Początki chrześcijaństwa w Irlandii są tak ściśle związane z postacią św. Patryka, że trudno, a nawet jest to prawie niemożliwe, aby oddzielić legendę od faktów historycznych. Z jego imieniem związane sa praktycznie wszystkie teksty odnoszące się do pierwszych wieków istnienia chrześcijaństwa. Oprócz tekstów odnoszących się bezpośrednio do św. Patryka, takich jak jego "Wyznanie" oraz listy zachowały się także dokumenty co do których nie ma bezpośredniej pewności czy są związane z patronem Irlandii.
Dotyczy to zwłaszcza specyficznych dla Irlandii tzw. ksiąg pokutnych. Nie znamy ani ich autorów, ani dokładnej chronologii. Na pewno do najstarszych należą teksty przypisywane właśnie św. Patrykowi. Pierwszy z nich znany pod nazwą: Synodus S. Patrici in Hibernia - jest datowany na rok 456. Oto jego tekst:
Synod św. Patryka w Irlandii - 456
Zaczyna się synod biskupów, to jest Patryka, Auksiliusza i Iserninusa.
Dzięki składamy Bogu Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu. Pozdrowienia dla prezbiterów, diakonów i całego duchowieństwa od Patryka, Auksiliusza i Iserninusa biskupów.
Wystarczy, jeśli będziemy upominać niedbałych, a nie obwiniać, jak mówi Salomon, lepiej jest ganić, niż się gniewać. Przykłady naszej definicji zostały zapisane poniżej, i tak się zaczynają:
1. O kweście na rzecz niewolnika
Gdyby ktoś wśród ludu zbierał pieniądze na [wykup] niewolników, samowolnie, bez pozwolenia, zasłużył na ekskomunikę.
2. O lektorach
Wreszcie niech nauczą się lektorzy (...), każdy niech śpiewa w swoim kościele.
3. O duchownym bez stałego miejsca
Nie powinno być wśród ludu duchownego bez stałego stanowiska.
4. O zbiórkach [pieniędzy]
Gdyby ktoś otrzymał pozwolenie i zbierałby ofiary, niech nie wymaga więcej, niż to konieczne.
5. O tym samym
Gdyby zostało coś nadto z tej zbiórki, należy położyć to na ołtarzu biskupa, aby rozdano to innym potrzebującym.
6. O duchownym bez tuniki, bez tonsury rzymskiej i z żoną chodzącą bezzasłoniętej głowy.
Gdyby jakiś duchowny od ostiariusza do kapłana był widziany bez sukni i nie okrywał wstydu brzucha i nagości oraz, gdyby zgodnie z rzymskim zwyczajem jego włosy nie były obcięte, a jego żona chodziłaby z niezasłoniętą głową, to wgardzą nim świeccy i oddzieli się go od Kościoła.
7. O duchownym nie chodzącym na jutrznię i nieszpory.
Gdyby jakiś duchowny z powodu lekceważenia nie przyszedł na modlitwy rano lub wieczorem, ma być traktowany jak obcy, chyba że był związany jarzmem obowiązków.
8. O duchownym poświadczającym poganinowi
Duchowny, gdyby poświadczył poganinowi jakąkolwiek sumę i gdyby się zdarzyło (co nie dziwi) że przez chciwość tego poganina duchowny by stracił, to ten duchowny powinien oddać dług ze swojego majątku; a gdyby przeciw niemu wyciągnął broń, zasłuży na usunięcie z Kościoła.
9. Aby mnich i dziewica nie przebywali razem
Mnich i dziewica, mnich stąd, a dziewica skądinąd, niech nie przebywają w jednym zajeździe, ani niech nie podróżują jednym wozem od wsi do wsi, ani niech nieustannie nie rozmawiają ze sobą.
10. O zaniedbującym śpiew psalmów i o zapuszczaniu włosów
Gdyby ktoś okazał się dobry w śpiewaniu psalmów, a potem przestał i zapuścił włosy, powinien zostać wykluczony z Kościoła, aż powróci do poprzedniego stanu.
11. O przyjmującym duchownego ekskomunikowanego
Gdyby jakiś duchowny został przez kogoś ekskomunikowany, a inny by go przyjął, obydwaj podlegają takiej samej pokucie.
12. Aby nie przyjmowano jałmużny od ekskomunikowanego
Gdyby jakiś chrześcijanin został ekskomunikowany, nie należy przyjmować jego jałmużny.
13. Aby nie przyjmowano jałmużny w Kościele od pogan
Nie wolno w kościele przyjmować jałmużny od pogan.
14. O chrześcijaninie zabójcy, cudzołóżniku i zaciągającym rady u wróżbity
Gdyby chrześcijanin zabił, albo dopuścił się cudzołóstwa, albo jak poganin zasięgał rady wróżbity, za poszczególne zbrodnie odprawi rok pokuty, po wypełnieniu rocznej pokuty, gdy przyjdzie ze świadkami, może być uwolniony przez kapłana.
15. O chrześcijaninie złodzieju
A gdyby ktoś coś ukradł, to pół roku. Niech pokutuje dwadzieścia dni o chlebie i, jeśli może, niech zwróci co ukradł; tak może wrócić do kościoła.
16. O chrześcijaninie wierzącym w czarownicę w lustrze
Chrześcijanin, który wierzyłby, że w lustrze pokazuje się czarownica, nazywana "strzygą", podlega anatemie, a także ten, kto wziąłby na swoje sumienie rozgłaszanie takich pogłosek, nie powinien zostać przyjęty do kościoła,nim nie odwoła tego oraz starannie odbędzie pokutę.
17. O dziewicy poświęconej Bogu, a później zamęźnej
Dziewica, która ślubowałaby Bogu, że pozostanie czysta, a później poślubiłaby cielesnego oblubieńca, powinna być odsunięta od komunii, dopóki się nie nawróci. Gdy się nawróci i odesle cudzołóżnika, niech czyni pokutę, a potem niech nie mieszkają w jednym domu ani w jednej miejscowości.
18. Aby ekskomunikowany nie wchodził do kościoła przed pokutą
Gdy ktoś został pozbawiony komunii, to nawet w noc paschalną nie może wchodzić do kościoła, dopóki nie przyjmie pokuty.
19. O kobiecie zamężnej poślubiającej cudzołóżnika
Chrześcijanka, która w szlachetnym małżeństwie przyjęła męża, a potem odeszła od niego i połączyła się z cudzołóżnikiem, powinna zostać odłączona od komunii.
20. O niepłaceniu długów
Chrześcijanin, który oszukiwałby nie płacą swoich długów, zwyczajem pogan, podlega wykluczeniu z komunii, dopoki nie odda długu.
21. O chrześcijaninie odwołującym się do sądu poza kościołem
Chrześcijanin, któremu ktoś wyrządził jakąś krzywdę, a ten pozwał go do sądu, a nie do kościoła, aby tam zbadać sprawę, będzie jak obcy.
22. O ojcu zgadzającym się z zaręczoną córką w sprawie niedozwolonej miłości
Gdyby ktoś obiecał komuś córkę za żonę, ona jednak kochałaby kogoś innego i [ojciec] zgodziłby się z córką, a wcześniej przyjął już za nią zapłatę, obydwoje zostaną usunięci z Kościoła.
23. Aby prezbiter nie składał ofiary w kościele niekonsekrowanym
Gdyby jakiś prezbiter budował kościół, niech nie składa ofiary, zanim nie przyprowadzi swojego biskupa, aby go konsekrował, ponieważ tak wypada.
24. O przybyszu wśród ludu
Gdyby do parafii przybył jakiś [duchowny], to nie może chrzcić, składać ofiar, ani konsekrować, ani budować kościoła, dopóki nie otrzyma pozwolenia od biskupa. Kto spodziewałby się pozwolenia od krewnych, niech będzie jak obcy.
25. O darach ludzi pobożnych dla biskupa przebywającego w kościele
Gdyby pobożni ludzie złożyli jakieś dary w dniach, w których biskup mieszka w poszczególnych kościołach, jako dary pontyfikalne, zgodnie ze starożytnym zwyczajem, będą one należały do biskupa, bądź na jego potrzeby własne, bądź do rozdzielenia pomiędzy ubogimi, tak jak biskup ustali.
26. O tym samym
Gdyby jakiś duchowny był temu przeciwny i próbował zabrać dary, to jako chciwy brudnego zysku, powinien zostać wykluczony z Kościoła.
27. O nowoprzybyłym do biskupa duchownym
Nowo przybyły duchowny do wspólnoty biskupa nie może chrzcić ani składać ofiary, ani czynić nic innego; kto by się temu nie podporządkował, podlega wykluczeniu z komunii.
28. O duchownym ekskomunikowanym
Gdyby któryś z duchownych został odsunięty od komunii, powinien modlić się sam, a nie wdomu z braćmi, nie wolno mu składać ofiary ani konsekrować, dopóki się nie poprawi; kto się temu nie podporządkuje, poniesie podwójną karę.
29. O bracie mającym przyjąć chrzest
Gdyby któryś z braci chciał przyjąć łaskę Boga, nie może być ochrzczony wcześniej, niż po czterdziestu dniach postu.
30. Aby biskup nie udzielał święceń w obcej diecezji
Jakikolwiek biskup, który przyjedzie do cudzej diecezji, niech nie waży się udzielać święceń, chyba że otrzyma pozwolenie od tego, kto ma tam władzę. W dzień Pański może składać ofiarę tylko, jeśli zostanie przyjęty i winien się tym zadowolić.
31. O duchownym zlecającym zabójstwo duchownego
Gdyby jeden z dwóch sprzeczających się duchownych wynajął wroga, aby zabił tego drugiego, to słusznie jest nazwany zabójcą; takiego duchownego wszyscy ludzie prawi uznają za obcego.
32. O duchownym chcącym wykupić jeńca
Gdyby jakiś duchowny chciał pomóc jeńcowi, niech przyjdzie mu z pomocą ze swoich pieniędzy; gdyby chciał mu pomóc wykradając go, to wielu duchownych zostałoby oczernionych z powodu jednego rabusia. Ten, kto tak by uczynił, winien być ekskomunikowany.
33. O duchownym z Brytanii przybyłym do Irlandii bez listu [polecającego]
Duchowny, ktory przybywa do nas z Brytanii bez listu [polecającego] nawet gdyby mieszkał wśród ludu, nie wolno mu wykonywać posługi.
34. O diakonie przechodzacym do innej diecezji bez pism [polecających]
Podobnie diakon, który bez rady swojego opata przybył bez pism do innej parafii, nie powinien posługiwać nawet przy stole, a winien zostać ukarany pokutą przez swego prezbitera, którego zlekceważył.
Także mnich, który włóczy się bez zgody opata powinien zostać ukarany.
Katedra św. Patryka w Armagh
piątek, 20 lipca 2012
środa, 20 czerwca 2012
Jan Damasceński - cz. 6
Ciekawe są oficjalne wersje opisujące początki ikonoklazmu i wskazanie na tych którzy byli niejako autorami tej herezji. Zachowane teksty obwiniają zasadniczo żydów i Arabów, ktortych stronnikami i agentami mieli być ikonoklaści. Nie należy zapominać o konflikcie zbrojnym pomiędzy nową potęgą jaka stali się muzułmańscy Arabowie a Bizancjum.
Legenda związana z tym konfliktem pojawia się chociażby w Mowie przeciwko Konstantynowi V, datowanym na oko. 787 r. oraz w raporcie przedstawionym na piątej sesji Soboru Nicejskiego II przez kapłana Jana z Jerozolimy. Treść tych oskarżeń, od tej pory powtarzają wszystkie kroniki począwszy od Teofanesa Wyznawcy i jego Chronografii.
Oto, w skrócie treść tej legendy. Pewien żydowski czarownik z Tyberiady, zwany Tessarakontapechys, miał przepowiedzieć nowemu kalifowi Jazidowi II /720-724/ trzydzieścilat rządów, jeżeli zniszczy obrazy czczone przez chrześcijan. Przekonany w ten sposób kalif miał wydać taki dekret, lecz zmarł wkrótce po tym. Jego syn i następca, Walid, miał skazać na śmierć fałszywego proroka i przywrócić chrześcijanom wolnośc oddawania czci ikonom.
Jednakże biskup Konstantyn z Nakolei, znany już wcześniej adresat listów patriarchy Konstantynopola, Germanosa, dowiedział się o tych środkach podjętych przez Arabów i postanowił ich naśladować. Tradycja czyni więc z biskupa Nakolei agenta wrogów chrześcijaństwa. Po soborze nicejskim II postawa ta ulega zmianie, bezpośrednia odpowiedzialnośc zostaje przerzucona na cesarza Leona III, który pochodził z Syrii, a więc terenów na których tendencje ikonoklazmu były bardzo silne.
Niestety, nalezy stwierdzić że żadne inne źródła nie poświadczają tych rewelacji. Żródła arabskie nic nie mowią o edykcie kalifa Jazida II. Jeżeli zdarzały sie akty niszczenia ikon, to były to zdarzenia incydentalne. Można raczej powiedzieć że negatywny stosunek Arabów do ikon wynikał raczej z obojętności niż z chęci podkreślania różnic doktrynalnych.
Najbardziej istotnym faktem jest to , że ani Jan Damasceński ani żaden inny chrześcijanin żyjący wtedy na ziemiach podbitych przez Arabów nic o tym nie wspomina. Można więc powiedzieć że podstawy doktrynalne ikonoklazmu mają swoje źródło w obrębie samego Bizancjum i jedynie chęć przypisania cesarzom-ikonoklastom złych intencji kazała szukać inspiracji w poglądach muzułmanów oraz żydów.
Powróćmy teraz do teksty Mowy św. Jana Damasceńskiego:
15. Odpowiedz mi na pytanie: Czy Bóg jest Bogiem jedynym? - Tak! - odpowiesz - zdaje mi się, że istnieje jeden Prawodawca. Któż więc ustala sprzeczne prawa? Przecież Cherubini nie pozostają poza stworzeniem. Kto wobec tego nakazał uczynić rzeźbione ludzką ręką wizerunki Cherubinów, aby osłaniały przebłagalnię? Czy nie jest zatem oczywiste, że zakaz sporządzania wizerunku Boga, nie dającego się opisać ani przedstawić w swej postaci, a także zakaz przedstawiania czegokolwiek podobnego do Boga został dany po to, aby stworzenie nie było uwielbiane tak samo jak Bóg? Bo przecież wizerunki dających sie opisać Cherubinów, które z uniżeniem stoją przed boskim tronem i osłaniają święte miejsca, tenże sam Prawodawca nakazuje czynić. Za odpowiednią bowiem rzecz uznał, aby obrazy sług niebieskich osłaniały przebłagalnię na arce. A któż zaprzeczy, że Arka Przymierza, naczynie na mannę czy też przebłagalnia nie są sporządzone rękami człowieka? Czyż nie są one dziełem ludzkiego rzemiosła? Czyż nie zostały one sporządzone z pogardzanej, jak mówisz, materii? A czym był Namiot Spotkania, jeśli nie obrazem? Czyż nie był jedynie cieniem i figurą? Nawiązując do tego, co mówi święty Apostoł o ustanowionych według Prawa świętych sprzętach: "Służą one jako obrazy i cienie rzeczy niebiańskich, tak jak Mojżesz posługiwał się nimi, planując budowę namiotu: <Patrz zaś - mówił Bóg - abyś uczynił wszystko według wzoru, jaki został ci ukazany na górze>" /Hbr 8,5; Wj 25,40/ . Ale nawet samo Prawo, choć nie jest pełnym obrazem,
jest jednak cieniem obrazu. Mówi bowiem sam Apostoł: "Prawo posiada tylko cień zamierzonych
dobrych rzeczy, a nie sam obraz rzeczywistości" - Hbr 10,1/. Jeśli więc Prawo zakazuje sporządzania
obrazów, będąc jednocześnie samo zarysem obrazu, cóż na to powiemy? Jeśli Namiot Spotkania był
cieniem i wizerunkiem obrazu, jak jest to możliwe, iż Prawo zakazuje wszelkich przedstawień? Ale
te sprawy nie tak sie mają, czyż nie jest raczej tak, że "każda rzecz ma swój odpowiedni czas" - /Koh
3,1/.
16. W dawnych czasach Bóg, który nie ma ciała ani kształtu, nie mógł być w żaden sposób przedstawiany. Teraz jednak, skoro stał się widzialny w ciele i zamieszkał wśród ludzi, przedstawiam wizerunki Boga, ktorego widzę. Nie skladam hołdu materii, ale oddaję cześć jej Stwórcy, który ze względu na mnie przyjął postać cielesną, zgodził się zamieszkać wśród materialnego świata i poprzez tę właśnie materię dokonał mojego zbawienia. Nie przestanę wobec tego czcić materii, przez którą dokonało się moje zbawienie. Nie czczę jej jednak tak, jak czczę Boga - broń Boże! Jakże bowiem Bogiem może być to, co z niczego powstało? Przecież także ciało Boga jest Bogiem, tylko ze wzgledu na zaistniałe niezmiennie hipostatyczne zjednoczenie. Ciało to zostało namaszczone i pozostaje zgodnie z naturą obdarzone rozumną i myslącą duszą, ma poczatek i nie jest odwieczne. Całą tę materię uznaję i czczę na wieki. Przez nią bowiem dokonało się moje zbawienie i właśnie ona została na zawsze napełniona boską mocą i łaską.
Czyż nie jest też materią przenajświętsze i przebłogosławione drzewo krzyża świętego? Czyż nie jest materią święte i czcigodne wzgórze - miejsce Kalwarii? Czyż nie jest materią życiodajna i podtrzymująca życie owa skała - Grób święty, źródło naszego zmartwychwstania? Czyż nie jest materią służacy do pisania atrament i najświętsza księga Ewangelii? Czyż nie jest materią życiodajny ołtarz, z którego otrzymujemy Chleb życia? Czy nie sa materią srebro i złoto, z których sporządzamy krzyże, medaliony i kielichy? A przede wszystkim, czy nie są materią Krew i Ciało naszego Pana? Albo więc temu wszystkiemu odmów szacunku i czci, albo przeciwnie, przyjmij tradycję Kościoła, i pozwól, aby czczono wizerunki samego Boga oraz Jego przyjaciół uświęconych Jego imieniem, a przez to napełnionych łaską Duch Świętego. Nie pogardzaj zatem materią, gdyż nie jest ona godna pogardy. Żadnej z rzeczy, która pochodzi od Boga nie należy się wzgarda. Byłoby to myślenie manichejczyków. Niegodnym jest jedynie to,co nie ma swojej przyczyny w Bogu, ale jest naszym własnym wymysłem, wolnym wyborem niezgodnym z naturą lub wbrew naturze, co jest grzechem.
Jesli ze wzgledu na Prawo zabraniasz sporządzania obrazów i gardzisz nimi dlatego, że są zrobione z materii, to posłuchaj, co mowi Pismo: "I rzekł Pan do Mojżesza: <Oto wybrałem Besaleela, syna Uriego, syna Chura z pokolenia Judy. I napełniłem go Duchem Bożym, mądrością i rozumem, i umiejętnością wykonywania wszystkiego rodzaju prac, pomysłowością w pracach w złocie, w srebrze, w brązie i w rzeźbieniu kamieni do oprawy, w rzeźbieniu drzewa oraz wykonywaniu różnych dzieł. A dodam mu Eliaba, syna Achismaka z pokolenia Dana. Napełniłem umysł wszystkich rękodzielników mądrością, aby mogli wykonać to, co ci rozkazałem>" /Wj 31,1-6/. I znów: "Tak przemowił nastepnie Mojżesz do całego zgromadzenia synów Izraela: <Posłuchaj tego, co nakazał Pan mowiąc: Dajcie z dóbr waszych daninę dla Pana. Każdy więc, którego skłoni do tego serce, winien złożyć jako daninę dla Pana złoto, srebro, brąz, purpurę fioletową i czerwoną, karmazyn, bisior oraz sierść kozią, baranie skóry barwione na czerwono i skóry delfinów oraz drzewo akacjowe, oliwę do świecznika, wonności do wyrobu oleju namaszczenia i pachnących kadzideł, kamienie onyksowe i inne drogie kamienie dla ozdobienia efodu i pektorału. Każdy z was mądry w sercu powienien przyjść i wykonać to, co Pan nakazał>" - /Wj 34,44-50/, a potem dalej: "I uczynił podwójny pas z kamieni szmaragdowych, osadzonych w złocie z wykutymi na nich na wzór pieczęci z imionami synów Izraela" - /Wj 36,13 wg LXX/, i znowu: "Kamienie były z dwunastoma imionami synów Izraela, ryte na wzór pieczęci, kazda z własnym imieniem według dwunastu pokoleń" - /Wj 36,21 wg LXX/, i dalej: "I uczynili zasłonę przybytku świadectwa z hiacyntu, purpury, szkarłatu i ozdobnego jedwabiu z wyszytymi cherubami" - /Wj 37,5 wg LXX/, i znowu: "Uczynili przebłagalnię na górze arki z czystego złota i dwoma cherubami" - /Wj 38,5 wg LXX/ . Oglądaj więc chwałę materii ty, który sądzisz, że jest ona godna pogardy. Cóż bowiem mniej wartościowego od skór koźląt i kolorów? A czyż szkarłat, purpura i błękit nie są jedynie barwami? Spójrz wreszcie na dzieła ludzkich rąk i na podobizny Cherubinów! Dlaczego mówisz, że przez Prawo zostały zakazane, skoro samo Prawo nakazuje je właśnie czynić? Jeśli powołując się na Prawo zakazujesz czynienia wizerunków, to tak samo obstawaj o zachowanie szabatu i obrzezania; bowiem te Prawo nakazuje nieustępliwie. Ale wiedzcie, że "jesli zachowujecie jedynie Prawo, Chrystus wam na nic się nie przyda. Wy, którzy w Prawie szukacie usprawiedliwienia, wypadliście z łaski" - /Ga 5,2. 4/. Starożytny Izrael nie widział Boga, ale "my z odsłoniętą twarzą oglądamy chwałę Pana" - /2 Kor 3,18/.
Ponownie zacytuję fragment z książki P. Evdokimova - "Sztuka ikony. Teologia piękna".
"Zazwyczaj uważa się, że w kulturze helleńskiej to, co widziane, przewyższa to, co usłyszane, zaś u Hebrajczyków dominuje to, co zostało usłyszane. Izrael jest ludem słowa i ludem słuchającym. Jednak teolog protestancki G. Kittel zauważa, iż w tekstach mesjańskich formuła "słuchaj Izraelu" ustępuje miejsca formule "podnieś wzrok i zobacz". Przemieniony Pan jawi się pośrodku miedzy Mojżeszem i Eliaszem, ponieważ to właśnie oni są wielkimi wizjonerami Starego Testamentu. "Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą", toteż święty Szczepan w momencie swej męczeńskiej śmierci widzi otwarte niebo. Apokalipsa Ewangelii oraz Apokalipsa Janowa mówią o ostatecznym, o eschaton; na tej płaszczyźnie wyczuwa się niemoc samego tylko słowa i dlatego Apokalipsa kończy się rozległą, pełną światła wizją form i barw, które przemawiają plastycznie na swój własny sposób. W odpowiedzi na niepokój Hioba Bóg przedstawia liczne następujące po sobie obrazy, które objawiają, a równocześnie chronią Jego tajemnicę i Hiob wyznaje: "Dotąd Cię znałem ze słyszenia, obecnie ujrzałem Cię wzrokiem". W Biblii słowo i obraz prowadzą ze sobą dialog, wzajemnie się przyzywają, wyrażają uzupełniające się aspekty tego samego, jedynego Objawienia."
Legenda związana z tym konfliktem pojawia się chociażby w Mowie przeciwko Konstantynowi V, datowanym na oko. 787 r. oraz w raporcie przedstawionym na piątej sesji Soboru Nicejskiego II przez kapłana Jana z Jerozolimy. Treść tych oskarżeń, od tej pory powtarzają wszystkie kroniki począwszy od Teofanesa Wyznawcy i jego Chronografii.
Oto, w skrócie treść tej legendy. Pewien żydowski czarownik z Tyberiady, zwany Tessarakontapechys, miał przepowiedzieć nowemu kalifowi Jazidowi II /720-724/ trzydzieścilat rządów, jeżeli zniszczy obrazy czczone przez chrześcijan. Przekonany w ten sposób kalif miał wydać taki dekret, lecz zmarł wkrótce po tym. Jego syn i następca, Walid, miał skazać na śmierć fałszywego proroka i przywrócić chrześcijanom wolnośc oddawania czci ikonom.
Jednakże biskup Konstantyn z Nakolei, znany już wcześniej adresat listów patriarchy Konstantynopola, Germanosa, dowiedział się o tych środkach podjętych przez Arabów i postanowił ich naśladować. Tradycja czyni więc z biskupa Nakolei agenta wrogów chrześcijaństwa. Po soborze nicejskim II postawa ta ulega zmianie, bezpośrednia odpowiedzialnośc zostaje przerzucona na cesarza Leona III, który pochodził z Syrii, a więc terenów na których tendencje ikonoklazmu były bardzo silne.
Niestety, nalezy stwierdzić że żadne inne źródła nie poświadczają tych rewelacji. Żródła arabskie nic nie mowią o edykcie kalifa Jazida II. Jeżeli zdarzały sie akty niszczenia ikon, to były to zdarzenia incydentalne. Można raczej powiedzieć że negatywny stosunek Arabów do ikon wynikał raczej z obojętności niż z chęci podkreślania różnic doktrynalnych.
Najbardziej istotnym faktem jest to , że ani Jan Damasceński ani żaden inny chrześcijanin żyjący wtedy na ziemiach podbitych przez Arabów nic o tym nie wspomina. Można więc powiedzieć że podstawy doktrynalne ikonoklazmu mają swoje źródło w obrębie samego Bizancjum i jedynie chęć przypisania cesarzom-ikonoklastom złych intencji kazała szukać inspiracji w poglądach muzułmanów oraz żydów.
Powróćmy teraz do teksty Mowy św. Jana Damasceńskiego:
15. Odpowiedz mi na pytanie: Czy Bóg jest Bogiem jedynym? - Tak! - odpowiesz - zdaje mi się, że istnieje jeden Prawodawca. Któż więc ustala sprzeczne prawa? Przecież Cherubini nie pozostają poza stworzeniem. Kto wobec tego nakazał uczynić rzeźbione ludzką ręką wizerunki Cherubinów, aby osłaniały przebłagalnię? Czy nie jest zatem oczywiste, że zakaz sporządzania wizerunku Boga, nie dającego się opisać ani przedstawić w swej postaci, a także zakaz przedstawiania czegokolwiek podobnego do Boga został dany po to, aby stworzenie nie było uwielbiane tak samo jak Bóg? Bo przecież wizerunki dających sie opisać Cherubinów, które z uniżeniem stoją przed boskim tronem i osłaniają święte miejsca, tenże sam Prawodawca nakazuje czynić. Za odpowiednią bowiem rzecz uznał, aby obrazy sług niebieskich osłaniały przebłagalnię na arce. A któż zaprzeczy, że Arka Przymierza, naczynie na mannę czy też przebłagalnia nie są sporządzone rękami człowieka? Czyż nie są one dziełem ludzkiego rzemiosła? Czyż nie zostały one sporządzone z pogardzanej, jak mówisz, materii? A czym był Namiot Spotkania, jeśli nie obrazem? Czyż nie był jedynie cieniem i figurą? Nawiązując do tego, co mówi święty Apostoł o ustanowionych według Prawa świętych sprzętach: "Służą one jako obrazy i cienie rzeczy niebiańskich, tak jak Mojżesz posługiwał się nimi, planując budowę namiotu: <Patrz zaś - mówił Bóg - abyś uczynił wszystko według wzoru, jaki został ci ukazany na górze>" /Hbr 8,5; Wj 25,40/ . Ale nawet samo Prawo, choć nie jest pełnym obrazem,
jest jednak cieniem obrazu. Mówi bowiem sam Apostoł: "Prawo posiada tylko cień zamierzonych
dobrych rzeczy, a nie sam obraz rzeczywistości" - Hbr 10,1/. Jeśli więc Prawo zakazuje sporządzania
obrazów, będąc jednocześnie samo zarysem obrazu, cóż na to powiemy? Jeśli Namiot Spotkania był
cieniem i wizerunkiem obrazu, jak jest to możliwe, iż Prawo zakazuje wszelkich przedstawień? Ale
te sprawy nie tak sie mają, czyż nie jest raczej tak, że "każda rzecz ma swój odpowiedni czas" - /Koh
3,1/.
16. W dawnych czasach Bóg, który nie ma ciała ani kształtu, nie mógł być w żaden sposób przedstawiany. Teraz jednak, skoro stał się widzialny w ciele i zamieszkał wśród ludzi, przedstawiam wizerunki Boga, ktorego widzę. Nie skladam hołdu materii, ale oddaję cześć jej Stwórcy, który ze względu na mnie przyjął postać cielesną, zgodził się zamieszkać wśród materialnego świata i poprzez tę właśnie materię dokonał mojego zbawienia. Nie przestanę wobec tego czcić materii, przez którą dokonało się moje zbawienie. Nie czczę jej jednak tak, jak czczę Boga - broń Boże! Jakże bowiem Bogiem może być to, co z niczego powstało? Przecież także ciało Boga jest Bogiem, tylko ze wzgledu na zaistniałe niezmiennie hipostatyczne zjednoczenie. Ciało to zostało namaszczone i pozostaje zgodnie z naturą obdarzone rozumną i myslącą duszą, ma poczatek i nie jest odwieczne. Całą tę materię uznaję i czczę na wieki. Przez nią bowiem dokonało się moje zbawienie i właśnie ona została na zawsze napełniona boską mocą i łaską.
Czyż nie jest też materią przenajświętsze i przebłogosławione drzewo krzyża świętego? Czyż nie jest materią święte i czcigodne wzgórze - miejsce Kalwarii? Czyż nie jest materią życiodajna i podtrzymująca życie owa skała - Grób święty, źródło naszego zmartwychwstania? Czyż nie jest materią służacy do pisania atrament i najświętsza księga Ewangelii? Czyż nie jest materią życiodajny ołtarz, z którego otrzymujemy Chleb życia? Czy nie sa materią srebro i złoto, z których sporządzamy krzyże, medaliony i kielichy? A przede wszystkim, czy nie są materią Krew i Ciało naszego Pana? Albo więc temu wszystkiemu odmów szacunku i czci, albo przeciwnie, przyjmij tradycję Kościoła, i pozwól, aby czczono wizerunki samego Boga oraz Jego przyjaciół uświęconych Jego imieniem, a przez to napełnionych łaską Duch Świętego. Nie pogardzaj zatem materią, gdyż nie jest ona godna pogardy. Żadnej z rzeczy, która pochodzi od Boga nie należy się wzgarda. Byłoby to myślenie manichejczyków. Niegodnym jest jedynie to,co nie ma swojej przyczyny w Bogu, ale jest naszym własnym wymysłem, wolnym wyborem niezgodnym z naturą lub wbrew naturze, co jest grzechem.
Jesli ze wzgledu na Prawo zabraniasz sporządzania obrazów i gardzisz nimi dlatego, że są zrobione z materii, to posłuchaj, co mowi Pismo: "I rzekł Pan do Mojżesza: <Oto wybrałem Besaleela, syna Uriego, syna Chura z pokolenia Judy. I napełniłem go Duchem Bożym, mądrością i rozumem, i umiejętnością wykonywania wszystkiego rodzaju prac, pomysłowością w pracach w złocie, w srebrze, w brązie i w rzeźbieniu kamieni do oprawy, w rzeźbieniu drzewa oraz wykonywaniu różnych dzieł. A dodam mu Eliaba, syna Achismaka z pokolenia Dana. Napełniłem umysł wszystkich rękodzielników mądrością, aby mogli wykonać to, co ci rozkazałem>" /Wj 31,1-6/. I znów: "Tak przemowił nastepnie Mojżesz do całego zgromadzenia synów Izraela: <Posłuchaj tego, co nakazał Pan mowiąc: Dajcie z dóbr waszych daninę dla Pana. Każdy więc, którego skłoni do tego serce, winien złożyć jako daninę dla Pana złoto, srebro, brąz, purpurę fioletową i czerwoną, karmazyn, bisior oraz sierść kozią, baranie skóry barwione na czerwono i skóry delfinów oraz drzewo akacjowe, oliwę do świecznika, wonności do wyrobu oleju namaszczenia i pachnących kadzideł, kamienie onyksowe i inne drogie kamienie dla ozdobienia efodu i pektorału. Każdy z was mądry w sercu powienien przyjść i wykonać to, co Pan nakazał>" - /Wj 34,44-50/, a potem dalej: "I uczynił podwójny pas z kamieni szmaragdowych, osadzonych w złocie z wykutymi na nich na wzór pieczęci z imionami synów Izraela" - /Wj 36,13 wg LXX/, i znowu: "Kamienie były z dwunastoma imionami synów Izraela, ryte na wzór pieczęci, kazda z własnym imieniem według dwunastu pokoleń" - /Wj 36,21 wg LXX/, i dalej: "I uczynili zasłonę przybytku świadectwa z hiacyntu, purpury, szkarłatu i ozdobnego jedwabiu z wyszytymi cherubami" - /Wj 37,5 wg LXX/, i znowu: "Uczynili przebłagalnię na górze arki z czystego złota i dwoma cherubami" - /Wj 38,5 wg LXX/ . Oglądaj więc chwałę materii ty, który sądzisz, że jest ona godna pogardy. Cóż bowiem mniej wartościowego od skór koźląt i kolorów? A czyż szkarłat, purpura i błękit nie są jedynie barwami? Spójrz wreszcie na dzieła ludzkich rąk i na podobizny Cherubinów! Dlaczego mówisz, że przez Prawo zostały zakazane, skoro samo Prawo nakazuje je właśnie czynić? Jeśli powołując się na Prawo zakazujesz czynienia wizerunków, to tak samo obstawaj o zachowanie szabatu i obrzezania; bowiem te Prawo nakazuje nieustępliwie. Ale wiedzcie, że "jesli zachowujecie jedynie Prawo, Chrystus wam na nic się nie przyda. Wy, którzy w Prawie szukacie usprawiedliwienia, wypadliście z łaski" - /Ga 5,2. 4/. Starożytny Izrael nie widział Boga, ale "my z odsłoniętą twarzą oglądamy chwałę Pana" - /2 Kor 3,18/.
Ponownie zacytuję fragment z książki P. Evdokimova - "Sztuka ikony. Teologia piękna".
"Zazwyczaj uważa się, że w kulturze helleńskiej to, co widziane, przewyższa to, co usłyszane, zaś u Hebrajczyków dominuje to, co zostało usłyszane. Izrael jest ludem słowa i ludem słuchającym. Jednak teolog protestancki G. Kittel zauważa, iż w tekstach mesjańskich formuła "słuchaj Izraelu" ustępuje miejsca formule "podnieś wzrok i zobacz". Przemieniony Pan jawi się pośrodku miedzy Mojżeszem i Eliaszem, ponieważ to właśnie oni są wielkimi wizjonerami Starego Testamentu. "Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą", toteż święty Szczepan w momencie swej męczeńskiej śmierci widzi otwarte niebo. Apokalipsa Ewangelii oraz Apokalipsa Janowa mówią o ostatecznym, o eschaton; na tej płaszczyźnie wyczuwa się niemoc samego tylko słowa i dlatego Apokalipsa kończy się rozległą, pełną światła wizją form i barw, które przemawiają plastycznie na swój własny sposób. W odpowiedzi na niepokój Hioba Bóg przedstawia liczne następujące po sobie obrazy, które objawiają, a równocześnie chronią Jego tajemnicę i Hiob wyznaje: "Dotąd Cię znałem ze słyszenia, obecnie ujrzałem Cię wzrokiem". W Biblii słowo i obraz prowadzą ze sobą dialog, wzajemnie się przyzywają, wyrażają uzupełniające się aspekty tego samego, jedynego Objawienia."
czwartek, 14 czerwca 2012
Jan Damasceński - cz. 5
" Tak więc, zdaniem ikonoklastów, ponieważ ikona nie jest zdolna wyrazić dwóch natur Chrystusa, nie sposób tworzyć ikony, nie sposób przedstawiać Boga-Człowieka dostępnymi ludzkimi środkami. Dlatego Eucharystia stanowi jedyną uznawalną ikonę Pana.
Obrazoburcy, rozumując w ten sposób, pragną dotrzeć do istoty dogmatu chalcedońskiego. Słabość ich rozumowania, której obrońcy ikon nie omieszkają natychmiast im wytknąć tkwi w całkowitym niezrozumieniu dogmatu o Bogu-Człowieku. Dogmat chalcedoński zakłada przede wszystkim bardzo wyraźną odrębność między naturą z jednej, a osobą, hipostazą, z drugiej strony. Tej właśnie jasności brakuje w rozumowaniu ikonoklastów. W wizerunku Boga-Słowa dostrzegają oni tylko dwie możliwości: przedstawiając Chrystusa wyraża się albo Jego boską naturę, albo wyraża się Jego naturę ludzką, oddzieloną od Jego Boskości. Jedna i druga możliwość jest herezją. Innego rozwiązania nie ma.
Ortodoksi natomiast, zachowując pełną świadomość rozdziału natury od osoby, wskazują inne wyjście, które całkowicie niweczy dylemat ikonoklastów. Ikona przedstawia nie tyle naturę, co osobę. Wyobrażając Pana naszego, nie wyraża się ani Jego Boskości, ani Jego człowieczeństwa, lecz Jego Osobę, która w sposób niepojęty łączy w sobie Jego dwie natury, nie mieszając ich i nie rozdzielając, według terminologii dogmatu chalcedońskiego."
Przytoczony powyżej fragment pochodzi z książki "Teologia ikony" Leonida Uspienskiego i bardzo dobrze tłumaczy istotę sporu związanego z ikonami. Przejdźmy teraz więc do następnego fragmentu "Mowy przeciw szkalującym święte obrazy" Św. Jana Damasceńskiego.
11. I tak widzialne obrazy są materialnymi modelami, ukształtowanymi dla jakiegoś przynajmniej, choć niejasnego zrozumienia rzeczy bezkształtnych i niewidzialnych. Nawet samo Pismo św. przypisuje niekiedy Bogu i aniołom okreslony kształt. Przyczynę tego wyjaśnia wspomniany święty mąż / chodzi o Dionizego Pseudo-Areopagitę /, który mówi, że słusznie przewidziane są formy dla tego, co nie posiada żadnego kształtu, a także widzialne formy dla tego, co nieprzedstawialne. Przyczyną powołania tych analogii, jak kazdy zauważy, jest nasza niedoskonałość w kierowaniu myśli szybko i bezpośrednio ku kontemplowaniu rzeczy duchowych i wynikająca stąd konieczność użycia znanych nam z najbliższego otoczenia środków, służących temu, by wznieść naszego ducha ku Bogu. Jeśli zatem, przy pomocy zastosowanych ze wzgledu na nas analogii, słowo Boże dostarcza nam wszystkiego, czego potrzebujemy, i temu, co proste i bezkształtne nadaje pewien kształt, to jak nie dopełnić słów Pisma św., obrazując to, co za pomocą kształtu nie da się przedstawić, używając w tym celu zwykłych, codziennych rzeczy i zdarzeń, aby przybliżały nam to, za czym tęsknimy, a czego nie możemy zobaczyć? Przez poznanie zmysłowe bowiem powstaje w umyśle pewne wyobrażenie, które pobudza naszą zdolność rozróżniania i jako cenny skarb jest przechowywane w pamięci. Mówi bowiem znawca spraw Bożych Grzegorz, że umysł, starając się bezpośrednio przekroczyć całą sferę cielesną, staje się znużony i bezsilny, a także, że od stworzenia świata to, co duchowe i niewidzialne w Bogu, stało się widzialne przez całe zrodzone w Bożym umyśle stworzenie.
Oglądamy więc w stworzeniach obrazy, które jak w przymglonym świetle, ukazują nam odbicie samego Boga. I tak na przykład, kiedy mówimy o Trójcy Świętej, używamy obrazów słońca, światła i gorejących promieni, albo tryskającego źródła wody lub wartko płynącego strumienia, albo umysłu czy słowa czy też ducha wewnątrz nas samych albo krzewu różanego lub kwiatu czy słodkiego zapachu.
12. Mówi się także, iż obraz jest niejasną i tajemniczo przesłoniętą zapowiedzią przyszłych zdarzeń, tak jak arka przymierza, laska Aarona i naczynie na mannę były zapowiedzią Świętej Dziewicy, Bogarodzicy, miedziany wąż na pustyni był zapowiedzią Tego, który przez krzyż święty uwolnił nas od ukąszenia złego węża, podobnie jak morze, wody i chmury były zapowiedzią łaski chrztu świętego.
13. Również rzeczy i zdarzenia, które miały już miejsce, mogą być przedstawiane za pomocą obrazów, albo ze względu na pamięć czegoś lub kogoś godnego podziwu, albo ze względu na należną komuś cześć, albo wstyd, albo cnotę, albo zło, aby przeobrazić je ostatecznie w dobro i unikać w przyszłości zła, a naśladować gorliwie cnotę. Obrazy dzielą się na dwa rodzaje: albo są słowami zapisanymi w księgach Biblii, tak, jak Prawo, które Bóg wyrył na tablicach, albo są postrzegalnymi zmysłowo przedmiotami, tak jak naczynie na mannę lub laska Aarona, które Bog nakazał złożyć w Arce Przymierza jako pamiątkę przeszłych zdarzeń.
Tak więc sporządzamy obrazy albo dla upamiętnienia rzeczy, które miały już miejsce, albo dla upamiętnienia cnoty i dzielności ludzi. Albo zatem odrzuć wszystkie wizerunki, zaprzeczając autorytetowi Tego, który nakazał ich sporządzenie, albo też przyjmij każdy według należnej każdemu racji i sposobu. Skoro zaś mówimy o sposobach przedstawiania obrazów, zastanówmy się także nad pojęciem przysługującej im czci.
14. Oddawanie czci jest znakiem okazywania uniżenia i szacunku; znamy zaś różne rodzaje wyrażania czci. Najpierw istnieje uwielbienie, jakie winniśmy składać jedynie samemu Bogu, który ze wzgledu na swą naturę sam godzien jest chwały. Następnie ze względu na godnego uwielbienia ze swej natury Boga, skladamy cześć Jego przyjaciołom i sługom, tak jak aniołowi oddali cześć Jozue, syn Nuna, oraz Daniel, czy tak jak Dawid czcił Boże miejsca mówiąc: "Pójdźmy pokłonić się w Jego świętym miejscu, gdzie postawili Jego podnóżek" - Ps 132,7; albo też tak jak cały Izrael sławił Go i składał Mu ofiary w namiocie, otaczając w Jerozolimie kołem świątynię, oglądając ją ze wszystkich stron i czcząc ją tak dawniej jak i teraz zgodnie z nakazem wybranych przez siebie królów; albo wreszcie tak jak Jakub kłaniał się za przyczyną Boga swojemu starszemu bratu Ezawowi lub faraonowi, którego władzę ustanowił Bóg, lub jak pokłonili się bracia, Józefowi. Istnieje także cześć, jaką składa się ze względu na wyjątkowy szacunek względem innych, tak jak wyraził go Abraham wobec synów Chamora. Albo więc odrzuć całkowicie wszelką formę oddawania czci, albo też przyjmij w całości wszystkie jej rodzaje, uwzględniając należne jej racje i sposoby.
Obrazoburcy, rozumując w ten sposób, pragną dotrzeć do istoty dogmatu chalcedońskiego. Słabość ich rozumowania, której obrońcy ikon nie omieszkają natychmiast im wytknąć tkwi w całkowitym niezrozumieniu dogmatu o Bogu-Człowieku. Dogmat chalcedoński zakłada przede wszystkim bardzo wyraźną odrębność między naturą z jednej, a osobą, hipostazą, z drugiej strony. Tej właśnie jasności brakuje w rozumowaniu ikonoklastów. W wizerunku Boga-Słowa dostrzegają oni tylko dwie możliwości: przedstawiając Chrystusa wyraża się albo Jego boską naturę, albo wyraża się Jego naturę ludzką, oddzieloną od Jego Boskości. Jedna i druga możliwość jest herezją. Innego rozwiązania nie ma.
Ortodoksi natomiast, zachowując pełną świadomość rozdziału natury od osoby, wskazują inne wyjście, które całkowicie niweczy dylemat ikonoklastów. Ikona przedstawia nie tyle naturę, co osobę. Wyobrażając Pana naszego, nie wyraża się ani Jego Boskości, ani Jego człowieczeństwa, lecz Jego Osobę, która w sposób niepojęty łączy w sobie Jego dwie natury, nie mieszając ich i nie rozdzielając, według terminologii dogmatu chalcedońskiego."
Przytoczony powyżej fragment pochodzi z książki "Teologia ikony" Leonida Uspienskiego i bardzo dobrze tłumaczy istotę sporu związanego z ikonami. Przejdźmy teraz więc do następnego fragmentu "Mowy przeciw szkalującym święte obrazy" Św. Jana Damasceńskiego.
11. I tak widzialne obrazy są materialnymi modelami, ukształtowanymi dla jakiegoś przynajmniej, choć niejasnego zrozumienia rzeczy bezkształtnych i niewidzialnych. Nawet samo Pismo św. przypisuje niekiedy Bogu i aniołom okreslony kształt. Przyczynę tego wyjaśnia wspomniany święty mąż / chodzi o Dionizego Pseudo-Areopagitę /, który mówi, że słusznie przewidziane są formy dla tego, co nie posiada żadnego kształtu, a także widzialne formy dla tego, co nieprzedstawialne. Przyczyną powołania tych analogii, jak kazdy zauważy, jest nasza niedoskonałość w kierowaniu myśli szybko i bezpośrednio ku kontemplowaniu rzeczy duchowych i wynikająca stąd konieczność użycia znanych nam z najbliższego otoczenia środków, służących temu, by wznieść naszego ducha ku Bogu. Jeśli zatem, przy pomocy zastosowanych ze wzgledu na nas analogii, słowo Boże dostarcza nam wszystkiego, czego potrzebujemy, i temu, co proste i bezkształtne nadaje pewien kształt, to jak nie dopełnić słów Pisma św., obrazując to, co za pomocą kształtu nie da się przedstawić, używając w tym celu zwykłych, codziennych rzeczy i zdarzeń, aby przybliżały nam to, za czym tęsknimy, a czego nie możemy zobaczyć? Przez poznanie zmysłowe bowiem powstaje w umyśle pewne wyobrażenie, które pobudza naszą zdolność rozróżniania i jako cenny skarb jest przechowywane w pamięci. Mówi bowiem znawca spraw Bożych Grzegorz, że umysł, starając się bezpośrednio przekroczyć całą sferę cielesną, staje się znużony i bezsilny, a także, że od stworzenia świata to, co duchowe i niewidzialne w Bogu, stało się widzialne przez całe zrodzone w Bożym umyśle stworzenie.
Oglądamy więc w stworzeniach obrazy, które jak w przymglonym świetle, ukazują nam odbicie samego Boga. I tak na przykład, kiedy mówimy o Trójcy Świętej, używamy obrazów słońca, światła i gorejących promieni, albo tryskającego źródła wody lub wartko płynącego strumienia, albo umysłu czy słowa czy też ducha wewnątrz nas samych albo krzewu różanego lub kwiatu czy słodkiego zapachu.
12. Mówi się także, iż obraz jest niejasną i tajemniczo przesłoniętą zapowiedzią przyszłych zdarzeń, tak jak arka przymierza, laska Aarona i naczynie na mannę były zapowiedzią Świętej Dziewicy, Bogarodzicy, miedziany wąż na pustyni był zapowiedzią Tego, który przez krzyż święty uwolnił nas od ukąszenia złego węża, podobnie jak morze, wody i chmury były zapowiedzią łaski chrztu świętego.
13. Również rzeczy i zdarzenia, które miały już miejsce, mogą być przedstawiane za pomocą obrazów, albo ze względu na pamięć czegoś lub kogoś godnego podziwu, albo ze względu na należną komuś cześć, albo wstyd, albo cnotę, albo zło, aby przeobrazić je ostatecznie w dobro i unikać w przyszłości zła, a naśladować gorliwie cnotę. Obrazy dzielą się na dwa rodzaje: albo są słowami zapisanymi w księgach Biblii, tak, jak Prawo, które Bóg wyrył na tablicach, albo są postrzegalnymi zmysłowo przedmiotami, tak jak naczynie na mannę lub laska Aarona, które Bog nakazał złożyć w Arce Przymierza jako pamiątkę przeszłych zdarzeń.
Tak więc sporządzamy obrazy albo dla upamiętnienia rzeczy, które miały już miejsce, albo dla upamiętnienia cnoty i dzielności ludzi. Albo zatem odrzuć wszystkie wizerunki, zaprzeczając autorytetowi Tego, który nakazał ich sporządzenie, albo też przyjmij każdy według należnej każdemu racji i sposobu. Skoro zaś mówimy o sposobach przedstawiania obrazów, zastanówmy się także nad pojęciem przysługującej im czci.
14. Oddawanie czci jest znakiem okazywania uniżenia i szacunku; znamy zaś różne rodzaje wyrażania czci. Najpierw istnieje uwielbienie, jakie winniśmy składać jedynie samemu Bogu, który ze wzgledu na swą naturę sam godzien jest chwały. Następnie ze względu na godnego uwielbienia ze swej natury Boga, skladamy cześć Jego przyjaciołom i sługom, tak jak aniołowi oddali cześć Jozue, syn Nuna, oraz Daniel, czy tak jak Dawid czcił Boże miejsca mówiąc: "Pójdźmy pokłonić się w Jego świętym miejscu, gdzie postawili Jego podnóżek" - Ps 132,7; albo też tak jak cały Izrael sławił Go i składał Mu ofiary w namiocie, otaczając w Jerozolimie kołem świątynię, oglądając ją ze wszystkich stron i czcząc ją tak dawniej jak i teraz zgodnie z nakazem wybranych przez siebie królów; albo wreszcie tak jak Jakub kłaniał się za przyczyną Boga swojemu starszemu bratu Ezawowi lub faraonowi, którego władzę ustanowił Bóg, lub jak pokłonili się bracia, Józefowi. Istnieje także cześć, jaką składa się ze względu na wyjątkowy szacunek względem innych, tak jak wyraził go Abraham wobec synów Chamora. Albo więc odrzuć całkowicie wszelką formę oddawania czci, albo też przyjmij w całości wszystkie jej rodzaje, uwzględniając należne jej racje i sposoby.
sobota, 9 czerwca 2012
Św. Kolumban Młodszy - reguła mnichów cz. 2
Św. Kolumban znany byl z bezkompromisowości, zarówno wobec siebie i swoich uczniów w zachowaniu zasad moralnych, jak świadczą o tym teksty zarówno Reguły jak i Ksiąg pokutnych. Nie miał względu na osoby - takie same wymagania stawiał zarówno maluczkim jak i możnym.
Biograf św. Kolumbana, Jonasz z Bobbio wielokrotnie pisze o tym, że Kolumban nie wahał się upominać nawet i swoich dobroczyńców, jeżeli postępowali niegodnie.
"Zatrzymał go więc Chlotar u siebie przez tyle, ile mógł dni, a zganiony przezeń za jakieś złe postępki, których nie brakuje na żadnym dworze królewskim, obiecał, iż zgodnie z nakazem świętego męża wszystko naprawi" - Vita Columbani I,24
Konflikt świętego z babką króla Burgundii - Brunhildą przeszedł wręcz do legendy. Mam nadzieję że powrócę do opisu kolei życia Świętego. W tej chwili wracamy do tekstu Reguły dla mnichów.
III. O pokarmie i napoju
5. Posiłek mnichów ma być skromny i spożywany późno; pokarm nie może prowadzić do przesytu, a napój do pijaństwa; chodzi o to, żeby pokrzepiał i nie szkodził. Mają to być warzywa, jarzyny, maka zaprawiona wodą i niewielka ilość lichego chleba, ażeby nie obciążał żołądka i nie przytłumiał umysłu. Ci bowiem, którzy pragną nagrody wiecznej, winni troszczyć się wyłącznie o to, co pożyteczne i potrzebne. Dlatego umiarkowany powinien być tryb życia, tak jak umiarkowany winien być trud, ponieważ prawdziwe rozeznanie polega na tym, że możliwość rozwoju duchowego jest utrzymywana wraz z umartwiającą ciało wstrzemięźliwością. Jeśli bowiem wstrzemięźliwość przekroczy pewną granicę, będzie występkiem, a nie cnotą; cnota wszak podtrzymuje i zawiera w sobie wiele dóbr. Codziennie więc należy poscić, tak samo jak codziennie należy się pokrzepiać. A skoro codziennie musimy jeść, to powinniśmy w sposób bardziej umiarkowany i oszczędny pobłażać ciału. A jeśli każdego dnia trzeba jeść po to, żeby codziennie się pokrzepić, to również codziennie trzeba się modlić, codziennie pracować i codziennie oddawać się lekturze.
IV. O ubóstwie i deptaniu chciwości
6. Mnisi, dla których świat został ukrzyżowany za Chrystusa, a oni dla świata, winni wystrzegać się chciwości, a to dlatego, że zgubne jest dla nich nie tylko posiadanie, ale nawet samo pragnienie posiadania rzeczy niepotrzebnych. Pod uwagę bierze się nie ich majątek, ale wolę. Ci, którzy porzucają wszystko i idą za Chrystusem Panem niosąc codzienny krzyż bojaźni Bożej, mają skarby w niebie. Skoro więc wiele mieć będą w niebie, to na ziemi powinni zadowolić się niewielką ilością rzeczy najpotrzebniejszych wiedząc, iż dla mnichów, którzy są naśladowcami synów proroków, chciwość jest zarazą, zdradą i zgubą dla ucznia Chrystusowego oraz śmiercią dla niepewnych uczniów apostołów. Dlatego też pierwszą cechą doskonałości mnichów jest ubóstwo i pogarda dla majątku, drugą - oczyszczenie z grzechów, a trzecią najdoskonalsze i nieustanne umiłowanie Boga oraz trwała miłość spraw boskich, która idzie za zapomnieniem o sprawach doczesnych. W takim stanie rzeczy, zgodnie ze słowami Pana, niewiele nam potrzeba, albo tylko jednego. Niewiele jest wszak rzeczy naprawdę niezbędnych, takich, bez których żyć nie można; a może nawet tylko jedno, to znaczy w sensie dosłownym - pokarm. Potrzeba nam jednak czystej myśli dzięki łasce Bożej, abyśmy w sposób duchowy pojęli, czym jest owa niewielka ilość spraw związanych z miłością, o których Pan przypomina Marcie.
V. O deptaniu próżności
7. Także i na niebezpieczeństwo próżności wskazał w kilku wypowiedziach Zbawiciel, który dla uczniów swoich, radujących się w owej próżności, powiedział: Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica, a do Żydów, którzy się pewnego razu chełpili, rzekł: To zaś, co za wielkie uchodzi miedzy ludźmi, obrzydliwością jest w oczach Pana. Te zdania oraz sławny przykład chełpiącego się faryzeusza prowadzą do wniosku, iz próżność i pełna pychy chełpliwość zabija wszelkie dobra, bo przecież chełpliwie wysławiane dobra faryzeusza przepadły, a odpuszczone zostały grzechy, o które obwiniał się celnik. Niechaj więc z ust mnicha nie wychodzi wyniosłe słowo, aby nie przepadł jego wielki trud.
VI. O czystości
8. Czystość myśli została wyznaczona mnichowi, bo niewątpliwie do niego mowił Pan, kiedy zwracał się do uczniów przychodzących, aby go posłuchać: Kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Skoro bowiem nad pożądaniem mnicha zastanawia się Ten, któremu mnich został poświęcony, to trzeba się lękać, aby w jego duszy nie znalazł On czegoś, co zasługuje na odrazę, aby przypadkiem nie mieli oczu pełnych rozwiązłości i cudzołóstwa, jak mówi święty Piotr. I na co się zda, jeśli ma dziewicze ciało, jeżeli nie ma dziewiczego umysłu? Bóg przecież, jako Duch, mieszka w duchu i w umyśle, który widzi nieskalanym, w którym nie ma żadnej cudzołóżnej myśli, żadnej skazy zbrukanego ducha ani plamy grzechu.
VII. O porządku modlitw
Co się zaś tyczy wspólnych modłów, czyli porządku odmawiania psalmów i modlitw, to pewne problemy trzeba tu rozstrzygnąć na sposób kanoniczny, ponieważ różni autorzy różne nam na ten temat przekazali zapisy. Dlatego też i ja ustalę te sprawy w sposób niejednolity, wedle trybu życia i w zależności od zmian pór roku. Ze względu bowiem na kolejne przemiany pór roku porządek modłów nie może być jednolity; wypada, aby był dłuższy podczas dłuższych nocy, a krótszy podczas krótszych. Zatem, zgodnie z przepisami naszych poprzedników, od 24 czerwca wraz z przyrostem nocy powoli zaczyna wzrastać liczba odmawianych psalmów, od minimalnego wymiaru 12 chórów w noc sobotnią czy niedzielną aż do początku zimy, to znaczy do dnia 1 października, kiedy to mnisi odśpiewują 25 antyfon psalmowych, które zawsze następują po dwu odśpiewanych psalmach. Tym sposobem w czasie dwu wymienionych nocy odśpiewują cały psałterz i przez całą zimę w pozostałe noce śpiewają 12 chórów. Z koncem zimy, przez wiosnę odejmuje się po trzy psalmy na tydzień, tak aby na noce świąteczne pozostało tylko 12 antyfon; mamy więc 36 psalmów codziennego porządku zimowego i 24 psalmy przez całą wiosnę i lato aż do jesiennego zrównania dnia z nocą, czyli do 24 września. W dniu tym wspólne modły wyglądają podobnie jak w dniu wiosennego zrównania dnia z nocą, czyli 25 marca, ponieważ na skutek kolejnych zmian pensum modlitw powoli wzrasta lub maleje.
Na miarę sił trzeba oceniać nocne officium, zwłaszcza że Twórca naszego zbawienia nakazuje nam czuwać i modlić się w każdym czasie, a Paweł zaleca: Nieustannie się módlcie. Powinniśmy jednak poznać przepisy dotyczące modlitw kanonicznych, wedle których wszyscy zbierają się na modlitwę o oznaczonej godzinie, a potem każdy ma się modlić we własnej izbie, oto więc poprzednicy nasi ustalili, by odmawiać po trzy psalmy w godzinach dziennych, w zależności od przerw w pracy, a dodali do tego wersety wstawiennicze; najpierw za nasze grzechy, potem za cały lud chrześcijański, za kapłanów i wszystkie poświęcone Bogu stany świętego ludu, dalej - za udzielających jałmużny, następnie - za pokój królów i wreszcie za nieprzyjaciół - aby Bóg nie poczytywał im za grzech tego, iż nas prześladują i uwłaczają nam, albowiem nie wiedzą, co czynią.
O zmierzchu odśpiewuje się 12 psalmów i tyle samo o północy. Na officium nocne, jak powiedziano, przepisane zostały 24 psalmy w czasie krótszych nocy, przy czym - jak już stwierdziłem - zawsze na nocne czuwanie niedzielne i sobotnie wyznaczonych jest więcej psalmów, w niedzielę i w soboty odśpiewuje się indywidualnie 75 psalmów.
To, o czym była mowa, dotyczy wspólnych modłów, oprócz tego, jak powiedziałem, istnieje na temat modlitwy słuszny przekazany nam przepis, iż szczególne znaczenie mają możliwości człowieka przeznaczonego do modlitwy, bez lekceważenia ślubów, modlić się winien tak, jak pozwala mu na to pełnia jego możliwości albo jak może mu na to pozwolić zdolność jego umysłu, baczenie na potrzeby oraz tryb życia; i na ile - jeśli ma wolny czas i przebywa sam - nakazuje mu to jego zapał, na ile wymaga tego jego wykształcenie albo o ile stan, rozmiar pilności, rodzaj zajęć lub wiek zezwala na czas wolny, tak więc trzeba to wszystko uznać za jednakową doskonałość, mimo że przejawia się ona w różny sposób, ponieważ rozdziela obowiązki w zależności od pracy i miejsca. Dlatego też, chociaż niejednakowa jest długość czasu stania czy śpiewania, to jednak ustawiczne pragnienie modlitwy w sercu i w umyśle z Bogiem stanowić będzie równą doskonałość.
A są i tacy katolicy, którzy zarówno w czasie krótkich jak i długich nocy trzymają się jednej kanonicznej liczby dwunastu psalmów, wszelako przepis ten wypełniają czterokrotnie w ciągu nocy, a mianowicie o zmierzchu, o północy oraz o pianiu kogutów i o świtaniu. Taki porządek modlitw wydaje się niektórym niewielki w zimie, latem jednak uchodzi za dość uciążliwy i trudny, ponieważ na skutek ciągłych czynności podczas krótkiej nocy wywołuje nie tyle zmęczenie, co utrudzenie. W czasie najuroczystszych nocy, to znaczy w niedziele albo w soboty, trzykrotnie powtarzają do świtu tę liczbę modlitw, co daje w sumie 36 psalmów. To, że są tak liczni i wiodą świątobliwe życie sprawia, że wielu z rozkoszą dąży do owej kanonicznej liczby podobnie jak i do reszty przepisów, bo nikt, kto podlega ich regule, nie okazuje się znużony. I chociaż jest ich tak wielu, iz tysiąc braci podlega zwierzchnictwu jednego przełożonego, to podobno od chwili założenia klasztoru nie słyszano tam o żadnej kłótni, między dwoma mnichami. Jasne, że nie może sie to dziać bez obecności w owym miejscu Boga, który mówi: Zamieszkam z nimi i będę chodził wśród nich, i będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem. Zasłużenie przeto wzrośli i codziennie, Bogu dzięki, rosną ci, pośród których Bóg mieszka; obyśmy i my dzięki ich zasługom zasłużyli, aby zbawił nas Zbawiciel, nasz Pan, amen.
Tekst zaczerpnięty z: św. Kolumban - Pisma, PSP t. LX, Warszawa 1995, s.134 - 141
Biograf św. Kolumbana, Jonasz z Bobbio wielokrotnie pisze o tym, że Kolumban nie wahał się upominać nawet i swoich dobroczyńców, jeżeli postępowali niegodnie.
"Zatrzymał go więc Chlotar u siebie przez tyle, ile mógł dni, a zganiony przezeń za jakieś złe postępki, których nie brakuje na żadnym dworze królewskim, obiecał, iż zgodnie z nakazem świętego męża wszystko naprawi" - Vita Columbani I,24
Konflikt świętego z babką króla Burgundii - Brunhildą przeszedł wręcz do legendy. Mam nadzieję że powrócę do opisu kolei życia Świętego. W tej chwili wracamy do tekstu Reguły dla mnichów.
III. O pokarmie i napoju
5. Posiłek mnichów ma być skromny i spożywany późno; pokarm nie może prowadzić do przesytu, a napój do pijaństwa; chodzi o to, żeby pokrzepiał i nie szkodził. Mają to być warzywa, jarzyny, maka zaprawiona wodą i niewielka ilość lichego chleba, ażeby nie obciążał żołądka i nie przytłumiał umysłu. Ci bowiem, którzy pragną nagrody wiecznej, winni troszczyć się wyłącznie o to, co pożyteczne i potrzebne. Dlatego umiarkowany powinien być tryb życia, tak jak umiarkowany winien być trud, ponieważ prawdziwe rozeznanie polega na tym, że możliwość rozwoju duchowego jest utrzymywana wraz z umartwiającą ciało wstrzemięźliwością. Jeśli bowiem wstrzemięźliwość przekroczy pewną granicę, będzie występkiem, a nie cnotą; cnota wszak podtrzymuje i zawiera w sobie wiele dóbr. Codziennie więc należy poscić, tak samo jak codziennie należy się pokrzepiać. A skoro codziennie musimy jeść, to powinniśmy w sposób bardziej umiarkowany i oszczędny pobłażać ciału. A jeśli każdego dnia trzeba jeść po to, żeby codziennie się pokrzepić, to również codziennie trzeba się modlić, codziennie pracować i codziennie oddawać się lekturze.
IV. O ubóstwie i deptaniu chciwości
6. Mnisi, dla których świat został ukrzyżowany za Chrystusa, a oni dla świata, winni wystrzegać się chciwości, a to dlatego, że zgubne jest dla nich nie tylko posiadanie, ale nawet samo pragnienie posiadania rzeczy niepotrzebnych. Pod uwagę bierze się nie ich majątek, ale wolę. Ci, którzy porzucają wszystko i idą za Chrystusem Panem niosąc codzienny krzyż bojaźni Bożej, mają skarby w niebie. Skoro więc wiele mieć będą w niebie, to na ziemi powinni zadowolić się niewielką ilością rzeczy najpotrzebniejszych wiedząc, iż dla mnichów, którzy są naśladowcami synów proroków, chciwość jest zarazą, zdradą i zgubą dla ucznia Chrystusowego oraz śmiercią dla niepewnych uczniów apostołów. Dlatego też pierwszą cechą doskonałości mnichów jest ubóstwo i pogarda dla majątku, drugą - oczyszczenie z grzechów, a trzecią najdoskonalsze i nieustanne umiłowanie Boga oraz trwała miłość spraw boskich, która idzie za zapomnieniem o sprawach doczesnych. W takim stanie rzeczy, zgodnie ze słowami Pana, niewiele nam potrzeba, albo tylko jednego. Niewiele jest wszak rzeczy naprawdę niezbędnych, takich, bez których żyć nie można; a może nawet tylko jedno, to znaczy w sensie dosłownym - pokarm. Potrzeba nam jednak czystej myśli dzięki łasce Bożej, abyśmy w sposób duchowy pojęli, czym jest owa niewielka ilość spraw związanych z miłością, o których Pan przypomina Marcie.
V. O deptaniu próżności
7. Także i na niebezpieczeństwo próżności wskazał w kilku wypowiedziach Zbawiciel, który dla uczniów swoich, radujących się w owej próżności, powiedział: Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica, a do Żydów, którzy się pewnego razu chełpili, rzekł: To zaś, co za wielkie uchodzi miedzy ludźmi, obrzydliwością jest w oczach Pana. Te zdania oraz sławny przykład chełpiącego się faryzeusza prowadzą do wniosku, iz próżność i pełna pychy chełpliwość zabija wszelkie dobra, bo przecież chełpliwie wysławiane dobra faryzeusza przepadły, a odpuszczone zostały grzechy, o które obwiniał się celnik. Niechaj więc z ust mnicha nie wychodzi wyniosłe słowo, aby nie przepadł jego wielki trud.
VI. O czystości
8. Czystość myśli została wyznaczona mnichowi, bo niewątpliwie do niego mowił Pan, kiedy zwracał się do uczniów przychodzących, aby go posłuchać: Kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Skoro bowiem nad pożądaniem mnicha zastanawia się Ten, któremu mnich został poświęcony, to trzeba się lękać, aby w jego duszy nie znalazł On czegoś, co zasługuje na odrazę, aby przypadkiem nie mieli oczu pełnych rozwiązłości i cudzołóstwa, jak mówi święty Piotr. I na co się zda, jeśli ma dziewicze ciało, jeżeli nie ma dziewiczego umysłu? Bóg przecież, jako Duch, mieszka w duchu i w umyśle, który widzi nieskalanym, w którym nie ma żadnej cudzołóżnej myśli, żadnej skazy zbrukanego ducha ani plamy grzechu.
VII. O porządku modlitw
Co się zaś tyczy wspólnych modłów, czyli porządku odmawiania psalmów i modlitw, to pewne problemy trzeba tu rozstrzygnąć na sposób kanoniczny, ponieważ różni autorzy różne nam na ten temat przekazali zapisy. Dlatego też i ja ustalę te sprawy w sposób niejednolity, wedle trybu życia i w zależności od zmian pór roku. Ze względu bowiem na kolejne przemiany pór roku porządek modłów nie może być jednolity; wypada, aby był dłuższy podczas dłuższych nocy, a krótszy podczas krótszych. Zatem, zgodnie z przepisami naszych poprzedników, od 24 czerwca wraz z przyrostem nocy powoli zaczyna wzrastać liczba odmawianych psalmów, od minimalnego wymiaru 12 chórów w noc sobotnią czy niedzielną aż do początku zimy, to znaczy do dnia 1 października, kiedy to mnisi odśpiewują 25 antyfon psalmowych, które zawsze następują po dwu odśpiewanych psalmach. Tym sposobem w czasie dwu wymienionych nocy odśpiewują cały psałterz i przez całą zimę w pozostałe noce śpiewają 12 chórów. Z koncem zimy, przez wiosnę odejmuje się po trzy psalmy na tydzień, tak aby na noce świąteczne pozostało tylko 12 antyfon; mamy więc 36 psalmów codziennego porządku zimowego i 24 psalmy przez całą wiosnę i lato aż do jesiennego zrównania dnia z nocą, czyli do 24 września. W dniu tym wspólne modły wyglądają podobnie jak w dniu wiosennego zrównania dnia z nocą, czyli 25 marca, ponieważ na skutek kolejnych zmian pensum modlitw powoli wzrasta lub maleje.
Na miarę sił trzeba oceniać nocne officium, zwłaszcza że Twórca naszego zbawienia nakazuje nam czuwać i modlić się w każdym czasie, a Paweł zaleca: Nieustannie się módlcie. Powinniśmy jednak poznać przepisy dotyczące modlitw kanonicznych, wedle których wszyscy zbierają się na modlitwę o oznaczonej godzinie, a potem każdy ma się modlić we własnej izbie, oto więc poprzednicy nasi ustalili, by odmawiać po trzy psalmy w godzinach dziennych, w zależności od przerw w pracy, a dodali do tego wersety wstawiennicze; najpierw za nasze grzechy, potem za cały lud chrześcijański, za kapłanów i wszystkie poświęcone Bogu stany świętego ludu, dalej - za udzielających jałmużny, następnie - za pokój królów i wreszcie za nieprzyjaciół - aby Bóg nie poczytywał im za grzech tego, iż nas prześladują i uwłaczają nam, albowiem nie wiedzą, co czynią.
O zmierzchu odśpiewuje się 12 psalmów i tyle samo o północy. Na officium nocne, jak powiedziano, przepisane zostały 24 psalmy w czasie krótszych nocy, przy czym - jak już stwierdziłem - zawsze na nocne czuwanie niedzielne i sobotnie wyznaczonych jest więcej psalmów, w niedzielę i w soboty odśpiewuje się indywidualnie 75 psalmów.
To, o czym była mowa, dotyczy wspólnych modłów, oprócz tego, jak powiedziałem, istnieje na temat modlitwy słuszny przekazany nam przepis, iż szczególne znaczenie mają możliwości człowieka przeznaczonego do modlitwy, bez lekceważenia ślubów, modlić się winien tak, jak pozwala mu na to pełnia jego możliwości albo jak może mu na to pozwolić zdolność jego umysłu, baczenie na potrzeby oraz tryb życia; i na ile - jeśli ma wolny czas i przebywa sam - nakazuje mu to jego zapał, na ile wymaga tego jego wykształcenie albo o ile stan, rozmiar pilności, rodzaj zajęć lub wiek zezwala na czas wolny, tak więc trzeba to wszystko uznać za jednakową doskonałość, mimo że przejawia się ona w różny sposób, ponieważ rozdziela obowiązki w zależności od pracy i miejsca. Dlatego też, chociaż niejednakowa jest długość czasu stania czy śpiewania, to jednak ustawiczne pragnienie modlitwy w sercu i w umyśle z Bogiem stanowić będzie równą doskonałość.
A są i tacy katolicy, którzy zarówno w czasie krótkich jak i długich nocy trzymają się jednej kanonicznej liczby dwunastu psalmów, wszelako przepis ten wypełniają czterokrotnie w ciągu nocy, a mianowicie o zmierzchu, o północy oraz o pianiu kogutów i o świtaniu. Taki porządek modlitw wydaje się niektórym niewielki w zimie, latem jednak uchodzi za dość uciążliwy i trudny, ponieważ na skutek ciągłych czynności podczas krótkiej nocy wywołuje nie tyle zmęczenie, co utrudzenie. W czasie najuroczystszych nocy, to znaczy w niedziele albo w soboty, trzykrotnie powtarzają do świtu tę liczbę modlitw, co daje w sumie 36 psalmów. To, że są tak liczni i wiodą świątobliwe życie sprawia, że wielu z rozkoszą dąży do owej kanonicznej liczby podobnie jak i do reszty przepisów, bo nikt, kto podlega ich regule, nie okazuje się znużony. I chociaż jest ich tak wielu, iz tysiąc braci podlega zwierzchnictwu jednego przełożonego, to podobno od chwili założenia klasztoru nie słyszano tam o żadnej kłótni, między dwoma mnichami. Jasne, że nie może sie to dziać bez obecności w owym miejscu Boga, który mówi: Zamieszkam z nimi i będę chodził wśród nich, i będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem. Zasłużenie przeto wzrośli i codziennie, Bogu dzięki, rosną ci, pośród których Bóg mieszka; obyśmy i my dzięki ich zasługom zasłużyli, aby zbawił nas Zbawiciel, nasz Pan, amen.
Tekst zaczerpnięty z: św. Kolumban - Pisma, PSP t. LX, Warszawa 1995, s.134 - 141
środa, 30 maja 2012
Jan Damasceński - cz. 4
Powracamy więc do tekstu 1 mowy przeciw szkalującym święte obrazy.
8. Zakazy te zostały dane Żydom ze względu na ich skłonność do bałwochwalstwa. Nam zaś, jak mówi święty Teolog ( chodzi z Grzegorza z Nazjanzu, na Wschodzie nazywanego po prostu "Teologiem") , dane zostało, abyśmy uniknąwszy tego zabobonnego błędu i poznawszy dogłębnie prawdę mogli w czystości serca przebywać z Bogiem i uwielbiać jedynego Boga, abyśmy ubogacając się znajomością Pana mogli porzuciwszy to co dziecinne, stać się w pełni dojrzałymi ludźmi. Skoro zaś otrzymaliśmy od Boga zdolność rozróżniania i wiedzę, co można przedstawić jako wizerunek, a czego przedstawiać nie należy, nie potrzebujemy już więcej pozostawać pod opieką wychowawcy.
"Nie widzieliście Jego postaci" - Wj 33,20 - mówi Pismo. Co za mądrość Prawodawcy! W jaki bowiem sposób można obrazowo ukazać to, co niewidzialne, co nieograniczone, niewymierne i nieskończone? Jak można określić to, co pozbawione jest zewnętrznego kształtu? Jak namalować to, co bezcielesne? Któż jest w stanie odsłonić to, co jest tajemnicą? Jasne jest jednak, że gdy widzisz Tego, który z natury jest bezcielesny, ze względu na ciebie stał się człowiekiem, to możesz wykonać wizerunek Jego ludzkiej postaci. Skoro bowiem wiadomo, że Ten, który z natury jest niewidzialny, stał się widzialny pod postacią ciała, tedy można sporządzić obraz tego, co widzialne. Jeżeli Bezcielesny i Bezkształtny, Niewymierny i Nieograniczony w doskonałości swojej Boskiej natury ogałaca samego siebie, przybierając postać sługi w całej rozciągłości i wielości cielesnej postaci, tedy maluj na obrazach Tego, który stał się widzialny, i przedstawiaj Go tak, by mogł być oglądany. Przedstawiaj Jego cudowne zstąpienie z nieba, Jego narodziny z Dziewicy, Jego chrzest w Jordanie, Jego przemienienie na Górze Tabor, Jego zbawczą mękę, która uwolniła nas od cierpienia, Jego śmierć, Jego cuda, które są znakiem Jego Boskości, a które zostały zdziałane w ciele przy udziale Bożej mocy, Jego zbawczy krzyż, Jego grób, Jego zmartwychwstanie, Jego wniebowstąpienie - wszystko to opisuj zarówno słowem jak i kolorami.
Niczego się nie lękaj ani niczego nie obawiaj. Znam różnicę między odmiennymi rodzajami oddawania czci. Kłaniał się niegdyś Abraham synom Chamora, mężom bezbożnym i nie mającym zrozumienia dla spraw Bożych, gdy kupował od nich podwójną jaskinię, przeznaczoną na grobowiec (Rdz 23,7; Dz 7,16); kłaniał się Jakub swemu bratu Ezawowi (Rdz 33,3), a także swojemu synowi Józefowi, dostojnikowi egipskiego faraona (Rdz 46,29); kłaniał się też Jozue syn Nuna, a także Daniel przed Aniołem Bożym, ale ich nie uwielbiali. Inną bowiem jest rzeczą cześć uwielbienia, a inną oddawana z szacunku tym, którzy wyróżniają się godnością.
9. Skoro mówimy o obrazie i przysługującej mu czci, przyjrzyjmy się dokładniej, jakie znaczenie posiada każde z tych pojęć. Obraz jest z jednej strony podobny w charakterze do swojego prototypu, z drugiej zaś w pewien sposób od niego się różni; nie pod każdym bowiem wzgledęm obraz podobny jest do swojego pierwowzoru. Tak więc Syn jest żywym, naturalnym i dokładnie podobnym obrazem swego niewidzialnego Ojca, kryjącym w sobie całą pełnię Ojca, będąc z Nim pod każdym względem identycznym, różniąc się jedynie przyczyną istnienia. Naturalną bowiem Jego przyczyną jest Ojciec, a z tej przyczyny pochodzi Syn. Nie Ojciec bowiem pochodzi od Syna, ale Syn ma początek w Ojcu. Pochodzi od Ojca, ale nie jest późniejszy od Niego, będąc tym samym, czym jest Ojciec, który Go zrodził.
10. Są też w Bogu obrazy i modele tego, co ma się dopiero stać przez Niego. Taka jest bowiem Jego przedwieczna i zawsze niezmienna wola. To, co boskie jest pod każdym względem niezmienne, nie ma w sobie zmienności, ani nawet cienia wywołanego tymi zmianami. Obrazy te i modele święty Dionizy, wielki znawca rzeczy boskich nazywa wcześniejszymi określeniami. Bóg bowiem w swoim zamyśle wcześniej określił i ukazał wszystkie te rzeczy, które miały się przez Niego stać, czyniąc je wszystkie, zanim jeszcze powstały, stałymi i niezmiennymi. Podobnie czyni ktoś, gdy chce wybudować dom; najpierw rysuje i przedstawia plan zgodny ze swym zamierzeniem.
Tzw. Biblia świętej Cecylii - Włochy IX w.
Pod względem religijnym ikonoklaści tolerowali jedynie sztukę niefiguratywną, na przykład krzyż jak formę geometryczną, ale bez Ukrzyżowanego, brak elementu figuratywnego wykluczał wszelką kwestię obecności. P. Evdokimov w książce "Sztuka ikony. Teologia piękna" tak opisuje powyższe zagadnienie:
"... ikonoklaści ograniczali swoja optykę do zasady tożsamości i odwoływali się do Eucharystii. Widzieli w niej jedyny adekwatny obraz Chrystusa, ponieważ współistotny z Nim, homoousios, identyczny, tauto zgodny z naturą, kat`ousian. Otóż Eucharystia jest cudem, w którym materia kosmiczna (chleb i wino) stają się materią niebieską przemienionego ciała Chrystusa, lecz cud "przemienienia" dokonuje się bez żadnego podobienstwa. Kanony surowo zakazują wszelkiej wizji "ciała" w kielichu i jakiekolwiek"objawienie" tego rodzaju uważane jest za pokusę przeciwko naturze. Bowiem Słowo "hipostazuje", przyswaja sobie postacie eucharystyczne, włącza je w swoje ciało duchowe: "Ten chleb jest Ciałem Chrystusa", lecz ta substancjalna tożsamość ukrywa eucharystyczną obecność Chrystusa, nie pod zasłoną ściśle związaną z każdą tajemnicą, lecz dlatego, że ta obecność, nie będąc widzialna, pozostaje bez obrazu. To, co widzialne (chleb), zostało po prostu uznane za tożsame z tym, co niewidzialne (z cialem niebieskim), lecz w tym dokonaniu nie ma żadnego miejsca na wizję. Eucharystia nie może w żadnym razie służyć jako ikona, gdyż jest wyłącznie "Ucztą Pańską", którą należy spożywać, anie kontemplować.
Ikona istnieje na zupełnie innej płaszczyźnie, lecz nawet i tutaj nie jest bezpieczna od bałwochwalstwa. Samo słowo "ikona" pochodzące od słowa "eiko" oznaczającego podobieństwo, analogię, wyklucza już wszelkie utożsamianie i podkreśla różnicę w naturze między wizerunkiem a jego pierwowzorem, "miedzy przedstawieniem a tym, co jest przedstawiane" Nigdy nie można powiedzieć, że "ikona Chrystusa jest Chrystusem", tak jak mówi się" "Ten chleb jest Ciałem Chrystusa", gdyż byłoby to oczywistym bałwochwalstwem. Ikona jest obrazem świadczącym o obecności ściśle określonego charakteru: umożliwia modlitewną komunię, nie komunię eucharystyczną, substancjalną, z uwielbioną naturą Chrystusa, lecz mistyczną, duchową komunię z Jego Osobą. "
Karta z manuskryptu z IX w.
8. Zakazy te zostały dane Żydom ze względu na ich skłonność do bałwochwalstwa. Nam zaś, jak mówi święty Teolog ( chodzi z Grzegorza z Nazjanzu, na Wschodzie nazywanego po prostu "Teologiem") , dane zostało, abyśmy uniknąwszy tego zabobonnego błędu i poznawszy dogłębnie prawdę mogli w czystości serca przebywać z Bogiem i uwielbiać jedynego Boga, abyśmy ubogacając się znajomością Pana mogli porzuciwszy to co dziecinne, stać się w pełni dojrzałymi ludźmi. Skoro zaś otrzymaliśmy od Boga zdolność rozróżniania i wiedzę, co można przedstawić jako wizerunek, a czego przedstawiać nie należy, nie potrzebujemy już więcej pozostawać pod opieką wychowawcy.
"Nie widzieliście Jego postaci" - Wj 33,20 - mówi Pismo. Co za mądrość Prawodawcy! W jaki bowiem sposób można obrazowo ukazać to, co niewidzialne, co nieograniczone, niewymierne i nieskończone? Jak można określić to, co pozbawione jest zewnętrznego kształtu? Jak namalować to, co bezcielesne? Któż jest w stanie odsłonić to, co jest tajemnicą? Jasne jest jednak, że gdy widzisz Tego, który z natury jest bezcielesny, ze względu na ciebie stał się człowiekiem, to możesz wykonać wizerunek Jego ludzkiej postaci. Skoro bowiem wiadomo, że Ten, który z natury jest niewidzialny, stał się widzialny pod postacią ciała, tedy można sporządzić obraz tego, co widzialne. Jeżeli Bezcielesny i Bezkształtny, Niewymierny i Nieograniczony w doskonałości swojej Boskiej natury ogałaca samego siebie, przybierając postać sługi w całej rozciągłości i wielości cielesnej postaci, tedy maluj na obrazach Tego, który stał się widzialny, i przedstawiaj Go tak, by mogł być oglądany. Przedstawiaj Jego cudowne zstąpienie z nieba, Jego narodziny z Dziewicy, Jego chrzest w Jordanie, Jego przemienienie na Górze Tabor, Jego zbawczą mękę, która uwolniła nas od cierpienia, Jego śmierć, Jego cuda, które są znakiem Jego Boskości, a które zostały zdziałane w ciele przy udziale Bożej mocy, Jego zbawczy krzyż, Jego grób, Jego zmartwychwstanie, Jego wniebowstąpienie - wszystko to opisuj zarówno słowem jak i kolorami.
Niczego się nie lękaj ani niczego nie obawiaj. Znam różnicę między odmiennymi rodzajami oddawania czci. Kłaniał się niegdyś Abraham synom Chamora, mężom bezbożnym i nie mającym zrozumienia dla spraw Bożych, gdy kupował od nich podwójną jaskinię, przeznaczoną na grobowiec (Rdz 23,7; Dz 7,16); kłaniał się Jakub swemu bratu Ezawowi (Rdz 33,3), a także swojemu synowi Józefowi, dostojnikowi egipskiego faraona (Rdz 46,29); kłaniał się też Jozue syn Nuna, a także Daniel przed Aniołem Bożym, ale ich nie uwielbiali. Inną bowiem jest rzeczą cześć uwielbienia, a inną oddawana z szacunku tym, którzy wyróżniają się godnością.
9. Skoro mówimy o obrazie i przysługującej mu czci, przyjrzyjmy się dokładniej, jakie znaczenie posiada każde z tych pojęć. Obraz jest z jednej strony podobny w charakterze do swojego prototypu, z drugiej zaś w pewien sposób od niego się różni; nie pod każdym bowiem wzgledęm obraz podobny jest do swojego pierwowzoru. Tak więc Syn jest żywym, naturalnym i dokładnie podobnym obrazem swego niewidzialnego Ojca, kryjącym w sobie całą pełnię Ojca, będąc z Nim pod każdym względem identycznym, różniąc się jedynie przyczyną istnienia. Naturalną bowiem Jego przyczyną jest Ojciec, a z tej przyczyny pochodzi Syn. Nie Ojciec bowiem pochodzi od Syna, ale Syn ma początek w Ojcu. Pochodzi od Ojca, ale nie jest późniejszy od Niego, będąc tym samym, czym jest Ojciec, który Go zrodził.
10. Są też w Bogu obrazy i modele tego, co ma się dopiero stać przez Niego. Taka jest bowiem Jego przedwieczna i zawsze niezmienna wola. To, co boskie jest pod każdym względem niezmienne, nie ma w sobie zmienności, ani nawet cienia wywołanego tymi zmianami. Obrazy te i modele święty Dionizy, wielki znawca rzeczy boskich nazywa wcześniejszymi określeniami. Bóg bowiem w swoim zamyśle wcześniej określił i ukazał wszystkie te rzeczy, które miały się przez Niego stać, czyniąc je wszystkie, zanim jeszcze powstały, stałymi i niezmiennymi. Podobnie czyni ktoś, gdy chce wybudować dom; najpierw rysuje i przedstawia plan zgodny ze swym zamierzeniem.
Tzw. Biblia świętej Cecylii - Włochy IX w.
Pod względem religijnym ikonoklaści tolerowali jedynie sztukę niefiguratywną, na przykład krzyż jak formę geometryczną, ale bez Ukrzyżowanego, brak elementu figuratywnego wykluczał wszelką kwestię obecności. P. Evdokimov w książce "Sztuka ikony. Teologia piękna" tak opisuje powyższe zagadnienie:
"... ikonoklaści ograniczali swoja optykę do zasady tożsamości i odwoływali się do Eucharystii. Widzieli w niej jedyny adekwatny obraz Chrystusa, ponieważ współistotny z Nim, homoousios, identyczny, tauto zgodny z naturą, kat`ousian. Otóż Eucharystia jest cudem, w którym materia kosmiczna (chleb i wino) stają się materią niebieską przemienionego ciała Chrystusa, lecz cud "przemienienia" dokonuje się bez żadnego podobienstwa. Kanony surowo zakazują wszelkiej wizji "ciała" w kielichu i jakiekolwiek"objawienie" tego rodzaju uważane jest za pokusę przeciwko naturze. Bowiem Słowo "hipostazuje", przyswaja sobie postacie eucharystyczne, włącza je w swoje ciało duchowe: "Ten chleb jest Ciałem Chrystusa", lecz ta substancjalna tożsamość ukrywa eucharystyczną obecność Chrystusa, nie pod zasłoną ściśle związaną z każdą tajemnicą, lecz dlatego, że ta obecność, nie będąc widzialna, pozostaje bez obrazu. To, co widzialne (chleb), zostało po prostu uznane za tożsame z tym, co niewidzialne (z cialem niebieskim), lecz w tym dokonaniu nie ma żadnego miejsca na wizję. Eucharystia nie może w żadnym razie służyć jako ikona, gdyż jest wyłącznie "Ucztą Pańską", którą należy spożywać, anie kontemplować.
Ikona istnieje na zupełnie innej płaszczyźnie, lecz nawet i tutaj nie jest bezpieczna od bałwochwalstwa. Samo słowo "ikona" pochodzące od słowa "eiko" oznaczającego podobieństwo, analogię, wyklucza już wszelkie utożsamianie i podkreśla różnicę w naturze między wizerunkiem a jego pierwowzorem, "miedzy przedstawieniem a tym, co jest przedstawiane" Nigdy nie można powiedzieć, że "ikona Chrystusa jest Chrystusem", tak jak mówi się" "Ten chleb jest Ciałem Chrystusa", gdyż byłoby to oczywistym bałwochwalstwem. Ikona jest obrazem świadczącym o obecności ściśle określonego charakteru: umożliwia modlitewną komunię, nie komunię eucharystyczną, substancjalną, z uwielbioną naturą Chrystusa, lecz mistyczną, duchową komunię z Jego Osobą. "
Karta z manuskryptu z IX w.
wtorek, 29 maja 2012
Klemens Aleksandryjski o obrazach
Bardzo duży wpływ na rozprzestrzenienie się ikonoklazmu miało także dziedzictwo spirytualizmu helleńskiego. Obraz był co najwyżej tolerowany. Jeszcze w II wieku Klemens Aleksandryjski nie natrafiał na żaden sprzeciw pisząc, iż dzieła sztuki nigdy nie są Boże ani święte ze względu na swój materialny charakter i na Bożą transcendencję. W swoim najważniejszym dziele, które znamy dzisiaj jako "Kobierce" zamieścił znamienny rozdział noszący następujący tytuł:
Kobierzec VII, 5
[O tym, że świętość duszy jest wspanialszą świątynią Boga niż jakakolwiek inna wykonana ręką ludzką]
Ikona przedstawiająca św. Klemensa Aleksandryjskiego
"Albo czyż nie jest słuszne i zgodne z prawdą, żeby nie ograniczać jakąkolwiek przestrzenią Tego, który jest nieograniczony, ani w świątyniach "ręką ludzką wykonanych" nie zamykać Tego, który wszystko w sobie zamyka? Jakież bowiem dzieło architektów lub kamieniarzy, lub w ogóle rękodzielników mogłoby zarazem być święte? Czyż nie są lepsi od nich ci, którzy powietrze i atmosferę lub - co więcej - cały świat, a nawet wszechświat uznali dopiero za świątynię godną wzniosłości Boga? Byłoby przecież śmieszne (jak to nawet sami filozofowie zakładają), gdyby człowiek, będący "igraszką Boga", chciał wykonać Boga i gdyby Bóg stał się zabawą sztuki ludzkiej. Bo to, co się staje, jest identyczne i podobne do tego, z czego sie staje, na przykład co powstaje z kosci słoniowej, jest kością sloniową, a co ze złota, jest złote. A z kolei posągi i świątynie, wykonywane przez ludzi rzemiosła, sporządza się z biernej materii. Więc i one są bez życia i materialne, i bez znamion świetości. A jeśli nawet doprowadzisz swój kunszt do stanu doskonałości, jednak zachowuje on pewne znamię rzemiosła. A zatem dzieła sztuki nie mają charakteru świętego i boskiego. A przy tym - co ma być umiejscowione, jeśli nie istnieje nic, co nie byłoby umiejscowione, skoro wszystko ma swe miejsce w przestrzeni? Z kolei, coś przez kogoś umiejscawiane, przedtem nie musiało mieć stałego miejsca. Jeśli więc Bóg jest umiejscawiany przez ludzi, w takim razie przedtem nie miał żadnego stałego miejsca, a więc nie miał bytu? Tylko to bowiem, co nie istnieje, jest właśnie tym, co nie może być umiejscowione. Zatem to wszystko, co nie istnieje, musi najpierw doznać umiejscowienia. Co zaś istnieje, nie może być powoływane do życia przez coś, co nie istnieje, ani także przez coś innego , co istnieje. Bo ono samo dla siebie jest bytem. Pozostaje więc tylko jeszcze jedna możliwość; że to, co istnieje, samo siebie powołuje do życia. Lecz jakże ono samo może siebie powołać do życia? Albo w jaki sposób to, co istnieje, potrafi samo siebie umiejscowić w bycie? Czy to znaczy, że będąc przedtem nie umiejscowione w bycie, umiejscawia w bycie z kolei samo siebie? Ale przecież w takim razie nie mogłoby istnieć, bo tylko to, co nie istnieje, nie może być umiejscowione w bycie. I jakże to, co uchodzi za umiejscowione w bycie, samo siebie mogłoby dopiero później uczynić tym, co już przedtem miało byt? W jaki z kolei sposób tp, od czego pochodzą wszystkie byty, miałoby czegoś potrzebować? Lecz jeśli to, co booskie, jest podobne do człowieka, w takim razie potrzebować będzie tego samego co człowiek: pożywienia i ubrania, i mieszkania, i wszystkiego, co sie z tym wiąże. Wszak istoty o tym samym kształcie i o tych samych doznaniach potrzebować będą tego samego sposobu życia. Jeśli pojęcie "świętości" dwojako bywa rozumiane, albo w odniesieniu do Boga samego, albo w stosunku do budowli ku Jego czci wystawionej, dlaczego nie mamy świątynią Boga w pełnym znaczeniu nazywac Kościoła, ktory będąc ku czci Boga powołany do życia doznał uświęcenia poprzez pełne poznanie, świątynią wielkiej wartości i wzniesioną nie przy pomocy sztuki rzemieślniczej ani ozdobioną przez rekę jakiegoś magika, ale powołaną do życia przez Bożą wolę? Bo nie miejsce, lecz zgromadzenie wybranych nazywam tu "Kościołem". Ta świątynia jest lepiej przystosowana do przyjęcia wzniosłości dostojeństwa Bożego. Mianowicie istota o dużej wartości, przez obcowanie z Tym, który jest jedyną prawdziwą wartością, a w stosunku do którego nic nie ma żadnej wartości, doznaje uświęcenia ze względu na Jego nadmiar świętości. Tą istotą, wiele wartą i cenna dla Boga, może byc tylko gnostyk, w którym Bóg znajduje swe święte miejsce. Tu także możemy znaleźć Jego podobiznę, Boży i święty posąg, tu, w duszy człowieka sprawiedliwego, jeśli jest ona błogosławiona, jako już uprzednio oczyszczona i jako sprawczyni błogosławionych czynów. Tu występuje albo już coś umiejscowionego, albo dopiero umiejscawiającego się. W pierwszym wypadku chodzi o ludzi, którzy stali się już gnostykami, w drugim - o tych, którzy mogą się nimi stać, ale jeszcze nie są godni przyjąć do swego wnętrza wiedzy o Bogu. To wszystko bowiem, co ma pewną dyspozycję do wiary, a w oczach Boga już posiada wiarę, jest ku czci Bożej umiejscowionym posągiem, pełnym cnoty, Bogu poświęconym."
Chrześcijańska krytyka obrazu jak widać szukała inspiracji także w filozofii starożytnej. Tym bardziej że wczesnochrześcijańscy apologeci poważnie traktowali starotestamentowe zakazy robienia jakichkolwiek obrazów Boga. Chociaż nalezy wziąść pod uwagę fakt iż neoplatońscy pisarze pogańscy pomniejszali znaczenie tworzenia obrazów bożków w religii greckiej, tworząc tym samym doktrynę względnego znaczenia obrazu , tym samym starając się wykazać niższość chrześcijaństwa wzwiązku z coraz silniejszym kultem obrazów. Przykładem takiego argumentu są słowa Porfiriusza, uczeń Plotyna, autor dzieła Adversus christianos, z którego zachowały się tylko fragmenty pisał tak:
"Jeśli jacyś Hellenowie są na tyle lekkomyślni, by wierzyć, że bogowie żyją wewnątrz posągów, to ich myśl jest i tak czystsza od myśli tych [chrześcijan], którzy wierzą, że Bóstwo weszło w łono Dziewicy, stało się płodem, zostało zrodzone i owinięte w bieliznę, było pełne krwi, błon, żółci, a nawet wstrętniejszych rzeczy".
Powoli, dotychczasowa debata toczona w kręgach intelektualnych, staje się debata publiczną. Po ponad 200 latach przyniesie ona efekt w postaci 3 mów w obronie obrazów św. Jana do których powrócimy w następnym wpisie.
Oprawa Ewangeliarza z XII wieku
Kobierzec VII, 5
[O tym, że świętość duszy jest wspanialszą świątynią Boga niż jakakolwiek inna wykonana ręką ludzką]
Ikona przedstawiająca św. Klemensa Aleksandryjskiego
"Albo czyż nie jest słuszne i zgodne z prawdą, żeby nie ograniczać jakąkolwiek przestrzenią Tego, który jest nieograniczony, ani w świątyniach "ręką ludzką wykonanych" nie zamykać Tego, który wszystko w sobie zamyka? Jakież bowiem dzieło architektów lub kamieniarzy, lub w ogóle rękodzielników mogłoby zarazem być święte? Czyż nie są lepsi od nich ci, którzy powietrze i atmosferę lub - co więcej - cały świat, a nawet wszechświat uznali dopiero za świątynię godną wzniosłości Boga? Byłoby przecież śmieszne (jak to nawet sami filozofowie zakładają), gdyby człowiek, będący "igraszką Boga", chciał wykonać Boga i gdyby Bóg stał się zabawą sztuki ludzkiej. Bo to, co się staje, jest identyczne i podobne do tego, z czego sie staje, na przykład co powstaje z kosci słoniowej, jest kością sloniową, a co ze złota, jest złote. A z kolei posągi i świątynie, wykonywane przez ludzi rzemiosła, sporządza się z biernej materii. Więc i one są bez życia i materialne, i bez znamion świetości. A jeśli nawet doprowadzisz swój kunszt do stanu doskonałości, jednak zachowuje on pewne znamię rzemiosła. A zatem dzieła sztuki nie mają charakteru świętego i boskiego. A przy tym - co ma być umiejscowione, jeśli nie istnieje nic, co nie byłoby umiejscowione, skoro wszystko ma swe miejsce w przestrzeni? Z kolei, coś przez kogoś umiejscawiane, przedtem nie musiało mieć stałego miejsca. Jeśli więc Bóg jest umiejscawiany przez ludzi, w takim razie przedtem nie miał żadnego stałego miejsca, a więc nie miał bytu? Tylko to bowiem, co nie istnieje, jest właśnie tym, co nie może być umiejscowione. Zatem to wszystko, co nie istnieje, musi najpierw doznać umiejscowienia. Co zaś istnieje, nie może być powoływane do życia przez coś, co nie istnieje, ani także przez coś innego , co istnieje. Bo ono samo dla siebie jest bytem. Pozostaje więc tylko jeszcze jedna możliwość; że to, co istnieje, samo siebie powołuje do życia. Lecz jakże ono samo może siebie powołać do życia? Albo w jaki sposób to, co istnieje, potrafi samo siebie umiejscowić w bycie? Czy to znaczy, że będąc przedtem nie umiejscowione w bycie, umiejscawia w bycie z kolei samo siebie? Ale przecież w takim razie nie mogłoby istnieć, bo tylko to, co nie istnieje, nie może być umiejscowione w bycie. I jakże to, co uchodzi za umiejscowione w bycie, samo siebie mogłoby dopiero później uczynić tym, co już przedtem miało byt? W jaki z kolei sposób tp, od czego pochodzą wszystkie byty, miałoby czegoś potrzebować? Lecz jeśli to, co booskie, jest podobne do człowieka, w takim razie potrzebować będzie tego samego co człowiek: pożywienia i ubrania, i mieszkania, i wszystkiego, co sie z tym wiąże. Wszak istoty o tym samym kształcie i o tych samych doznaniach potrzebować będą tego samego sposobu życia. Jeśli pojęcie "świętości" dwojako bywa rozumiane, albo w odniesieniu do Boga samego, albo w stosunku do budowli ku Jego czci wystawionej, dlaczego nie mamy świątynią Boga w pełnym znaczeniu nazywac Kościoła, ktory będąc ku czci Boga powołany do życia doznał uświęcenia poprzez pełne poznanie, świątynią wielkiej wartości i wzniesioną nie przy pomocy sztuki rzemieślniczej ani ozdobioną przez rekę jakiegoś magika, ale powołaną do życia przez Bożą wolę? Bo nie miejsce, lecz zgromadzenie wybranych nazywam tu "Kościołem". Ta świątynia jest lepiej przystosowana do przyjęcia wzniosłości dostojeństwa Bożego. Mianowicie istota o dużej wartości, przez obcowanie z Tym, który jest jedyną prawdziwą wartością, a w stosunku do którego nic nie ma żadnej wartości, doznaje uświęcenia ze względu na Jego nadmiar świętości. Tą istotą, wiele wartą i cenna dla Boga, może byc tylko gnostyk, w którym Bóg znajduje swe święte miejsce. Tu także możemy znaleźć Jego podobiznę, Boży i święty posąg, tu, w duszy człowieka sprawiedliwego, jeśli jest ona błogosławiona, jako już uprzednio oczyszczona i jako sprawczyni błogosławionych czynów. Tu występuje albo już coś umiejscowionego, albo dopiero umiejscawiającego się. W pierwszym wypadku chodzi o ludzi, którzy stali się już gnostykami, w drugim - o tych, którzy mogą się nimi stać, ale jeszcze nie są godni przyjąć do swego wnętrza wiedzy o Bogu. To wszystko bowiem, co ma pewną dyspozycję do wiary, a w oczach Boga już posiada wiarę, jest ku czci Bożej umiejscowionym posągiem, pełnym cnoty, Bogu poświęconym."
Chrześcijańska krytyka obrazu jak widać szukała inspiracji także w filozofii starożytnej. Tym bardziej że wczesnochrześcijańscy apologeci poważnie traktowali starotestamentowe zakazy robienia jakichkolwiek obrazów Boga. Chociaż nalezy wziąść pod uwagę fakt iż neoplatońscy pisarze pogańscy pomniejszali znaczenie tworzenia obrazów bożków w religii greckiej, tworząc tym samym doktrynę względnego znaczenia obrazu , tym samym starając się wykazać niższość chrześcijaństwa wzwiązku z coraz silniejszym kultem obrazów. Przykładem takiego argumentu są słowa Porfiriusza, uczeń Plotyna, autor dzieła Adversus christianos, z którego zachowały się tylko fragmenty pisał tak:
"Jeśli jacyś Hellenowie są na tyle lekkomyślni, by wierzyć, że bogowie żyją wewnątrz posągów, to ich myśl jest i tak czystsza od myśli tych [chrześcijan], którzy wierzą, że Bóstwo weszło w łono Dziewicy, stało się płodem, zostało zrodzone i owinięte w bieliznę, było pełne krwi, błon, żółci, a nawet wstrętniejszych rzeczy".
Powoli, dotychczasowa debata toczona w kręgach intelektualnych, staje się debata publiczną. Po ponad 200 latach przyniesie ona efekt w postaci 3 mów w obronie obrazów św. Jana do których powrócimy w następnym wpisie.
Oprawa Ewangeliarza z XII wieku
czwartek, 24 maja 2012
Św. Kolumban Młodszy - Reguła mnichów
"O ty, życie ludzkie, kruche i śmiertelne, jak wieluś zwiodło, jak wieluś oszukało, jak wieluś zaślepiło!.... Czymże wiec jesteś, życie ludzkie? Jesteś drogą śmiertelnych, a nie życiem.... jesteś drogą życia, a nie życiem; jesteś prawdziwą drogą, ale nie bezpiecznym traktem, dla jednych długą, dla innych krótką, dla jednych szeroką, dla innych wąską, ..., taką, po której wszyscy jednak w pośpiechu dążymy, a z której nie sposób zawrócić...Nikt oto nie mieszka na drodze, tylko kroczy po niej, aby ci, którzy ją przebędą, mogli zamieszkać w ojczyźnie [niebieskiej].
Tak brzmi początek V kazania św. Kolumbana, jednego z najsłynniejszych irlandzkich mnichów, pielgrzymów. Jest on najlepszym przykładem zjawiska jakże typowego dla ówczesnego Koscioła irlandzkiego, zjawiska znanego jako "peregrinatio pro Christi amore". Życie bowiem jest tylko nieustanną podróża, tak jak napisał to św. Kolumban.
Aby choć w skrócie zrozumiec sens tej nieustannej wędrówki która stała się tak ściśle związana z Irlandczykami że jeszcze w IX wieku Walafried Strabo pisząc biografię św. Galla - jednego z współtowarzyszy św. Kolumbana zamieścił znamienne zdanie: "pochodził on z narodu Iroszkotów, dla których obyczaj podróżowania do obcych krajów stał się niemal drugą naturą".
Kościół iryjskie nie miał swoich męczenników za wiarę. To, co obecnie można uznać za sukces wtedy odczuwano jako pewnego rodzaju defekt. W efekcie, nie mogąc liczyc na prawdziwe, krwawe męczeństwo co gorliwsi iryjscy chrześcijanie rozwinęli ideologię męczeństw "zastępczych". Idea tak najpełniej jest przedstawiona w zabytku powstałym w VIII wieku, nazywanym od miejsca przechowywania - homiliarzem z Cambrai:
"Otóż istnieją trzy rodzaje męczeństwa, które znaczą dla człowieka tyle co krzyż: białe męczeństwo (baanmartre), zielone męczeństwo (glasmartre) i czerwone męczeństwo (dercmartre). Białe męczeństwo jest udziałem człowieka, gdy ten z miłości do Boga porzuca wszystko, co kocha, cierpi od postów i trudów. Zielone męczeństwo cierpią ci, którzy za pomocą tych samych środków (posty i trudy) uwalniają się od swych pragnień albo cierpią znój w pokucie i skrusze. Czerwone męczeństwo jest udziałem tych, którzy znoszą krzyż i zagładę dla Chrystusa, tak jak apostołowie..."
Średniowieczne malowidło przedstawiające św. Kolumbana
Zielone męczeństwo stało się więc dla Irlandczyków najwyższą dostępną im formą męczeństwa. Białe bowiem - to codzienny trud życia ascetycznego, zielone natomiast symbolizujące barwy morza i chmur - to łzy, trud i posty pokutującego za grzechy, będącego w nieustannej podróży pielgrzyma.
Podstawowym warunkiem był element dobrowolnego wygnania, bez możliwości powrotu oraz prowadzenia życia na wygnaniu we wspólnocie klasztornej.
Ich chęć nieustannej podróży jest tak silna gdyż wszelki zbyt długi postój uznawano że łamanie tak odczytanego powołania. Znana nam patronka Irlandii św. Brygida miała kiedyś poprosić wędrującego nauczyciela, by choć na krotko został przy niej. On jednak miał tak odpowiedzieć:
"Siostro, nie może być dla mnie żadnego odpoczynku, oto bramy niebios są właśnie otwarte, a boję się, że mogą się przede mną zamknąć".
Takim też wędrowcem był św. Kolumban ur. ok. 561 r. w prowincji Leinster w Irlandii Wschodniej, zmarł 23 listopada 615 roku w Bobbio - północne Włochy.
Trasa "peregrinatio" św. Kolumbana
Zyciorys św. Kolumbana jest bardzo dobrze znany głównie za sprawą biografii świętego napisanej w latach 639-642 przez Jonasza z Bobbio. Nie będę omawiał życia mnicha-pielgrzyma, chciałbym bowiem zatrzymać się na tym co było chyba najbardziej istotne w jego działalności - każde miejsce jego dłuższego postoju zaowocowało powstaniem nowego klasztoru z ktorych najsłynniejszy to klasztor w Luxueil oraz klasztor w Bobbio. W związku z powyższym Kolumban stworzył także reguły życia dla mnichów żyjących w założonych przez niego klasztorach. Znamy trzy takie dokumenty: Reguła mnichów, Reguła klasztorna i Księga pokutna.
W tym miejscu chciałbym przytoczyć tekst mniej znanej Reguły mnichów. Jest ona poświęcona ogólnym zasadom życia monastycznego. Wywarła ona duży wpływ na późniejsze reguły, będąc dobitnym świadectwem zasad dominujących w iryjskim życiu monastycznym . Nie znamy dokladnje daty powstania tekstu, na pewno powstała w Luxueil jednym z trzech opactw założonych na terenie Burgundii przez świętego. Pozostałe dwa to Annegray i Fontaines.
Pałac opatów w Luxueil - stan dzisiejszy
REGUŁA MNICHÓW
Początek Reguły mnichów świętego Kolumbana , opata.
Pierwszym i najważniejszym pouczeniem, jakie otrzymaliśmy, jest to, że Boga mamy miłować z całego serca, z całego umysłu i ze wszystkich sił, bliźniego zaś tak, jak samych siebie.
I. O posłuszeństwie
1. W celu okazania posłuszeństwa wszyscy słuchacze winni powstać przy pierwszych słowach starszego; otóż posłuszeństwo okazuje się Bogu, albowiem Pan nasz, Jezus Chrystus, powiedział: Kto was słucha, Mnie słucha. 2. Jeśli zatem ktoś słuchając natychmiast nie powstanie, uznać go trzeba za nieposłusznego. Jeśliby zaś się sprzeciwił, dopuszcza się przewinienia krnąbrności i dlatego winien jest nie tylko nieposłuszeństwa, ale - ponieważ innym daje przykład hardości - należy uznać go za demoralizatora. 3. Kto by zaś szemrał i niechętnie okazywał posłuszeństwo, tego również uznać należy za nieposłusznego. Dlatego też trzeba potępić jego postępowanie do czasu, aż okaże dobrą wolę.
A jakie są granice posłuszeństwa? Z pewnością okazywać je trzeba aż do śmierci, ponieważ Chrystus aż do śmierci za nas okazywał posłuszeństwo Ojcu. Sam nam wskazuje na to, mówiąc przez usta Apostoła: To dążenie niechaj was ożywia, ono też było w Chrystusie Jezusie. On będąc w postaci Bożej nie uważał za grabież swej równości z Bogiem, ale ogołocił sam siebie przyjąwszy postać sługi i w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka uniżył sam siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej.
Posłuszni zatem prawdziwi uczniowie Chrystusa nie powinni wzbraniać się przed niczym, choćby to nawet było uciążliwe i trudne, lecz winni przyjmować wszystko z gorliwością i radością. Inne posłuszeństwo bowiem nie będzie miłe Bogu, który mówi: Kto nie bierze krzyża swego, a idzie za Mną, nie jest Mnie godny. Dlatego też o godnym uczniu mówi: Gdzie ja jestem, tam będzie i mój sługa.
II. O milczeniu
4. Zalecamy, aby pilnie przestrzegano zasady milczenia, ponieważ napisano: Milczenie i pokój pielęgnują sprawiedliwość. Aby więc nie zasłużyć na zarzut gadulstwa, trzeba milczeć, wyjąwszy okoliczność, kiedy mówienie jest nieodzowne i przynosi pożytek. Wszak, wedle słów Pisma, nie uniknie się grzechu w gadulstwie. Dlatego też Zbawiciel stwierdza: Na podstawie słów twoich będziesz uniewinniony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony. Sprawiedliwie będą potępieni ci, którzy, chociaż mogli, nie chcieli glosić sprawiedliwości, lecz woleli w wielomownym gadulstwie wypowiadać słowa złe, niesprawiedliwe, bezbożne, czcze, krzywdzące innych, niepewne, fałszywe, dziwaczne, bluźniercze, przykre i pełne wykrętów. Mnisi zatem winni milczeć o takich i tym podobnych sprawach, a przemawiać z ostrożnością i rozwagą, aby w wystepnej gadatliwości nie wybuchły uwłaczające wyrazy albo zuchwałe spory.
Tak brzmi początek V kazania św. Kolumbana, jednego z najsłynniejszych irlandzkich mnichów, pielgrzymów. Jest on najlepszym przykładem zjawiska jakże typowego dla ówczesnego Koscioła irlandzkiego, zjawiska znanego jako "peregrinatio pro Christi amore". Życie bowiem jest tylko nieustanną podróża, tak jak napisał to św. Kolumban.
Aby choć w skrócie zrozumiec sens tej nieustannej wędrówki która stała się tak ściśle związana z Irlandczykami że jeszcze w IX wieku Walafried Strabo pisząc biografię św. Galla - jednego z współtowarzyszy św. Kolumbana zamieścił znamienne zdanie: "pochodził on z narodu Iroszkotów, dla których obyczaj podróżowania do obcych krajów stał się niemal drugą naturą".
Kościół iryjskie nie miał swoich męczenników za wiarę. To, co obecnie można uznać za sukces wtedy odczuwano jako pewnego rodzaju defekt. W efekcie, nie mogąc liczyc na prawdziwe, krwawe męczeństwo co gorliwsi iryjscy chrześcijanie rozwinęli ideologię męczeństw "zastępczych". Idea tak najpełniej jest przedstawiona w zabytku powstałym w VIII wieku, nazywanym od miejsca przechowywania - homiliarzem z Cambrai:
"Otóż istnieją trzy rodzaje męczeństwa, które znaczą dla człowieka tyle co krzyż: białe męczeństwo (baanmartre), zielone męczeństwo (glasmartre) i czerwone męczeństwo (dercmartre). Białe męczeństwo jest udziałem człowieka, gdy ten z miłości do Boga porzuca wszystko, co kocha, cierpi od postów i trudów. Zielone męczeństwo cierpią ci, którzy za pomocą tych samych środków (posty i trudy) uwalniają się od swych pragnień albo cierpią znój w pokucie i skrusze. Czerwone męczeństwo jest udziałem tych, którzy znoszą krzyż i zagładę dla Chrystusa, tak jak apostołowie..."
Średniowieczne malowidło przedstawiające św. Kolumbana
Zielone męczeństwo stało się więc dla Irlandczyków najwyższą dostępną im formą męczeństwa. Białe bowiem - to codzienny trud życia ascetycznego, zielone natomiast symbolizujące barwy morza i chmur - to łzy, trud i posty pokutującego za grzechy, będącego w nieustannej podróży pielgrzyma.
Podstawowym warunkiem był element dobrowolnego wygnania, bez możliwości powrotu oraz prowadzenia życia na wygnaniu we wspólnocie klasztornej.
Ich chęć nieustannej podróży jest tak silna gdyż wszelki zbyt długi postój uznawano że łamanie tak odczytanego powołania. Znana nam patronka Irlandii św. Brygida miała kiedyś poprosić wędrującego nauczyciela, by choć na krotko został przy niej. On jednak miał tak odpowiedzieć:
"Siostro, nie może być dla mnie żadnego odpoczynku, oto bramy niebios są właśnie otwarte, a boję się, że mogą się przede mną zamknąć".
Takim też wędrowcem był św. Kolumban ur. ok. 561 r. w prowincji Leinster w Irlandii Wschodniej, zmarł 23 listopada 615 roku w Bobbio - północne Włochy.
Trasa "peregrinatio" św. Kolumbana
Zyciorys św. Kolumbana jest bardzo dobrze znany głównie za sprawą biografii świętego napisanej w latach 639-642 przez Jonasza z Bobbio. Nie będę omawiał życia mnicha-pielgrzyma, chciałbym bowiem zatrzymać się na tym co było chyba najbardziej istotne w jego działalności - każde miejsce jego dłuższego postoju zaowocowało powstaniem nowego klasztoru z ktorych najsłynniejszy to klasztor w Luxueil oraz klasztor w Bobbio. W związku z powyższym Kolumban stworzył także reguły życia dla mnichów żyjących w założonych przez niego klasztorach. Znamy trzy takie dokumenty: Reguła mnichów, Reguła klasztorna i Księga pokutna.
W tym miejscu chciałbym przytoczyć tekst mniej znanej Reguły mnichów. Jest ona poświęcona ogólnym zasadom życia monastycznego. Wywarła ona duży wpływ na późniejsze reguły, będąc dobitnym świadectwem zasad dominujących w iryjskim życiu monastycznym . Nie znamy dokladnje daty powstania tekstu, na pewno powstała w Luxueil jednym z trzech opactw założonych na terenie Burgundii przez świętego. Pozostałe dwa to Annegray i Fontaines.
Pałac opatów w Luxueil - stan dzisiejszy
REGUŁA MNICHÓW
Początek Reguły mnichów świętego Kolumbana , opata.
Pierwszym i najważniejszym pouczeniem, jakie otrzymaliśmy, jest to, że Boga mamy miłować z całego serca, z całego umysłu i ze wszystkich sił, bliźniego zaś tak, jak samych siebie.
I. O posłuszeństwie
1. W celu okazania posłuszeństwa wszyscy słuchacze winni powstać przy pierwszych słowach starszego; otóż posłuszeństwo okazuje się Bogu, albowiem Pan nasz, Jezus Chrystus, powiedział: Kto was słucha, Mnie słucha. 2. Jeśli zatem ktoś słuchając natychmiast nie powstanie, uznać go trzeba za nieposłusznego. Jeśliby zaś się sprzeciwił, dopuszcza się przewinienia krnąbrności i dlatego winien jest nie tylko nieposłuszeństwa, ale - ponieważ innym daje przykład hardości - należy uznać go za demoralizatora. 3. Kto by zaś szemrał i niechętnie okazywał posłuszeństwo, tego również uznać należy za nieposłusznego. Dlatego też trzeba potępić jego postępowanie do czasu, aż okaże dobrą wolę.
A jakie są granice posłuszeństwa? Z pewnością okazywać je trzeba aż do śmierci, ponieważ Chrystus aż do śmierci za nas okazywał posłuszeństwo Ojcu. Sam nam wskazuje na to, mówiąc przez usta Apostoła: To dążenie niechaj was ożywia, ono też było w Chrystusie Jezusie. On będąc w postaci Bożej nie uważał za grabież swej równości z Bogiem, ale ogołocił sam siebie przyjąwszy postać sługi i w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka uniżył sam siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej.
Posłuszni zatem prawdziwi uczniowie Chrystusa nie powinni wzbraniać się przed niczym, choćby to nawet było uciążliwe i trudne, lecz winni przyjmować wszystko z gorliwością i radością. Inne posłuszeństwo bowiem nie będzie miłe Bogu, który mówi: Kto nie bierze krzyża swego, a idzie za Mną, nie jest Mnie godny. Dlatego też o godnym uczniu mówi: Gdzie ja jestem, tam będzie i mój sługa.
II. O milczeniu
4. Zalecamy, aby pilnie przestrzegano zasady milczenia, ponieważ napisano: Milczenie i pokój pielęgnują sprawiedliwość. Aby więc nie zasłużyć na zarzut gadulstwa, trzeba milczeć, wyjąwszy okoliczność, kiedy mówienie jest nieodzowne i przynosi pożytek. Wszak, wedle słów Pisma, nie uniknie się grzechu w gadulstwie. Dlatego też Zbawiciel stwierdza: Na podstawie słów twoich będziesz uniewinniony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony. Sprawiedliwie będą potępieni ci, którzy, chociaż mogli, nie chcieli glosić sprawiedliwości, lecz woleli w wielomownym gadulstwie wypowiadać słowa złe, niesprawiedliwe, bezbożne, czcze, krzywdzące innych, niepewne, fałszywe, dziwaczne, bluźniercze, przykre i pełne wykrętów. Mnisi zatem winni milczeć o takich i tym podobnych sprawach, a przemawiać z ostrożnością i rozwagą, aby w wystepnej gadatliwości nie wybuchły uwłaczające wyrazy albo zuchwałe spory.
Subskrybuj:
Posty (Atom)