piątek, 16 listopada 2012

Teodolinda - ostatni list

Po poślubieniu Agilulfa, królowa Teodolinda podjęła pewne działania religijne które pozwalają przypuszczać że jej celem było skłonienie królewskiego małżonka do konwersji. Przykładem takich działań jest chociażby budowa kościoła pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela w Monzy. Uczeni przypuszczają iż właśnie ten a nie iny patron koscioła był wyrażaniem pewnego programu - św. Jan Chrzciciel symbolizuje bowiem przyszłe powszechne nawrócenie i powszechną konwersję. Jednakże, jak wydaje się król jednak nie dokonał konwersji, chociaż nie tylko zaprzestał rogich aktów wobec Rzymu a także nie popierał arianizmu.  Co więcej, zgodził się aby jego syn wyznaczony na następcę, Adaloald, został ochrzczony w wybudowanym z inicjatywy królowej kościele w Monzy. Ochrzczony w obrządku katolickim na Wielkanoc roku 603. Nieco wcześniej pozwolił, aby jedna z jego córek, zapewne Gundoberga, przyjęła wiarę katolicką.
Właśnie tych wydarzeń dotyczy ostatni list papieża Grzegorza skierowany do królowej Longobardów.

                               Grzegorz do królowej Teodolindy  -  grudzień 603


    Pismo, które już dawno przysłaliście nam z Genui, pozwoliło nam wziąć udział w waszej radości; dowiedzieliśmy się bowiem, że z łaski Boga wszechmocnego został wam dany syn i - co jest bardzo chwalebne ze strony Waszej Ekscelencji - że został włączony do wiary katolickiej. Po waszych bowiem chrześcijańskich uczuciach należało się właśnie spodziewać, że utwierdzicie w słuszności wiary katolickiej syna, którego otrzymaliście z daru Bożego, aby i Odkupiciel nasz widział w tobie swą niezawodną służebnicę, i szczęśliwie ustrzegł w swojej bojaźni nowego króla dla narodu Longobardów. Modlimy się więc do Boga wszechmocnego, żeby i was strzegł na drodze swych przykazań, i sprawił, by ten najznakomitszy syn wasz Adaloald wzrastał w Jego milości, aby jak wielki już jest tu, wśród ludzi, tak też przez dobre postępowanie zasłużył na chwałę przed oczyma Boga naszego. Jeśli zaś idzie o sprawę, o której Wasza Ekscelencja pisała, byśmy dokładnie odpowiedzieli najmilszemu synowi naszemu, opatowi Sekundusowi, na to, co nam napisał, to któż mógłby lekceważyć - gdyby mu choroba nie przeszkadzała - czy jego prośbę, czy wasze pragnienia, skoro widzi w nich pożytek dla wielu? Tak bardzo jednak męczyła nas podagra, że nie mogliśmy nie tylko dyktować, ale nawet mówić, jak się o tym przekonali oddawcy niniejszego pisma, wasi posłowie, którzy przybywszy do nas znaleźli nas złożonych chorobą i odchodząc zostawili w najwyższym niebezpieczeństwie życia i prawie konających. Ale jeśli za zarządzeniem Boga wszechmocnego wyzdrowieję, szczegółowo odpowiem na wszystko, o czym mi pisał. Posyłam jednak przez oddawców niniejszego listu akta tego synodu, który się odbył za czasów pobożnej pamięci Justyniana, aby czytając je najmilszy wspomniany syn mój przekonał się, że fałszem jest wszystko, co słyszał przeciw Stolicy Apostolskiej lub Kosciołowi katolickiemu. Niechże nas Bóg strzeże, byśmy przyjmowali tłumaczenie jakiegokolwiek heretyka lub w czymkolwiek zbaczali od zasad naszego poprzednika świętej pamięci Leona, lecz przyjmujemy wszystko, cokolwiek zostało określone przez cztery święte synody, a potępiamy, co zostało odrzucone.
    Najznakomitszemu zaś synowi naszemu, królowi Adaloaldowi, kazaliśmy posłać "filaktę", to jest krzyżyk z drzewem świętego Krzyża Pańskiego, i wyjątek z Ewangelii świętej w szkatułce perskiej. Posyłam także córce mej, jego siostrze, trzy pierścienie, dwa z hiacyntami, a jeden z białym kamieniem; podarki te proszę im wręczyć osobiście, by nasza miłość u nich wzrosła dzięki pośrednictwu Waszej Ekscelencji.
    Nadto pozdrawiając was z ojcowską miłością prosimy, byście w naszym imieniu podziękowali najznakomitszemu synowi naszemu, królowi, małżonkowi waszemu, za zawarcie pokoju i żebyście także na przyszłość umysł jego - jak to jest waszym zwyczajem - z całych sił kierowali ku pokojowi; w ten sposób będziecie mogli przed obliczem Boga wszechmocnego otrzymać nagrodę za ratowanie niewinnego narodu, który może haniebnie zginąć, i za wiele dobrych uczynków, jakie spełniacie.

List  XIV, 12 w:  św. Grzegorz, Listy t. 4, s.240-242, W-wa 1955





                                           Korona królowej Teodolindy przechowywana
                                                     w skarbcu katedry w Monza  

 Zyczliwa neutralność króla spowodowała że duża część arystokracji dokonała konwersji na katolicyzm. Dzięki temu, a także niewątpliwemu wpływowi królowej, mógł Agilulf udzielić azylu w swoim królestwie św. Kolumbanowi, irlandzkiemu mnichowi, wygnanemu z Burgundii przez Teodoryka II i Brunhildę. Oczywiście, udzielenie azylu miało bardziej podtekst polityczny niż religijny, niemniej pozwoliło to na znalezienie w końcu miejsca stałego pobytu dla tego nieustępliwego mnicha irlandzkiego. Pobyt Kolumbana wśród Longobardów to temat na oddzielny artykuł, ale to właśnie jemu zawdzięczamy informację iż Agilulf zadeklarował swoją gotowość przejścia na katolicyzm, pod warunkiem zakończenia schizmy związanej z kwestią tzw. Trzech Rozdziałów. Pisze o tym Kolumban w swoim niezwykle interesującym liście adresowanym do następcy św. Grzegorza na tronie papieskim - Bonifacego IV. Jednakże król umiera w r. 616 najprawdopodobniej nie dokonawszy ostatecznie konwersji. Tym niemniej zezwalając na katolicki chrzest swojego syna i ogłoszenie go następcą tronu, wraz z powierzeniem regencji dla jego matki a swojej żony, w praktyce, w sposób pokojowy dokonał konwersji na katolicyzm swojego narodu.
Dalsze losy Longobardów to już losy narodu katolickiego. Oczywiście, nie była to konwersja powszechna, nadal współistniały z sobą wierzenia pogańskie,a także silną pozycją posiadał nadal arianizm, ale decyzja już zapadła. W sposób pokojowy naród powoli staje się katolicki.
Królowa Teodolinda przeżyje jeszcze panowanie swojego syna, który niestety został odsunięty od władzy. Paweł Diakon w swojej "Historii Longobardów" pisze że powodem złożenia króla z urzędu była jego choroba umysłowa. W r. 626 królem zostaje wybrany dux Turyny, Arioald, arianin. Ad\rioald w celu legitymizowania swojej władzy poślubia córkę Teodolindy, Gundobergę, która była katoliczką i kontynuuje politykę tolerancji religijnej.
Królowa Teodolinda umiera w 628 roku.

środa, 14 listopada 2012

Kolumban i cud piwa

     Pozostając nadal na terenie królestwa Longobardów, chciałbym na chwilę powrócić do postaci jednego z największych mnichów wczesnego średniowiecza - św. Kolumbana, który właśnie w jako poddany króla Longobardów zmarł w klasztorze w Bobbio najprawdopodobniej 23 listopada 615 roku.
     Żywot św. Kolumbana spisany przez mnicha znanego jako Jonasz z Bobbio. Nie posiadamy zbyt wiele informacji związanych z postacią autora.  Wiemy że został mnichem w Bobbio ok. roku 618, a więc już po śmierci Kolumbana. Z tego też powodu jest cennym świadectwem epoki.
    "Żywot Kolumbana" jest typowym dziełem hagiograficznym, w którego osnową jest opis cudów, z tym że ich opis jest dośc charakterystyczny ze względu na dużą ilość cudów związanych z cnotą posłuszeństwa. Wskazuje to jednoznacznie na adresata do którego był skierowany "Żywot" . Był nim przede wszystkim mnich,  członek wspólnoty zakonnej. I właśnie opis jednego z takich cudów przedstawię poniżej.






                                                 Klasztor św. Kolumbana w Bobbio

   Fragment z "Żywota Kolumbana" jaki chcę zacytować jest opisem chyba najbardziej popularnego cudu. Popularność ta związana jest pewnie z pewnym płynem który jest jakby drugoplanowym bohaterem tego fragmentu. Mowa jest o piwie, a to zawsze wzbudza zainteresowanie czytelników. Opis tego cudu pozwala nam też uświadomić znaczenie tego napoju w diecie mnichów. Nie zmienia to faktu iż głównym celem autora było wykazanie jak ważna w życiu mnicha jest cnota posłuszeństwa. Aby w pełni zrozumieć znaczenie dokonanego przez św. Kolumbana przytoczę wcześniej fragment z Reguły klasztornej  . Nie należy zapominać że autorem Reguły był właśnie św. Kolumban.

III.  Gdyby jednak na skutek nieuwagi, zapomnienia albo beztroski rozsypał czy rozlał coś płynnego lub suchego w zbyt dużej ilości, ma przez długi czas błagać o wybaczenie, bez najmniejszego ruchu leżąc krzyżem w kościele, podczas gdy bracia będą o godzinie dwunastej śpiewać dwanaście psalmów. Gdyby zaś rozlał bardzo dużo, wówczas przez tyle dni ma oddawać pieniądze otrzymywane wedle zwyczaju na własne utrzymanie, ile miar piwa albo czego innego przez nieuwagę zniszczył, a żeby wiedział, iż to utracił, niechaj pije wodę zamiast piwa. Za rozlanie czegoś innego na stół albo za zrzucenie ze stołu, uważam, że wystarczy prośba o wybaczenie w czasie posiłku.

    Jak widać z powyższego fragmentu Reguły kara za rozlanie czyli zniszczenie piwa była dotkliwa. I mając w pamięci ten fragment możemy w pełni zrozumieć znaczenie tego fragmentu z "Żywotu Kolumbana"  który teraz przytoczę.

                               Jonasz z Bobbio - Żywot Kolumbana
                          rozdział 16 - Przelanie się piwa bez ubytku 

   Z kolei opowiem o innym cudzie dokonanym przez świetego Kolumbana i jego sługę sprawującego pieczę nad piwnicą. Gdy zbliżała się już godzina posiłku i zawiadujący refektarzem chciał przygotować piwo - jest ono wytwarzane z soków zboża, zwłaszcza jęczmienia, a piją je wszystkie ludy ziemie (z wyjątkiem Skordysków i Dardanów) zamieszkujące nad oceanem, to znaczy mieszkańcy Galii, Brytanii, Irlandii, Germanii, a także pozostałe, które nie różnią się od nich zwyczajami - wziąwszy naczynie nazywane tiprus zaniósł je do piwnicy i postawił przed beczką, w której było przechowywane piwo; następnie wyjął szpunt, aby płyn mógł swobodnie spływać do naczynia. Nagle na polecenie ojca [świętego Kolumbana] zawołał go inny z braci. Ów pełen gorliwego posłuszeństwa zapomniał zamknąć odpływ i szybkim krokiem udał się do świętego męża, a w ręku trzymał szpunt nazywany też zaworem. Kiedy mąż Boży wyłożył mu polecenia, ten uprzytomnił sobie nagle swoje niedbalstwo i szybko pobiegł z powrotem do piwnicy mniemając, iż beczka, z której wypływało piwo, jest już pusta. Przyjrzawszy się jednak uważnie zobaczył, że piwo przerosło objętość naczynia, ale ani jedna kropla nie wylała się na zewnątrz, można było sądzić, że naczynie podwoiło swą wysokość, płyn zaś jak wyrośnięty jesion wydobywał się od dna naczynia na kształt wielkiej okrągłej korony. Tak wielkie były zasługi wydającego rozkaz i tak wielkie posłuszeństwo podwładnego, iż Pan chciał w ten sposób odwrócić smutek jednego i drugiego, aby nie musieli zrzec się dozwolonych posiłków, jeśliby przez pospiech wydającego rozkaz i gorliwość słuchającego pomniejszyło się wspólne dobro braci. Sprawiedliwy Sędzia zapobiegł przeto temu i uwolnił obu od winy, której, jak musieliby przyznać, dopuścili się już na skutek zbiegu okoliczności, już to z woli Pana.

     Można tylko westchnąć, szkoda że podobne reguły nie obowiązują dzisiejszych polityków, że każdy odpowiada za swoje czyny. Zarówno ten kto wydaje polecenia, jak i ten kto je wykonuje. Tutaj wszyscy działali w dobrej wierze, a jednak zgodnie z regułą kara zostałaby nałożona. A tak dzięki z jednej strony cnocie posłuszeństwa z jednej strony, a z drugiej świętości wydającego polecenie kara została anulowana.
Nic więc dziwnego że kardynał Ratzinger, obecny papież Benedykt XVI mógł spokojnie wypić kufel piwa. Tak samo jak przed wiekami św. Kolumban i nieznany z imienia brat sprawujący piecze nad piwnicą.

   

               
Fragmenty Reguły klasztornej oraz Żywotu Kolumbana  pochodzą z: Pisma Starochrześcijańskich Pisarzy, t.LX -   św. Kolumban "Pisma", Jonasz z Bobbio "Żywot Kolumbana",s. 143 i s. 201-202 , W-wa 1995                
 


wtorek, 6 listopada 2012

Teodolinda - Listy św. Grzegorza Wielkiego

W korespondencji papieża św. Grzegorza Wielkiego możemy znaleźć także listy skierowane do  Teodolindy, królowej Longobardów. Warto na chwilę zatrzymać się nad tą korespondencją gdyż zarówno treść tych listów jest bardzo ciekawa, podobnie jak i adresatka.
Tedodolinda urodziła się około r. 570, była córką potężnego księcia Bawarów - Garibalda. Pierwotnie zgodnie z relacją kronikarza frankijskiego z VII wieku znanego pod imieniem Fredegara,  miała poślubić  władcę Franków Childeberta II, jednakże na wskutek ingerencji matki, królowej Brunhildy do tego małżeństwa nie doszło.
W roku 588 Teodolinda poślubia więc  Autariego, króla Longobardów, który paradoksalnie wcześniej starał się o rękę siostry króla Franków Childeberta II. Małżeństwo to było o tyle ciekawe iż władca Longobardów był arianinem. Władcą został niedawno gdyż w r. 584 po dziesiątkach lat waśni pomiędzy możnowładcami. Jego największym więc pragnieniem było ustabilizowanie władzy królewskiej, a miało to wiązać się z zasadą, zgodnie z którą religia króla jest religią państwową.  Procesowi przechodzenia na arianizm miał pomóc edykt wydany na Wielkanoc 590 roku, kiedy zakazał wszystkim swoim poddanym chrzcić dzieci w obrządku katolickim. Mówi o tym krótki list Grzegorza, który przytoczę w całości:

                                               Grzegorz do wszystkich biskupów Italii - styczeń 591

    "Ponieważ wielki zbrodniarz  Autaryt w tę uroczystość wielkanocną, która się niedawno skończyła, zabronił chrzcić dzieci Longobardów w wierze katolickiej, Majestat Boży za tę winę zgładził go, aby już nie oglądał uroczystości następnej Wielkanocy. Przeto godzi się, Czcigodni Bracia, abyście napominali wszystkich Longobardów w waszych miejscowościach, by ze względu na panującą wszędzie wielką śmiertelność doprowadzili do wiary katolickiej te dzieci, które były ochrzczone w herezji ariańskiej, o ile im życzą drogi wiodącej do Boga wszechmocnego. Napominajcie więc tych, których możecie, i przekonujcie ich, ile wam sił starczy. Porywajcie ich do prawdziwej wiary, głoście im bez ustanku życie wieczne, abyście  mogli wykazać owoce waszej pasterskiej działalności, gdy staniecie przed obliczem surowego Sędziego."  - List I,17 w: Św. Grzegorz, Listy t. 1 s. 28 W-wa 1954.

Wracając do przepisu, jego wydaniu nie towarzyszył obowiązek konwersji odnoszący się do katolików albo pogan, ale docelowo król pragnął uczynić z arianizmu czynnik tożsamości swego ludu.  Przypadek sprawił że jego zamysł miał duże szanse na powodzenie, gdyż właśnie w roku 590 Italia została dotknięta straszliwą epidemią, zabrała ona m.in. poprzednika św. Grzegorza papieża Pelagiusza II. Przerażeni rodzice longobardzcy - nawet ci którzy byli katolikami, szybko chrzcili swoje dzieci w jedynym sankcjonowanym przez państwo obrządku, czyli w obrządku ariańskim, co wzbudziło niepokój w Rzymie, czego świadectwem jest cytowany powyżej papieski list.  Pomimo starań aby uczynić swoją wiarę religią państwową, król Autarit szanował wolność religijną swojej małżonki, a także potrafił zdobywać się na pojednawcze gesty wobec papieża, co przyznał także św. Grzegorz w jednym ze swoich listów - List VII, 23 - zwrot odnalezionego klucza z konfesji św. Piotra.
Próba konwersji Longobardów na arianizm szybko się skończyła gdyż Autari umiera 5 września 590 roku i od następnej wiosny jego następca Agilulf cofa przepisy zabraniające przechodzenia na katolicyzm.
Nowy król Agilulf nie miał powodu, by kontynuować politykę swego poprzednika, tym bardziej że prawdopodobnie sam był poganinem. Tak przynajmniej pisze wielki mnich irlandzki Kolumban w jednym z swoich listów:  "...to jednak, kiedy pogański król Longobardów prosi, ażeby nieuczony szkocki pielgrzym napisał..."   - List V,  w: św. Kolumban - Pisma, PSP t. 60, s. 103. Faktem jest bowiem że poczawszy od roku 590 nie ma w źródłach żadnych wzmianek o arianizmie jako religii Longobardów. Można nawet powiedzieć że król sprzyjał katolicyzmowi. Zwłaszcza że poślubił wdowę po swoim poprzedniku - królową Teodolindę. Pozwolił jej prowadzić także korespondencją z papieżem Grzegorzem, co też papiez skwapliwie wykorzystał.
Pierwszy list papieża do królowej  jest datowany na wrzesień 593 roku i jest związany z zerwaniem przez królową jedności kościelnej z biskupem Mediolanu, Konstancjuszem. Spór dotyczył sporu wokół tzw. schizmy Trzech Rozdziałów dotyczącej potępienia pism trzech wschodnich teologów z tzw. szkoły antiocheńskiej. Nie będę w tym momencie wgłębiał się w zawiłości teologiczna związane z tym problemem, chciałbym przedstawić natomiast treść listu jaki wystosował w tej kwestii papież Grzegorz do królowej Teodolindy:

                    Grzegorz, do Teodolindy, królowej Longobardów - wrzesień 593

    "Za pośrednictwem pewnych ludzi doszła do nas wiadomość że niektórzy biskupi doprowadzili Waszą Chwalebność aż do takiego zgorszenia przeciw świętemu Kościołowi, iż zerwaliście łączność z katolicką jednomyślnością. Nad tym bolejemy tym bardziej, im szczerzej was miłujemy - ponieważ wierzycie ludziom niedoświadczonym i głupim, którzy nie tylko nie wiedzą, co mówią, lecz zaledwie mogą pojąć to, co słyszeli.
    Mówią oni bowiem, że za czasów pobożnej pamięci Justyniana były jakieś postanowienia przeciwne synodowi chalcedońskiemu. Tacy ludzie trwają w błędzie, jaki sobie sami o nas wytworzyli, gdyż ani sami nic nie czytają, ani nie wierzą tym, którzy czytają. My bowiem wobec sumienia wyznajemy, że jeśli chodzi o wiarę synodu chalcedońskiego, nic nie zostało naruszone ani pogwałcone. A cokolwiek stało się w czasach wspomnianego Justyniana, stało się tak, że wiara soboru chalcedońskiego w niczym nie ucierpiała. Jeżeli zaś ktoś odważy się cokolwiek mówić lub myśleć przeciwko wierze tegoż synodu, my jego rozumowanie odrzucamy i wyklinamy go. Gdy więc dzięki świadectwu naszego sumienia przekonujecie się o naszej niewinności, nie powinniście się odłączać od jedności Kościoła katolickiego, aby nie poszło na marne tyle waszych łez i tak wielkie dobre uczynki, gdy się okazuje, że są one z dala od prawdziwej wiary. Wypada więc, by Wasza Chwalebność jak najprędzej posłała list do przewielebnego brata i współbiskupa mego Konstancjusza  - ktorego wiara i życie od dawna są mi dobrze znane - zawiadomiła go, że życzliwie przyjęliście wiadomość o jego konsekracji i że się od łączności z Kościołem w niczym nie oddzielacie. Sądzę jednak, że jest rzeczą zbyteczną mówić o tym, gdyż uważam, iż jeśli nawet była jeszcze w umyśle waszym jakaś wątpliwość, to po przybyciu syna mego, opata Jana , i pisarza Hipolita, została ona z waszego serca usunięta." - List IV, 4 w: św. Grzegorz, Listy  t. 2 s. 9 - W-wa 1954

List ten jednak nie dotarł do królowej. Został on bowiem przesłany na ręce biskupa Konstancjusza wraz z prośbą o przekazanie go królowej. Z przyczyn dyplomatycznych biskup Mediolanu jednak zatrzymał rzeczony list, a papież później pogratulował mu tej inicjatywy, głównie właśnie z powodu dość jednoznacznej prośby związanej z uznaniem przez królową V soboru powszechnego:

    "Piszecie dalej, iż nie chcieliście posłać mego listu królowej Teodolindzie dlatego, że był w nim wymieniony piąty synod, czym by się według waszego zdania mogła zgorszyć; dobrzesię stało, żeście nie posłali" -  List IV, 37 w: św. Grzegorz - Listy t. 2 s. 50, W-wa 1954.

Redaguje więc papież wlipcu 594 roku nowy list który jest swoistym majstersztykiem dyplomatycznym. Nie ma w nim wymienionego z nazwy piątego soboru powszechnego, przy czym papież potepia biskupów  nie zgadzających się z postanowieniami tego soboru. Ta swoista  dyplomacja była związana z pomocą jakiej oczekiwał papież od królowej w związku z prowadzonymi negocjacjami pokojowymi miedzy Rzymianami i Longobardami.  Oto treść tego nowego listu:

                   Grzegorz do Teodolindy, królowej Longobardów - lipiec 594

    "Za pośrednictwem pewnych ludzi doszła do nas wiadomość, że niektórzy biskupi doprowadzili Waszą Chwalebność aż do takiego zgorszenia przeciw świętemu Kościołowi, iż zerwaliście łączność z katolicką jednomyślnością. Bolejemy nad tym tym bardziej, im szczerzej was miłujemy, ponieważ wierzycie ludziom niedoświadczonym i głupim, którzy nie tylko nie wiedzą, co mówią, lecz zaledwie mogą pojąć to, co słyszeli. Tacy ludzie trwają w błędzie, jaki sobie sami o nas wytworzyli, gdyż ani sami nic nie czytają, ani nie wierzą tym, którzy czytają.
    My bowiem szanujemy cztery święte synody: nicejski, na którym został potępiony Ariusz, konstantynopolitański, na którym - Macedoniusz, efeski pierwszy, na którym - Nestoriusz i Dioskor, chalcedoński, na którym - Eutyches. Wyznajemy, że ktokolwiek inaczej rozumuje niż te cztery synody, daleki jest od prawdziwej wiary. Potępiamy zaś tych, których one potępiają, i rozgrzeszamy tych, których rozgrzeszają, wydając wyrok wyklęcia na tego, kto by się ważył cokolwiek dodać do wiary tychże czterech synodów lub odjąć od niej, zwłaszcza zaś chalcedońskiego, którego prawowierność niektórzy niedoświadczeni zaczęli podawać w wątpliwość.
    Gdy więc to z otwartego mego wyznania poznajecie, godną jest rzeczą, byście o Kościele błogosławionego Piotra, Księcia Apostołów, żadnego nadal nie mieli powątpiewania. Trwajcie w prawdziwej wierze i oprzyjkcie swe życie na opoce Kościoła, to jest na wyznaniu błogosławionego Piotra, Księcia Apostołów, by nie przepadło tyle waszych łez i tak wielkie dobre uczynki, gdyby się oddaliły od prawdziwej wiary. Jak bowiem gałązki bez mocy korzenia usychają, tak i uczynki, choćby się dobrymi wydawały, niczym są, jeśli odłączają się od spójni wiary. Wypada więc, by Wasza Chwalebność jak najprędzej posłała list do przewielebnego brata i współbiskupa mego, Konstancjusza - którego wiara i życie od dawna są mi dobrze znane - i zawiadomiła go, że życzliwie przyjęliście wiadomość o jego konsekracji. A ponieważ od łączności z jego kościołem w niczym się nie odłączacie, prawdziwie możemy się wspólnie cieszyć z dobrej i wiernej córki. Wiedzcie też, że przez to i wasze uczynki podobają się Bogu, jeśli - zanim Jego sąd przyjdzie - będą potwierdzone sądem jego kapłanów. -  List IV, 33 w: św. Grzegorz, Listy  t. 2, s. 44, W-wa  1954    

Papież nie zawiódł się na królowej. bardzo sprzyjała negocjacjom pokojowym zakończonych podpisaniem  w 598 roku traktatu pokojowego między Rzymianami a Longobardami. Paweł Diakon  w swojej Historii Longobardów  podaje także że Teodolinda czynnie działała na rzec restytucji dóbr skradzionych z kościołów, a także że usilnie zabiegała o konwersję swojego męża, lecz w świetle korespondencji papieża i wątpliwości co ortodoksji królowej nie wydaje się to tak pewne. Zwłaszcza że kronika Pawła Diakona jest późniejsza od opisywanych wydarzeń o ponad 150 lat. Niemniej następny list papieża świadczy o dobrych stosunkach pomiędzy królową a papieżem:

                      Grzegorz do Teodolindy, królowej Longobardów - listopad 598

    "Dowiedzieliśmy się z doniesienia naszego syna, opata Probusa, że Wasza Dostojność gorliwie i życzliwie - jak to zwykle czyni - przyczyniła się do zawarcia pokoju. Albowiem po waszej wierze chrześcijańskiej można się było tylko tego spodziewać, że do sprawy pokoju na wszelki sposób dołożycie starań i okażecie swą dobroć. Przeto dzięki składamy Bogu wszechmocnemu, ktory tak w miłosierdziu swym kieruje waszym sercem, że podobnie jak udziela wam prawdziwej wiary, tak też pozwala wam zawsze czynić to, co Mu jest miłe.  Wiedz bowiem, Najznakomitsza Córko, że niemałą zyskałaś sobie nagrodę za oszczędzenie krwi, która byłaby z obu stron wylana. Przeto dzięki czyniąc za wasze usiłowania, błagamy miłosierdzie Boga naszego, by wam za waszą dobroć zapłacił na ciele i duszy, w tym i przyszłym życiu.
    Nadto pozdrawiając was z ojcowską miłością wzywamy was, byście u najznakomitszego małżonka swego usiłowali zyskać to, aby nie odrzucał współżycia z chrześcijańską rzecząpospolitą.
    Albowiem wierzymy, że i wy wiecie, iż ze wszech miar pożytecznym by było, gdyby wszedł z nią w stosunki przyjazne.
    Zgodnie więc z waszym zwyczajem starajcie się zawsze o pojednanie stron i wszędzie, gdzie się nadarzy sposobność do zasługi, dbajcie o to, byście swe dobre uczynki mogli dalej powierzać oczom Boga wszechmocnego"  - List IX, 67 w: św. Grzegorz, Listy t. 3 s. 110, W-wa 1955.

 

środa, 31 października 2012

Dlaczego nalezy czcić świętych - Jan Damasceński

     Już w IV wieku spotykamy na Wschodzie wspomnienie wszystkich męczenników obchodzone jednego dnia. Na początku nie było jednolitej daty. Obchodzono ten dzień najczęściej w okresie wiosny. W Rzymie był to dzień 13 maja. W tym dniu bowiem w roku 610 dokonano poświęcenia pogańskiej świątyni Panteon która od tej pory będzie kościołem pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny i Wszystkich Męczenników. Ten dzień obchodzono natomiast w Irlandii, Bawarii i części Galii w dniu 1 listopada. Z bliżej nieznanych powodów w IX wieku Rzym przyjmuje także datę 1 listopada jako dzień w którym Kościół oddaje cześć wszystkim świętym, tzn. męczennikom i wyznawcom. Pierwotnie czczono w ten sposób tylko męczenników, jednakże wraz z upływem lat  pojawia się także kult wyznawców. Ich życie staje się świadectwem wcielenia w życie  słów Chrystusa: "bądźcie doskonali jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" - Mt 5,48. O tych słowach przypomina także św. Paweł mówiąc: "wolą Bożą jest wasze uświęcenie" - 1 Tes 4,3.
    Nawiązując do tego dnia chciałbym przytoczyć fragment z dzieła wielkiego Ojca Kościoła, obrońcy kultu obrazów, św. Jana Damasceńskiego który  tak uzasadnia potrzebę oddawania czci świętym.


                                                             Św. Jan Damasceński

    "Należy czcić świętych, ponieważ są przyjaciółmi Chrystusa oraz dziećmi i dziedzicami Boga, jak mówi Jan Teolog Ewangelista: "Wszystkim zaś, którzy Je (słowo) przyjęli, dał moc stania się dziećmi Bożymi" - J 1,12.
    "Przeto nie są już sługami, lecz synami, a jeśli synami, to i dziedzicami, dziedzicami Bożymi wespół z Chrystusem" - Rz 8,17; Ga 4,7. I sam Pan mówi do Apostołów w świętych Ewangeliach: "Wy jesteście moimi przyjaciółmi. Już nie będę was nazywał sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego" - J 15,14n.
    Nadto jeśli Stwórca i Pan wszystkich rzeczy nazywany jest "Królem królujących" i "Panem panujących"  Ap 19,16 i "Bogiem bogów" - Pwp 10,17, to właśnie święci są owymi bogami i panami i królami, bo to ich Bogiem, Panem i Królem jest i nazywa się Bóg. Mówi bowiem do Mojżesza: "Jam jest Bóg Abrahama i Bóg Izaaka, i Bóg Jakuba" - Wj 7,1. Lecz nie mówię o świętych jako bogach, królach i panujących dosłownie, tylko w tym znaczeniu, że byli królami i panami swoich namiętności i ustrzegli w sobie nieskażone podobieństwo do Boskiego obrazu, według którego zostali stworzeni - przecież i o wizerunku króla mówimy "król" - oraz, że duchowo byli z Bogiem złączeni i gościli Go w sobie, a przez posiadanie Go stali się dzięki łasce tym, czym On jest z natury.
    Jakże więc nie czcić tych, którzy byli i są oddanymi sługami, przyjaciółmi i synami Boga? Bo cześć, jaką się okazuje najlepszym współsługom, jest dowodem miłości względem wspólnego Pana. Byli też oni niby skarbnicami i czystymi mieszkaniami Boga i stali się miejscem Jego przebywania, jak sam powiedział: "Zamieszkam w nich i będę z nimi przestawał, i stanę się ich Bogiem" - Kpł 12,2; 2 Kor 6,16.
    O tym, że "dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich śmierć"  - Mdr 3,1, mówi Pismo Święte. Stąd śmierć świętych jest raczej snem niż śmiercią. Bo "utrudizli się do czasu, a żyć będą bez końca" - Ps 49,9. I  "drogocenna przed Panem jest śmierć świętych jego" - Ps 115,15. Cóż jest bardziej cennego niż być w ręku Boga? Bo On jest Życiem i Światłem, a więc ci, którzy są w Jego ręku, pozostają w życiu i światłości.
    Apostoł daje świadectwo o tym, że również w ich ciałach Bog zamieszkał poprzez ich umysł. "Czyż nie wiecie, że ciała wasze są świątynią mieszkającego w was Ducha Świętego?" - 1 Kor 6,19. "A duchem jest Pan" - 2Kor 3,17. I jeszcze: "kto znieważa świątynię Boga, tego zniszczy Bóg" - 1Kor 3,17. Jakże więc można nie czcić żywych świątyń Boga, żywych Jego mieszkań? Przecież oni żyli w tak ścisłym zespoleniu z Bogiem!
    Jako zbawcze źródło zostawił nam Chrystus szczątki świętych. Wypływają z nich wielorakie dobrodziejstwa, dobywa się wonność olejku... Znana nam jest potęga Boga i względy, jakimi cieszą się u niego święci.
    W Prawie, kto dotknął umarłego, był nieczysty - Lb 19,11, lecz to nie są umarli. Odkąd bowiem do umarłych zaliczało się samo Życie i Dawca Życia, już nie są umarłymi ci, którzy zasnęli w nadziei zmartwychwstania i w wierze w Niego. Bo jakże mogłoby martwe ciało działać cuda? Dlaczego wobec tych szczątków pierzchają demony, cofają się epidemie, chorzy odzyskują zdrowie, niewidomi widzą, trędowaci zostają oczyszczeni, ustępują pokusy i strapienia, a "wszelki dar dobry zstępuje do Ojca światłości na tych, którzy proszą z wiarą niezachwianą" - Jk 1,17.
    Ile zadałbyś sobie trudu, by znaleźć pośrednika, który by cię przedstawił śmiertelnemu królowi i był u niego twoim rzecznikiem? Czyż nie należy oddawać czci rzecznikom całego rodzaju ludzkiego, zanoszącym za nas prośby do Boga? Jak najbardziej należy się im cześć: przez wznoszenie Bogu świątyń pod ich wezwaniem, składanie płodów ziemi, obchodzenie dni ku ich pamieci, ale wśród radości duchowych, by nasze wesele było godne tych, którzy upominają nas, żebyśmy zamierzając oddać im cześć, nie wywołali ich gniewu. Bo tylko to co przynosi część Bogu, cieszy również Jego czcicieli, a to co Boga obraża, obraża także Jego przyboczną straż. My zatem, jako prawdziwie wierzący, czcijmy świętych śpiewem "psalmów, hymnów i pieśni duchowych"  Ef 5,19, w skrusze i miłosierdziu względem potrzebujących - jako że i Bóg w ten sposób najbardziej jest czczony. Stawiajmy im pomniki, twórzmy widzialne podobizny, a sami usiłujmy się stawać żywymi ich pomnikami i podobiznami przez naśladowanie ich cnót.
    Bogarodzicę czcijmy jako prawdziwą i rzeczywistą Matkę Boga, Jana Poprzednika czcijmy jako proroka i chrzciciela, apostoła i męczennika, bo jak orzekł sam Pan: "Pomiędzy urodzonymi z niewiast nie powstał nikt większy od Jana" - Mt 11,11, on tez był pierwszym heroldem Królestwa. Apostołów czcijmy jako braci Pana, naocznych świadków i pomocników w trudach Jego, których Bóg Ojciec, "znając od wieków przeznaczył na to, by upodobnili się do postaci Jego Syna" - Rz 8,29 - "najpierw apostołów, potem proroków, po trzecie pasterzy i nauczycieli"  - 1Kor 12,38; Ef 4,11.
    Czcijmy także męczenników Pana, wybranych z każdego stanu jako żołnierzy Chrystusa, i tych, którzy pili kielich Jego, ochrzczeni wtedy chrztem ożywiającej jego śmierci i jako uczestników Jego cierpień i Jego chwały. Przewodzi im pierwszy diakon Chrystusa i a apostoł, pierwszy męczennik - Szczepan.
    Również świętych Ojców naszych czcijmy - bogomyślnych ascetów, którzy zniesli długotrwałe męczeństwo sumienia, "którzy odziani w skóry owcze i kozie tułali się w niedostatku, utrapieniach, krzywdach na pustyniach, po górach, jaskiniach i rozpadlinach - których nie był godny świat" - Hbr 11,37n. Wreszcie czcią otaczajmy także proroków sprzed czasów łaski, patriarchów i sprawiedliwych, którzy zapowiadali przyjście Pana.
    A wpatrzeni w postępowanie ich wszystkich, "ubiegajmy się o ich wiarę" - Hbr 13,7, o ich miłość, nadzieję, wierność, sposób życia, męstwo w cierpieniach, ich stałość aż do przelania krwi, abyśmy im dorównali w zdobywaniu wieńców chwały."

Powyższy fragment pochodzi z: Jan Damasceński, Wykład wiary prawdziwej 4,11.  Wyd PAX Warszawa 1969, s. 253, tł. B. Wojkowski

piątek, 26 października 2012

Kobiety w korespondencji św. Grzegorza Wielkiego

     Jeszcze raz powrócę do miejsca i roli kobiety w społeczeństwie, w którym chrześcijaństwo powoli zaczyna odgrywać dominującą rolę. O tym jak ważna była ta rola może świadczyć chociażby spuścizna epistolograficzna jednego z największych papieży schyłku starożytności - św. Grzegorza Wielkiego. Postać bardzo ważna, gdyż żyje on na przełomie dziejów, jest on jak pisze E, . Gilson w "Historii filozofii chrześcijańskiej w wiekach średnich" - "ostatnim przedstawicielem odchodzącej starożytnej kultury rzymskiej" - s. 101. Wiek VI jest wiekiem burzliwych przemian, można powiedzieć, że od tego momentu rozpoczyna się nowa era w dziejach Europy. Grzegorz nie stworzył żadnego systematycznego traktatu na temat kobiety, ale pozostawił po sobie wiele komentarzy dotyczącego tego problemu rozsianych po całej twórczości, poczynając od komentarzy biblijnych a skończywszy na korespondencji. I właśnie na kobietach będących adresatkami tej korespondencji chciałbym zatrzymać się. Listy te, bowiem świadczą dobitnie o znaczeniu jakie miały kobiety w sferze zarówno politycznej jak i religijnej. Owszem, adresatkami tych listów sa kobiety będące integralną częścią elit i na pewno miały większe możliwości oddziaływania na życie, tym, niemniej pomimo istnienia formalnego podporządkowania nie były one bezwolne. Powyższa korespondencja dobitnie o tym świadczy.





                                                     Św. Grzegorz Wielki - 540 - 604
                                                           papież w latach  590 - 604

Korespondencja ta była adresowana do dwóch cesarzowych i trzech królowych tamtego czasu. Pierwsza z nich to Konstantyna, żona cesarza Maurycjusza (582-602. Znajomość ta, to owoc pobytu Grzegorza na cesarskim dworze w Konstantynopolu w charakterze apokryzjariusza - legata, w latach mniej więcej 579 - 586.  Pierwszy z listów datowany na czerwiec 594r, jest odpowiedzią na prośbę o relikwie św. Pawła.

"Najjaśniejsza Łaskawość Wasza, odznaczająca się gorliwą pobożnością i umiłowaniem świętości, w rozkazie swym zażądała ode mnie głowy św. Pawła lub jakiejś innej cząstki jego ciała dla kościoła budującego się ku czci tego świętego Apostoła w pałacu .... tym większy mnie ogarnia smutek, że tego, co polecacie nie mogę ani nie śmiem uczynić"  -  List IV,30 w: Św. Grzegorz Listy t. 2 s. 39.

Dokładnie rok później pisze kolejne dwa listy, pomimo tego że wcześniej odpowiedział negatywnie na prośbę cesarzowej, co prawda uzasadnienie tej odmowy jest istnym kunsztem sztuki dyplomatycznej połączonej z argumentacją teologiczną, tym razem prosi o pomoc w kwestiach dyscyplinarnych. Informuje iż wyspy Sardynia, Korsyka i Sycylia  w gwałtowny sposób są łupione przez sędziów. jednym słowem prosi o pomoc w walce z korupcją. Zakłada przy tym że cesarz nic o tym nie wie gdyż:

"Nie przypuszczam bowiem, aby to doszło do waszych najłaskawszych uszu. Gdyby bowiem było doszło, już by na pewno takiego stanu rzeczy nie było. Należy to w odpowiednim czasie podsunąć najłaskawszemu władcy, aby tak niecny i tak wielki ciężar grzechu odsunął od duszy, od tronu i od swych dzieci" -  List V,38 w: Listy t. 2, s. 105.

Drugi list dotyczy sprawy o większym ciężarze gatunkowym z punktu widzenia papieża, gdyż zwraca uwagę cesarzowej na używanie tytułu "patriarchy ekumenicznego" przez ówczesnego patriarchę Konstantynopola Jana IV Postnika:

"W sprawie tej wspomniany brat i współbiskup mój działa przeciw orzeczeniu ewangelicznemu, przeciw błogosławionemu Apostołowi Piotrowi, przeciw wszystkim kosciołom i postanowieniom kanonów" -  List V,39 w: Listy t. 2, s. 107.

Oba, cytowane powyżej listy pełne są kurtuazyjnej uprzejmości i oba są prośbą o wsparcie w problemach zależnych od cesarza. I nie są to tylko grzecznościowe listy, papiez zdaje sobie sprawę z realnych mozliwosci politycznych cesarzowej .

Istnieje jeszcze jeden list do cesarzowej, tym razem Leoncji, żony dawnego centuriona Fokasa, który po rewolcie i zamordowaniu swojego poprzednika Maurycjusza obejmuje tron cesarski w 602 roku.  Liste ten jest dość krótki, ale niestety utrzymany w bardzo pompatycznym stylu i dość serwilistyczny,  odzwierciedla tym samym polityczną słabość urzędu papieskiego. Niemniej w zakończeniu polecając pamięci cesarzowej rzymski kosciół, nie omieszka przypomnieć o pozycji tego kościoła:

"Wiedząc jednak, że miłujecie Boga wszechmocnego, nie potrzebuję prosić o to, co dobrowolnie czynicie z życzliwej swej łaskawości. O ile bowiem więcej boicie się Stwórcy wszechrzeczy, o tyle bardziej możecie kochać kościół tego, ktoremu powiedziano: <Ty jesteś Opoką, a na tej opoce zbuduję Kościół mój i bramy piekielne nie zwyciężą go>". -  List XIII, 42 w: Listy t. 4, s. 209.

Są jeszcze listy do królowych. jeden z nich adresowany jest do Berty, królowej Kentu - zm. 616. List ten zawiera zarówno napomnienia duchowe jak i zachętę do wspierania misji Augustyna z Canterbury wysłanego przez papieża z zadaniem nawrócenia i stworzenia hierarchii kościelnej w Anglii. Papiez tak pisze do królowej:

"Nieustannym zachęcaniem krzepcie więc umysł sławnego małżonka waszego w umiłowaniu wiary chrześcijańskiej, niech wasza troskliwość wpaja mu coraz  wiekszą miłość ku Bogu i tak zapala jego ducha także ku najpełniejszemu nawróceniu poddanego mu narodu..."  - List XI, 35 w: Listy t. 4 s. 90.
List ten nie pozostał bez odpowiedzi, odpowiedzią nie był list, a przynajmniej taki nie zachował się, ale czyny. Biskup Augustyn  utworzył silną organizację kościelną w tej części Anglii, a małżonek Berty, król Etelbert nie dość że nawrócił się, ale jest czczony także jako święty.  Tak właśnie wyglądało nawracanie  w wykonaniu chrześcijan. Nawracanie, które podobno miało pochłonąć tysiące ofiar i obrociło w perzynę kwitnące miasta. 

Zachowało się za to, aż 10 listów skierowanych do Brunhildy, królowej Austrazji, części dawnego państwa Franków. Brunhilda - zm w 613 r. była silną osobowością, od 567 r. była zoną Sigiberta, frankijskiego króla Austrazji, który jednocześnie był wujem królowej Berty z Kentu. W listach tych dotyka problemów politycznych, jak i organizacyjnych Kościoła. Jest to korespondencja świadcząca o dobrych stosunkach pomiędzy królową a papieżem, a także mówi wyraźnie o wpływach tej kobiety a także o zdolnosciach dyplomatycznych papieża. Bardzo ciekawy pod tym względem jest list VIII, 4 w którym papież z jednej strony pozytywnie odpowiada na prośbę o przesłanie paliusza biskupiego Syagriuszowi a z drugiej strony tłumaczy, dlaczego nie zrobił tego wcześniej. Przy okazji przypomina królowej o zasadach jakie powinnystać za wyborem odpowiedniego człowieka na urząd biskupa:

"Aby więc ta wasza troskliwość była owocna w oczach naszego Stwórcy, niech wasza chrześcijańska zapobiegliwość pilnie czuwa i nie pozwala nikomu w swym królestwie wstępować do stanu duchownego czy to dzięki datkom pieniężnym, czy dzięki czyjemuś poparciu czy pokrewieństwu, lecz niechaj na biskupstwo lub na inny urząd duchowny będzie wybierany ten, kto zyciem i obyczajami okaże się tego godnym, a by w razie gdyby godność kapłańska była przedajna - a tego sobie nie życzymy - nie powstała w tamtych stronach herezja symonii, która jako pierwsza wystąpiła w Kościele i została potępiona wyrokiem Ojców, i aby nie zmniejszyła - oby tego nie było - sił waszego królestwa" -  List VIII, 4 w: Listy t. 3, s. 12. 

 

poniedziałek, 22 października 2012

Kobiety - mniszki

      Ponownie powrócę do roli i pozycji kobiet w wczesnym chrześcijaństwie. Czyli do przykładów, które znane jedynie nielicznemu gronu pasjonatów historii tego okresu. Nic dziwnego, niezbyt nadają sie jako przykłady świadczące o deptaniu godności kobiet przez Kościół, tezy, tak często i gorliwie podnoszonej przez współczesne, na szczęście nie wszystkie, feministki. Dzisiaj chciałbym przedstawić tekst będący swoistego rodzaju biografią jednej z kobiet, której życie było na tyle szczególne i warte opisu, że stała się jedna z sztandarowych postaci wczesnochrześcijańskiego monastycyzmu.      Tym biografem był jeden z najsłynniejszych teologów V wieku, Teodoret biskup Cyru - miasta położonego na terytorium dzisiejszej Syrii. Był bardzo płodnym i wszechstronnym pisarzem. Jego spuścizna literacka jest niesłychanie bogata. Nie będę teraz omawiał twórczości literackiej Teodoreta. Skupię się na jednym dziele, napisanym niejako z potrzeby serca, a także po to, aby dac świadectwo życiu mnichów. Sam był mnichem, przebywał w klasztorze od około 416 roku i pomimo powołania go w roku 423 na biskupa Cyru nie zmienił zasad swojego życia.      Dzieło, o którym mowa nosi tytuł: Philotheos historia"  - tytuł ten można rozumieć jako "Dzieje ludzi miłujących Boga" lu "Dzieje ludzi świętych". Jeśli się zważy, iż Teodoret za główny motyw ascetycznego życia swoich bohaterów uważa ich miłość ku Bogu, tytuł ten można po prostu rozumieć jako "Dzieje Bożej miłości".  Teodoret dzieło swoje napisał w roku 444, jego celem było ocalenie od zapomnienia ich czynów. Nie miał zamiaru przedstawić historii monastycyzmu syryjskiego z jego początkiem i rozwoje i cechami charakterystycznymi poszczególnych wspólnot. Tego typu koncepcja była obca potrzebom starożytnych, którzy oczekiwali opisu rodzajów życia opartego na żywych przykładach. Celem Teodoreta było więc ukazanie sylwetek mnichów, którzy wyróżnili się w różnych sposobach życia i mogli czytelnikom służyć za wzory do naśladowania.
    Nie sposób zapomnieć o roli jaką w jego życiu odegrała matka. W ten sposób ponownie mamy do czynienia z wielką rolą kobiet w życiu zarówno rodziny jak i wspólnoty. Z mnichami, głównie anachoretami z okolic Antiochii, związana była jego matka. Kiedy miała 22 lata, pustelnik Piotr uleczył ją z choroby oka i pod wpływem pustelnika sama zaczęła prowadzić życie ascetyczne, na tyle , na ile było to możliwe w życiu rodzinnym.
    Jako chłopiec Teodoret wraz z matką odwiedzał znanych eremitów Piotra, Macedoniusza, Afrahata i innych. Pod wpływem przykładu ich życia sam obrał życie mnisze, chociaż nie jako anachoreta, ale w wspólnocie klasztornej.
    Dzieło jakie już w wieku dojrzałym napisał i które poświęcił życiu mnichów syryjskim nie jest typową hagiografią. Opiera się głównie na swoich doświadczeniach osobistych zgodnie z tym co pisze:
    "Pewne fakty... widziałem na własne oczy. Czego sam nie widziałem, usłyszałem od tych, którzy tych mężów wdzieli, od tych, którzy jako miłujący cnotę, zasłużyli na to, by ich widzieć i przyjąć ich naukę"  tak pisze w Prologu rozdz. 11.
     Jeden z 30 żywotów zamieszczonych w tej księdze poświęcony jest życiu kobiety-mniszki i ten właśnie żywot przytoczę.






                                                 Klasztor Deir Mar Musa w Syrii



                                                        DOMNINA

                                                          Sposób  życia 

1. Gdy godna podziwu Domnina postanowiła naśladować życie natchnionego Marona, o którym wspomnieliśmy wyżej, zbudowała sobie w ogrodzie matczynego domu małą chatę z łodyg prosa. W niej mieszka skrapiając nieprzerwanie łzami nie tylko swe policzki, ale także zrobione z włosia suknie, gdyż tego rodzaju szatami okrywa swe ciało. Gdy zapieją koguty, udaje się do niedalekiej świątyni Bożej i razem z innymi kobietami i mężczyznami śpiewa Bogu Wszechświata pochwalne hymny. Czyni to nie tylko na początku, ale i na końcu dnia, bo sama tak uważa i poucza o tym drugich, iż miejsce poświęcone Bogu zasługuje na większy szacunek niż każde inne. Dlatego miejsce to uznała godnym wszelkiej troski i skłoniła matkę i braci, aby ze swego majątku łożyli na Kościół. 

                                         Dar łez 

2.  Za pożywienie służy jej rozmiękczona w wodzie soczewica, ale wytrzymuje wszelkie trudy, chociaż jej wycieńczone ciało jest na wpół umarłe. Skóra cienka jak błonka okrywa delikatne kości, gdyż tłuszcz i mięśnie zanikły wskutek umartwienia. Wystawiona na widok wszystkich, którzy chcą ją widzieć, tak mężczyzn jak i kobiet, sama nie patrzy nikomu w twarz  i nikomu nie pokazuje swojej twarzy, lecz dokładnie zakryta welonem stoi pochylona, głową niemal dotykając kolan. Mówi słabym głosem i niewyraźnie, słowa łącząc zawsze ze łzami. Często brała moją rekę i kładła ją na swoje oczy, a gdy ją odejmowała, ściekały z niej łzy.
    Jakież słowa zdołają wychwalić tę kobietę, która żyjąc w takim bogactwie filozofii płacze, lamentuje i wzdycha jak ludzie żyjący w skrajnym ubóstwie? To żarliwa miłość do Boga rodzi te łzy, zagrzewa umysł do kontemplacji Bożej, przebija go swoimi strzałami i przynagla do przejścia stąd do innego życia.  

                                  Gościnność i dobroczynność

 3. Spędzając dzień i noc na tych ćwiczeniach, nie zaniedbuje jednak innych form uprawiania cnoty. W miarę sił zajmuje się dzielnymi bojownikami, o których wspomnieliśmy, jak i tymi, których pominęliśmy. Troszczy się też o tych, którzy przychodzą do niej. Każe im zatrzymać się u pasterza ze swojej wsi i dostarcza mu wszystko, co dla nich konieczne. Rozporządza bowiem na te wydatki majątkiem matki i braci, na który sprowadza błogosławieństwo. Także mnie samemu, gdy przychodzę w tę okolicę, która leży w północnej części naszego kraju, przysyła chleb, owoce i zmiękczoną soczewicę. 

                                                 Klasztory żeńskie w Syrii

4. Jak długo jednak będę się jeszcze rozwodził, usiłując opowiedzieć o wszystkich cnotach tej kobiety - zwłaszcza, że trzeba byłoby przedstawić życie również pozostałych niewiast naśladujących i Domninę, i te, o których wspomniałem wyżej? A jest ich wiele. Jedne z nich obrały życie pustelnicze, inne natomiast pokochały życie wspólne. Te ostatnie w grupach po dwieście pięćdziesiąt, niekiedy więcej, niekiedy mniej, żyją w ten sam sposób, przyjmują to samo pożywienie, śpią jedynie na matach z sitowia, ręce zatrudniają przędzeniem wełny, a języki poświęcają na śpiewanie hymnów.

                                                     Zakończenie

5. Istnieje ogromna, wprost niepoliczalna liczba takich szkół filozofii nie tylko w naszym kraju, ale także na całym Wschodzie. Pełno ich w Palestynie, w Egipcie, w Azji, Poncie i całej Europie. Odkąd bowiem nasz Pan Chrystus uczcił dziewictwo rodząc się z dziewicy, natura wydała łaki dziewictwa i te wonne i niewiędnące kwiaty ofiarowuje Stwórcy, nie czyniąc różnicy między męską a żeńską cnotą ani nie dzieląc filozofii na dwie odmienne części, bo różnica dotyczy ciał a nie dusz. Istotnie, według boskiego Apostoła, "w Chrystusie Jezusie nie ma już mężczyzny ani kobiety". Jedna też wiara została dana mężczyznom i kobietom: "jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który jest i działa ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich". Jedno też królestwo niebieskie boski Sędzia ofiarował zwycięzcom, ustalając je jako wspólną nagrodę za zmagania.   

6. Liczne są zatem, jak powiedziałem palestry pobożności, tak mężczyzn jak i kobiet, nie tylko u nas, lecz także w całej Syrii, Palestynie, Cylicji i Mezopotamii. Podobno w Egipcie niektóre szkoły filozoficzne liczą do pięciu tysięcy mężczyzn, którzy pracują i jednocześnie chwalą Pana; dzięki pracy zdobywają nie tylko konieczne pożywienie dla siebie, ale też pomagają przychodzącym gościom i tym, którzy są w potrzebie. 

7. Ale opowiedzieć wszystko nie tylko dla mnie, ale i dla wszystkich historyków jest rzeczą niemożliwą. Gdyby nawet było to możliwe, sądzę, że byłby to trud zbyteczny i ambitna praca nie dająca żadnej korzyści. Dla tych bowiem, którzy chcą odnieść jakiś pożytek, i to, co powiedziałem, wystarczy, aby spełnić ich życzenie. W tym celu przypomniałem różne sposoby życia i do opowiadań o mężczyznach dołączyłem opowiadania o niewiastach, aby wszyscy, starzy, młodzi i kobiety, znaleźli w nich wzory filozofii i aby każdy odpowiadający mu sposób życia kształtował według przedstawionego w naszym opowiadaniu przykładu. Jak malarze, patrząc na model, odtwarzają oczy, nos, usta, policzki, uszy, czoło, włosy i brodę, do tego pozycję siedzącą lub stojącą, a także wyraz oczu - czy jest przyjemny, czy groźny, tak każdy czytelnik tego pisma, który wybierze sobie jakiś sposób życia do naśladowania, powinien własne życie kształtować według tego wybranego wzoru. I jak stolarze, dopasowując deski według sznura mierniczego, tak długo zheblowują zbyteczną część deski, aż stwierdzą, iż deska jest równa przyłożonemu do niej modelowi, tak ten, kto pragnie naśladować czyjeś życie, powinien wziąć je sobie za wzór i obcinać nadmiar swojej złości, a uzupełniać niedostatek swojej cnoty. Dlatego podjęliśmy trud napisania tego dzieła, aby dać sposobność wyciągnięcia z niego korzyści tym, którzy tego zechcą. Czytelników zaś, którzy bez trudu będą się cieszyć owocami cudzej pracy, proszę, aby trudy te odwzajemnili modlitwą.  

8. Błagam także tych, których życie opisałem, aby mnie nie pozostawili z dala od swego duchowego chóru, lecz by mnie, który jestem tu na dole, podnieśli do szczytu cnoty i włączyli do swego chóru, abym nie tylko chwalił cudze bogactwo, lecz żebym sam miał sposobność wysławiać i wielbić czynem, słowem i myślą Zbawcę wszystkich, wraz z którym chwała niech będzie Ojcu z Duchem Świętym teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen. 


Teskst pochodzi z:  Teodoret biskup Cyru - "Dzieje miłości Bożej" - Żródła Monastyczne t. 7, Tyniec 1994, s. 295-299. tł. Katarzyna Augustyniak 




czwartek, 18 października 2012

Z irlandzkich penitencjarzy

     Kościół powinien się zmienić,gdyż nie dostrzega postępu nauki, bez sensu neguje prawo do aborcji tym samym ingeruje w podstawowe prawa człowieka. Przecież zarodek to jeszcze nie człowiek. Czytając tego typu teksty można odnieść wrażenie, że sprzeciw wobec aborcji i walka o ochronę poczętego życia to jakaś wręcz obsesja religijna i to o stosunkowo niezbyt odległym w czasie rodowodzie. Pojawiają sie co jakiś czas cytaty, a to z św. Augustyna, a to z innych Ojców Kościoła, a zwłaszcza z św. Tomasza z Akwinu. Cytaty, które mają potwierdzać słuszność tezy, że kiedyś Kościół nie był tak restrykcyjny, jak obecnie. Jakże często rzekome "cytaty" z pism Ojców są bądź wyrwane z konteksty bądź pochodzą nie z konkretnych dzieł tylko z tendencyjnych opracowań. Pytania o podanie konkretnego źródła pozostają bez odpowiedzi.      Dziwny to upór zwolenników nowoczesnego państwa, którzy za wszelką cenę chcą nawet historię nagiąć zgodnie z własnymi założeniami ideologicznymi. Mam wrażenie, że najbardziej drażniąca jest ta niezmienność nauczania. Traktowanie życia jako największej wartości. To niezmienne i nieustanne przypominanie o świętości życia świadczy dokładnie o czymś przeciwnym niż argumenty, które mają świadczyć o błędach Kościoła. Potwierdzają one podstawową prawdę - wiara nie jest ludzkim wymysłem. Życie jest darem a my jesteśmy tylko jego strażnikami i obrońcami.
     W pierwszych wiekach chrześcijaństwa surowo podchodzono do jakichkolwiek prób łamania przykazań. Dyscyplina pokutna, zwłaszcza w kręgu kultury celtyckiej była bardzo surowa. Według dzisiejszych standardów można rzecz, wręcz nieludzka. Tylko czy aby na pewno? Warto pamiętać czytając teksty zwłaszcza irlandzkich ksiąg penitencjalnych o uwarunkowaniach historycznych w jakich one powstały i kręgu kulturowym, z którego wywodzą się.
     Chciałbym przedstawić kilka tych przepisów pochodzących z ksiąg zwanych penitencjarzami, będących swoistym indeksem kar za popełnione grzechy. W tym przypadku chodzi właśnie o aborcję. Teksty te są niepodważalnym świadectwem stosunku Kościoła do aborcji. Tym bardziej, że istniały w kręgu chrześcijaństwa iryjskiego już od samego początku, czyli od V wieku.





     Irlandzkie krzyże, stojące od wieków wśród lasów i łąk, nieustannie przypominają o tym co najważniejsze. "przemija postać świata...".

                                         Księga pokutna św. Kolumbana (ok. 543-615)

     18. Gdyby jakiś świecki lub niewiasta zabiła swoje dziecko, winni pokutować przez cały rok o chlebie i wodzie, przez pozostałe dwa niech powstrzymują się od wina i mięsa. W ten sposób najpierw na mocy osądu kapłana zostaną przyjeci do ołtarza i wówczas mężczyzna może prawnie poznać swoje łoże.
     Oto świeccy powinni wiedzieć, że w czasie pokuty nakazanej im przez kapłanów, nie wolno im obcować ze swoimi żonami, a dopiero dopełniwszy pokutę, nie powinno się bowiem odprawiać połowicznej pokuty.

                                             Kanony Irlandzkie (połowa VII wieku)

     6. Pokuta za spędzenie płodu dziecka w łonie matki: 3 i pół roku.
     7. Pokuta za zabicie ciała z duszą: 7 i pół roku o chlebie i wodzie, w czystości.
         Tutaj mmamy przykład przepisu który wprowadza tak wiele zamieszania, gdyż niektórzy widzą w nim dowód na to że aborcja była dopuszczana. W starożytności i średniowieczu dyskutowano nad animacją płodu ludzkiego, czyli obdarowaniem go duszą. Za Arystotelesem przyjmowano 40 dzień dla chłopców i 80 dla dziewczynek. Dywagacje tego typu były wynikiem  stanu wiedzy medycznej a nie zezwolenia na aborcję w wcześniejszym okresie. Wcześniejszego okresu dotyczy kanon 6.     

                                    Księga pokutna Pseudo-Kummeana (wiek VIII)

     III.34. Niewiasty nierządne, które zapierają się swojego potomstwa, jeśli czynią coś ze sobą, aby pozbyć się płodu z łona, niech pokutują 10 lat.

      VI, 3. Kobiety, które uprawiają nierząd i zabijają swoje dzieci, a także spędzają poczęte płody, według ustaleń dawnych ojców, do końca życia, a teraz łagodniej postanowiono: niech pokutują 10 lat.

     VI. 11. Jeśli matka zabije swoje dziecko w łonie przed czterdziestym dniem [od poczęcia], niech pokutuje rok; jesli po upływie czterdziestu dni, niech pokutuje jak zabójca, 3 lata.

     VI.21. Gdyby kobieta dobrowolnie spędziła płód, 3 lata o chlebie i wodzie.

     VII.2. Gdyby ktoś robił napoje miłosne i nikogo nie zabił, jeśli jest duchownym, niech pokutuje rok o chlebie i wodzie; jeśli subdiakonem  - 2 lata, diakonem - 3 lata, z tego rok o chlebie i wodzie, jeśli kapłanem - 5, z tego rok o chlebie i wodzie. Świeccy niech pokutują pół roku, zwłaszcza jeśli takim [uczynkiem] spędzili płód jakiejś kobiety i każdy z nich dodatkowo pokutuje 3 lata o chlebie i wodzie, ponieważ są oskarżeni o zabójstwo.  

                             Orzeczenia Teodora biskupa Canterbury (668-690)
                                                 Capitala Dacheriana

      113. Kobieta dobrowolnie tracąca swój płód, jeśli przed 40 dniem od poczęcia, niech pokutuje 1 rok, jeśli później, niech pokutuje 3 lata.

                            Orzeczenia Teodora biskupa Canterbury (668-690)
                                              Discipulus Umbrensium

       XIV.24. Kobiety, które dokonały aborcji zanim płód ma duszę, niech pokutują rok lub 3 czterdziestnice lub 40 dni, stosownie do jakości winy, jeśli później, to jest po 40 dniach od przyjęcia nasienia, niech pokutują jako zabójczynie, czyli 3 lata, w środy i piątki oraz w 3 czterdziestnice. Według kanonów jest za to dziesięć lat.

     XIV.27. Kobieta, ktora pocznie i zabija swoje dziecko w łonie przed 40 dniem, niech pokutuje rok, jeśli zaś po 40 dniach, niech pokutuje jako zabójczyni.

                            Kanony o lekarstwach na grzechy (koniec VIII wieku)

     III.12. Kobieta, która zabije swoje dziecko w łonie przed upływem 40 dni, niech pokutuje rok. Jeśli po upływie 40 dni, 3 lata. Lecz wiele zależy, czy jako uboga uczyniła to ze względu na trudności wyżywienia, czy jako nierządnica ze względu na zatajenie swojego występku.    

                          Penitencjał św. Egberta arcybiskupa Yorku (wiek VIII)

     I/1.30 Kobieta, która posunęła się do zabicia swego płodu w łonie i płód został zabity w ciągu 40 dni od poczęcia, nim otrzymał duszę, niech pości jak za zabójswto 3 lata i 2 dni w tygodniu aż do wieczora, oraz 3 posty nakazane. Jeśli poroniła - rok albo 3 posty nakazane.

     II,2 Gdyby niewiasta zabiła dziecko w swym łonie jakimś napojem lub innymi różnymi sposobami, albo zabiła je zaraz po urodzeniu, niech pości 10 lat, 3 o chlebie i wodzie, i 7 jak jej miłosiernie zechce naznaczyć spowiednik.

     IV,21 Gdyby żona dobrowolnie przy pomocy jakiegoś napoju zabiła dziecko w sobie, lub w jakiś inny sposób je uszkodziła, niech pości 7 lat, 3 o chlebie i wodzie, w pozostałe może spożywać pokarmy, wyjąwszy mięso.