środa, 10 października 2012

Jan Damasceński - cz. 10

   Nie minęło zbyt wiele lat od zakończenia soboru w Hiereia a juz w r. 760 cesarz Konstantyn zerwał z dość ostrożnymi sformułowaniami orzeczeń  i oświadczył, iż orędownictwo Matki Bożej i świętych jest nieskuteczne i polecił usunąć ich relikwie z tych miejsc, w których oddawano im cześć. Być może nie były one tak powszechne, jak przedstawia je kształtująca się w na przełomie VIII i IX wieku legenda, tym niemniej stają się coraz bardziej powszechne. W zachowanych hagiografiach mamy opis konfiskaty a następnie wrzucenia do morza powszechnie czczonych relikwii świętej Eufemii, następnie uratowanych w cudowny sposób i od tej pory bardzo czczone w Konstantynopolu. Kilkakrotnie jest wzmiankowana niechęć cesarza wobec kultu maryjnego będącego przedmiotem niesmacznych żartów.
   Po zakończeniu działań wojennych, w których cesarz brał udział, rozpoczynają sie krwawe prześladowania. Ofiarami tych prześladowań stają sie przede wszystkim mnisi. W r. 761 Andrzej Kalybita, ustelnik przy kościele w Blachernach, który nazwał cesarza "nowym Julianem", zostaje ubiczowany na śmierć na hipodromie. Tego samego roku Jan, przełożony klasztoru z Monagria, zostaje zaszyty w worku i wrzucony do morza za to, że odmówił podeptania wizerunku Theotokos. W listopadzie 764 Stefan Młodszy z klasztoru w Bitynii zostaje wydany na pastwę tłumu za to, że oddaje cześć obrazom, a przede wszystkim za to, że agituje na rzecz życia klasztornego. Już wkrótce cesarz zaatakuje klasztory: 21 sierpnia 766 mnisi muszą przechadzać się po hipodromie pod rekę z kobietą.- w zależności od źródeł miała to być prostytutka bądź mniszka.. Teofanes w swojej "Chronografii" pod datą 767 wspomina o wielu klasztorach stolicy które zostały zamknięte, a najstarszy z nich, klasztor Dalmatosa, zostaje przekształcony w koszary.  Żródła zachowują imiona wielu strategów, którzy wsławili się jako gorliwi prześladowcy: Michał Melissenos z temu Anatolikon, Manes z temu Bukellaroi, a przede wszystkim sławny Michał Lachanodrakon z temu Tracja, który zmuszał mnichów i mniszki do porzucenia stanu monastycznego i zawierania małżeństw.

    W tym momencie znajdujemy się bardzo daleko nie tylko od wcześniejszych reform cesarza leona III, lecz nawet od ducha soboru w Hiereia. To już nie tylko subtelne rozważania teologiczne, lecz wręcz potępienie ideału monastycznego i instytucji klasztoru. Powody tej wrogości były nie tylko ideologiczne, stały za tym także racje polityczne. Coraz liczniej powstające klasztory skupiające w swoim reku własność ziemską stanowiły zagrożenie zarówno dla gospodarki jak i dla systemu podatkowego. Niestety, jak to zwykle bywa w pewnym momencie posunięto się zbyt daleko i nastąpiły akty agresji.
    Powróćmy w tym momencie do ostatnich fragmentów I mowy św. Jana Damasceńskiego:

     25.  Jeśli zaś mówisz, że święty i godny podziwu Epifaniusz otwarcie zakazywał kultu obrazów, to po pierwsze pismo to może być nieautentyczne i fałszywe - innego bowiem jest autora, a innego nosi podpis - co wielu ma zwyczaj czynić; po drugie wiemy, że święty Atanazy sprzeciwiał się wystawianiu w szkatułach ziemskich szczątków świętych, zalecając grzebać je raczej pod ziemią; chciał w ten sposób znieść odrażający zwyczaj Egipcjan, którzy swoich zmarłych nie chowali pod ziemią, lecz składali na specjalnych łożach lub tapczanach. Być może także wielki Epifaniusz chcąc zapobiec jakimś nadużyciom tez zabronił sporządzania obrazów - jeśli założymy, że jest on autorem tego pisma. Że zaś jego celem nie było odrzucenie świętych wizerunków, świadczy sam kościół św. Epifaniusza, cały dookoła przyozdobiony ikonami, które przetrwały do naszych czasów; po trzecie wreszcie - jeden wyjątek nie może stanowić prawa Kościoła; ani bowiem "jedna jaskółka nie czyni wiosny" - jak zauważa Grzegorz Teolog i poświadcza prawdę, ani też pojedynczy głos nie jest w mocy podważyć zgodnej tradycji całego kościoła, która jest głoszona od krańców po krańce ziemi.

    26.  Przyjmij więc całą naukę pochodzącą z Pisma Św. i od Ojców; choć Pismo św. mówi: "bożki pogańskie to srebro i złoto, dzieło rąk ludzkich" - Ps 35,15, to nie znaczy, że zabrania oddawania czci wszystkim przedmiotom nieożywionym czy też dzielom rąk ludzkich, nie tylko przedstawieniom demonów.

    27. Powiedziano już, że prorocy oddawali część ludziom, aniołom i królom, także bezbożnym, a nawet lasce [Aarona]. Król Dawid mówił: "oddajcie pokłon podnóżkowi stóp Jego" (Ps 91,5). Prorok Izajasz wołał zaś w imieniu Boga: "niebiosa sa moim tronem, a ziemia podnóżkiem nóg moich" (Iz 66,1). Wszystkim wiadomo, że niebiosa i ziemia są rzeczami stworzonymi. Także Mojżesz i Aaron z całym ludem oddawali cześć dziełom rąk ludzkich. Paweł zaś, złota cykada Kościoła, pisał w Liście do Hebrajczyków: "Chrystus, zjawiwszy się jako arcykapłan dóbr przyszłych, przez wyższy i doskonalszy, i nie ręką - to jest nie na tym świecie - uczyniony przybytek" -(Hbr 9,11), a w innym miejscu: "Chrystus wszedł nie do świątyni, zbudowanej rękami ludzkimi, będącej, odbiciem prawdziwej [świątyni], ale do samego nieba (Hbr 9,24). Tak więc pierwsza świątynia lub przybytek, jak również wszystko co w niej się znajdowało, ręką ludzką było uczynione, nikt jednak nie zaprzeczy, że były otaczane czcią. 

      Pełny tekst znajduje się w: Vox Patrum 36-37, Lublin 1999, s. 500-515.

piątek, 5 października 2012

Tradycja apostolska w pismach Ojców

    "Nasza wiara jest prawdziwa, ponieważ bierze początek zarówno z nauki apostolskiej, jak również z Tradycji ojców, a potwierdzenie znajduje w Nowym i Starym Testamencie" -

   Tak pisze św.Atanazy w jednym z swoich listów dając tym samem świadectwo rozumienia wiary w epoce patrystycznej. Nie jest bowiem czymś odkrywczym, tak często dzisiaj powtarzane stwierdzenie, że to hierarchiczny Kościół zafałszował pierwotny przekaz nauki Jezusa, że to co znajdujemy w NT jest przeróbką, nie jest autentyczne, gdyż zostało zredagowane w sposób wygodny dla ówczesnych decydentów? A więc oparte jest tylko i wyłącznie na ludzkim autorytecie?
  Nie będę szeroko rozwijał tematy związanego z pojęciem Tradycji Apostolskiej gdyż obszerne omówienia możemy znaleźć w podręcznikach zarówno teologicznych jak i historycznych. Tutaj tylko chciałbym podać cytaty z pism Ojców, o tym jak oni rozumieli Tradycję i w jaki sposób określali prawdziwość bądź fałsz przekazu.

    Już św. Paweł uważał ze w swym głoszeniu podstawowych prawd jest wierny łańcuchowi Tradycji, która pochodzi Chrystusa, To, co stanowiło jądro, centrum jego nauczania otrzymał bądź w postaci widzenia o którym pisze w 2 Kor, 12, 1-5:

      "Jeżeli trzeba się chlubić - choć co prawda nie wypada - przejdę do widzeń i objawień Pańskich. Znam człowieka w Chrystusie, który przed czternastu laty - czy w ciele - nie wiem, czy poza ciałem - też nie wiem, Bóg to wie - został porwany az do trzeciego nieba. I wiem, że ten człowiek - czy w ciele, czy poza ciałem, Bóg to wie - został porwany do raju i słyszał tajemne słowa, których się nie godzi człowiekowi powtarzać. Z tego więc będę się chlubił, a z siebie samego nie będę się chlubił, chyba że z moich słabości".

albo za pośrednictwem innych apostołów którzy słyszeli je bezpośrednio od ziemskiego Jezusa:

    "Przekazałem wam na początku to, co przejąłem" -  1 Kor 15,3.

Chwali także wiernych z Koryntu za to,:

    "że tak, jak wam przekazałem, zachowujecie tradycje - 1 Kor 11,2.

   Już dla św. Pawła należącego do pierwszego pokolenia które nauczanie ziemskiego Jezusa znało z przekazu bądź z widzenia, pomimo tego że jednocześnie twórczym teologiem, za swoje największe zadanie uważał zachowanie wierności przekazowi i takie też polecenie przekazał swojemu uczniowi:

    "To, co usłyszałeś ode mnie za pośrednictwem wielu świadków, przekaż wiarygodnym ludziom, którzy będą zdolni nauczać też innych" - 2 Tm 2,2.

     Pomimo wszystko już w następnych pokoleniach zaczyna występować problem z interpretacją przekazu wiary. Ireneusz z Lyonu tak pisze:

     "Wprawdzie mówią oni podobnie jak wierzący, jednak rozumieją przez to nie tylko coś innego, ale coś wręcz sprzecznego" -  Adv, haer. 3,17,4., w: PSP t. 28/1 s. 332.

    Słowa te byłe reakcją na nauczanie rozpowszechnione w sektach gnostyckich, tak licznie wtedy powstałych. Co ciekawe, gdy porównamy to co mówił chociażby Herakleon, jeden z wielu nauczycieli gnostyckich z tym co mówią dzisiejsi tzw. liberalni chrześcijanie to można tylko zadumać się. Jak niewiele w argumentacji, pomimo upływu prawie 2000 lat, zmieniło się. Orygenes w swoim "Komentarzu do Ewangelii św. Jana"  tak pisze:

    "...Herakleon stwierdza: Ludzie najpierw wierzą w Zbawiciela prowadzeni przez ludzi jak przez przewodników; skoro jednak zetkną się z jego słowami, wierzą już nie tylko dzięki ludzkiemu świadectwu, ale wskutek samej prawdy" -  LIV, 364.

   Można więc powiedzieć że ten kto zmierza do zdobycia prawdy, ten wchodzi w bezpośrednią relację z Chrystusem i nie jest mu wcale potrzebne pośrednictwo Kościoła. Dla nich poznanie opierało się na teraźniejszości, na coraz doskonalszym poznaniu którego dostępowali poprzez bezpośrednie objawienie i oświecenie. Kosciół natomiast w swoim nauczaniu czuł się związany nauczanie apostolskim. Żadna, nawet najbardziej wzniosła wizja mistyczna nie może zastąpić kontaktu z początkami. Tak jak pisze Ireneusz z Lyonu w "Wykładzie nauki apostolskiej":

     "To właśnie jest głoszenie prawdy, to jest znamię naszego zbawienia, to jest droga życia, którą głosili kiedyś prorocy, Chrystus zaś potwierdził, a apostołowie przekazali dalej. Kościół zaś podaje to na całym świecie swoim dzieciom" -  c. 98 w: ŻMT t, 7, s.98

     Po upływie 200 lat w IV wieku wartość Tradycji rozumianej tak samo jak Ireneusz potwierdza inny wielki Ojciec - Atanazy który tak pisze w "Liście do Serapiona":

      "Weźmy jednak pod uwagę jeszcze dawną tradycję, naukę i wiarę Kościoła powszechnego, którą dał Pan, którą głosili apostołowie i którą zachowali nasi przodkowie. Na niej opiera się Kościół, a kto by ją odrzucił, nie może być ani nazywać się chrześcijaninem"  ŻMT 2, s. 101

    Nie może więc dziwić, że już wtedy na skutek roszczeń różnych grup, zwłaszcza gnostyckich,  do jedynie prawdziwej interpretacji Objawienia, zasad wierności Tradycji i jej głoszenia, zasadę apostolskości przekazu przemyślał i systematycznie rozwinął w III wieku Tertulian w dziele: "Preskrypcja przeciw heretykom"  - PSP, t. 5. Sformułował w tym dziele taki oto wniosek. Nalezy przede wszystkim, zawsze zbadać:

      " Kto [a quo], przez kogo [per auem], kiedy i komu [quando et quibus] przekazał tę naukę, dzięki której ludzie stają się chrześcijanami" -  19,2.

    Podobnie mówi także w swoim dziele "O Duchu Świętym" przedstawiciel wschodniej myśli teologicznej. Bazyli Wielki:

      "W całym starannie strzeżonym przez Kościół nauczaniu i doktrynie, część nauki posiadamy w formie pisanej, część zaś tradycji apostolskiej została nam tajemniczo przekazana w formie niespisanej, oba zaś te źródła mają jednakową moc, aby prowadzić nas do zbawienia. I nikt, choćby nawet w niewielkim stopniu podważał naukę Kościoła, niech tym prawdom nie zaprzecza. Jeśli bowiem próbujemy odrzucić niepisane zwyczaje, jako nie mające wielkiego znaczenia, możemy czyniąc to wyrządzić krzywdę tym, które w Ewangelii mają istotne znaczenie."  - 27,66 - wyd. polskie IW "Pax" Warszawa 1999 s. 175.

wtorek, 2 października 2012

Hieronim o kobietach - List 65

W związku z pojawiającymi się od czasu do czasu pseudo-naukowymi spekulacjami o tym, jakoby Jezus miał żonę, co owocuje oczywiście atakami na Kościół, zwłaszcza ze strony środowiska lewicowo-feministycznego, chciałbym przypomnieć fragment jednego z listów wielkiego Ojca Kościoła, św. Hieronima ze Strydonu.  Po prostu, aby móc obiektywnie mowic o pozycji i roli kobiet w Kościele, warto sięgnąć do źródeł.

Św. Hieronim znany jest przede wszystkim jak biblista, wielki erudyta i niestrudzony polemista, znany był ze swojego ciętego języka. Oprócz dzieł teologicznych pozostawił po sobie także bogata spuściznę epistolograficzną. Trudno jest ustalić ile listów napisał Hieronim, a tym bardziej ile z nich było skierowanych do kobiet, gdyż to właśnie one były głównymi adresatkami jego listów. W swoim dziele poświęconym sławnym mężom De viris illustribis , on wymienia niektóre ważne listy, a także mówi o opublikowanych zbiorach listów, o księdze listów do Marceli, Pauli i Eustochium. Nadmienia przy tym że nie zna liczby listów pisanych do nich, ponieważ pisze codziennie!!

     Dzisiaj przyjmuje się że tych listów o których możemy powiedzieć na pewno, że są bądź autorstwa Hieronima, bądź były do niego skierowane zachowało się 154. z czego przyjmuje się że ok. 120 wyszło spod pióra Hieronima. Z tej liczby aż 39 jest adresowanych do kobiet!! Liczba imponująca i świadcząca o wysokiej randze adresatek. Trzeba bowiem stwierdzić że Hieronim należał do elity intelektualnej swojej epoki. Większość z tych listów poświęconych jest problemom biblijno-egzegetycznym, a więc temu czym Hieronim zajmował się. Dlaczego tak często to właśnie kobiety były adresatkami jego listów i dlaczego ten dawny doradca papieża Damazego utrzymywał tak intensywne kontakty z kobietami, których wiele było jego uczennicami?

     Nie kryje się za tym jakiś specjalny zamysł. Nie widać bowiem aby prace egzegetyczne Hieronima były specjalnie adresowane do mężczyzn czy też kobiet. Podobnie jak nie uważał aby kobiety miały zajmować jakieś szczególne miejsce w świecie, czy tez w Kościele. Powołanie Boże jest bowiem uniwersalne i jednakowo skierowane do kobiet jak i do mężczyzn.
    Cały problem, a zarazem motywacja do działania Hieronima leży w ludzkiej odpowiedzi na ten Boży plan.
   "Tak , jak Hieronim dowodzi, że kobiety musiały odpowiedzieć na Boże wezwanie, gdy nie czynili tego mężczyźni, tak też i w przypadku jego działalności egzegetycznej i propagowania ascetyzmu, to kobiety były tymi, które odpowiedziały i dlatego one były szczególnie uprzywilejowanymi jego słuchaczkami" - tak pisze T. Skibiński w bardzo ciekawym artykule: "Mniszki i egzegetki - kobieta a Pismo Święte w świetle korespondencji św. Hieronima" zamieszczonym w "Studia Antiquitatis Christianae" t. 14Warszawa 1999 s. 83-91.

    Dla zobrazowania tego wstępu, chciałbym przytoczyć teraz początek bardzo obszernego Listu 65 adresowanego do Pryncypii.






                                                       Albrecht Durer - Św. Hieronim


                                                                LIST LXV

                                   Do dziewicy Pryncypii
                  Objaśnienie psalmu czterdziestego czwartego 

      1. Wiem Pryncypio, córko w Chrystusie, że mnie bardzo wielu gani za to, iż czasami piszę do niewiast i w ten sposób daję pierwszeństwo płci słabej. I dlatego powinienem najpierw odpowiedzieć moim oszczercom i dopiero przejść do rozprawki, o którąś prosiła. Gdyby mężczyźni zapytywali mnie w sprawach Pisma św., nie mówiłbym do kobiet. Gdyby Barak chciał iść do bitwy, Debora nie mogłaby odnieść triumfu nad pokonanymi wrogami [Sędz 4;5] Jeremiasza zamykają w więzieniu, a ponieważ skazany na zagładę Izrael nie przyjął proroka, otrzymała natchnienie prorockie niewiasta Holda [4 Król 22,14]. Kapłani i faryzeusze krzyżują Syna Bożego, a Maria Magdalena płacze pod krzyżem, przygotowuje wonności, szuka Go w grobie, pyta ogrodnika, rozpoznaje Pana, spieszy do Apostołów, zwiastuje znalezionego [Mt 27, Ml 15, J 20]. Tamci wątpią, ta ufa, prawdziwa wieża jasności Libanu, która patrzy ku Damaszkowi [PnP 7,4], to znaczy na Krew Zbawiciela, nawołując do pokuty we włosiennicy /aluzja do nazwy Damaszku, która to nazwa, jak wyjasnia Hieronim w dziele "O imionach hebrajskich" oznacza "Krew włosiennicy"/ . Sara przekwitła i namiętności w niej wygasły i dlatego Abraham został jej poddany i usłyszał słowa: "We wszystkim, cokolwiek ci rzecze Sara, słuchaj jej głosu" [Rdz 21,12]. W niej namiętności wygasły, w tobie nigdy nie istniały, gdyż dziewictwo uświęca zmysły, dziewica Chrystusa nosie w swym ciele[1 Kor 6,20] i posiada to, czym ma być. Rebeka śpieszy z zapytaniem do Boga, a godna odpowiedzi słyszy wyrocznię: "Dwa narody są w żywocie twoim i dwaj ludzież żywota twego sie rozdzielą" [Rodz. 25,23] Tamta rodzi dwóch skłóconych, ty codziennie Jednego poczynasz, rodzisz, wydajesz, płodnego w jedności, wielorakiego w majestacie, w Trójcy zgodnego. Maria, siostra Mojżesza, opiewa zwycięstwo Pana [Wyjścia 15,20]. Rachel i nasze Betlejem i Efratę imieniem swego potomka nazywa dla potomnych [Rodz. 35,19]. Córki Salfaada zostają uznane za godne dziedziczenia wśród braci [Liczb 27,1].
      Rut, Estera i Judyta tak wielką mają chwałę, że księgi święte sa ich imieniem nazwane. Prorokini Anna rodzi syna - lewitę, Proroka, sędziego, godnego czci z powodu nie obciętych włosów i ofiaruje go w przybytku Bożym [1 Król 1,2]. Niewiasta Tekuitka zadaje królowi Dawidowi trudne pytanie, poucza go zagadką i łagodzi jego gniew wskazując na przykład Boga [2 Król 14,1]. Czytamy też, że inna mądra niewiasta podczas oblężenia miasta z powodu jednego buntownika, gdy Joab wódz oblegających tłukł mury taranem, przemówiła do ludności. W mądrości swojej i kobiecą powagą usunęła niebezpieczeństwo od tak wielkiej ilości mieszkańców [2 Król 20,16]. Cóż powiem o królowej Saby, która przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona i mogła potępić wszystkich mężczyzn izraelskich świadectwem Pana  [2 Król 10,1].
     Elżbieta prorokuje żywotem i słowami[Łk 1,41], Anna, córka Fanuela, w świątyni staje się sama świątynią Bożą i w codziennym poście znajduje chleb niebieski [Łk 2,36]. Niewiasty idą za Zbawicielem i dostarczają mu środków ze swego mienia [Mt 27,55]. Ten, który pięciu chlebami nakarmił pięć tysięcy ludzi, nie licząc niewiast i dzieci [Mt 14,14] nie wzbrania sie przyjmować pożywienia od świętych kobiet. Rozmawia z Samarytanką przy studni i nasycony rozmową wierzącej, zapomina o zakupionych pokarmach [Jan 4,7]. Akwila i Pryscyla uczą Apolla męża apostolskiego i wielce uczonego w Zakonie i pouczają go o drodze Pańskiej [DzAp 18,24]. Jeśli nie było hańbą dla Apostoła być pouczanym przez niewiastę, dlaczegóż dla mnie miałoby być hańbą pouczac po mężczyznach także niewiasty?

     2. Sprawy te, czcigodna córko, omówiłem krótko w tym celu, byś nie gardziła swą płcią i by mężczyźni nie pysznili się ze swojej, gdyż Pismo św. ich potępia, chwaląc życie niewiast. Cieszę się i raduje sie dusza moja, gdy w Babilonie pojawia się Daniel, Annaiasz, Azariasz, Misael [Dan 1,6] O, jak wielu jest starców i sędziów izraelskich, których król babiloński smaży w kotle swoim? [Jer 29,22] Jak liczne są Zuzanny [Dan 13] (imię to znaczy lilia), które w blasku wstydliwości splatają wieńce Oblubieńcowi i koronę cierniową zamieniają na chwałę triumfującego [Mt 27,29]. Masz tam, jako wzory w studiowaniu Pisma oraz uświęcaniu umysłu i ciała, Marcelę i Aselę. Niechaj jedna z nich zawiedzie cię przez zieleniejące łąki i rozmaite kwiaty ksiąg Bożych do tego, który mówi w pieśni: "Jam kwiat polny i lilia padolna" [PnP 2,1]. Druga, która sama jest kwiatem Pana, niechaj z tobą stanie się godna tych słów: "jako lilia miedzy cierniami, tak przyjaciółka moja miedzy córkami" [PnP 2,2].
    A ponieważ zaczęliśmy mówić o kwiatach i liliach, a dziewictwo zawsze porównuje sie do kwiatów, wydaje mi się rzeczą właściwą, bym mówił o wielu kwiatach, pisząc do kwiatu Chrystusowego."

  Tak rozpoczyna Hieronim swój list, tłumacząc dlaczego pisze do kobiet i podając przykłady zaczerpnięte z Biblii podkreśla ich pozycję.  Można go nawet określić największym feministą swoich czasów. Nie były więc kobiety na obrzeżach życia religijnego, a wręcz przeciwnie, to właśnie chrześcijaństwo zmieniło pozycję kobiety w starożytności Warto o tym pamiętać, zanim zacznie rzucać się gromy.

Test listu zaczerpnięty z: Św. Hieronim, Listy t, 2 Warszawa 1953, List 65 s. 56-58, tł.. J. Czuj

poniedziałek, 1 października 2012

Inskrypcja filadelfijska

    Ponieważ nieustannie podważane jest stanowisko Kościoła w kwestii obrony życia poczętego, a także jednoznacznie negatywnego stosunku do aborcji rozumianej jako niszczenie życia, chciałbym przytoczyć tekst inskrypcji pochodzącej z epoki przedchrześcijańskiej, będącej świadectwem tego iż negatywny stosunek do aborcji nie jest wymysłem chrześcijańskim. Także i kultura antyczna nie była wolna od tego typu negatywnych odniesień.

    Na początku XX w. na terenie ruin starożytnego miasta Filadelfia, znanego m. in. z kart NT gdyż mieszkańcy tego miasta byli adresatami jednego z listów św. Pawła, odnaleziono marmurową stelę z częściowo zachowanym napisem w j. greckim Inskrypcja ta od miejsca odnaleziona od tej pory jest nazywana "Inskrypcją filadelfijską" .Sama inskrypcja jest datowana na okres miedzy 2. poł IIa I wiekiem przed Chrystusem. Jest ona pewnego rodzaju wewnętrznym "regulaminem" miejscowego sanktuarium religijnego, zwanego w tekście "domostwem" być może dlatego że sanktuarium to było równocześnie siedzibą stowarzyszenia o charakterze religijno-filozoficznym, na czele którego stał niejaki Dionizjos.

      Dokument ten zawiera informacje dotyczące konkretnego sanktuarium,wymienia czczone w nim bóstwa, oraz okresla kategorie osób mające wstęp do sanktuarium. Najciekawsza jest część normatywna, w której nie ma, jak zwykle bywało przepisów czysto rytualnych, występują natomiast zalecenia o charakterze etycznym. Być może wynikało to z tego że sanktuarium filadelfijskie było dostepne dla szerokich kręgów społeczeństwa, zarówno kobiet jak i mężczyzn, co nie było normą w świecie greckim, w którym wiele stowarzyszeń religijnych miało charakter elitarny.
Tutaj ograniczenia dotyczyły nie pochjodzenia lecz zachowań społecznych. Wykluczone były osoby które dopuściły się cudzołóstwa i homoseksualizmu, a także zajmujące się magią lub antykoncepcją.
Bardzo ciekawe jest umieszczenie precyzyjnego zapisu odnoszącego sie do tych, którzy osobiście dokonali zabicia dziecka nienarodzonego, lub też byli posrednimi sprawcami takiego czynu.
Struktura tych zapis bardzo przypomina tekst Przysięgi Hipokratesa , będąc tym samym jednym z najstarszych dowodów na jej znajomość w starożytności.
    Autor inskrypcji wyciaga bardzo surowe wnioski i posługuje się okresleniem "dzieciobójstwo", tym samy stwierdzajac że płód jest dzieckiem, a więc człowiekiem, i z tego tez powodu aborcja jest aktem zabójstwa. Tym samym stanowi przestępstwo o charakterze także religijnym, zakłócające ówcześnie akceptowane relacje między wiernymi a bóstwem.
    Jest to bardo istotne, gdyż ówczesna myśl będąca pod wpływem stoicyzmu, traktowała płód bardzo często jako rzecz martwą, pozbawioną podmiotowości, tym samym rzeczą będącą własnością ojca rodziny.
    Tutaj natomiast do czynienia z bardzo wyraźnym utożsamieniem aborcji z zabójstwem dziecka, co jest wyjątkowe w świecie starożytnym. Pomimo braku innych ąz tak jednoznacznych świadectw z tej epoki "Inskrypcja filadelfijska" jest jednak dowodem na to że tego typu myśl nie jest czymś wyjątkowym. Nawet w świecie antycznym.






                                     Ruiny starożytnej Filadelfii - dzisiejsze Alasehir - Turcja



                                       "INSKRYPCJA FILADELFIJSKA"

    Dobrego losu!
    Polecenia przekazane we śnie Dionizjosowi, dotyczące [wstępu] do jego świątyni mężczyzn i kobiet,wolnych i niewolników, zapisane dla wspólnego dobra, pomyślności i najwyższej chwały. W świątyni tej są zbudowane ołtarze  Zeusa Życzliwego, jego towarzyszko Hestii oraz innych bogów-zbawców, Pomyślności, Bogactwa, Cnoty, Zdrowia, Dobrego Losu, Dobrego Ducha, Pamięci, Charyt i Zwycięstwa. Zeus przekazał Dionizjosowi swoje polecenia w sprawie dokonywania uzdrowień, oczyszczeń i misteriów zgodnie z tradycyjnymi obyczajami, tak jak to jest teraz zapisane.

    Mężczyźni i kobiety, wolni i niewolnicy, wchodząc do świątyni, muszą przysiąc na wszystkich bogów, że nie żywią podstępnego zamysłu ani wobec mężczyzny, ani kobiety; że nie znają ani nie stosują żadnego szkodliwego specyfiku, który mógłby zostać użyty na szkodę ludzi, ani też nie znają i nie stosują szkodliwych zaklęć, napoju miłosnego, substancji wywołującej poronienie, środka antykoncepcyjnego, ani żadnego innego, który mógłby spowodować zabicie dziecka; że nie doradzają innym ich stosowania ani nie przekazują nikomu informacji o tego rodzaju rzeczach oraz są życzliwi dla tej świątyni, niczego jej nie pozbawiając. A jeśli którzykolwiek stosują w praktyce lub planują stosowanie jakiegokolwiek z wyżej opisanych działań, [muszą przysiąc], że nie pozwolą na to i tego nie zatają, lecz ujawnią i przeciwstawią się temu. Mężczyzna niech złoży przysięgę, że oprócz swojej żonynie zadaje się ani nie doradza nikomu zadawania się z chłopcem lub dziewczyną, która jest już z innym mężczyzną, czy to wolną, czy też niewolnicą. A jeżeli ktoś powiadomi go, [że ktoś dopuścił się któregoś z tych czynów], winien przysiąc, że takiego mężczyznę lub kobietę ujawni i nie będzie ich ukrywał ani osłaniał. Mężczyzna zaś lub kobieta, którzy dopuszczą się któregoś z wymienionych czynów, niechaj nie wchodzą do świątyni. Mieszkają w niej bowiem wielcy bogowie, ktorzy zwracają uwagę na tego rodzaju występki i nie dopuszczają tych, którzy te nakazy łamią. Kobieta wolna niech [przysięgnie, że] jest cnotliwa i nie zna łoża ani obcowania z innym mężczyzną poza swoim mężem. A jeżeli zna, będzie uważana za skalaną, pełną wewnętrznego splamienia i niegodną okazywania szacunku bogu, ku którego czci ta świątynia została wzniesiona, składania ofiary ani uczestniczenia w uzdrawianiu lub oczyszczaniu czy też obserwowaniu misteriów. Jesli zas dopuści sie jakiegoś czynu zabronionego w poleceniach [przedstawianych w] tej inskrypcji, wówczas za sprawą bogów spadną na nią wielkie klątwy za ich łamanie. Bóg bowiem nie chce, ani sobie nie życzy, aby do czegoś takiego dochodziło, lecz pragnie wiedzieć, że jego nakazy są przestrzegane. Bogowie będą sprzyjać tylko tym, którzy ich przestrzegają oraz ofiarowywać im zawsze wszelkie dobra, jakimi obdarzają tych, których kochają. Jeżeli jednak jacyś ludzie byliby im nieposłuszni, będą ich nienawidzić i nałożą na nich wielkie kary.
      Polecenia te zostały przekazane Aggdistis, najpobożniejszej strażniczce i opiekunce tego sanktuarium, która niech natknie zbożnymi myslami mężczyzn i kobiety, wolnych i niewolników, aby przestrzegali spisanych tutaj poleceń, aby podczas comiesięcznego i corocznego składania ofiar mężczyźni i kobiety, którzy mają wiarę, dotykali tej inskrypcji, gdzie zostały w ten oto sposób spisane polecenia boga, aby stało się jasne, kto ich przestrzega, a kto nie.
    Zeusie Zbawco, przyjmij życzliwie i łaskawie dotyk Dionizjosa, nagródź go łaskawie i jego rodzinę dobrami, zdrowiem, powodzeniem, pokojem, oraz bezpieczeństwem na ziemi i morzu... i w równej mierze.... [tu tekst się urywa].

   Tego typu teksty jasno pokazują, że nawet w tych czasach gdy nie znano tak dobrze  medycyny, a o genetyce nikomu nawet się śniło, życie było wartością najwyższą, także zycie nienarodzonego dziecka.

Tekst został zaczerpnięty z: Vox Patrum 52/2 s.933-936.

niedziela, 30 września 2012

Wielka rocznica

Rzecz miała miejsce 1700 lat temu. W roku 306 umiera cesarz Konstancjusz Chlorus, namaszczając na swego następcę swego syna Konstantyna, który do historii przeszedł pod imieniem Konstantyna Wielkiego. Młody cesarz (w chwili objęcia tronu miał 24 lata) zyskał poparcie legionów stacjonujących w Brytanii. W tym samym mniej więcej czasie rzymski plebs oraz pretorianie obwołali cesarzem Maksencjusza. Obaj mężowie przez kilka lat wiedli spór o prawo do tytułu cesarskiego. Wszystko wskazywało na to, że zbrojna konfrontacja jest tylko kwestią czasu. Doszło do niej w końcu w roku 312, a jej punktem kulminacyjnym miała stać się potyczka stoczona 28 października 312 r., nieopodal Rzymu, przy Moście Mulwijskim (wł. Ponte Milvio, łac. Pons Milvius), łączącym brzegi rzeki Tybr. Tuż przed potyczką, w samo południe, cesarz Konstantyn miał wizję świetlistego krzyża i znajdującego się pod nim napisu: In hoc signo vinces, co w wolnym tłumaczeniu oznacza Pod tym znakiem zwyciężysz. Potyczka zakończyła się klęską Maksencjusza, który podczas niej utonął w Tybrze.
Po zakończeniu bitwy Konstantyn rozpoczął poszukiwania nieznanego bóstwa, które pomogło mu w zwycięstwie nad wrogiem. Wkrótce odkrył, że znakiem krzyża posługuje się mało znana sekta chrześcijan. Wezwał więc do siebie ich przywódcę, którym w owym czasie był niejaki Miltiades (jeszcze nie tytułował się papieżem, lecz sprawował taką funkcję, jak dzisiejszy papież). Cesarz w dowód wdzięczności darował Miltiadesowi wiele dóbr w Rzymie oraz okolicach, a także nakazał wybudowanie na nich okazałych świątyń. W ten sposób, z jego polecenia, powstały bazyliki na wzgórzach Lateran (pod wezwaniem Świętych Janów) i Watykan (Św. Piotra) oraz poza murami Rzymu (Św. Pawła za Murami). Ponadto w roku 313 Konstantyn wydał w Mediolanie edykt (zwany dlatego mediolańskim) kończący wszelkie prześladowania chrześcijan oraz wyznawców innych religii i wprowadzający w cesarstwie Rzymskim całkowitą wolność wyznania. Sam cesarz oraz jego matka Helena (a szczególnie ona - została później świętą) stali się żarliwymi wyznawcami religii chrześcijańskiej.
Przypadająca wkrótce (28 października 2012 r.) okrągła 1700 rocznica bitwy pod Mostem Mulwijskim stała się w Watykanie powodem do emisji okolicznościowego bloku upamiętniającego to wydarzenie. Jako temat bloku wybrano obraz znany jako Bitwa pod Mostem Mulwijskim, przechowywany obecnie w Sali Konstantyna w Muzeach Watykańskich. Wykonanie obrazu zlecił Raffaellowi Sanzio papież Leon X w roku 1517. Artysta wprawdzie rozpoczął tworzenie dzieła, jednak z powodu nawału prac stało się to na krótko przed jego przedwczesną śmiercią w 1520 r. W efekcie obraz został ukończony przez ucznia Raffaella - Giulio Romano.



 Rocznica tej bitwy powinna znaleźć się na pierwszym miejscu w dzisiejszych wiadomościach, gdyż jej znaczenie dla dalszych dziejów Europy jest wręcz fundamentalne. Podobnie jak bitwa pod Poitiers w 732 gdy Karol Młot zatrzymał pochód wojsk muzułmańskich, także nalezy do tych bardziej zapomnianych.

  Aby uzupełnić informacje o tym wydarzeniu zacytuję fragment z "Historii Kościoła" Sokratesa Scholastyka żyjącego w latach ok. 380 - 450, a więc niewiele później niż opisane wydarzenie. Oto jak opisał to wydarzenie:

"... cesarz Konstantyn, gorąco pragnął wybawić Rzymian z więzów jego niewoli i natychmiast zaczął nad tym myśleć, w jaki sposób obalić tyrana. Pochłonięty tak niezmierną troską, zaczął jednocześnie rozważać, którego boga ma wezwać na pomoc w walce. Przyszło mu tedy na myśl, że stronnicy Dioklecjana wyznający bogów helleńskich, nie doznali żadnej od nich pomocy. Doszedł także do wniosku, że ojciec jego, Konstancjusz, porzuciwszy wierzenia helleńskie, szczęśliwszy odtąd był w życiu. Otóż kiedy tak przeciwne myśli zaprzątały jego uwagę, i właśnie odbywał z wojskiem jakiś przemarsz, miał widzenie, cudowne ponad wszelki wyraz. Kiedy slońce zeszło już z południa i dzień począł się chylić ku zachodowi, ujrzał na niebie słup światła w kształcie krzyża, a na nim napis głoszący: w tym zwyciężaj. Zaniepokoił cesarza ten znak z nieba, toteż prawie nie wierząc własnym oczom zapytał obecnych, czy oni także widzą to samo. Gdy zaś zgodnie orzekli, że widzą, pokrzepił się w duchu władca tą Boską i godną podziwu wizją. A kiedy zapadła już noc głęboka, zobaczył we śnie Chrystusa i otrzymał od Niego polecenie, aby sporządził znak na wzór widzianego na niebie i posługiwał się nim jako symbolem pewnego tryumfu nad wrogiem. Idąc za głosem tej przepowiedni Konstantyn nakazuje sporządzić bojowy znak legionowy z wyobrażeniem krzyża, który aż po dziś dzień przechowywany jest w pałacu cesarskim. Z większym zapałem przystępuje teraz do działania. Natarłszy na wroga pod murami Rzymu, w pobliżu tak zwanego Mostu Mulwijskiego, zwycięża, a Maksencjusz ginie w nurtach rzeki." Tak pisze Sokrates Scholastyk ks. I, rozdz. 2 - tłumaczenie polskie S. Kazikowski, wyd. PAX Warszawa 1986 s. 60-61.

Sokrates przytoczył ten opis cytując wcześniejsze dzieło historyka Euzebiusza z Cezarei , "Zywot Konstantyna" II, 28-32. Dzieło to także jest przetłumaczona na j. polski. Niestety, nie mam w tej chwili dostępu do tego tekstu, ale mam nadzieję że także i tekst Sokratesa Scholastyka wiernie oddaje klimat tamtej, jakże odległej epoki.

środa, 26 września 2012

Jan Damasceński - cz. 9

    10 stycznia 754 roku w pałacu cesarskim rozpoczyna się zwołany przez cesarza Konstantyna V synod, który w zamierzeniach cesarza miał być soborem. Nie  znamy listy uczestników, znana jest tylko liczba - 338 biskupów, w zdecydowanej większości zwolenników polityki cesarza. Dlatego też obrady przebiegały spokojnie i bez zakłóceń.  8 sierpnia cesarz przedstawiła kandydaturę Konstantyna z Sylaion na patriarchę Konstantynopola. Po przyjęciu "definicji wiary" zwołane zostało uroczyste publiczne posiedzenie synodu, w kościele w Blachernach. Wtedy klątwą obłożono najbardziej znanych zwolenników kultu obrazów: dawnego patriarchę Germanosa, Jerzego z Cypru i najwybitniejszego Jana Damasceńskiego.
    Synod ten, pomimo nieobecności przedstawicieli Rzymu i pozostałych trzech wschodnich patriarchów stanowi kulminacyjny punkt kryzysu ikonoklastycznego. To właśnie na nim zostaje wypracowana oficjalna doktryna, która zostanie obalona dopiero w trakcie soboru nicejskiego II w 787 roku.
   Podstawą tej doktryny były Zapytania Konstantyna V. Nie jest znany przebieg debaty, ale zachowała się opracowana przez synod "definicja wiary" odczytana na soborze nicejskim II przez jednego z biskupów prezentujących sobór w Hiereia, Grzegorza z Neocezarei. Stwierdzono w niej, że to diabeł wprowadził do Kościoła kult obrazów, pomimo zakazów ST i nauki Ojców Kościoła Przedstawia niemożliwość malowania Chrystusa takim, jakim okresla go teologia ortodoksyjna, a także niemożliwość odkrycia, poza Eucharystią, jego "prawdziwego" obrazu. Zostaje usunięta lub oczyszczona definicja obrazu "współistotnego" ze swym pierwowzorem. Przede wszystkim zaś biskupi podejmują problem przedstawiania Theotokos i świętych, podkreślając ich zasadniczą rolę orędowników; jeśli nawet ich wizerunki, w przeciwieństwie do wizerunku Chrystusa nie są teologicznie niepoprawne, to są zniewagą dla tych, których przedstawiają., ukazując ich postacie czysto ludzkie, nie umiejąc przekazać chwały Bożej, w której oni uczestniczą. Wtedy to właśnie przypomniano sobie o pismach Epifaniusza z Salaminy który 400 lat wcześniej posługiwał się podobna argumentacją.
   Po argumentach teologicznych doszły jeszcze kanony karne, zakazujące malowania i czczenia obrazów, ale także powstrzymujące zbyt gorliwych świeckich przed niszczeniem przedmiotów konsekrowanych. Chodziło o ograniczenie ekscesów do których dochodziło, a także o podkreślenie różnicy pomiędzy przedmiotami uświęconymi liturgicznie, a ikonami czy malowidłami ściennymi, których niszczenie pozostawiano oddolnej inicjatywie. Klątwa obłożono wszystkich którzy usiłowaliby malować Chrystusa materialnymi barwami, ale także tych którzy wątpiliby o wyniesieniu Matki Bożej i świętych i o ich mocy orędowniczej.
    W ten sposób prześladowania zwolenników kultu obrazów otrzymały podstawy zarówno prawne jak i teologiczne. Teraz nastąpi wcielenie w życie powyższych ustaleń i od tego momentu rozpoczną sie tak naprawdę prześladowania.

   W tym momencie powróćmy do tekstu "Mowy przeciw szkalującym święte obrazy" Jana Damasceńskiego.

    22. Starożytni więc, którzy nie znali Boga, byli zmuszeni do oddawania czci bożkom pozbawionym boskiej natury. Teraz jednak, poznawszy prawdziwego Boga, a właściwie - sami będąc poznanymi przez Niego, jakże moglibyśmy z powrotem zwracać się do tych bezdusznych i bezsilnych ze swej natury elementów? Ujrzałem Boga w ludzkiej postaci i "zbawiona została dusza moja". Oglądam obraz Boga, tak jak Go widział Jakub (Rdz 31,30), a jednak w całkiem inny sposób. Jakub bowiem duchowym wzrokiem umysłu oglądał tylko to, co niematerialne i co miało nastąpić w przyszłości, ja zaś rozważam wspomnienie Tego, który stał się widzialny w ciele. Cień apostołów oraz ich sudaria i pasy uzdrawiały chorych i przepędzały złe duchy (Dz 15,6). Dlaczegóż więc cień i obraz świętych nie miałby być przedmiotem czci? "Albo więc zabroń czci całej materii, albo nie zmieniaj niczego w tradycji ani nie przekraczaj odwiecznych granic, które wyznaczyli twoi ojcowie" (Prz 22,28).

    23. Tradycja Kościoła została nam przekazana nie tylko za pośrednictwem pisma, ale przekazywano ją także w formie niepisanej. Mówi o tym św. Bazyli w dwudziestym siódmym rozdziale swego dzieła, liczącego trzydzieści rozdziałów, a napisanego do Amfilocha na temat Ducha Świętego: "W całym starannie strzezonym przez Kościół nauczaniu i doktrynie, część nauki posiadamy w formie pisanej, część zaś tradycji apostolskiej została nam tajemniczo przekazana w formie niespisanej, oba zaś te źródła mają jednakową moc, aby prowadzić nas do zbawienia. I nikt, choćby nawet w niewielkim stopniu podważał naukę Kościoła, niech tym prawdom nie zaprzecza. Jeśli bowiem próbujemy odrzucić niepisane zwyczaje, jako nie mające wielkiego znaczenia, możemy czyniąc to wyrzadzić krzywdę tym,które w Ewangelii mają istotne znaczenie". Tak mówi Bazyli Wielki. Skąd na przykład wiemy, gdzie jest święte wzgórze Kalwarii i życiodajny Grób? Czyż dzieci nie dowiedziały się o tym ustnie od ojców? Jest wprawdzie napisane, że Pan został ukrzyżowany na Miejscu Czaszki i pogrzebany w grobie, który Józef wykuł w skale. Same zaś miejsca, które teraz otaczamy kultem, znamy z niepisanej tradycji. Moglibyśmy przytoczyć jeszcze wiele innych, temu podobnych przykładów.
    Skąd na przykład pochodzi zwyczaj potrójnego zanurzenia w wodzie chrztu świętego? Dlaczego modlimy się zwróceni na wschód? Skąd tradycja i sposób sprawowania liturgii? Dlatego też święty Paweł Apostoł mówi: "Przeto, bracia, stójcie niewzruszenie i trzymajcie się tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu" (Tes 2,15). Skoro więc tak wiele zostało przekazane Kościołowi w formie ustnej i jest aż po dziś dzień pieczołowicie strzeżone i zachowane, pytam, dlaczego z pogardą odnosisz się do świętych obrazów?

    24. Jeśli mówisz o nadużyciach, to z nich jeszcze nie wynika, że powinniśmy ganić kult obrazów, ale potępiaj raczej pogan, którzy z obrazów czynią sobie bożków. Nie wolno ci też, ze względu na bałwochwalczy kult obrazów u pogan, porzucać naszej pobożnej praktyki. Zaprzysięgają czarownicy i szarlatani, ale i Kościół zaprzysięga katechumenów. Oni przyzywają demonów, i nazywają je bogami, my zaś sporządzamy obrazy prawdziwemu i wcielonemu Bogu oraz sługomi przyjaciołom Bożym, i za pomocą tych obrazów przepędzamy całe zastępy demonów.

wtorek, 25 września 2012

Epifaniusz z Salaminy - "Mowy przeciw obrazom"

Jedno z bardziej eksponowanych miejsc w dziejach rozwoju doktryny chrześcijańskiej zajmuje Epifaniusz, biskup Salaminy na Cyprze  - (305-403). Znany jest on przede wszystkim jako łowca herezji i autor ułożonego w latach 374-376 Panarionu -  "Apteczka domowa" - Contra haereses panaria. Autor opisał w nim 80 herezji, z których 20 należało do okresu przedchrześcijańskiego. Sama nazwa dzieła określa jego cel: zapobieganie herezjom lub leczenie duszy ze skutków ich jadu. Określenie herezji autor zaczerpnął ze źródłowych dzieł heretyków, przytaczając obszerne ich fragmenty. Dzięki temu ocalało wiele tekstów skazanych na zniszczenie. Również uratowało się w ten sposób wiele fragmentów chrześcijańskich pisarzy, jak np. wypisy greckie z św. Ireneusza czy św. Hipolita.

    Rzadziej jednak jest wspominany jako przeciwnik kultu obrazów. Jego postawa znana jest głównie z zachowanego listu adresowanego do biskupa Jana z Jerozolimy. List ten przetłumaczył na łacinę św. Hieronim i zachował się on w zbiorze jego listów jako List 51. Przytoczę powyższy fragment gdyż zawarte w nim argumenty mogły wpłynąć na jego przekonania związane z kultem obrazów.. Wspomniane wydarzenie miało miejsce już pod koniec jego życia około 390 roku:

    "Słyszałem prócz tego, że niektórzy szemrzą przeciwko mnie, a to w związku z naszym pobytem w miejscu świętym, które nazywa się Betel, gdzie według zwyczaju kościelnego przeprowadzałem z tobą zbiórkę. Przybyłem do wsi zwanej Anablata, gdzie przechodząc ujrzałem płonącą lampkę i zapytałem, co by to było za miejsce, a gdym dowiedział się, że kościół, wstąpiłem, by się pomodlić. Otóż zauważyłem tam zasłonę wiszącą we drzwiach, farbowanąi malowaną, noszącą obraz jakoby Chrystusa lub jakiegoś świętego, nie pamiętam dobrze, czyj to był obraz. Gdy więc widziałem, że w kościele Chrystusowym wbrew powadze Pisma św. wisi obraz człowieka, zerwałem go i poradziłem stróżom tego miejsca, by raczej owinęli w tę materię ubogiego nieboszczyka i wynieśli. Oni, szemrząc przeciw temu, mówili: <Jeśli chciał zrywać, sprawiedliwie było, by dał inną zasłonę zamiast tej>. Gdym to usłyszał, przyobiecałem, że dam i że zaraz zostanie przysłana. Tymczasem powstała pewna zwłoka, gdyż szukałem, by jak najlepszą posłać za tamtą zasłonę; mniemałem bowiem, że przyjdzie mi posłać z Cypru. Teraz zaś posłałem, co mogłem znaleźć i proszę, byś kazał kapłanowi tego miejsca przyjąć przez lektora zasłonę posłaną przeze mnie, a na przyszłość zakaż w kościele Chrystusowym wieszać tego rodzaju zasłony, kłócące się z naszą religią" -  Tł. J. Czuj - Hieronim - List 51 w: Św. Hieronim - Listy, I, Warszawa 1952, 328.

    Od tego czasu, ten niestrudzony tropiciel błędów stał się przeciwnikiem oddawania czci jakimkolwiek obrazom z wizerunkiem Chrystusa i świętych. Wyrazem tej postawy stały się powstałe w latach 394-397 pisma : Mowa przecie obrazom, List do cesarza Teodozjusza, Testament i List dogmatyczny. 
   Pisma te wraz z rosnącym w chrześcijaństwie kultem obrazów zaginęły lub zostały też zapomniane, a przypomniano sobie o nich dopiero w VIII i IX wieku podczas sporów obrazoburczych. Pisma te stały się argumentem dla przeciwników kultu obrazów, podczas gdy zwolennicy kultu uwazali ze wzgledu na zasługi w obronie ortodoksji biskupa Epifaniusza za fałszerstwo. Nie będę omawiał tutaj przebiegu tych sporów. Na dzień dzisiejszy ogół badaczy tego okresu uznaje Epifaniusza za autora powyższych dzieł. Niestety, zachowały się one tylko fragmentarycznie. Trudno bowiem podważyć fakt iż Epifaniusz był przeciwnikiem kultu obrazów. Na pewno fakt ten był znany św. Hieronimowi, gdyż w innym przypadku nie tłumaczyłby w 394 r. cytowanego powyżej listu. Nie ma co prawda bezpośrednich dowodów na autorstwo Epifaniusza, tym niemniej niezaleznie od tego kiedy naprawdę powstały cytowane dzieła, stanowią one bezcenny dokument dotyczący kwestii rozwoju kultu obrazów.
   Dlaczego biskup Salaminy tak bardzo przeciwstawiał się temu kultowi? Otóż, dostrzegał on niebezpieczeństwo w w tym, że obrazy działają na wzrok wywołującym tym samy zmysłowe doznania, co stało w sprzeczności z jego przekonaniem o czysto duchowej, oderwanej od wszelkich materialnych pośredników kontemplacji tego, co boskie. Zło związane z tym zmysłowym postrzeganiem nasila się tym bardziej że tematem tych obrazów jest zawsze człowiek, podobnie jak w kultach pogańskich. Czymże więc różni się chrześcijaństwo od religii pogańskich, jeżeli dopuszcza ubóstwienie człowieka? Tym bardziej że także święci, których wizerunki także widniały na obrazach,  nigdy nie chcieli aby oddawano cześć im, a nie samemu Bogu. Epifaniusz zarzuca chrześcijanom czczącym obrazy sprowadzanie boskości do wymiarów ludzkich a tym samym poniżanie jej. Zwłaszcza przedstawienie Chrystusa redukuje Jego postać wyłącznie do człowieczeństwa, a tym samym implikuje bałwochwalczy kult Chrystusa jako człowieka, a to jest już herezją stojącą w sprzeczności z nauką Kościoła o równocześnie boskiej i ludzkiej naturze Chrystusa. W związku z tym zakazy starotestamentalne powinny byc przeniesione także na czasy NT. Z tego też powodu biskup Salaminy nakazywał niszczyć wszelkie  wizerunki, zarówno rzeźby, malowidła jak i też tkaniny.
   Pisma Epifaniusza dowodzą jak bardzo już na przełomie IV i V wieku rozwinęła się sztuka chrześcijańska. Dzieki temu posiadamy unikalne świadectwo istnienia tych wizerunków i tego jak bardzo rozwinęła się od strony technicznej sztuka obrazowania. W związku z powyższym bardzo realne stawało się niebezpieczeństwo nadużyć kultu obrazów. Obraz przestawał być jedynie znakiem upamiętniającym czyny zmarłego - stawał się samoistnym przedmiotem czci religijnej. Stwarzało to relane niebezpieczeństwo odrodzenia się wręcz pogańskiego bałwochwalstwa tym razem wewnątrz Kościołą będącego ciągle w fazie tworzenia się. Nie dziwią więc bardzo gwałtowne reakcje . Pisma Epifaniusza dowodzą, że spór o obrazy, którego apogeum przypadło na  czasy o 400 lat późniejsze, miał swój początek dużo wcześniej.
  Przykład reakcji Epifaniusza świadczy o tym, że pomimo zwycięstwa obrońców ikon, nie należy lekceważyć jego głosu. Dzięki tego typu reakcjom nastąpiło bowiem zwrócenie uwagi na zagrożenia płynące z rozwoju sztuki religijnej. Refleksja teologiczna dotycząca kultu obrazów nie była jeszcze wtedy rozwinięta, ona dopiero powstawała, nic więc dziwnego że Epifaniusz czuł się rzecznikiem ortodoksji. Ale to także dzięki niemu i jego dziełom mogły powstać kilkaset lat później dopracowane teologicznie Mowy w obronie świętych obrazów św. Jana Damasceńskiego.

 Warto więc pamiętać o tym wielkim obrońcy ortodoksji i zapoznać sie z fragmentem jednego z jego dzieł, aby móc porównać argumentację Epifaniusza z teologicznym uzasadnieniem Jana Damasceńskiego.



                                              Fresk przedstawiający biskupa Epifaniusza


                                             Z "Mowy przeciw obrazom"

     .... Spójrzmy na Patriarchów i Proroków, którzy podążali zgodnie z wolą Boga i starajmy się im dorównać, abyśmy mogli słusznie nazywać się dziećmi katolickiego i apostolskiego Kościoła. Tym, którzy posiadają wiedzę, ogłaszam Prawo. Ci jednak, którzy żyją w niewiedzy, mogą pytać: "Który spośród świętych Ojców czcił coś uczynionego ludzką ręką? Kto nakazał czcić jego wizerunek? Który świety porzucił nieprzemijające bogactwo i ufność pokladaną w Bogu poznawanym duchowo, który w Duchu sam Siebie odmalował i nakazał czcić? Czyż Abraham, który poprzedził tamtych w wierze, nie porzucił tego, co martwe i nie został przez to nazwany przyjacielem Boga żywego? Czyż i Mojżesz nie uciekł od tego samego błędu i nie porzucił zmysłowe rozkosze?"
    Ty jednak mi powiesz: "Ojcowie czuli wstręt do pogańskich idoli, my zaś sporządzamy obrazy upamiętniające świętych i czcimy je ze wzgledu na ich pamięć". I właśnie dlatego ośmielają się niektórzy z was nawet w poświęconym domuotynkować ścianę i malować różnokolorowe obrazy. I to w dodatku przedstawienia Piotra, Jana i Pawła, jak wnioskuję z podpisów, których głupota malarza odmalowała według własnego rozeznania. Ci też przede wszystkim uważają, że oddają w ten sposób cześć Apostołom. Powinni się jednak dowiedzieć, że zamiast czcić, zniesławiają ich. Gdy Paweł ciężko obraził domniemanego arcykapłana, nazwał go właśnie pomalowaną ścianą. Nasladujmy raczej ich (Apostołów) cnotę jako najlepszy wizerunek.
    Ty jednak powiesz: "Dla upamiętnienia ich postaci patrzymy na nie (obrazy)". Ale gdzie ci to zostało nakazane? Ukazaliśmy już, że tamci ze względu na swoją niewiedzę nadaremnie starali się trudzić. "Wiemy bowiem" - mówi Jan - "Ze gdy się to objawi będziemy do Niego podobni" (1J 3,2). Paweł zaś ogłosił  świętych "podobnymi Synowi Bożemu" (Rz 8,29). Jakże więc świętych, którzy mają świecić blaskiem boskiej chwały, chcesz przedstawiać za pomocą godnego pogardy, martwego i niemego materiału, podczas gdy mówi o nich Pan: "będą jak aniołowie Boży" - (Mt 22,30). Jakże więc dającym początek wszelkim wiatrom (duchom) i zawsze żyjącym Aniołom oddajesz część w martwych wizerunkach, podczas gdy Prorok mówi: "jako swych posłów czynisz wiatry (duchy), jako sługi swoje - płonący ogień" (Ps 103,4). Twierdzę jednak, że nawet oni sami (święci) nie chcą, aby oddawano im cześć. "Bacz, byś tego nie czynił, bo jestem współsługą twoim i twoich braci - tych, którzy świadczą o Jezusie...Bogu samemu, mówi, będziesz składał pokłon" (Ap 22,9). Tak więc i apostołowie nie chcieli odbierać hołdu, nawet gdy zostali rozesłani, aby głosić Dobrą Nowinę, nie chcieli, aby im oddawano cześć, lecz Temu, który ich posłał - Chrystusowi. Ten bowiem, który od Niego otrzymał moc wiązania i rozwiązywania na ziemi i w niebie, mówił Korneliuszowi: "jestem człowiekiem tobie podobnym" (Dz 10,26) i uczył, aby nie jemu oddawano cześć, ale Chrystusowi Zbawicielowi. Ojcowie, którzy przybyli do Laodycei i zebrali się tak przede wszystkim dla omówienia kwestii aniołów, mówią: "Jeśli ktoś porzuca Kościół Boży i kreśli wizerunki aniołów - niech będzie wyklęty. Porzucił on bowiem naszego Pana Jezusa Chrystusa i popadł w bałwochwalstwo". Słyszałem także, że niektórzy zapowiadają malowanie niepojętego Syna Bożego. Słyszeć o tym jest straszne, wierzyć w to - haniebne. Jak może ktoś mówić, że przedstawia na obrazie Tego,który nie daje się ani pojąć, ani opisać, który jest nieuchwytny i nieograniczony, Tego, którego Mojżesz nie był w stanie oglądać twarzą w twarz? Niektórzy twierdzą, że skoro (Chrystus) stał się prawdziwym człowiekiem z Maryi zawsze dziewicy, to możemy Go przedstawiać jako człowieka. Lecz czy dlatego stał się człowiekiem, abyś Tego, który jest nieuchwytny, i przez którego wszystko się stało, mógł przedstawiać twoimi własnymi rękami? Czyż więc przestał już być podobny do swego Ojca, i czyż nie jest już Tym, który wskrzesza zmarłych? Gdzie nakazał ci Ten, który przyszedł na ziemię, czynić swoją podobiznę, oglądać ją i czcić? Jest to raczej nakaz złego; abyś gardził Bogiem. Trzeba Go raczej żyjącego, jak zresztą Sam powiedział, czcić w duchu i prawdzie. Czy jednak nie znajdzie ta gangrena pożywki wokół siebie? Bóg bowiem w całym Starym jak i Nowym Testamencie zabrania tego, mówiąc wyraźnie: "Panu Bogu będziesz się kłaniał i Jego jedynego będziesz wielbił" (Pwt 6,13; Mt 4,10) oraz" "Ja żyję i przede mną zegnie się każde kolano" (Iz 45,23; Rz 14,11). Nie możemy służyć dwom panom: jednemu żywemu, a drugiemu martwemu. Przeklęty niech będzie - jak mówią - ten, który czci stworzenie przed Stwórcą. On (Bóg) bowiem ogarnia wszystko, a przez nic nie jest ogarnięty. Nie przypominam sobie jednak, abym sam coś takiego widział."

Tekst zaczerpnięty z Vox Patrum 42-43 Lublin 2002, 562-564.