla naszego dobra.
Bogactwa bowiem odbiera tym, którzy ich źle używają, i w ten sposób niszczy narzędzie ich niesprawiedliwości; chorobę zsyła na tych, dla których pożyteczniej jest mieć skrępowane nią członki, niż poruszać się bez przeszkód do grzechu; śmiercią dotyka, gdy się wypełnią granice życia, które od początku każdemu ustanowił sprawiedliwy sąd Boga, naprzód przewidującego z daleka, co dla każdego z nas jest korzystne. Głody zaś, posuchy i ulewy są wspólnymi klęskami miast i ludów, karzącymi nadmiar złości.
Jak tedy dobroczynny jest lekarz, czy gdy sprawia ciału utrudzenia, czy boleści (z chorobą bowiem walczy, nie z chorym), tak dobry jest Bóg, który przez karanie części stara się o ocalenie całości. Ty jednak nic nie zarzucasz lekarzowi, który jedne części kraje, drugie przypala, inne w ogóle odcina od ciała, lecz i pieniądze mu jakoś płacisz i zbawcą go nazywasz, że na drobnej części wpierw zatrzymuje chorobę, nim cierpienie rozleje się po całym ciele; gdy zaś widzisz miasto, które wskutek trzęsienia ziemi zawaliło się na mieszkańców, albo okręt wraz z załogą rozbity na morzu, nie wahasz się poruszyć bluźnierczego języka przeciw przedziwnemu lekarzowi i zbawcy? A przecież powinieneś był zrozumieć, że dopóki choroba jest lekka, a ludzie uleczalni, zabiegi około nich przynoszą pożytek, gdy zaś choroba okaże się silniejsza niż leczenie, wtedy się musi usunąć część nieużyteczną, aby choroba przez ciągłe rozszerzanie się nie doszła do części najżywotniejszych. Jak tedy nie lekarz jest sprawcą cięcia czy przypalania, lecz choroba, tak i zagłada miast, mająca początek w nadmiarze grzeszników, uwalnia Boga od wszelkiego zarzutu.
Pojawia się w naszym życiu taki moment, że tak jak pisze Bazyli "choroba staje się silniejsza niż leczenie" - tylko że najczęściej to my sami dokonujemy tego wyboru, dzieje się to wtedy gdy jak pisze papież Benedykt XVI w swojej książce "Jezus z Nazaretu" pisząc o tym czego dopuścił się Judasz:
"Kto zrywa przyjaźń z Jezusem, kto zrzuca z ramion Jego "słodkie jarzmo", ten nie odzyskuje wolności, nie staje się wolny, lecz zostaje niewolnikiem innych mocy. Albo raczej: Fakt zdradzenia tej przyjaźni jest następstwem działania innych mocy, na które Judasz się otworzył".
Benedykt XVI - "Jezus z Nazaretu cz. 2" - wyd. Jedność, Kielce 2011, s . 80
4. "Lecz, jeśli Bog nie jest sprawcą złego" - powiada bezbożnik - co znaczą te słowa: "Ja jestem tym, który stworzył światłość i stworzył ciemność; który czyni pokój i stwarza złość" - Iz 45,7 - i znów te: "Zstąpiło złe od Pana do bramy Jeruzalem" - Mich 1,12 - i to: "Azaż będzie złe w mieście, któregoby Pan nie uczynił" - Am 3,6. A w wielkiej pieśni Mojżesza: "Obaczcie, żem ja jest sami nie masz innego Boga oprócz mnie: ja zabiję, ja ozywię; zranię i ja uleczę" - Powt. Pr. 32,39.
Otóż w oczach tego, który rozumie myśl Pisma, żadne z tych zdań nie zawiera oskarżenia Boga, jakoby był sprawcą i twórcą złego. Ten bowiem, co powiedział: "Ja jestem, który stworzył światłość i stworzył ciemność", stwierdza przez to, że jest stwórcą stworzenia, ale nie jest sprawcą czegoś złego. Abyś zaś nie sądził, że kto inny jest sprawcą światłości, a kto inny ciemności, powiedział, że sam jest twórcą i mistrzem rzeczy, które się wydają w stworzeniu przeciwne sobie; a słowa te ostrzegają cię również, żebyś nie szukał innego stwórcy ognia, a innego powietrza, a innego ziemi, skoro te żywioły wydają się jakieś przeciwne sobie z powodu przeciwieństwa jakości. Byli już tacy, co tak właśnie sądzili, i popadli w wielobóstwo.
"Czyni pokój i stwarza złość". Otóż przede wszystkim czyni pokój w tobie, gdy przez dobrą naukę uspokaja twój umysł, godzi afekty i prowadzi do lepszego stanu tak, że przestawszy być złymi, biorą na siebie naturę dobrego. - "Serce czyste stwórz we mnie Boże" - Ps 50,12. I znów: "Aby dwoje stworzył w jednego człowieka" - Ef 2,15. Wyraz "stworzył" nie znaczy: z niczego do istnienia wyprowadził, lecz że przemienił to, co jest. Również: "I jeżeli jest w Chrystusie jakie nowe stworzenie" - 2 Kor 15,17. I znowu Mojżesz: "Azaż nie on jest ojcem twoim,który cię posiał i uczynił i stworzył cię" - Powt. Pr. 32,6. Tutaj po uczynieniu umieszczone stworzenie wyraźnie na uczy, że wyraz stworzenie położony jest, jak często, w znaczeniu poprawienia tak, że czyniący pokój, czyni pokój ze stworzenia złości, to jest z przemienienia jeji doprowadzenia do lepszego stanu.
A dalej, jeżelibyś przez pokój rozumiał zabezpieczenie przed wojnami, a złem nazywał trudy towarzyszące wojującym, jak dalekie wyprawy, mozoły, niespania, strachy, poty, rany, rzezie, zdobywania miast, branie w niewolę, uprowadzenie, żałosne widoki jeńców i w ogóle wszystkie cierpienia, towarzyszące wojnom, to powiadamy, że spotykają one winnych kary według sprawiedliwego sądu Boga, spuszczającego ukaranie przez wojny. Czybyś ty chciał, aby nie spłonęła była Sodoma po owych bezbożnictwach? Albo, żeby nie była zburzona Jerozolima, ani opustoszała świątynia po strasznym szaleństwie Żydów wobec Pana? A jakże inaczej stałoby się zadość sprawiedliwości, jeżeli nie przez ręce Rzymian, w które wydali Pana naszego nieprzyjaciele swego życia, Żydzi? To też nieraz sprawiedliwie nieszczęścia wojny spadają na winnych.
A słowa: "Ja zabiję i ja ożywię", bierz, jeśli chcesz, w znaczeniu potocznym. Strach bowiem buduje prostaczków. - "Zranię i ja zleczę". I to, rozumiane samo przez się, jest pożyteczne, bo cios wzbudza strach, a zleczenie skłania do miłowania. Wolno ci jednak i wyższego sensu domyśleć się w tych słowach: "Ja zabiję" - grzechem: i "ja ozywię" - sprawiedliwością. "O ile bowiem człowiek zewnętrzny się psuje, o tyle wewnętrzny się odnawia" - 2 Kor 4,16. Nie innego więc zabija a innego ożywia, lecz tego samego ożywia przez to, czym go zabija, i za pomocą czego zranił, leczy, według przysłowia, które mówi: "Ty go ubijesz rózgą, a duszę jego z śmierci wybawisz" - Przyp 32,14. A więc ciało jest bite, aby dusza była uleczona; uśmiercony zaś jest grzech, aby żyła sprawiedliwość.
Zdanie: "Zstąpiło złe od Pana do bramy Jeruzalem" wykłada się samo przez się. Jakież to zło? Huk rydwanów i jeźdźców. Gdy zaś słyszysz: "Azaż będzie złe w mieście, któregoby Pan nie uczynił", rozumiej wyraz "złe" w ten sposób, że Pismo każe się domyślać ukarania, zesłanego na grzeszników dla poprawienia ich z grzechów. "Dotknąłem cię i trapiłem niedostatkiem" - Powt. Pr 8,3 - mówi Pismo, aby ci dobrze czynić; zanim bowiem niesprawiedliwość bez miary się rozleje, wstrzymuje ją, jak potok, powstrzymany jakimś silnym wałem i zaporą.
Oto jak na powyższe pytania w homilii o tym "że Bóg nie jest sprawcą złego" mówi do wiernych jeden z największych Ojców Kościoła, czczony jako Doktor Kościoła - św. Bazyli Wielki:
Homilia o tym, "że Bóg nie jest sprawcą złego".
1. Wiele jest sposobów nauczania, wskazanych nam za pośrednictwem świętego psalmisty Dawida przez działającego w nim Ducha. Raz bowiem, opowiadając o własnych doznaniach i o mężnym znoszeniu tego, co mu się przydarzyło, prorok zostawił nam najwyraźniejsze pouczenie za pomocą własnego przykładu, gdy np. mówi: "Panie, przecz się rozmnożyli co mię trapią?" - Ps 3,2 - to znów ukazuje dobroć Boga i szybkość pomocy, jakiej dostarcza tym, którzy Go naprawdę szukają, w słowach: "Kiedym wzywał wysłuchał mię Bóg sprawiedliwości mojej" - Ps 4,2. Słowa te mają takie samo znaczenie, jak zdanie proroka: "Gdy jeszcze mówić będziesz, On rzecze: Otom ja" - Iz 58, 9, to jest: "Jeszczem nie skończył wzywać, a ucho Boga uprzedziło koniec wzywania!". To znowu, zanosząc do Boga błagania i prośby, uczy nas, w jaki sposób ludzie będący w grzechu, powinni prosić Boga o przebaczenie: "Panie, nie w zapalczywości Twej strofuj mię, ani w gniewie Twoim karz mię" - Ps 6,2. A w psalmie dwunastym wskazuje jakieś przedłużenie pokusy, mówiąc: "Dokądże, Panie, zapominasz mnie do końca?" - Ps 12,1 i przez cały psalm poucza nas, że nie powinniśmy upadać w ucisku, lecz czekać na dobroć Boga i wiedzieć, że oddaje nas na uciski według jakiegoś planu i stosownie do wiary, jaka jest w każdym, wydziela miarę doświadczeń.
Skoro więc powiedział: "Dokądże, Panie, zapominasz mnie, do końca i dokąd odwracasz oblicze swe odemnie" - Ps 12,1, zaraz przechodzi do złości bezbożników, którzy spotkawszy się w życiu z jakąś małą przykrością, a nie znosząc przykrzejszych przygód, natychmiast chwieją się w myśli, czy jest Bóg, troszczący się o sprawy ziemskie? Czy patrzy na życie jednostek? Czy każdemu wymierza według zasługi? A gdy potem widzą, że niepożadane ich położenie przedłuża się, utrwalają w sobie przewrotne przekonanie, że nie ma Boga i powtarzają w sercach swoich: "Rzekł głupi w sercu swoim: Nie masz Boga" - Ps 13,1. I wpoiwszy to raz w swój umysł, odtąd bez hamulców kroczy poprzez wszelki grzech. - Jeśli bowiem nikt na nas nie patrzy i jeśli nie ma tego, ktoby każdemu odpłacał według zasługi, to cóż przeszkadza uciskać biedaka, zabijać sieroty, mordować wdowę i przybysza, porywać się na wszelki czyn bezbożny, kalać się nieczystymi i wstrętnymi namiętnościami i wszelkimi zwierzęcymi żądzami? Dlatego, jako następstwo zdania, że nie ma Boga, przywiódł drugie: "Popsowali się i obrzydliwymi się stali w zamiarach swoich" - Ps 13,1. Niemożliwą jest bowiem rzeczą, aby zeszli ze sprawiedliwej drogi ci, których dusz nie dotknęła choroba zapomnienia o Bogu.
Co zrobić aby nie popaść w takie zwątpienie? Bazyli daje na to odpowiedź w tekście skierowanym do mnichów "Reguły krótsze" 294:
"Pytanie: Z jakiego powodu ktoś przestaje nieustannie pamiętać o Bogu?
Odpowiedź: Gdy zapomina o dobrodziejstwach Stwórcy i staje się niewdzięczny wobec Dobroczyńcy"
Bazyli Wielki - "Pisma ascetyczne" t. 2 w: Żródła monastyczne t. 6 Kraków 1995, s. 431
Gdy pamięć o dobru jakie doświadczamy staje się mało istotna, gdy oczekujemy coraz więcej, wtedy zapominamy o Bogu. Dlaczego tak dzieje się? - oto co mówi Bazyli kontynuując homilię:
2. Skądże ludy przywiedzione zostały do myśli nic nie wartej i czynią co nie należy? - por. Rz 1,28. Czy nie stąd, że powiedziały: "Nie ma Boga?" Dlaczego popadły w bezecne namiętności i kobiety u nich zamieniły użytek naturalny na przeciwny naturze, mężczyźni zaś z mężczyznami popełniają obrzydliwości? - Rz 1,26. Czy nie dlatego, że zamieniły chwałę Boga nieprzemijającego na podobieństwo bydląt i czworonogów i płazów? - Rz 1,25. Głupiec to więc, jako naprawdę pozbawiony myśli i rozsądku, kto mówi, że nie ma Boga. A podobny do niego i nieustępujący mu bynajmniej w nierozumie jest i ten, kto powiada że Bóg jest sprawcą złego. Za równie ciężki bowiem uważam błąd obydwu, ponieważ obaj zarówno przeczą Temu, który jest dobry, jeden twierdząc, że Go w ogóle nie ma, a drugi uważając, że nie jest dobry. Bo jeżeli jest sprawcą złego, to oczywiście nie jest dobry. Tak jedno jak drugie stanowisko jest zaprzeczeniem Boga.
"Skąd tedy, - pyta bezbożnik - choroby? Skąd niewczesne śmierci? Skąd zburzenia miast, rozbicia okrętów, wojny, zarazy? To przecież powiada, są rzeczy złe, a wszystko to dzieła Boga tak, że kogóż innego, jeśli nie Boga, mamy obwiniać o to, co się dzieje?"
Skorośmy tak wpadli na przedmiot badań, tylekroć omawiany, chciejmy teraz oprzeć mowę o jakąś zasadę powszechnie uznaną i trochę pracowiciej określiwszy problem, spróbujmy wyłożyć go jasno i w porządku..
Dlaczego postępujemy źle i bardzo często nie chcemy zmienić się uważając że nasze postępowanie jest słuszne, gdyż to my jesteśmy najważniejsi? Najczęściej dlatego że nieposłuszeństwo uważamy za zaletę, za wyraz odwagi i intelektualnej samodzielności. Św. Jan Klimak w swoim dziele "Drabina raju" tak zdiagnozował takie postępowanie:
"Demon walczy na pięści z posłusznymi, niekiedy plugawiąc ich cielesnymi nieczystościami, czyniąc ich zatwardziałymi, zmuszając ich, by byli nadzwyczaj pobudliwi, a niekiedy sprawia, że stają się oschli, nieużyteczni, opieszali w modlitwie, ospali i zamroczeni, ażeby - wmawiając im, że niby to nie mają żadnego pożytku ze swojego posłuszeństwa, a tylko się cofają - odciągnąć ich od atletycznej walki. Bo nie pozwala im przypuszczać, że zapobiegliwe odebranie nam tego, co wydaje się dla nas dobre, staje się częstokroć przyczyną najgłębszej pokory".
Jan Klimak - "Drabina raju" - wyd. M. Derewiecki Kęty 2011, s. 135
3. To tedy jedno należy naprzód założyć w myśli, że będąc tworami dobrego Boga, złączonymi przez Tego, który małe i większe zabiegi koło nas przeprowadza, ani nie moglibyśmy doznać niczego bezwoli Boga, ani nic z tego, co cierpimy, nie jest dla nas zgubne, lub takie, żeby można coś lepszego nawet wymyślić. Od Boga wprawdzie pochodzą śmierci, ale przecież śmierć nie jest w ogóle czymś złym, chyba, gdyby ktoś mówił o śmierci grzesznika, skoro początkiem kar piekielnych jest oddalenie się od kar doczesnych. A znowu kaźnie piekielne nie Boga mają za sprawcę, lecz nas samych. Albowiem początek i korzeń grzechu leży w nas samych i w naszej wolnej woli. Wolno nam przecież było wstrzymać się od złego i nie doznać niczego strasznego, ale my daliśmy się znęcić rozkoszą do grzechu. Jakie więc moglibyśmy podać przystojne usprawiedliwienie, że nie my sami byliśmy sprawcami swych cierpień?
Zło tedy jest dwojakie: jedno ze wzgledu na nasze odczuwanie, drugie ze względu na naszą naturę. Zło naturalne zależy od nas, jak niesprawiedliwość, rozpusta, nierozsądek, tchórzostwo, zawiść, mordy, trucicielstwa, oszustwa i ile jest jeszcze tego rodzaju grzechów, które brudząc duszę, stworzoną na obraz Stwórcy, zwykły zaciemniać jej piękność. Złem także nazywamy to, co odczuwamy jako przykre i bolesne, jak chorobę ciała, ciosy mu zadane, brak rzeczy koniecznych, poniżenia, straty pieniężne, zgony w rodzinie. Każde z tych nieszczęść zsyła na nas mądry i dobry Pan dla naszego dobra.
Bogactwa bowiem odbiera tym, którzy ich źle używają, i w ten sposób niszczy narzędzie ich niesprawiedliwości; chorobę zsyła na tych, dla których pożyteczniej jest mieć skrępowane nią członki, niż poruszać się bez przeszkód do grzechu; śmiercią dotyka, gdy się wypełnią granice życia, które od początku każdemu ustanowił sprawiedliwy sąd Boga, naprzód przewidującego z daleka, co dla każdego z nas jest korzystne. Głody zaś, posuchy i ulewy są wspólnymi klęskami miast i ludów, karzącymi nadmiar złości.
Jak tedy dobroczynny jest lekarz, czy gdy sprawia ciału utrudzenia, czy boleści (z chorobą bowiem walczy, nie z chorym), tak dobry jest Bóg, który przez karanie części stara się o ocalenie całości. Ty jednak nic nie zarzucasz lekarzowi, który jedne części kraje, drugie przypala, inne w ogóle odcina od ciała, lecz i pieniądze mu jakoś płacisz i zbawcą go nazywasz, że na drobnej części wpierw zatrzymuje chorobę, nim cierpienie rozleje się po całym ciele; gdy zaś widzisz miasto, które wskutek trzęsienia ziemi zawaliło się na mieszkańców, albo okręt wraz z załogą rozbity na morzu, nie wahasz się poruszyć bluźnierczego języka przeciw przedziwnemu lekarzowi i zbawcy? A przecież powinieneś był zrozumieć, że dopóki choroba jest lekka, a ludzie uleczalni, zabiegi około nich przynoszą pożytek, gdy zaś choroba okaże się silniejsza niż leczenie, wtedy się musi usunąć część nieużyteczną, aby choroba przez ciągłe rozszerzanie się nie doszła do części najżywotniejszych. Jak tedy nie lekarz jest sprawcą cięcia czy przypalania, lecz choroba, tak i zagłada miast, mająca początek w nadmiarze grzeszników, uwalnia Boga od wszelkiego zarzutu.
Pojawia się w naszym życiu taki moment, że tak jak pisze Bazyli "choroba staje się silniejsza niż leczenie" - tylko że najczęściej to my sami dokonujemy tego wyboru, dzieje się to wtedy gdy jak pisze papież Benedykt XVI w swojej książce "Jezus z Nazaretu" pisząc o tym czego dopuścił się Judasz:
"Kto zrywa przyjaźń z Jezusem, kto zrzuca z ramion Jego "słodkie jarzmo", ten nie odzyskuje wolności, nie staje się wolny, lecz zostaje niewolnikiem innych mocy. Albo raczej: Fakt zdradzenia tej przyjaźni jest następstwem działania innych mocy, na które Judasz się otworzył".
Benedykt XVI - "Jezus z Nazaretu cz. 2" - wyd. Jedność, Kielce 2011, s . 80
4. "Lecz, jeśli Bog nie jest sprawcą złego" - powiada bezbożnik - co znaczą te słowa: "Ja jestem tym, który stworzył światłość i stworzył ciemność; który czyni pokój i stwarza złość" - Iz 45,7 - i znów te: "Zstąpiło złe od Pana do bramy Jeruzalem" - Mich 1,12 - i to: "Azaż będzie złe w mieście, któregoby Pan nie uczynił" - Am 3,6. A w wielkiej pieśni Mojżesza: "Obaczcie, żem ja jest sami nie masz innego Boga oprócz mnie: ja zabiję, ja ozywię; zranię i ja uleczę" - Powt. Pr. 32,39.
Otóż w oczach tego, który rozumie myśl Pisma, żadne z tych zdań nie zawiera oskarżenia Boga, jakoby był sprawcą i twórcą złego. Ten bowiem, co powiedział: "Ja jestem, który stworzył światłość i stworzył ciemność", stwierdza przez to, że jest stwórcą stworzenia, ale nie jest sprawcą czegoś złego. Abyś zaś nie sądził, że kto inny jest sprawcą światłości, a kto inny ciemności, powiedział, że sam jest twórcą i mistrzem rzeczy, które się wydają w stworzeniu przeciwne sobie; a słowa te ostrzegają cię również, żebyś nie szukał innego stwórcy ognia, a innego powietrza, a innego ziemi, skoro te żywioły wydają się jakieś przeciwne sobie z powodu przeciwieństwa jakości. Byli już tacy, co tak właśnie sądzili, i popadli w wielobóstwo.
"Czyni pokój i stwarza złość". Otóż przede wszystkim czyni pokój w tobie, gdy przez dobrą naukę uspokaja twój umysł, godzi afekty i prowadzi do lepszego stanu tak, że przestawszy być złymi, biorą na siebie naturę dobrego. - "Serce czyste stwórz we mnie Boże" - Ps 50,12. I znów: "Aby dwoje stworzył w jednego człowieka" - Ef 2,15. Wyraz "stworzył" nie znaczy: z niczego do istnienia wyprowadził, lecz że przemienił to, co jest. Również: "I jeżeli jest w Chrystusie jakie nowe stworzenie" - 2 Kor 15,17. I znowu Mojżesz: "Azaż nie on jest ojcem twoim,który cię posiał i uczynił i stworzył cię" - Powt. Pr. 32,6. Tutaj po uczynieniu umieszczone stworzenie wyraźnie na uczy, że wyraz stworzenie położony jest, jak często, w znaczeniu poprawienia tak, że czyniący pokój, czyni pokój ze stworzenia złości, to jest z przemienienia jeji doprowadzenia do lepszego stanu.
A dalej, jeżelibyś przez pokój rozumiał zabezpieczenie przed wojnami, a złem nazywał trudy towarzyszące wojującym, jak dalekie wyprawy, mozoły, niespania, strachy, poty, rany, rzezie, zdobywania miast, branie w niewolę, uprowadzenie, żałosne widoki jeńców i w ogóle wszystkie cierpienia, towarzyszące wojnom, to powiadamy, że spotykają one winnych kary według sprawiedliwego sądu Boga, spuszczającego ukaranie przez wojny. Czybyś ty chciał, aby nie spłonęła była Sodoma po owych bezbożnictwach? Albo, żeby nie była zburzona Jerozolima, ani opustoszała świątynia po strasznym szaleństwie Żydów wobec Pana? A jakże inaczej stałoby się zadość sprawiedliwości, jeżeli nie przez ręce Rzymian, w które wydali Pana naszego nieprzyjaciele swego życia, Żydzi? To też nieraz sprawiedliwie nieszczęścia wojny spadają na winnych.
A słowa: "Ja zabiję i ja ożywię", bierz, jeśli chcesz, w znaczeniu potocznym. Strach bowiem buduje prostaczków. - "Zranię i ja zleczę". I to, rozumiane samo przez się, jest pożyteczne, bo cios wzbudza strach, a zleczenie skłania do miłowania. Wolno ci jednak i wyższego sensu domyśleć się w tych słowach: "Ja zabiję" - grzechem: i "ja ozywię" - sprawiedliwością. "O ile bowiem człowiek zewnętrzny się psuje, o tyle wewnętrzny się odnawia" - 2 Kor 4,16. Nie innego więc zabija a innego ożywia, lecz tego samego ożywia przez to, czym go zabija, i za pomocą czego zranił, leczy, według przysłowia, które mówi: "Ty go ubijesz rózgą, a duszę jego z śmierci wybawisz" - Przyp 32,14. A więc ciało jest bite, aby dusza była uleczona; uśmiercony zaś jest grzech, aby żyła sprawiedliwość.
Zdanie: "Zstąpiło złe od Pana do bramy Jeruzalem" wykłada się samo przez się. Jakież to zło? Huk rydwanów i jeźdźców. Gdy zaś słyszysz: "Azaż będzie złe w mieście, któregoby Pan nie uczynił", rozumiej wyraz "złe" w ten sposób, że Pismo każe się domyślać ukarania, zesłanego na grzeszników dla poprawienia ich z grzechów. "Dotknąłem cię i trapiłem niedostatkiem" - Powt. Pr 8,3 - mówi Pismo, aby ci dobrze czynić; zanim bowiem niesprawiedliwość bez miary się rozleje, wstrzymuje ją, jak potok, powstrzymany jakimś silnym wałem i zaporą.
środa, 5 marca 2014
Leon Wielki - Mowa 40 - Na Wielki Post Mowa 2
Dzisiaj wkraczamy w okres Wielkiego Postu. Warto więc w ten dzień przekonać się co mówili do swoich wiernych Ojcowie Kościoła.
Do dnia dzisiejszego zachował się zbiór prawie 100 mów wygłoszonych do wiernych przez pierwszego papieża który w uznaniu swoich zasług otrzymał tytuł - "Wielki". Mowa o papieżu św. Leonie Wielkim - papież w latach 440 - 461. W zachowanym zbiorze mów wygłoszonych w trakcie pontyfikatu przez papieża Leona zachował się zbiór 12 mów na Wielki Post. Zacytuję teraz treść Mowy 2 na Wielki Post - w zbiorze mów występuje jako Mowa 40.
Zamiast komentarza niech przemówi papież.:
Mowa 40
Na Wielki Post 2
1. Najmilsi! Wprawdzie już sam powrót okresu przedwielkanocnego ustalonego prawem, przynosi nam ten nakaz, abyśmy pościli przez dni 40; ale i naszą powinnością jest dodać zachętę. Za łaską Pana nie będzie ona ani bez pożytku dla ospałych, ani uciążliwa dla gorliwych. Boć skoro te dni w szczególniejszy sposób przeznaczone są na spotęgowanie sumienności w pełnieniu zadania religijnego, jestem święcie przekonany, że nie masz między wami takiego, co by z radością nie przyjął pobudki do dobrego dzieła. - Zmienna jest natura nasza, dopóki pozostaje pod władzą śmierci; chociażby ona osiągnęła najwyższe jakich cnót szczyty, zawsze jednak już to upaść może, już to podnieść się jeszcze wyżej. Jest to nawet cechą rzetelnej sprawiedliwości doskonałych, że nigdy nie uważają oni siebie za już doskonałych; gdyby bowiem spuścili z oczu cel niedokończonej jeszcze pielgrzymki ziemskiej, mogliby snadnie właśnie wtedy narazić się na niebezpieczeństwo upadku, kiedy ustali w dążeniu do postępu. Ponieważ nikt z nas, najmilsi, nie jest tak doskonały i święty, żeby nie mógł coraz więcej doskonalić się i uświęcać, wszyscy przeto w ogóle, bez względu na różnice stopni i na jakość zasług, od już zdobytych do jeszcze nieosiągniętych biegnijmy ze zbożną zachłannością; wychodźmy ciągle naprzód koniecznym zwiększeniem dobrych czynów poza już sobie przyswojoną miarę. Kto w tych zwłaszcza dniach nie okaże większej gorliwości w służbie Bożej, ten widocznie niezbyt jest religijnym w innym czasie.
2. W porę tedy ozwały się dla uszu naszych te słowa Apostoła, dopiero co przeczytane z jego przepowiadania: - "oto teraz czas pożądany, oto teraz dzień zbawienia" - 2 Kor 6,2. Czyż bowiem może być coś nad ten czas bardziej godne pożądania i od tych dni zbawienniejsze, kiedy wypowiada się walkę błędom, a wzrasta we wszystkich cnotach? Zawszeć co prawda, duszo chrześcijańska, winna była mieć się na baczności wobec wroga twego zbawienia i udaremniać jego zasadzki. Teraz jednak jeszcze więcej strzec się musisz i działać przezorniej, bo i nieprzyjaciel twój sroższą teraz pała nienawiścią. Toc teraz właśnie po całym świecie wytrąca się mu z ręki berło zadawnionego panowania i odtrąca niezliczony "sprzęt zdobyczny". Całe gromady wszelkiej narodowości i języka wyrzekają się straszliwego łupieżcy. Po wszystkiej ziemi tysiące ludzi przygotowuje się do odrodzenia w Chrystusie; nie masz juz takiego stanu, co by nie powstawał przeciw jego tyranii. Ze zbliżaniem się zaś tego dnia, w ktorym oni mają stać się "nowym stworzeniem" wyrzuca się z nich precz władającego nimi ducha złości. Zgrzyta więc nienawistnie pozbawiony łupu niegodziwiec i stara się powetować sobie nowym zyskiem prawo, jakie mu się z rąk wymyka. Niezmordowanie i bez wytchnienia poluje na owieczki, niebacznie oddalające się od świętej owczarni, starając się na stromych zboczach rozkoszy i urwiskach rozwiązłości doprowadzić je do zguby. Rozognia gniewy, syci zawiści, zaostrza pożądliwości, wyszydza wstrzemięźliwych, łechce podniebienia smakoszy.
3. Czyż taki bowiem nie śmiałby kogo zaczepić - on, co do samego Pana naszego, Jezusa Chrystusa, ważył się przystąpić, próbując swoich podstępów? Opowiadanie ewangeliczne jasno nam przedstawiło, że Zbawiciel nasz, Bóg prawdziwy, po 40 dniach i nocach poszczenia, zaczął łaknąć odczuwając głód, podobnie jak my, słabe istoty. Chciał w ten sposób okazać też w pełni prawdziwe swoje człowieczeństwo, z góry zapobiegając wszelkim co do tego bezbożnym mniemaniom i błędom.
Wtedy szatan ucieszył się, że znalazł w nim oznaki natury, podległej cierpieniu i śmierci, że zaś najbardziej obawiał się mocy Pana, potęgę Jego wystawił na próbę, mówiąc: "jeśliś jest synem Bożym, rozkaż, aby te kamienie stały się chlebem" - Mt 4,3. Wszechmogący mógł oczywiście jego żądanie spełnić, boć pewnie nic łatwiejszego, jak żeby na rozkaz Stworzyciela wszelkie stworzenie przybierało taką postać, jakiej On sobie życzy; tak było np. na owych godach małżeńskich; skoro tylko zechciał, przemienił wodę w wino (Jan 2,1). Ale tutaj postanowieniom Pańskim, powziętym dla naszego zbawienia, przystało raczej udaremnić chytrość rozpysznionego wroga nie tyle siłą Bóstwa, co tajemnicą pokory. Po przepędzeniu zaś szatana, kiedy wszystkie fortele zwodziciela spełzły na niczym, "przystąpili do Pana i służyli Mu aniołowie" - Mt 4,11. Wśród podstępnych nagabywań szatańskich miała się okazać szczerze ludzka natura, w usługiwaniu zaś świętych aniołów ujawnić bóstwo tego, co i rzeczywistym człowiekiem i prawdziwym jest Bogiem. Niech zadrżą tedy synowie i wychowankowie szatana, ci, co to będąc jadu wężowego pełni, uwodzą ludzi prostodusznych! Przeczą oni temu, że w Chrystusie były rzeczywiście obie prawdziwe natury, odzierając w nim albo Boga z człowieczeństwa, albo człowieka z bóstwa. A przecież jeden i drugi fałsz ich twierdzenia rozbija się tak oczywiście o dowód tych jednoczesnych zdarzeń; odczuwanie głodu cielesnego okazało dobitnie pełną ludzką naturę, usługiwanie zaś aniołów ujawniło pełne bóstwo.
4. Najmilsi, pouczył nas Zbawiciel, że "nie samym chlebem żyje człowiek, ale i wszelkim słowem Bożym" - Łk 4,4; Mt 4,4. Słuszna przeto, aby lud chrześcijański więcej tęsknił za pokarmem słowa Bożego niż za dosytem chleba. Ochotnym i radosnym sercem rozpoczynajmy ten uroczysty post w duchu wiary. Obchodźmy go nie jałową głodówką, do jakiej zmusza nas nierzadko już to jakieś niedomaganie fizyczne, już to niesmak przesytu - jeno szczodrą wolą czynienia dobrze. - Bądźmy jednymi z tych, co o których sama Prawda powiada: "błogosławieni ci, co łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni" - Mt 5,6. Zasmakujemy w uczynkach miłosierdzia. Nasycajmy się pokarmem, odżywiającym na wieczność! Nakarmienie ubogich z darów naszych oto niech będzie nasza przyjemność; przyodzianie nagich niezbędną im odzieżą - oto radość nasza! Dajmy odczuć nasze ludzkie współczucie chorym, przykutym do łoża boleści, niedołężnym kalekom, znękanym wygnańcom, opuszczonym sierotom, w smutku i troskach pogrążonym wdowom. By zaradzić ich wszystkim potrzebom, winien każdy wnosić cząstkę własną, swojej dobrej woli. Kto wielkie ma serce, temu środków nie zabraknie nigdy! Boć nie od wielkości majątku zawisła miara współczucia i miłości bliźniego. W dobrą wolę bogaty nawet przy małych zasobach potrafi się zasłużyć. - Zapewne nakład bogatych większy będzie niż mniej zamożnych, ale owoc z ich uprawy nie będzie się różnił, jeśli z jednakową pielęgnowany jest miłością.
5. Istnieją jednak także, najmilsi, inne korony cnót wspaniałych, po które w tej tak sposobnej do pełnienia dobrych uczynków dobie siegać można bez uszczuplenia spichrzów i bez ofiar pieniężnych; poskromić np. własną swawolę, wyrzec się pijaństwa, ująć żądze cielesne w karby czystości; albo też przekuć zawiść na miłość, pojednać się z wrogiem, opanować spokojem swoją popędliwość i wyrozumiale darować krzywdę; albo wreszcie taki wdrożyć obyczaj między chlebodawcami a służbą, żeby pierwsi nie dawali odczuwać dotkliwie swej władzy, druga natomiast sama z siebie powolniejsza była rozkazom. Oto jest postępowanie jednające nam miłosierdzie Boże i przebaczenie grzechów, oto przygotowanie do zbożnego obchodu chwalebnej uroczystości Zmartwychwstania. Przykładem takiego zachowania, uświęconym dawną już tradycją, świecą nam sami pobożni cesarze rzymskiego imperium. Skłaniają oni pokornie swoją władzę i majestat w hołdzie przed tajemnicą Męki i Zmartwychwstania Pańskiego. - Łagodząc surowość swoich ustaw, uwalniają z kajdan wielu ciężkich przestępców. - Łaskawość ich, wzorowana w tej porze zmiłowań na niebios dobroci, to hasło do ubiegania się o nią dla wszystkich. Niech tedy i narody chrześcijańskie idą w ślady swych władców i do łaskawości w swym życiu domowym pobudzają się królewskimi przykłady! Nie godzi się bowiem, aby prywatny wymiar sprawiedliwości był surowszy niż publiczny. (Raźno zatem do dzieła!) Niech będą winy odpuszczone i prysną kajdany niewoli, urazy do cna wymazane, a żądza zemsty precz wyklęta! Łaska Boża i łaskawość ludzi sprawie, że wszyscy - wszyscy jak jeden mąż, wejdą w progi uroczystych świąt rozradowanym, wolnym od win sercem! Przez tego Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który z Ojcem i z Duchem Świętym zyje i króluje, jako Bóg w wieczności nieskończonej. Amen.
Test pochodzi z: św. Leon Wielki - Mowy - Księgarnia św. Wojciecha 1957, POK t. XXIV, s.174 - 179
Do dnia dzisiejszego zachował się zbiór prawie 100 mów wygłoszonych do wiernych przez pierwszego papieża który w uznaniu swoich zasług otrzymał tytuł - "Wielki". Mowa o papieżu św. Leonie Wielkim - papież w latach 440 - 461. W zachowanym zbiorze mów wygłoszonych w trakcie pontyfikatu przez papieża Leona zachował się zbiór 12 mów na Wielki Post. Zacytuję teraz treść Mowy 2 na Wielki Post - w zbiorze mów występuje jako Mowa 40.
Zamiast komentarza niech przemówi papież.:
Mowa 40
Na Wielki Post 2
1. Najmilsi! Wprawdzie już sam powrót okresu przedwielkanocnego ustalonego prawem, przynosi nam ten nakaz, abyśmy pościli przez dni 40; ale i naszą powinnością jest dodać zachętę. Za łaską Pana nie będzie ona ani bez pożytku dla ospałych, ani uciążliwa dla gorliwych. Boć skoro te dni w szczególniejszy sposób przeznaczone są na spotęgowanie sumienności w pełnieniu zadania religijnego, jestem święcie przekonany, że nie masz między wami takiego, co by z radością nie przyjął pobudki do dobrego dzieła. - Zmienna jest natura nasza, dopóki pozostaje pod władzą śmierci; chociażby ona osiągnęła najwyższe jakich cnót szczyty, zawsze jednak już to upaść może, już to podnieść się jeszcze wyżej. Jest to nawet cechą rzetelnej sprawiedliwości doskonałych, że nigdy nie uważają oni siebie za już doskonałych; gdyby bowiem spuścili z oczu cel niedokończonej jeszcze pielgrzymki ziemskiej, mogliby snadnie właśnie wtedy narazić się na niebezpieczeństwo upadku, kiedy ustali w dążeniu do postępu. Ponieważ nikt z nas, najmilsi, nie jest tak doskonały i święty, żeby nie mógł coraz więcej doskonalić się i uświęcać, wszyscy przeto w ogóle, bez względu na różnice stopni i na jakość zasług, od już zdobytych do jeszcze nieosiągniętych biegnijmy ze zbożną zachłannością; wychodźmy ciągle naprzód koniecznym zwiększeniem dobrych czynów poza już sobie przyswojoną miarę. Kto w tych zwłaszcza dniach nie okaże większej gorliwości w służbie Bożej, ten widocznie niezbyt jest religijnym w innym czasie.
2. W porę tedy ozwały się dla uszu naszych te słowa Apostoła, dopiero co przeczytane z jego przepowiadania: - "oto teraz czas pożądany, oto teraz dzień zbawienia" - 2 Kor 6,2. Czyż bowiem może być coś nad ten czas bardziej godne pożądania i od tych dni zbawienniejsze, kiedy wypowiada się walkę błędom, a wzrasta we wszystkich cnotach? Zawszeć co prawda, duszo chrześcijańska, winna była mieć się na baczności wobec wroga twego zbawienia i udaremniać jego zasadzki. Teraz jednak jeszcze więcej strzec się musisz i działać przezorniej, bo i nieprzyjaciel twój sroższą teraz pała nienawiścią. Toc teraz właśnie po całym świecie wytrąca się mu z ręki berło zadawnionego panowania i odtrąca niezliczony "sprzęt zdobyczny". Całe gromady wszelkiej narodowości i języka wyrzekają się straszliwego łupieżcy. Po wszystkiej ziemi tysiące ludzi przygotowuje się do odrodzenia w Chrystusie; nie masz juz takiego stanu, co by nie powstawał przeciw jego tyranii. Ze zbliżaniem się zaś tego dnia, w ktorym oni mają stać się "nowym stworzeniem" wyrzuca się z nich precz władającego nimi ducha złości. Zgrzyta więc nienawistnie pozbawiony łupu niegodziwiec i stara się powetować sobie nowym zyskiem prawo, jakie mu się z rąk wymyka. Niezmordowanie i bez wytchnienia poluje na owieczki, niebacznie oddalające się od świętej owczarni, starając się na stromych zboczach rozkoszy i urwiskach rozwiązłości doprowadzić je do zguby. Rozognia gniewy, syci zawiści, zaostrza pożądliwości, wyszydza wstrzemięźliwych, łechce podniebienia smakoszy.
3. Czyż taki bowiem nie śmiałby kogo zaczepić - on, co do samego Pana naszego, Jezusa Chrystusa, ważył się przystąpić, próbując swoich podstępów? Opowiadanie ewangeliczne jasno nam przedstawiło, że Zbawiciel nasz, Bóg prawdziwy, po 40 dniach i nocach poszczenia, zaczął łaknąć odczuwając głód, podobnie jak my, słabe istoty. Chciał w ten sposób okazać też w pełni prawdziwe swoje człowieczeństwo, z góry zapobiegając wszelkim co do tego bezbożnym mniemaniom i błędom.
Wtedy szatan ucieszył się, że znalazł w nim oznaki natury, podległej cierpieniu i śmierci, że zaś najbardziej obawiał się mocy Pana, potęgę Jego wystawił na próbę, mówiąc: "jeśliś jest synem Bożym, rozkaż, aby te kamienie stały się chlebem" - Mt 4,3. Wszechmogący mógł oczywiście jego żądanie spełnić, boć pewnie nic łatwiejszego, jak żeby na rozkaz Stworzyciela wszelkie stworzenie przybierało taką postać, jakiej On sobie życzy; tak było np. na owych godach małżeńskich; skoro tylko zechciał, przemienił wodę w wino (Jan 2,1). Ale tutaj postanowieniom Pańskim, powziętym dla naszego zbawienia, przystało raczej udaremnić chytrość rozpysznionego wroga nie tyle siłą Bóstwa, co tajemnicą pokory. Po przepędzeniu zaś szatana, kiedy wszystkie fortele zwodziciela spełzły na niczym, "przystąpili do Pana i służyli Mu aniołowie" - Mt 4,11. Wśród podstępnych nagabywań szatańskich miała się okazać szczerze ludzka natura, w usługiwaniu zaś świętych aniołów ujawnić bóstwo tego, co i rzeczywistym człowiekiem i prawdziwym jest Bogiem. Niech zadrżą tedy synowie i wychowankowie szatana, ci, co to będąc jadu wężowego pełni, uwodzą ludzi prostodusznych! Przeczą oni temu, że w Chrystusie były rzeczywiście obie prawdziwe natury, odzierając w nim albo Boga z człowieczeństwa, albo człowieka z bóstwa. A przecież jeden i drugi fałsz ich twierdzenia rozbija się tak oczywiście o dowód tych jednoczesnych zdarzeń; odczuwanie głodu cielesnego okazało dobitnie pełną ludzką naturę, usługiwanie zaś aniołów ujawniło pełne bóstwo.
4. Najmilsi, pouczył nas Zbawiciel, że "nie samym chlebem żyje człowiek, ale i wszelkim słowem Bożym" - Łk 4,4; Mt 4,4. Słuszna przeto, aby lud chrześcijański więcej tęsknił za pokarmem słowa Bożego niż za dosytem chleba. Ochotnym i radosnym sercem rozpoczynajmy ten uroczysty post w duchu wiary. Obchodźmy go nie jałową głodówką, do jakiej zmusza nas nierzadko już to jakieś niedomaganie fizyczne, już to niesmak przesytu - jeno szczodrą wolą czynienia dobrze. - Bądźmy jednymi z tych, co o których sama Prawda powiada: "błogosławieni ci, co łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni" - Mt 5,6. Zasmakujemy w uczynkach miłosierdzia. Nasycajmy się pokarmem, odżywiającym na wieczność! Nakarmienie ubogich z darów naszych oto niech będzie nasza przyjemność; przyodzianie nagich niezbędną im odzieżą - oto radość nasza! Dajmy odczuć nasze ludzkie współczucie chorym, przykutym do łoża boleści, niedołężnym kalekom, znękanym wygnańcom, opuszczonym sierotom, w smutku i troskach pogrążonym wdowom. By zaradzić ich wszystkim potrzebom, winien każdy wnosić cząstkę własną, swojej dobrej woli. Kto wielkie ma serce, temu środków nie zabraknie nigdy! Boć nie od wielkości majątku zawisła miara współczucia i miłości bliźniego. W dobrą wolę bogaty nawet przy małych zasobach potrafi się zasłużyć. - Zapewne nakład bogatych większy będzie niż mniej zamożnych, ale owoc z ich uprawy nie będzie się różnił, jeśli z jednakową pielęgnowany jest miłością.
5. Istnieją jednak także, najmilsi, inne korony cnót wspaniałych, po które w tej tak sposobnej do pełnienia dobrych uczynków dobie siegać można bez uszczuplenia spichrzów i bez ofiar pieniężnych; poskromić np. własną swawolę, wyrzec się pijaństwa, ująć żądze cielesne w karby czystości; albo też przekuć zawiść na miłość, pojednać się z wrogiem, opanować spokojem swoją popędliwość i wyrozumiale darować krzywdę; albo wreszcie taki wdrożyć obyczaj między chlebodawcami a służbą, żeby pierwsi nie dawali odczuwać dotkliwie swej władzy, druga natomiast sama z siebie powolniejsza była rozkazom. Oto jest postępowanie jednające nam miłosierdzie Boże i przebaczenie grzechów, oto przygotowanie do zbożnego obchodu chwalebnej uroczystości Zmartwychwstania. Przykładem takiego zachowania, uświęconym dawną już tradycją, świecą nam sami pobożni cesarze rzymskiego imperium. Skłaniają oni pokornie swoją władzę i majestat w hołdzie przed tajemnicą Męki i Zmartwychwstania Pańskiego. - Łagodząc surowość swoich ustaw, uwalniają z kajdan wielu ciężkich przestępców. - Łaskawość ich, wzorowana w tej porze zmiłowań na niebios dobroci, to hasło do ubiegania się o nią dla wszystkich. Niech tedy i narody chrześcijańskie idą w ślady swych władców i do łaskawości w swym życiu domowym pobudzają się królewskimi przykłady! Nie godzi się bowiem, aby prywatny wymiar sprawiedliwości był surowszy niż publiczny. (Raźno zatem do dzieła!) Niech będą winy odpuszczone i prysną kajdany niewoli, urazy do cna wymazane, a żądza zemsty precz wyklęta! Łaska Boża i łaskawość ludzi sprawie, że wszyscy - wszyscy jak jeden mąż, wejdą w progi uroczystych świąt rozradowanym, wolnym od win sercem! Przez tego Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który z Ojcem i z Duchem Świętym zyje i króluje, jako Bóg w wieczności nieskończonej. Amen.
Test pochodzi z: św. Leon Wielki - Mowy - Księgarnia św. Wojciecha 1957, POK t. XXIV, s.174 - 179
Subskrybuj:
Posty (Atom)